Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    31

    wiek


    Policjant

    ZAJĘCIE


    nie wie, co zrobić

    UCZUCIA




      
    Mason
       Kernighan

      
    "I'll be good, I'll be good and I'll love the world, like I should

      

      

      

      

      

      

    2020-07-10, 14:44


    Kwestia niespodziewanych, niekoniecznie przyjemnych prezentów była swego rodzaju klasykiem, który był znany każdemu szanującemu się gliniarzowi. Chociaż Deep Lakes niewątpliwie pozostawało wyjątkiem pod względem częstotliwości takich paczek, to jednak każda tego typu sytuacja budziła niepokój - nawet w zaprawionym w boju Kernighanie.
    Tego typu przesyłki były niczym niewypowiedziana groźba i w dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadków spełniały swoją rolę bardzo skutecznie. Wystarczyła jedna kartka i trochę krwi - to samo w sobie sugerowało konieczność większej roztropności, zwłaszcza w chwilach, gdy potencjalny sprawca pozostawał nieustalony. Osoby posiadające wielu wrogów mogły przebierać w ewentualnych rozwiązaniach, jednak szary, pozbawiony nieprzyjaciół, porządnie żyjący człowiek - mógł czuć się przerażony.
    Rodzina Kahan niewątpliwie zdążyła przyzwyczaić się do tego, że przez władze miasta była traktowana po macoszemu. Policja również miała w tym swój udział, jednak Mason zawsze starał się podchodzić do przychodzących po pomoc osób tak samo - bez względu na nazwisko.
    Niestety dla niego - te, podczas rozmowy z Atlasem, zaczęły padać niesamowicie szybko.
    - Fanatycy? Z tego, co wiem, jedynymi fanatykami Wilsonów są sami Wilsonowie. U Dohemy'ch też panuje ta zasada - mruknął z rozbawieniem, którego bardzo szybko pożałował. Sprawa, wbrew wszelkim pozorom, była poważna. Nie powinien był z tego żartować, szczególnie, że wspomniana klika ludzi w dużym stopniu odpowiadała za pieniądze docierające również na komendę. Z drugiej jednak strony - czy on kiedykolwiek się tym przejmował? Po prostu działał, bo taki był jego zawód. Atlas jednak wcale nie musiał znać jego prywatnego nastawienia.
    - Mnóstwo dzieciaków od nich chodzi z Tobą do szkoły. Jesteś pewien, że to nie jest głupi żart Twoich kumpli? - wiedział, że tego typu pytanie mogłoby chłopaka jedynie bardziej zirytować, ale musiał wziąć pod uwagę każdy, nawet najgłupszy i najbardziej banalny scenariusz.
    - Naprawdę nie zauważyłeś niczego wokół domu? Tego dnia i w ciągu kilku ostatnich? Nikt się nie kręcił? Nie działo się nic podejrzanego? - zagaił, momentalnie poważniejąc. Ściągnąwszy rękawiczki, wrzucił je do stojącego nieopodal biurka kosza i znów zatrzymał wzrok na wysokości twarzy swojego gościa.
     
    imię / nick:ever
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    18

    wiek


    będę milczał

    ZAJĘCIE


    i tak jestem martwy

    UCZUCIA




      
    atlas
       kahan

      
    "you're so art deco, out on the floor

      

      

      

      

      

      

