Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    27

    wiek


    pracuję w policji, wychowuję dzieci

    ZAJĘCIE


    i nie mam czasu żeby oglądać się wstecz

    UCZUCIA




      
    Electra
       Reeves

      
    "zbuduję ci dom, będziesz miała schron, taki szałas na hałas

      

      

      

      

      

      

    2020-07-07, 00:00


    Całe dzieciństwo była pewna, że praca policyjna wygląda inaczej. Że codziennie czekają ją pościgi, strzelaniny, ujmowanie groźnych przestępców, zakuwanie w kajdanki, rozwiązywanie skomplikowanych zagadek na miarę paczki Scooby Doo. Skończyła na podłodze w gabinecie wielkości składziku, jedząc pączka i szeleszcząc kilkumiesięczną gazetą z wytartymi od przewracania stron brzegami. W zasadzie nie wykonywała teraz nawet zawodowych obowiązków, tylko, faktycznie – gawędziła sobie z koleżanką na temat pracy, snuła teorie spiskowe i piła kawę, bo, tak naprawdę – nie miała tu nic lepszego do roboty. Być może powinna sobie przynieść na komendę łóżko polowe i wolne chwile wykorzystywać na dosypianie. W przeciwnym wypadku skończy jako wyjątkowo znudzony wrak człowieka, z nadwagą i pożółkłymi zębami. I dołączy do grona niezasłużonych policjantów z Deep Lakes.
    - Wszystkie opcje są prawdopodobne. Gdyby się dowiedział i chciał rozwieść z żoną, a przy okazji narobić problemów Wilsonowi, i Hannah, i Marcus, mieliby niezły motyw, żeby zabić – stwierdziła, leciutko wydymając wargi w grymasie jakby zadowolenia. Zawsze lubiła skomplikowane intrygi, a poszukiwanie motywu należało do jej ulubionych części śledztwa. Podobało jej się odkrywanie krok po kroku ludzkich umysłów – zwykle czymś spaczonych, jeśli popychały swojego właściciela do popełnienia zbrodni. - Mógł spanikować… Jeden właściwy ruch Liama, a Marcus mógł stracić całe syropowe imperium – roześmiała się, kręcąc głową z pełną rozbawienia dezaprobatą. Ich domysły mogły leżeć szalenie daleko od prawdy, dokładnie równolegle do niej – ale ich snucie sprawiało Electrze mnóstwo przyjemności. Takie gdybanie przynajmniej doskonale otwierało umysł i było przyjemną odmianą od drętwych prób odczytania czegoś nowego z gazet, które nie miały nic wspólnego ze słowami aktualność i przydatność. Reeves mogłaby najwyżej podkładać je pod nogi biurka, żeby się nie kiwało.
    - Wygrała, bo ludzie lubią łzawe historyjki, legendy i poczucie, że pochodzą z wyjątkowego miejsca. Łatwo zdobyć elektorat na takiej tragedii - zauważyła, oglądając pod światło kubek z kawą, by określić, na jak długo wystarczy jej jeszcze tego cudownego płynu. Połowa nie pozwalała na zbytnie szaleństwo. Electra, dla oszczędności, powinna przerzucić się na własny termos, ale zupełnie nie miała do tego głowy – bo za każdym razem, gdy wychodziła do pracy, w domu działo się milion ważniejszych rzeczy. Parsknęła śmiechem, gdy Jules przedstawiła jej wizję Jordana w łóżku pani burmistrz. - Jeśli on tu jest szczęściarzem, to ona nieszczęśnicą… Słaba wspólnota interesów, stać ją na poziom wyżej – prychnęła i wywróciła oczami. Żadna szanująca się kobieta nie poszłaby z komendantem policji w Deep Lakes do łóżka – z własnej woli. A i pod przymusem wcale nie nazbierałoby się ich szczególnie dużo.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Grace, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    rozwiązuje kryminalne zagadki

    ZAJĘCIE


    idzie na randkę z Jasonem

    UCZUCIA




      
    Julia
       Bennett

      
    "I can't breathe. I can't be. I can't be what you want me to be.

      

      

      

      

      

      

    2020-07-07, 10:45


    Spotkanie z rzeczywistością było jak wypadek z naprawdę sporej wysokości, zaś praca w policji - jak walenie głową w mur. Julia już dawno temu miała okazję skonfrontować swoje oczekiwania z prawdziwym życiem, jednak dopiero w Deep Lakes uświadomiła sobie, jak bardzo przesadzone były jej nadzieje związane z zawodową karierą na policyjnej komendzie.
    Wielokrotnie zastanawiała się nad zmianą branży. Możliwości oferowane przez współczesny świat były niemal nieograniczone, jednak Bennett nie była pewna, czy istniało coś, co mogłoby jej zastąpić ciasny gabinet i irytację związaną ze stojącym w miejscu śledztwem.
    - Z drugiej strony.. może to Hannah pociągała za wszystkie sznurki? Jest dobra w urabianiu ludzi i przekonywaniu ich do siebie. Może miała na Wilsona jakiegoś haka i zwyczajnie zmusiła go do morderstwa? - zasugerowała po krótkiej pauzie. Być może szły w swoich podejrzeniach odrobinę za daleko, niepotrzebnie mącąc sobie w głowach licznymi teoriami spiskowymi, jednak nawet Julia odczuwała silną satysfakcję związaną z tym, że na tak liczne pomysły wpadły właśnie one (pomijając kwestię tego, że tylko im na rozwiązaniu sprawy zależało).
    - Czy ja wiem? Prawda jest taka, że pozostali kandydaci nie mieli do zaproponowania niczego szczególnego. Ten nowy facet? Ironside? Pojawił się znikąd, a podczas wystąpień kandydatów nawet nie zająknął się o śmierci burmistrza. Wiesz, zero kondolencji, wyrazów współczucia czy chociażby nadmienienia o poprzedniku. I jaki miał interes w tym, żeby startować na burmistrza na takiej prowincji? - być może podejmowanie kolejnego wątku, kiedy kawa i pączki były na wyczerpaniu, nie było pomysłem najlepszym, ale.. Julia chciała wykrzesać z tej burzy mózgów tak dużo, jak tylko byłaby w stanie.
    - To wszystko jest tak cholernie pokręcone. W Vancouver to wszystko wygląda zupełnie inaczej - westchnąwszy przeciągle, wsparła się o stojącą tuż za nią szafkę.
    Była zmęczona funkcjonowaniem miejscowej komendy, zaś najlepszym dowodem dla niekompetencji tutejszych służb był fakt, że to ona i Electra turlały się po podłodze w poszukiwaniu wskazówek nie wśród rzeczywistych dowodów, ale głupich artykułów w gazetach.
     
    imię / nick:marteczka
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    pracuję w policji, wychowuję dzieci

    ZAJĘCIE


    i nie mam czasu żeby oglądać się wstecz

    UCZUCIA




      
    Electra
       Reeves

      
    "zbuduję ci dom, będziesz miała schron, taki szałas na hałas

      

      

      

      

      

      

    2020-07-07, 13:26


    Życie pełne jest rozczarowań i Electra przyzwyczajała się do tego, że już nic innego jej nie spotka. Może któregoś dnia, gdy już sama zostanie komendantem, wszystko się zmieni – na razie jednak mogła fantazjować o zakupie wielkiej poduchy, która umili jej pracę na podłodze. Niektóre nowoczesne biura tworzą takie komfortowe strefy co-workingowe, może komisariat w Deep Lakes również próbował aspirować do tego poziomu. Szkoda tylko, że pracownicy musieli sobie warunki zapewnić sami. Taka wersja budżetowa. Własna kawa, własne jedzenie, własne meble. Własne śledztwa przeprowadzane wyłącznie w głowie. Trudno uważać to miejsce za poważne – lecz i Electra była pewna, że, gdziekolwiek by od pracy w policji nie uciekła – wreszcie by wróciła. Z poczucia misji.
    - Niezły scenariusz na kryminał. Pani burmistrz, która uknuła taką intrygę i tak paskudnie pozbyła się swojego męża… Jules, może kariera pisarki? Choć cholernie podoba mi się ten pomysł. I gdyby to miało miejsce naprawdę… no, zyskalibyśmy niezły rozgłos w skali kraju i tłumy turystów – zażartowała i dokończyła pączka. Każdy lubi teorie spiskowe, Electra nie wyłamywała się z tego grona. Choć, oczywiście, nie wszystkie brała na poważnie – ta wręcz kusiła swoim kształtem. I na pewno znalazłaby masę zwolenników, zwłaszcza wśród poszukiwaczy sensacji, a równocześnie – wydawała się dość rzeczywista, by mieć ją w pamięci w dalszym ciągu śledztwa.
    - To prawda… Może on też liczył na swoisty spadek po burmistrzu. Wiesz, pusty fotel, teoretycznie łatwy do przejęcia, bo nie ma zbyt wielu konkurentów. Facet zresztą zdobył całkiem niezłe poparcie. Co nie zmienia faktu, że, choć znał burmistrza, nie wydawał się zaabsorbowany sprawą jego śmierci. Bez wątpienia jednak ściągnęły go tu dopiero wybory. Albo czysty teren po burmistrzu... – zauważyła ostrożnie. Kto wie, jak wielu ludziom tak naprawdę podpadł Liam Dohemy i jak wielu innym stał na drodze do spełnienia celów?
    - Spoko, w Prince George też. Myślę, że w każdej najmniejszej wsi w tym kraju to wszystko wygląda inaczej – westchnęła i podrapała się po karku nieco nerwowo. Bezradnym gestem odłożyła na bok gazetę. - Bez sensu są te pisemka. Nic ciekawego tu nie znajdziemy. Myślę, że dużo lepszym pomysłem byłaby wizyta w urzędzie miasta i poważna rozmowa z panią burmistrz – zerknęła na Julię, poszukując aprobaty dla swojego pomysłu. Była gotowa osobiście negocjować z Jordanem, żeby pozwolił na to w najbliższych dniach. Nie mieli żadnych lepszych punktów zaczepienia. A Electra była pewna, że Hannah Dohemy wie o wiele więcej, niż mówi. Nawet jeśli nie była winna śmierci męża – musiała coś ukrywać. Morderca jednej osoby nie może tak dobrze ukrywać się przez tyle miesięcy.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Grace, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    rozwiązuje kryminalne zagadki

    ZAJĘCIE


    idzie na randkę z Jasonem

    UCZUCIA




      
    Julia
       Bennett

      
    "I can't breathe. I can't be. I can't be what you want me to be.