    2020-07-10, 15:43


    - To chyba wiemy różne rzeczy – odpowiedział spokojnie, w zamyśle nie mając zamiaru zabrzmieć niegrzecznie, ale nie zamierzając w tej kwestii ustąpić. Atlasowi nie brakowało bowiem powodów do sądzenia, że członkowie tych rodzin mogliby chcieć źle dla niego i jego rodziny – z drugiej strony, nie spodziewał się, by za szczury w kartonach i inne codzienne pogróżki miałby odpowiadać Marcus Wilson we własnej osobie, wiedząc doskonale, że nikt o takiej randze i na takim stanowisku nawet nie pomyślałby o tykaniu się podobnych spraw. Z pewnością miałby od tego właściwych ludzi. I to właśnie ich Atlas z wygody decydował się nazywać fanatykami. – Moich kumpli? Nie – odparł bez choćby chwili zawahania, wiedząc doskonale, że nikt ze znajomych, kto chciałby wyciąć mu zabawny dowcip nie wybrałby tego sposobu. Nie z wiedzą na temat tego, co działo się w domu Kahanów już od dobrych paru lat. – Ale dzieci Wilsonów to nie są moi kumple. Nigdy nie byli. Więc jeśli to oni są za to odpowiedzialni, nie traktuję tego jako żart tylko zwyczajną groźbę – wyjaśnił jeszcze, zawieszając spojrzenie na Masonie. Z powodzeniem udawało mu się stłamsić emocje, które w tym momencie usiłowały wziąć nad nim górę – jak zwykle uciekł w chłodne zdystansowanie, za wszelką cenę usiłując nie dać Kernighanowi do zrozumienia, że odrobinę drażniły go te sugestie. Jego złość nie wynikała do końca z czegokolwiek, co mężczyzna mówił czy robił, bo przecież Atlas był w stanie dostrzec, że Mason w tym momencie wcale nie bagatelizował problemu i nie próbował odesłać go z powrotem do domu ze szczurem w rękach, ale nie potrafił nic poradzić na to, że ogół tej sytuacji, sam fakt, że tyle razy musiał powtarzać lokalnej policji, że są w tym mieście ludzie którzy naprawdę życzą Kahanom wszystkiego najgorszego, wywoływał w nim ogrom frustracji.
    - Mnie... mnie ogólnie nie ma za często w domu – zaczął, tym razem nieco ostrożniej, bo wcale nie było tak, że nie miał nic do ukrycia, a nie do końca miał pomysł w jaki sposób fakt swoich częstych nieobecności wyjaśnić tak, aby rozmowa nie dotknęła jednak tematów, których wcale dotykać nie musiała dla rozwikłania tej zagadki. – Ostatnio szczególnie niewiele. Ale tyle, ile byłem... no to nie, nic szczególnego. W naszej okolicy wszyscy raczej się znają i kojarzą, nikogo nowego sobie nie przypominam, więc naprawdę nie wiem – odpowiedział w końcu w pełni szczerze, nie dysponując niestety niczym, co pomogłoby złapać konkretniejszy trop. Gdyby tak było zapewne wcale nie zwracałby się do policji z prośbą o pomoc, zamiast tego na własną rękę starając się jakoś rozwiązać ten problem.
     
    imię / nick:żuczek
    multi:temi
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    31

    wiek


    Policjant

    ZAJĘCIE


    nie wie, co zrobić

    UCZUCIA




      
    Mason
       Kernighan

      
    "I'll be good, I'll be good and I'll love the world, like I should

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 10:18


    Wymownie uniesiona brew wyrażała jawne zaciekawienie, jakie wzbudziły w Masonie słowa chłopaka. Sam Kernighan nigdy nie ingerował w rodzinne potyczki między Wilsonami, Kahanami, a nawet dynastią Dohemy'ch. On naprawdę wolał trzymać się od tego wszystkiego z daleka - nie tylko z powodu wygody, ale przede wszystkim dla świętego spokoju. Miał na głowie dużo poważniejsze problemy niż to, że młoda Dohemy krzywo spojrzała w kościele na młodego Kahana, zaś najstarszy z Wilsonów niekulturalnie wyraził się o kimkolwiek z wyżej wymienionych. Ta saga była po prostu nudna, a Mason dziękował Bogu, że jego rodzina była normalna i odsunięta od wszelkich dramatów rodem z szekspirowskiego dzieła. Ostatnią tragedią, jakiej potrzebowało to miasto, był jakiś Dohemy prowadzający się z Kahanem - mentalnie czuł się jednak przygotowany nawet na to.
    - Dokuczali Ci? - wiedział, że brzmiało to śmiesznie w odniesieniu do niemal dorosłego już chłopaka, ale nie potrafił inaczej ubrać w słowa gówniarskich potyczek. Bo właśnie tak traktował to wszystko - jak głupie konflikty między jeszcze głupszymi dzieciakami. I to nie tak, że on pozostawał święty. Doskonale pamiętał lata szkoły średniej, kiedy najważniejszą wartością w życiu był lans i popularność. Obserwując jednak dzisiejszą młodzież, miał wrażenie, że to wszystko poszło.. za daleko, a szkoła średnia nie przypominała już edukacyjnej placówki, tylko jakąś afrykańską dzicz, gdzie rządziły prawa natury i gdzie przetrwać miał jedynie najsilniejszy. Bez obrazy dla Atlasa - nie wyglądał jak kandydat do zwycięstwa.
    - Mhm. A gdzie bywasz, jeżeli mogę wiedzieć? - zagaił, będąc gotowym zanotować również taką informację. Jednocześnie jednak wiedział, że to nie miało żadnego sensu. - Takie rzeczy działy się wcześniej? Albo nie tak drastyczne? - dodał pospiesznie, mając na myśli bliżej nieokreśloną przeszłość.
    Sprawa była kiepska. Mason nie mógł postawić na głowie całej komendy tylko dlatego, że jakiś dzieciak otrzymał martwego szczura i karteczkę mogącą, ale wcale nie muszącą być groźbą. Ponadto.. chodziło o Kahana. Kernighan wiedział, jak komendant zapatrywał się na niektóre koligacje między rodzinami. Tej Atlasa nikt nie brał na poważnie i chyba właśnie dlatego sam Mason czuł się tak cholernie rozdarty. Chciał mu pomóc, ale nie miał pojęcia, jak mógłby to zrobić, by przyniosło to pożądane skutki.
     
    imię / nick:ever
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    18

    wiek


    będę milczał

    ZAJĘCIE


    i tak jestem martwy

    UCZUCIA




      
    atlas
       kahan

      
    "you're so art deco, out on the floor

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 20:04


    Sam Atlas pewnie równie chętnie odizolowałby się od tego, co działo się pomiędzy najgłośniejszymi i najbardziej wpływowymi rodami Deep Lakes – gdyby nie to, że zaledwie kilka lat temu dzielące ich relacje zaczęły bezpośrednio odbijać się na jego codzienności, już dawno temu zrezygnowałby ze słuchania o kolejnych konfliktach, sojuszach czy niedomówieniach. W zasadzie do niedawna nie przywiązywał do nich większej wagi, ale to właśnie odejście Stephena obudziło w nim niezdrową podejrzliwość, zwyczajnie dlatego, że z ciężarem tego niewątpliwie traumatycznego wydarzenia nie potrafił sobie poradzić, wciąż usilnie szukając więc odpowiedzi i wyjaśnień, zupełnie jakby oczekiwał, że wskazanie winnego, najlepiej w osobie któregoś z Wilsonów, pomoże mu zamknąć ten rozdział. Nic bardziej mylnego.
    - Zdarzało się – potwierdził, z tego miejsca mogąc tylko mieć nadzieję że Mason nie miał go teraz za aż tak bezradnego i bezbronnego. Z drugiej strony – to nie powinno być nic wstydliwego. Był wystarczająco inteligentny żeby wiedzieć, że w byciu obiektem kilku kpin czy w braniu czynnego udziału w jakiejś nic nie znaczącej przepychance na korytarzu nie było nic złego i z tego względu nie próbował się tego teraz wypierać. Zwłaszcza, że na co dzień nie robiło to na nim większego wrażenia.
    - Różnie. Sypiam u znajomych, czasem u rodzeństwa, zależy – odpowiedział możliwie spokojnym tonem, szczęśliwie do patologicznej wręcz perfekcji mając opanowane nieokazywanie własnego dyskomfortu wynikającego z podjętego tematu. – Nie, nic tak drastycznego raczej nie – zaprzeczył, kiwając lekko głową. Rozumiał, że przychodził tutaj ze sprawą którą raczej dość ciężko było od tak rozwiązać, ale zupełnie nie tego oczekiwał teraz od Masona. – Nie chodzi mi o to, że muszę tu i teraz wiedzieć kto to zrobił. Nie obawiam się, że serio będę następny – zaczął, w wyrazie powagi i całkowitej szczerości swoich słów krzyżując swoje spojrzenie z wzrokiem mężczyzny. – Tylko o to, że niektórzy winią moją matkę za to, co stało się z burmistrzem. I kiedy nagle pojawia się coś takiego to... No, chciałbym mieć pewność, że jest bezpieczna, naprawdę tylko tyle – wyjaśnił Masonowi, przybierając ton dużo bardziej ludzki, niepozbawiony już emocji, bo temat zaczynał zahaczać o rzeczy dużo bardziej osobiste niż tylko ogół miejscowych rodzin i ich porachunków. Co więcej, rzeczywiście była to prawda – Atlas nie kłamał twierdząc, że priorytetem było dla niego bezpieczeństwo Lorny, bo czuł, że to właśnie ku niej zwrócone są spojrzenia tych, którzy z różnych względów mogliby nie życzyć dobrze rodzinie Kahan. Pogróżka z pudełka może i brzmiała jak zwrócona bezpośrednio w stronę Atlasa bądź któregoś z jego braci, być może nawet traktowanego jako podejrzanego Thomasa, ale nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego że nikt, kto chciałby w jakiś sposób zaszkodzić jemu samemu lub Tomkowi nie omieszkałby ewentualnego ataku wymierzyć w samą Lornę. Nie było tajemnicą, że dla Atlasa rodzina była jedną z najważniejszych wartości, nic więc dziwnego, że przychodził tu zwyczajnie zaniepokojony tym, co ta groźba mogłaby dla nich wszystkich znaczyć.
     