      

      

      

      

      

      

    2020-07-08, 18:46


    Cień uśmiechu znów przemknął po kobiecych ustach. Zdobyty w ten nieświadomy sposób komplement niewątpliwie połechtał ego Julii. Obok blasków istniały jednak cienie - poruszony przez Electrę temat znów przywołał konieczność przeanalizowania swojego dotychczasowego życia.
    Ile to bowiem razy Julia Bennett zastanawiała się nad zmianą branży? To byłoby dużo wygodniejsze niż użeranie się z leniwymi kolegami z komendy oraz samym komendantem, który najwidoczniej lubił żyć w mieście pełnym bezprawia i tajemnic. Chociaż odsuwanie się od tego mogłoby zostać odebrane jako wykonany z premedytacją unik i umywanie rąk, to jednak blondynka nie miała sobie absolutnie niczego do zarzucenia. Do tej pory angażowała się bowiem we wszystko, zaś obecnie - straciła cały zapał.
    - Wiesz, że sama o tym ostatnio myślałam? Mam przecież sporo materiału prosto z życia wziętego - przyznała bez ogródek, jednocześnie sięgając po chusteczkę, aby oczyścić czubki palców z resztek lukru. Niestety - wizyta w łazience nie mogła jej ominąć. - Gdybym faktycznie coś napisała, nie zmienię nawet nazwy miejscowości, żebyście mogli zamykać żądnych przygód turystów - zapewniła po krótkiej pauzie, mrugając do koleżanki w porozumiewawczy sposób. Nie zamierzała pozbawić Electry możliwości wykazania się. Skoro Jordan odbierał jej taką oto wątpliwą przyjemność, to Julia była w stanie wziąć sprawy w swoje ręce i napisać o Deep Lakes to i owo.
    - Z drugiej strony.. czy to naprawdę taka wielka przyjemność? Być burmistrzem w takiej dziurze? - mruknęła markotnie i ze smętną miną. O jakiekolwiek powody dokonania zbrodni by nie chodziło - ona i tak nie była w stanie ich pojąć. Kierowała się w życiu zupełnie innymi wartościami niż żądza pieniędzy czy konieczność ukrycia romansu przed mężem. - Myślisz, że komendant na to pozwoli? - zagaiła, nie kryjąc ani zaskoczenia, ani tym bardziej aprobaty żywionej względem tego pomysłu.
    Julia zawsze doceniała przejawy inicjatywy, ale jednocześnie nie byłaby zdziwiona, gdyby Jordan kategorycznie zabronił tego typu rozmów. Może wolał przeprowadzać je na własną rękę? Lub - jeżeli ich podejrzenia były słuszne - konfrontował się z panią burmistrz w miejscach zupełnie innych niż jej gabinet czy biuro na komisariacie?
     
    imię / nick:marteczka
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    pracuję w policji, wychowuję dzieci

    ZAJĘCIE


    i nie mam czasu żeby oglądać się wstecz

    UCZUCIA




      
    Electra
       Reeves

      
    "zbuduję ci dom, będziesz miała schron, taki szałas na hałas

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 20:33


    Chyba w życiu każdego policjanta przychodził moment kryzysu. Wtedy chce się rzucić tę robotę, zająć się czymś innym, czymś, czego wymierne efekty można zobaczyć od razu, co nie męczy ciała i umysłu, a przynajmniej męczy tylko jedno z nich, czymś, co nie jest tak nudne i tak frustrujące. Electra nadal całkiem przypadkiem w gazecie zerkała na rubrykę z ofertami pracy. Czuła się wtedy jak niezdecydowana nastolatka, która wciąż nie wie, jaką uczelnię, jaki kierunek i jaką ścieżkę życiową wybierze – ale nie potrafiła z tym walczyć. Komenda w Deep Lakes po prostu ją wykańczała i robienie striptizu było o wiele bardziej ekscytujące, niż picie kawy na podłodze. Choć znaleźliby się także fetyszyści i takiego stylu życia. Gdyby Julia oświadczyła, że odchodzi z komisariatu dla literatury – Electra od razu rzuciłaby się na posadę jej menadżerki.
    - Pisz śmiało, co ci szkodzi? W najgorszym wypadku zostanie w szufladzie, a w najlepszym wyjdziesz z tej komendy, zarobisz niezłe pieniądze i jeszcze cały świat będzie cię czytał. Nie masz nic do stracenia – stwierdziła, mrugając do niej porozumiewawczo. Gdyby Electra czuła jakikolwiek pociąg do pióra, albo chociaż miała minimalny talent do tworzenia historii, wcale by się nie zastanawiała. Obecnie na rynku największy szum robią największe gnioty. A Reeves erotyczną, przejaskrawioną historyjkę napisałaby z zamkniętymi oczami – to akurat nie wymagało żadnej wiedzy i żadnego wysiłku. Kryminał to nieco inny poziom, choć i z niego łatwo zrobić słabą komedię i najbardziej przewidywalną książkę roku.
    - Nie, ale pieniądze nie są najgorsze, problemów też nie ma zbyt dużo, wystarczy głównie siedzieć w fotelu, ładnie wyglądać i czasem sklecić kilka słów, gdy zdarzy się jakieś święto. A i od tego można znaleźć specjalistów. Nigdy nie ciągnęło mnie do władzy, ale jako burmistrz Deep Lakes raczej bym nie płakała – kąciki warg uniosły się w odrobinę ironicznym uśmiechu. Nie płakałaby, ale nie byłaby też szczęśliwa. Nie nadawała się do zarządzania czymkolwiek więcej, niż domem – i miała wystarczająco dużo własnych problemów, by myśleć o kłopotach mieszkańców miasteczka. - Sama nie wiem. Gdybyśmy stawiały zakłady, to powiedziałabym, że nie, ale… mam nadzieję, że niedługo coś w nim drgnie i że sam postanowi zacząć ogarniać tę sprawę. Nierozwiązana zagadka morderstwa nie wpływa zbyt dobrze na statystki małomiasteczkowej komendy, ktoś z góry wreszcie się tym zainteresuje – pocieszyła ją, bo naprawdę wierzyła, że lada moment cały ten koszmar się skończy i wreszcie zajmą się rzetelną pracą. Być może to tylko koncert życzeń, ale podobno jeśli czegoś bardzo chcesz – możesz to osiągnąć. Tak mówią obrazki w internecie. - Zbieramy się? Słyszę krzyki, pewnie palant wrócił – skrzywiła się lekko, zgniatając w dłoni kubek po kawie.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Grace, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    rozwiązuje kryminalne zagadki