    imię / nick:żuczek
    multi:temi
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    31

    wiek


    Policjant

    ZAJĘCIE


    nie wie, co zrobić

    UCZUCIA




      
    Mason
       Kernighan

      
    "I'll be good, I'll be good and I'll love the world, like I should

      

      

      

      

      

      

    2020-07-12, 21:01


    Pokiwał głową. Nie był zaskoczony, chociaż jednoznaczna, słowna odpowiedź na zadane pytanie w jakiś dziwny sposób poruszyła jego dotychczas neutralne w tej sprawie serce. Nigdy nie miał problemów z dokuczającymi mu łobuzami i to jeszcze takimi z dobrych domów. Chociaż jego rodzinie daleko było do bogatej i mającej w mieście jakiekolwiek wpływy, to jednak Mason bardzo szybko zapracował na względnie dobrą reputację wśród szkolnych znajomych. Był całkiem przystojny - nim zaczął borykać się z młodzieńczym trądzikiem - a poza tym wysportowany i przez wiele lat niósł szkole chlubę dzięki rozgrywkom hokejowym. Nikt nie miał powodów, aby się go czepiać. Atlas zaś znajdował się w dużo gorszym położeniu; nie tylko z powodu zaplecza finansowego rodziny, ale przez wzgląd na chociażby ostatnie wydarzenia.
    - Co robili? Głupie docinki? Podstawianie nogi? Wrzucanie.. martwych zwierząt do plecaka? - zagaił, chcąc poznać więcej szczegółów. Być może pozornie dla sprawy nie miało to zbyt dużego znaczenia, ale dla całokształtu sytuacji - owszem.
    - Dlaczego nie sypiasz w domu? - być może nie powinien był wchodzić na teren tak prywatny, niemalże intymny, ale każda, najdrobniejsza nawet wskazówka mogła okazać się tą na wagę złota. Mason nie mógł i nie chciał przegapić żadnego tropu, nawet jeżeli doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak niewygodna musiała być ta rozmowa dla młodego chłopaka. - Nic tak drastycznego. Ale jednak coś się działo? - prawdopodobnie niepotrzebnie łapał go za słówka, ale nie potrafił pozbyć się wrażenia, że Atlas nie mówił mu wszystkiego; że gorączkowo starał się ukryć istotną informację, która wpłynęłaby na sposób postrzegania go przez Kernighana. Wbrew pozorom - te przypuszczenia były błędne. Mason nie patrzył na niego spode łba. Chciał pomóc. Naprawdę szczerze.
    - Rozumiem - mruknął pod nosem. Nie krył poruszenia postawą Atlasa. On sam przez lata dokładał wszelkich starań do tego, by jego matka oraz siostry po śmierci ojca były bezpieczne i szczęśliwe. To on i brat bliźniak musieli dbać o najbliższe swoim sercom kobiety. Najwidoczniej osiemnastolatek wychodził z podobnego założenia. - Spiszę Twoje dane. Postaram się, żeby patrole częściej bywały w Waszej dzielnicy. Dam Ci mój numer. Gdyby działo się coś złego, zadzwoń. W porządku? - nie wiedział, czy ta propozycja mogłaby okazać się satysfakcjonująca, ale na ten moment niczego więcej nie mógł zrobić.
    - Ten szczur i pudełko.. wątpię, że coś znajdziemy. Wiem, jak to brzmi, ale.. to mógł być tylko głupi żart. Niczego nie wykluczam, ale.. sam rozumiesz - dodał w ramach wyjaśnienia, woląc na starcie rozwiać wątpliwości.
     
    imię / nick:ever
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    18

    wiek


    będę milczał

    ZAJĘCIE


    i tak jestem martwy

    UCZUCIA




      
    atlas
       kahan

      
    "you're so art deco, out on the floor

      

      

      

      

      

      