    ZAJĘCIE


    idzie na randkę z Jasonem

    UCZUCIA




      
    Julia
       Bennett

      
    "I can't breathe. I can't be. I can't be what you want me to be.

      

      

      

      

      

      

    2020-07-10, 15:12


    Nazwanie obecnego nastawienia Julii kryzysem wydawało się być sporym niedopowiedzeniem. Ona najzwyczajniej w świecie była.. zniechęcona; rozczarowana; zażenowana tym, jak funkcjonowała komenda w Deep Lakes.
    Jako doświadczona pani analityk, panna Bennett zdawała sobie sprawę z faktu, jak różnorodne bywały sprawy trafiające na biurka policjantów. Proces ich rozwiązywania bywał jedną, wielką sinusoidą - jedne pozwalały znaleźć sprawcę w mgnieniu oka, inne sprawiały, że działania wymiaru sprawiedliwości ciągnęły się latami. W Deep Lakes chodziło jednak o śmierć najważniejszego człowieka w mieście, zaś komendant zdawał się być przyzwyczajonym do słodkiego lenistwa oraz kokonu wygodnych nawyków. Nie robił niczego, co mogłoby przynieść pozytywne skutki, a jeżeli już decydował się na działanie - było ono jedynie złudnymi pozorami.
    - Tak myślisz? - mruknęła pod nosem, po raz kolejny śledząc wzrokiem kolejne linijki w jednym z posiadanych artykułów. Julia nie bała się nowych wyzwań, czego najlepszym dowodem była jej obecność w rodzinnym mieście, do którego powróciła po kilku latach nieobecności i naprawdę wygodnego, ciekawego życia w Vancouver. Ostatecznie jednak ona bardzo lubiła to, czym zawodowo zajmowała się dotychczas i wcale nie była w stu procentach przekonana o tym, czy na dłuższą metę byłaby w stanie lawirować między stolikiem w kawiarni a kanapą we własnym salonie z laptopem pod ręką.
    - Teoretycznie tak, ale w praktyce.. taka Hannah nie sprawia wrażenia umiejącej dostosować się do sytuacji, a to chyba potrzebna umiejętność - wyznała, raz jeszcze przywołując obraz pani Dohemy podczas festynu nad jeziorem. O ile kobieta prezentowała się naprawdę dostojnie, to jednak jej wystąpienie przed mieszkańcami miasta nie należało do grona najbardziej udanych. Pozostawała obojętna, a jej krokodyle łzy budziły nie tylko współczucie, ale i poczucie zażenowania, a chyba nie o to jej chodziło.
    - Jasne - skwitowała, świadomie ignorując wzmiankę o komendancie, który najwidoczniej postanowił przypomnieć podwładnym o swoim istnieniu.
    Julia również podniosła się na równe nogi, choć bardzo niechętnie. Zebranie stosu gazet z podłogi zajęło jej dłuższą chwilę, tak samo zresztą jak pożegnanie z koleżanką - wymiana kilku kolejnych plotek, tym razem niezwiązanych ze śledztwem w sprawie burmistrza, była przecież koniecznością.

    zt.
     
    imię / nick:marteczka
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    19

    wiek


    Internet nie jest dla mnie wyzwaniem

    ZAJĘCIE


    Więc Ty też nie będziesz

    UCZUCIA




      
    Arsene
       Layton

      
    "Whatever happens I’ll leave it all to chance

      

      

      

      

      

      

    2020-07-17, 22:07


    [z parku]


    To miała być impreza, najzwyklejsza na świecie impreza, mieli iść i się po prostu zabawić, spędzić miło czas.
    Impreza się udała, była jedną z lepszych na której był, wydawało mu się, że Marie również świetnie się bawiła. Powrót do domu miał być przyjemny, bez dodatkowych problemów. Los niestety chciał inaczej, Layton nie spodziewał się, że akurat na patrol zostanie przysłany policjant, który miał okazję go spisać. Arsene od początku podejrzewał, że na spisaniu to się nie skończy, widział to w spojrzeniu tego mężczyzny. Zdawał sobie sprawę z tego, że będzie szukał tylko i wyłącznie okazji, by wkopać młodego Laytona i proszę, znalazł ją. Najgorsze było jednak to, że swoim głupim zachowaniem, Arsene naraził Marie na kłopoty. Poprosił, żeby schowała tego cholernego grama do swojej torebki, jak zwykle pewny siebie oraz tego, że przecież... Nie przeszukają Marie. Nie pomyślał, że skoro złapią jego, będą chcieli sprawdzić również dziewczynę.
    Arsene przemilczał całą drogę na komisariat, jadąc na tyle policyjnego samochodu, wyglądając z wściekłością malującą się na jego twarzy, przez okno. Nie był w stanie nawet spojrzeć na Marie, po prostu... Nie chciał widzieć jej pełnego przerażenia i rozczarowania spojrzenia, bo ten wieczór, miał być miły. Naprawdę miły, nikt nie planował wycieczki na komisariat.
    Policjanci zaparkowali pod budynkiem, wysiadając z samochodu i otwierając drzwi dwójce nastolatków, zaprosili ich kulturalnie na komisariat. Oni zrobili to kulturalnie, a on niekoniecznie, bo tylko prychnął, sarkastycznie dziękuję było wszystkim, na co teraz było go stać. Zostali zaprowadzeni do jakiegoś gabinetu, a za biurkiem siedział policjant, którego Arsene zupełnie nie kojarzył. Wraz z Marie zostali posadzeni na przeciw biurka, znając życie telefony zostały zrekwirowane, a Arsene był przygotowany na to, że będą chwieli jego adres, by sprawdzić czy niczego nie ma w domu. Zabawne, do tej pory omijał komisariat szerokim łukiem, a teraz? Siedział w środku, zatrzymany pod zarzutem posiadania narkotyków, z którymi nie miał wiele wspólnego.
    — Dobry wieczór — Mruknął do policjanta siedzącego za biurkiem, zirytowany i wściekły, nawet nie miał zamiaru się z tym kryć.
     
    imię / nick:Hellheim
    multi:EEDD
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    18

    wiek


    podaje pizze na kolacje

    ZAJĘCIE


    i chce jeść wspólne śniadania

    UCZUCIA




      
    Marie
       Woolvett

      
    "I'm not confused. I'm just well mixed.

      

      

      

      

      

      

    2020-07-18, 12:16


    fontanna

    Pobladła już w momencie, w którym policjant kazał jej odwrócić torebkę do góry nogami i wysypać całą zawartość. Spojrzała na Arsene w panice i ciężko przełknęła ślinę, gdy zrozumiała, że właśnie wpadła jak śliwka w kompot. Aż zadrżała na myśl o tym jak to się może skończyć i spełniła polecenie, nawet nie licząc na cud i łaskawość mężczyzn. Nie miała już śmiałość nawet spojrzeć im w oczy, zebrała tylko wszystko co ich nie interesowało i znowu wpakowała do torebki.
    Pierwszy raz, nakazano jej wsiąść do radiowozu i zrobiła to bez zająknięcia, bo nie chciała nagrabić sobie jeszcze więcej. Nawet już nie spojrzała na Arsene, gdy usiadła na swoim miejscu i zacisnęła dłonie na torebce. Czuła się okropnie źle i zacisnęła oczy, gdy zrozumiała co poczuje jej matka. Nie odezwała się, gdy stanęła przed wejściem do komisariatu i przekroczyła jego próg ze zwieszoną głową. Ona! Wstyd. Nie miała śmiałość spojrzeć na kogokolwiek, tylko wykonywała polecenia i szła tam gdzie jej wskazywano.
    Bała się, strasznie bała, że nie skończy się to upomnieniem, Miała osiemnaście lat, chyba mogła odpowiadać za to jak pełnoletni. Nie wiedziała, nie znała się, ale przerażenie podpowiadało różne rozwiązania.
    Marysia usiadła na krześle i w odróżnieniu od Arsene nie czuła żadnej złości. Było jej tylko przykro, źle, smutno. Czuła się jakby właśnie wszystkich zawiodła. Rodzinę, przyjaciół, całe Deep Lakes, policjanta przed nimi. gdzie by tam kiedyś pomyślała, że zostanie zabrana na komisariat, bo w jej torebce odnajdą narkotyki!
    Nie miała pojęcia jak się wytłumaczyć z posiadania ich, ale najbardziej to chciała zapaść się pod ziemię.
     
    imię / nick:Marysia
    multi:Abi, Tomek
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    31

    wiek


    Policjant

    ZAJĘCIE


    nie wie, co zrobić

    UCZUCIA




      
    Mason
       Kernighan

      
    "I'll be good, I'll be good and I'll love the world, like I should

      

      

      

      

      

      