    2020-07-12, 22:00


    - Nie, martwych zwierząt nigdy nie było – zapewnił, zaczynając od pewników. Dał sobie moment na zastanowienie, nie chcąc rzucać słów na wiatr, bo zależało mu na tym, żeby Mason miał rzeczywisty obraz sytuacji. Nie zamierzał dramatyzować i twierdzić, że był wiecznie przez rówieśników nękany, bo nie był. Miał wyjątkowe szczęście zadawać się z grupą dzieciaków, która na samym dole szkolnej hierarchii bynajmniej nie była. I grać w drużynie hokejowej, co bez wątpienia chroniło przed częścią podobnych nieprzyjemności. – Przede wszystkim docinki. I głupie i nie. Raczej nikt mi inaczej nie próbował dokuczać, a jeśli próbował to szybko przestał – wyjaśnił, wzruszając lekko ramionami. Nie zamierzał tłumaczyć się z tego, że przed podobnymi formami dokuczania bronił się raczej bez cienia zawahania, raczej nie potrafiąc mimo uszu puścić komentarzy na temat własnej rodziny.
    - Bo... nie wiem, dziwnie to zabrzmi, ale nie lubię. Bo jest dziwnie pusto odkąd... n-no, od zeszłego roku – odparł, mając głęboką nadzieję, że Mason nie będzie zmuszony poprosić o nazwanie tej wyjątkowo niekomfortowej rzeczy po imieniu, bo w tym Atlas nigdy nie był dobry, a był prawie pewny, że o tajemniczej śmierci Stephena plotki słyszał już każdy. Już sam fakt, że na jego twarz wstąpiło ewidentne zmieszanie, a spojrzenie mimowolnie opuścił najpierw do poziomu biurka, a zaraz potem na własne dłonie, było dość jasny sygnałem że Kahan chyba nie był do końca gotowy na ciągnięcie tej rozmowy jeśli naprawdę nie było to konieczne. Bo też tym razem nie kłamał. Od tego to się właśnie zaczęło, nawet jeśli już wcześniej bywał żądny przygód i, podobnie jak starsi bracia, okazjonalnie wyrywał się z domu na dłużej niż dzień czy dwa. – Na pewno plotki. Jakieś zarzuty oszustw i przekrętów, życzenie nam źle i tego typu komentarze, to wszystko tak – odparł, wbrew pozorom nie dysponując żadnym innym konkretem, który mógłby się dla sprawy okazać rewolucyjny. A chciałby, naprawdę. Przynajmniej wtedy miałby poczucie, że dla sprawy mógł zrobić coś więcej niż tylko donieść o tej drobnostce.
    - Tak, w porządku – pokiwał głową, najwyraźniej znacząco postawą Masona uspokojony. Nie do końca tego spodziewał się po mężczyźnie, wcześniej od pozostałych funkcjonariuszy, wobec których, nawiasem mówiąc, nie żywił dużej sympatii, odróżniając go wyłącznie tym, że był w jakiś sposób powiązany z Joan, ale teraz czując mu się szczerze wdzięczny za tą całkowicie autentyczną chęć pomocy. Wystarczyło, żeby ktoś wreszcie potraktował go poważnie i do serca wziął sobie zmartwienia tyczące się bezpieczeństwa ogółu rodziny, a już pozwoliło mu to odsunąć znaczną część nagromadzonych negatywnych emocji na bok. Bo, w gruncie rzeczy, Atlas naprawdę nie oczekiwał już na tym etapie wiele – podświadomie jedyne, czego chciał to odrobiny zrozumienia i poczucia bezpieczeństwa. – Dziękuję. Naprawdę – dodał więc jeszcze, znów w wyrazie własnej powagi łapiąc kontakt wzrokowy, nawet jeśli ten wciąż nie był dla niego do końca komfortowy.
    - Tak, rozumiem – potwierdził kolejnym krótkim skinieniem głowy. Wcale nie robił sobie nadziei na to, że sprawca tego zamieszania zostanie z łatwością namierzony, ale i niezupełnie o to przecież mu chodziło. Z wielką chęcią dowiedziałby się, kto za tym stoi, ale zapewnienie o czymś tak prostym jak zwiększeniu patroli czy otrzymanie bezpośredniego kontaktu do kogoś, kto nie był biernie podporządkowany Jordanowi było dla niego dużo cenniejsze. – I tak dziękuję. I mam nadzieję, że wcale nie będę musiał dzwonić – dodał jeszcze. Szybkie pytające spojrzenie rzucił jeszcze w stronie leżącego na biurku pudełka, zastanawiając się czy powinno ono na nim zostać. Obstawiał, że raczej tak, bo było chyba jakiegoś rodzaju dowodem, ale nie znał się na policyjnych procedurach, a raczej nie chciał zostawiać Kernighanowi na biurku martwego szczura jeśli nie było to konieczne.
     