    2020-07-18, 12:33


    Mason był naprawdę zmęczony tym, jak zachowywała się miejscowa młodzież. Był zmęczony ciągłymi wezwaniami do bójek, pojedynczych kradzieży czy innych wymysłów, którymi dzieciaki umilały sobie wolny czas. Czy we współczesnym świecie żaden gówniarz nie czytał książek? Nie bywał w kinie? Nie potrafił w kulturalny sposób zeżreć pizzy i napić się do niej nie litrów wódki, ale soku?
    Kernighan w ostatnim czasie polubił nocne zmiany. Chociaż na mieście działo się sporo, na komendzie panowała głucha cisza - jego kumple po fachu albo patrolowali okolicę, albo próbowali nie zasnąć nad stosem papierów. Sam Mason raczył się kolejnymi kubkami kawy, w międzyczasie nadrabiając zaległości, których nieświadomie naskładał przez ostatnie dni. Nie był więc zachwycony, gdy do jego gabinetu weszło dwóch funkcjonariuszy i - co gorsza - jakieś dzieciaki. Sapnął ciężko.
    - Znowu? - mruknął w jawnym niezadowoleniu, mając po dziurki w nosie gówniarskich wybryków. Krótka wymiana zdań z gliniarzami pomogła mu rozeznać się w sytuacji; spisany niegdyś za posiadanie środków odurzających chłopak i panna, która w torebeczce zamiast szminek czy innych bzdetów nosiła zawiniątka z narkotykami. Zapowiadał się fantastyczny wieczór.
    - Nie wiem, czy taki dobry - skwitował, siadając za biurkiem. Kiwnął w kierunku stojących po jego drugiej stronie krzeseł, tym samym dając znać dzieciakom do zrozumienia, że powinni byli usiąść. Telefony i inne rzeczy osobiste nakazał położyć na biurku. - Dowody albo legitymacje - polecił krótko, nim sam na dobre rozłożył się ze swoimi papierami. Dopiero wtedy mógł kontynuować rozmowę.
    - Więc. Co Was do mnie sprowadza? - zagaił na pozór uprzejmie, wspierając łokcie na blacie biurka.
     
    imię / nick:ever
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    19

    wiek


    Internet nie jest dla mnie wyzwaniem

    ZAJĘCIE


    Więc Ty też nie będziesz

    UCZUCIA




      
    Arsene
       Layton

      
    "Whatever happens I’ll leave it all to chance

      

      

      

      

      

      

    2020-07-20, 12:01


    Przecież to tylko zioło.
    Nie potrafił pojąć czemu ścigają ludzi za marihuane, skoro ludzie w mieście handlowali czymś zupełnie innym. Zdaniem chłopaka zielone nie było żadnym przewinieniem, rozumiał, zakłócili ciszę nocną. Dobra, to akurat mogło komuś przeszkadzać, ale co komu przeszkadzało, że miał grama i chciał sobie skręcić jointa, zapalić, odstresować się, albo zanieść koledze. Przecież to nic takiego, od tego nikt jeszcze nie umarł.
    Nie miał pojęcia jak czuła się Marie, ale siadając na krześle, przed biurkiem, wykładając telefon i wszystko co możliwe na blat, zerknął w jej kierunku przepraszającym spojrzeniem. Mógł sie tylko domyślać, co teraz czuła ta biedna dziewczyna, przykładna uczennica, dobra córka, a teraz? Siedziała na komisariacie przez głupotę swojego kolegi, który stwierdził, że przecież jej policja nie przeszuka. Szkoda, że był w takim błędzie!
    Przeniósł spojrzenie z dziewczyny na policjanta, wbijając w jego twarz nieprzyjemne spojrzenie, naprawdę wolałby wrócić już do domu, niż tutaj siedzieć.
    — Racja, miewał lepsze niż ten, Pan pewnie też — Odparł sarkastycznie, nie bardzo wiedzieć w jaki sposób powinien się teraz zachować. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że nie powinien się unosić, ani wściekać, bo może pogorszyć sytuację, ale, nie oszukujmy się — nie rozmawiał jeszcze z policjantem i pierwszy raz został zatrzymany. W tym momencie miał poczucie dziwnej niesprawiedliwości świata i dochodził do wniosku, że jeden z tych policjantów tylko czekał na moment, aż go zgarnie.
    Sięgnął ręka po portfel, a z portfela wyciągnął dowód osobisty, który podsunął Masonowi. Obserwował w milczeniu policjanta, wypełniającego papiery a gdy mężczyzna przemówił, westchnął cicho.
    — Teoretycznie zagłuszanie ciszy nocnej i alkohol, praktycznie gram marihuany... Który był mój, Marie nic nie zrobiła. Wrzuciłem jej to do torebki, gdy nie patrzyła. Nie wiedziała co to jest, a ja jej nie uświadomiłem — Odpowiedział, czując się dziwnie odpowiedzialny za dziewczynę. Wolał wziąć całą winę na siebie, bo jakby nie patrzeć, to przez niego znaleźli się w takiej a nie innej sytuacji. Wrzucił jej to do torebki, gdy pojawili się policjanci i jej o tym powiedział, ale... Czy dla dobra sprawy nie łatwiej naciągnąć nieco prawdę? Wolał, żeby dziewczyna nie miała żadnych dziwnych papierów, bo wtedy, na sto procent nie przyjmą jej na studia. Brunet tego nie chciał, zależało mu na tym, żeby spełniła swoje marzenia, nie chciał mieć świadomości, że przez jego głupotę, na włosku zawiśnie przyszłość dziewczyny.
     
    imię / nick:Hellheim
    multi:EEDD
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    18

    wiek


    podaje pizze na kolacje

    ZAJĘCIE


    i chce jeść wspólne śniadania

    UCZUCIA




      
    Marie
       Woolvett

      
    "I'm not confused. I'm just well mixed.