    imię / nick:żuczek
    multi:temi
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    31

    wiek


    Policjant

    ZAJĘCIE


    nie wie, co zrobić

    UCZUCIA




      
    Mason
       Kernighan

      
    "I'll be good, I'll be good and I'll love the world, like I should

      

      

      

      

      

      

    2020-07-13, 17:17


    Kwestia szkolnych nieporozumień między nastolatkami nie była czymś, czym Mason mógłby się zająć na poważnie. I to wcale nie tak, że uważał się za stojącego ponad takimi dramami gliniarza roku. Przeciwnie - on doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że mury szkoły średniej bardzo często skrywały więcej tajemnic niż komukolwiek mogłoby się wydawać i że uczące się tam dzieciaki były skłonne do wielu okrucieństw. Lans, szpan, bogactwo - liczyło się właśnie to. Nie ambicje, kultura osobista czy najzwyczajniej w świecie dobre serce. Te wartości już dawno straciły na znaczeniu, zaś wydarzenia ostatnich miesięcy jedynie pogłębiły przepaść, jaka dzieliła nastolatków z bogatych i nieco biedniejszych domów. Dopóki jednak te głupie zaczepki i drażnienie się nie przybierało najczystszej formy przemocy, jego ręce pozostawały związane.
    - Jasne. Rozumiem - znów pokiwał głową. Domyślał się, że sprawa śmierci Kahana sprzed kilku miesięcy w jego rodzinnym domu wciąż pozostawała tematem bardzo świeżym, zaś rany nie do końca się zabliźniły. Mason również stracił ojca. Był nawet w wieku podobnym do Atlasa. Wtedy jednak wszystko było łatwiejsze, zaś jego rodzina nigdy nie miała przyczepionej łatki, która pozwalała mieszkańcom miasta rzucać jakiekolwiek oskarżenia. Ostatecznie więc naprawdę szczerze rozumiał niechęć chłopaka do spędzania czasu w miejscu, które kojarzyło się przede wszystkim ze zmarłym. - Niestety - słowne.. przepychanki to nie jest coś, przy czym moja interwencja przyniesie skutki - nie miał ochoty po raz kolejny powtarzać frazy pokroju ,,sam rozumiesz''. To było oczywiste, zaś Mason poczuł się głupio; nie chciał, by Atlas odebrał jego słowa jako ignorancję czy lekceważenie sprawy. Procedury i zasady były nieubłagane, zaś Kernighan nie mógł - niestety - z nimi szarżować. W pewnych kwestiach pozostał bezradny, czego swoją drogą cholernie nienawidził.
    Jaki był bowiem sens niesieniu pomocy, skoro takowa wciąż była ograniczana przez liczne zasady i prawa rządząc komendą czy całym wymiarem sprawiedliwości?
    - Ja również, ale gdyby coś.. po prostu daj znać - powtórzył z ciepłym uśmiechem, zaraz potem sięgając po jedną z samoprzylepnych karteczek, których kolorowy stosik leżał przy krawędzi biurka. Bardzo szybko zanotował swój numer - zarówno służbowy, jak i prywatny - i podpisał nazwiskiem. - Szczur zostaje ze mną - zawyrokował ostatecznie, podając kartkę Atlasowi.
     
    imię / nick:ever
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    18

    wiek


    będę milczał

    ZAJĘCIE


    i tak jestem martwy

    UCZUCIA




      
    atlas
       kahan

      
    "you're so art deco, out on the floor

      

      

      

      

      

      

    2020-07-13, 21:57


    Z trudem powstrzymał odruch pełnego ulgi westchnienia na dźwięk tego bardzo krótkiego, konkretnego wyrazu zrozumienia. O wydarzeniach minionego roku w końcu rozmawiać nie lubił, nie chciał i, przede wszystkim, nie potrafił – był więc mężczyźnie całkowicie po ludzku wdzięczny, że po tym krótkim, aczkolwiek dość jednoznacznym wyznaniu nie próbował więcej drążyć tematu. Nie miał oczywiście pojęcia, że dla Masona było to tak samo zrozumiałe, jak i do pewnego stopnia znajome i było to jedną z przyczyn dla których potrafił być wobec tego dość nietypowego wytłumaczenia okazać pełną wyrozumiałość.
    - Wiem. I dlatego w sprawie słownych przepychanek nigdy mnie tutaj nie było – po raz kolejny potwierdził swoje zrozumienie. Mimo wszystko, oleju w głowie Atlas miał pod dostatkiem żeby wiedzieć, że z pewnymi rzeczami zwyczajnie nie dało się nie zrobić – tak jak z do ostatniego dnia szkoły mniej lub bardziej otwarcie rzucanymi pod własnym adresem komentarzami, tak i z tymi rzeczonymi przepychankami raczej nie można było się tak łatwo uporać. Z resztą, te już dawno przestały wywierać na nim aż takie wrażenie jak jeszcze niedawno, zwłaszcza jeśli były formą łapania za rzeczy najgłupsze i naprawdę w życiu najmniej istotne. Nie wyglądał więc na rozczarowanego otrzymaną od Masona informacją, bo tak, sam rozumiał. Ze swoich dotychczasowych kontaktów z miejscową policją nauczył się już wyłapywać ewidentną ignorancję i brak zainteresowania konkretnymi sprawami, ale w tym, o czym mówił teraz mężczyzna, Atlas nie widział i nie doszukiwał się żadnego lekceważenia ani bagatelizowania problemu.
    - Jeszcze raz dziękuję – powtórzył, starając się na bok odsunąć poczucie o niezręczności tych na okrągło powtarzanych podziękowań, ale naprawdę czuł się w tym momencie Masonowi wdzięczny – i za ogół sytuacji, to jest, jak Atlas sądził, profesjonalne podejście i reakcję, ale i za szczegół pod postacią karteczki z telefonem. Nie było to wiele, ale znów, dawało młodemu Kahanowi choćby cząstkowe poczucie, że gdyby coś rzeczywiście było nie tak, miałby kogoś do kogo z poważniejszym kłopotem rzeczywiście mógłby się zwrócić. Na wieść o tym, że szczur zostawał na komendzie przez twarz przemknęła mu ulga – naprawdę nie chciał być osobą, która miałaby się martwym zwierzęciem zajmować.
    Nie chcąc jednak dłużej zawracać Masonowi głowy, chwilę później podniósł się z krzesła, żegnając się krótko z mężczyzną i po opuszczeniu kolejno gabinetu i budynku komisariatu ruszając z powrotem do dom.
    /ztx2
     
    imię / nick:żuczek
    multi:temi
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    właścicielka Curtis Law, prawniczka

    ZAJĘCIE


    która boi się zaufać

    UCZUCIA




      
    Haven
       Snow

      
    "-

      

      

      

      

      

      

    2020-08-16, 14:11


    #4

    Snow była wściekła. Nawet nikt nie chce wiedzieć, jak wściekła była w tej chwili blondynka. To od żony klienta miała się dowiedzieć, że jej klient został przymknięty, nie wiadomo zresztą za co, minęło już 12 godzin od aresztowania, a nikt nie zadzwonił po nią, która jest jego adwokatem? Od razu musiała zdobyć informację o tym, kto zajmował się tym śledztwem. Owen Price, mogła się tego spodziewać. Zatem taka wkurzona, elegancka pani prawnik wkroczyła na komisariat, żądając wręcz widzenia z panem policjantem prowadzącym śledztwo w sprawie jej klienta. Koledzy zaś odesłali ją w kierunku tylnego wyjścia z komisariatu, gdzie wcześniej udał się policjant, zapewne na dymka, a więc nerwowe stukanie niebotycznie wysokich szpilek było słychać w całym długim korytarzu. Następnie kobieta pchnęła wielkie drzwi i znalazła się na zewnątrz, gdzie owszem, stał jej "ulubiony" policjant, oparty o ścianę.
    - Price! Przepraszam cię bardzo, ale co ty k***a, odpierdalasz?! Trzymasz mojego klienta na dołku i nie wzywasz jego adwokata?! - nie ważne było dla niej to, czy będą tutaj sami, czy będą mieli gapiów, musiała się rozprawić z gościem, który najwidoczniej zapomniał o obowiązujących zasadach. Podeszła więc bardzo blisko mężczyzny, mówiła groźnym, władczym tonem prosto w twarz, jeszcze wystawiając w jego kierunku palec wskazujący z pięknie wymalowanym czerwonym paznokciem.
     
    imię / nick:-
    multi:Audrey
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    35

    wiek


    policjant

    ZAJĘCIE


    uczulony na miłość

    UCZUCIA




      
    Owen
       Price

      
    "X

      

      

      

      

      

      