      

      

      

      

      

      

    2020-07-21, 09:58


    Odłożyła telefon na stół, obok postawiła torebkę, którą przetrzepano jej chyba dwa razy, oraz legitymację. Nie uśmiechało się jej zbierać wszystkiego po raz trzeci, ale już też było jej wszystko jedno. Policjant mógł wywrócić jej torebkę do góry nogami, bo chyba gorzej już nie mogła się poczuć. Może poczuje w momencie, w którym stanie twarzą w twarz z zaniepokojoną matką. Przed krzykiem ojca i jego dłonią, może jeszcze umiałaby się obronić, ale przed spojrzeniem zawiedzionej mamy już nie.
    Jeszcze wilgotne kosmyki zgarnęła za uszy i wbiła spojrzenie w swoje dłonie. Splotła palce ze sobą i nie mogła pozbyć się wrażenia, że siedzi na najbardziej niewygodnym krześle świata. Siedziała na nim już kilka tygodni temu, na przesłuchaniu u Jordana, ale dziś było jeszcze gorzej.
    Była gotowa powiedzieć, że nie wiedziała skąd się wzięły narkotyki w jej torebce i nie chciała zdradzać, że to Arsene ją poprosił o schowanie ich. Nie chciała, żeby ucierpiał, skoro już raz wpadł i mógł mieć o wiele większe kłopoty niż do tej pory.
    Ale gdy zaczął mówić, uniosła głowę i spojrzała na niego z przerażeniem. Czy on zgłupiał? Aż ją zatkało, bo tego się nie spodziewała. Myślami była przy upartym zaprzeczaniu, ale Arsene ponownie zaskoczył ją swoim zachowaniem. Nie spodziewała się, że tak szybko chłopak przyzna się do popełnionego czynu. Zmarszczyła czoło i posłała mu spojrzenie pełne zwątpienia. Nie musiał się przyznawać!
    Nie powinien czekać na swojego prawnika i nie odzywać się, póki nie pojawi się surowy mężczyzna w idealnie skrojonym garniturze, który tak jak na filmach, zmiecie przeciwnika w słownej potyczce i wybroni swojego klienta? Nie miała pojęcia!
     
    imię / nick:Marysia
    multi:Abi, Tomek
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    31

    wiek


    Policjant

    ZAJĘCIE


    nie wie, co zrobić

    UCZUCIA




      
    Mason
       Kernighan

      
    "I'll be good, I'll be good and I'll love the world, like I should

      

      

      

      

      

      

    2020-07-23, 10:34


    Kernighan miał mieszane uczucia względem tego spotkania w gabinecie. Drażniło go to, że dzieciaki nie były w stanie znaleźć sobie normalnych, bezpiecznych, zgodnych z prawem zajęć, ale jednocześnie wiedział, że Deep Lakes nie posiadało w swojej ofercie zbyt wielu miejsc, które jawiłyby się jako te godne odwiedzenia w oczach osiemnastolatków. Nie chciał robić im pod górkę, bo przecież pamiętał, jakie to uczucie, być takim dzieciakiem; niby dorosłym i odpowiedzialnym za swoje czyny, ale jednocześnie głupim na tyle, by szczeniackie psoty wciąż wiodły prym w nudnej, małomiasteczkowej codzienności.
    W ciszy spisał ich dane z podsuniętych pod nos dokumentów. Był świadomy tego, jak kiepska i napięta była atmosfera w pomieszczeniu. Naprawdę żałował, że to jemu w udziale przypadło przeprowadzanie tej rozmowy; zwłaszcza że sam nie wyglądał na sto procent swoich możliwości, a dodatkowym, dobijającym go bodźcem była świadomość, że o bójce w wesołym miasteczku słyszeli już chyba wszyscy. Jaki był z niego autorytet?
    - Nie zauważyła, że wrzucasz jej coś do torebki? - powtórzył, unosząc brew. Każde z nich musiało przyznać, że brzmiało to co najmniej dziwnie. Arsene nie brał pod uwagę ewentualnych konsekwencji? Próbował ją wrobić? Jeżeli tak, to czemu teraz przyznawał się do wszystkiego?
    Pytania, pytania i jeszcze więcej pytań, zaś odpowiedzi znikąd.
    - Podejrzewam, że nie masz ochoty na współpracę i nie powiesz, skąd bierzesz? - dodał, kierując swoje pytanie do chłopaka. Nie proponował żadnej współpracy, ale niewątpliwie chociaż drobna podpowiedź wpłynęłaby na sposób, w jaki miejscowi gliniarze spoglądali na Laytona. - Zdaje się, że już u nas byłeś w podobnej sprawie? - zagaił, odkładając długopis na bok.
    Przeniósł swoje spojrzenie na siedzącą tuż obok dziewczynę.
    - Poczekaj na korytarzu - zawyrokował, uznając, że rozmowa w większej grupie mogłaby znacząco wpłynąć na przebieg całego spotkania, a tego przecież nie chciałaby żadna ze stron, dlatego.. wolał pogadać z każdym z nich w cztery oczy, toteż zaraz potem zawołał do siebie kumpla po fachu, by ten przypilnował dziewczynę na korytarzu.
     
    imię / nick:ever
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    19

    wiek


    Internet nie jest dla mnie wyzwaniem

    ZAJĘCIE


    Więc Ty też nie będziesz

    UCZUCIA




      
    Arsene
       Layton

      
    "Whatever happens I’ll leave it all to chance

      

      

      

      

      

      

    2020-07-23, 21:59


    Arsene miał mieszane uczucia w sumie co do wszystkiego. Nadal nie potrafił pojąć, czemu na komisariacie zerkali na niego w ten sposób, skoro został spisany tylko raz, dodatkowo za grama. W tym wypadku było tak samo, przecież to był tylko gram i nic więcej. Niczego więcej przy nim nie znaleziono, dlatego miał cichą nadzieję, że jednak wyjdzie stąd zachowując twarz, a nie z dopiskiem narkoman albo diler.
    Bójka w wesołym miasteczku... No prawdopodobnie wszyscy o tym wiedzieli. Nie dało się ukryć tego, że policjant pobił się z obywatelem, ale jakby to powiedzieć — nikt święty nie był. Być może dlatego Arsene oczekiwał chociaż odrobiny zrozumienia ze strony policjanta, bo przecież, wszystko da si załatwić.
    — Nie powiedziałem co wrzucam — Wyjaśnił krócej i bardziej zwięźle, a przynajmniej jego zdaniem. No bo w sumie Marie zauważyła, ba, nawet sam jej to dał a ona wrzuciła, ale wciąż nie powiedział czym to dokładnie jest. Właściwie to po prostu nie przemyślał tego wszystkiego, przekonany, że policjanci nie będą przeszukiwać dziewczyny.
    — Nie powiem od kogo biorę, mogę tylko podpowiedzieć kogo szukać. Powiem, jeśli da mi Pan słowo, że Marie nie będzie miała problemów z policją i nie zaprzepaści szansy na studia, tylko na tym mi zależy — Nie był sprzedawczykiem, kumpla by nie podpierdzielił. Wiedział natomiast mniej więcej, na kim należało się skupić. Sam tego człowieka nigdy nie widział, ale miał kilka, wydawało mu się, istotnych informacji które mogły trochę pomóc, a przy okazji oczyścić jego z zarzutów.
    — Byłem spisany, za grama marihuany. Wtedy tylko spisany, nie byłem na komisariacie — Wyjaśnił zgodnie z prawdą. W takich przypadkach przydałoby się coś takiego, jak umiejętne kłamanie, ale niestety Layton był w tym cholernie kiepski. Nie potrafił kłamać, najzwyczajniej w świecie mu to nie wychodziło.
    Zapomniałby co powiedział, a wtedy na pewno, plącząc się w zeznaniach nie poprawiłby ani swojej sytuacji, ani Marie. Dlatego zaoferował Masonowi drobne informacje, w zamian za czystką kartę Marysi, która przecież chciała się na te studia dostać. Uczelnia od razu by zrezygnowała, gdyby dowiedzieli się, że ma powiązania z narkotykami, co było nieprawdą.
    — Nie martw się Marie, wszystko będzie dobrze — Nie był tego tak do końca pewien, ale chciał chociaż trochę uspokoić dziewczynę.
     
    imię / nick:Hellheim
    multi:EEDD
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    18

    wiek


    podaje pizze na kolacje

    ZAJĘCIE


    i chce jeść wspólne śniadania

    UCZUCIA




      
    Marie
       Woolvett

      
    "I'm not confused. I'm just well mixed.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-02, 10:39


    Przez głowę jej przemknęło, że to nie może się tak skończyć. Chciała zaprotestować, że Arsene wcale nie jest tak winny, jak się mogło wydawać. Przecież to nie było jego. Pamiętała co jej powiedział i że to było dla kolegi a nie dla niego. Spojrzała na chłopaka i otworzyła usta, żeby wszystko wyznać. Nie chciała, żeby Arsene miał kłopoty, czuła się winna pomocy. Nie tylko on zakłócał ciszę nocną, nie tylko on wygłupiał się przy fontannie. Żałowała, że zawczasu nie podjęła decyzji o powrocie do domu. Sama w końcu zainicjowała tę zabawę w berka między budynkami.
    Ale jakaś reszta rozsądku kazała jej milczeć. Gdyby tylko teraz się odezwała, zdradziłaby, że Arsene okłamuje policjanta. A jeśli już skłamał, w ogóle mógł nie być szczery. Marysia poczuła, że to jeszcze bardziej pogorszyłoby jego sytuację, więc wstała i wyszła, jak jej polecano.
    Z żalem usiadła na krześle w korytarzu i przejechała dłońmi po oczach. Była zmęczona, teraz jeszcze bardziej niż chwilę temu. Wiedziała co jeszcze ją czeka i co się stanie nim nadejdzie nowy dzień. W żołądku się jej przewróciło ze stresu i głodu.
    Nie przypominała sobie kiedy i co ostatnio jadła. Czuła się, jakby żołądek był wypełniony tylko alkoholem i cieszyła się, że zrezygnowała z ostatniego kieliszka, którym chcieli ją pożegnać. Pewnie dzięki temu jeszcze nie słaniała się na nogach.
    Siedziała kilkanaście lub kilkadziesiąt minut, w napięciu zerkając na drzwi i czekając aż się w końcu otworzą. Ale zanim się doczekała, usłyszała zamieszanie przy drzwiach wejściowych i tylko przełknęła ślinę, gdy zobaczyła kto w końcu się po nią pojawił...

    zt2
     
    imię / nick:Marysia
    multi:Abi, Tomek
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    29

    wiek


    za każdym razem, kiedy tylko na niego patrzę

    ZAJĘCIE


    serce pęka mi z bólu, rozpada się na milion kawałeczków

    UCZUCIA




      