    2020-08-20, 21:06


    Owen nie robił takich cyrków zawsze. Wręcz przeciwnie robił na złość tylko takim prawnikom, którzy wręcz irytowali go samą osobą. Wkurzali go tymi swoimi tekstami i rzucaniem się jak królowie. Tutaj w przypadku gdy dowiedział się, że chodzi o Haven, jeszcze bardziej mu się chciało zagrać jej na nosie. Zresztą serio? Policja ma wzywać czyjegoś adwokata? Niech sobie aresztowany wzywa jak mu pozwolą albo dadzą telefon po odwlekania wszystkiego w czasie. Dał sobie z tym spokój, uda że zapomniał albo myślał że jest już w drodze albo nic nie powie, bo po co ma się tłumaczyć. Papierosów nie palił ale chętnie chciał zaczerpnąć świeżego powietrza od natłoku myśli i różnych innych takich, gorąco było tak? Nie trzeba tu nic specjalnie szukać na siłę, powodu w sensie. A tak się złożyło, że kilku z jego kolegów było tam na miejscu rzeczywiście w celu puszczenia dymka, to też od razu zagwizdali na jej widok gdy się pojawiła na radarze. No nie tylko była taką wredną małpą. Miała swój urok, w sensie była z niej niezła laska ale Owen nigdy ale to przenigdy, nie pomyślałby że są się z nią porozmawiać, co innego inne rzeczy. - Co? Kto? - udał, że nie słyszy albo że to nie do niego ten tekst ale cóż tak jakoś wyszło, że ów wiedźma już leciała do niego na miotle z palcem jako różdżką. Nie wiadomo czemu takie akurat miał wyobrażenie Snow w obecnej sytuacji. - Nie rób z siebie takiej gwiazdy, nie jesteś u siebie. Z resztą, koniec końców już tu jesteś, więc q czym problem. - rzucił śmiejąc się jej bezczelnie w twarz, bo jednak jak już stanęła tak blisko to co poradzić. To jak zwykle wszystko jej wina, że robi aferę. On wzruszył ramionami i pewnie chętnie by wrócił do rozmowy, olewając ją aktualnie.
     
    imię / nick:X
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    32

    wiek


    właścicielka Curtis Law, prawniczka

    ZAJĘCIE


    która boi się zaufać

    UCZUCIA




      
    Haven
       Snow

      
    "-

      

      

      

      

      

      

    2020-08-28, 19:31


    Może i Owen nie robił takich cyrków zawsze, ale robił je zwykle Snow, gdy wypadało na jej klienta, czyli to jej robił na złość. Czyżby to wciąż działała ta klątwa jej ex, czy może ta wiedźma u której była ostatnio rzuciła na nią jakiś zły czar? Nie powinna igrać z magią, ale miała niewyparzony język, to teraz cierpiała. Jej reputacja także, gdy jej klienci w oczekiwaniu na nią zbyt mocno się otwierali przed policją. Te pogwizdywania w jej stronę były godne podstawówki, więc nawet nie uraczyła gwiżdżącego towarzystwa jakimkolwiek przypadkowym nawet spojrzeniem, jedynie kierowała się prosto na winnego całego zajścia, a więc Price'a. Gdy już stanęła z nim twarzą w twarz to mogła rozpocząć prawdziwą rozgrywkę. I zamierzała ją wygrać.
    - Nie udawaj głupiego, przecież doskonale wiesz, że o ciebie chodzi. - powiedziała lekceważąco, wspominając jeszcze jak to on zawsze uprzykrza jej życie, a zaczęło się od głupiego mandatu, który jej wlepił za malowanie się w lusterku za kierownicą. Co on sobie myślał, że miała pokazać się klientowi z krzywo narysowaną kreską na powiece? Ach ci mężczyźni, niczego nie rozumieją.
    - Problem w tym, że mój klient ma prawo do adwokata, jednak nie miał jak mnie powiadomić bo zakazałeś mu tego, ciekawe czy w ogóle uświadomiłeś go w tym jakie ma prawa, czy mam to podciągnąć pod pewien paragraf i mataczenie w śledztwie? - Snow była bardzo pewna siebie, brzmiała tak jakby jej klient był całkowicie niewinny, a policjant tylko blefował i tracił czas przymykając jej klienta. Prawdą było to, że nie wiadomo które z nich blefowało.
    - Zaprowadź mnie do niego, skoro już tu jestem. - dodała władczym tonem, krzyżując ręce na klatce piersiowej, nie da się pomiatać żadnemu mężczyźnie, a już nie na pewno temu irytującemu, niezwykle przystojnemu dupkowi!
     
    imię / nick:-
    multi:Audrey
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: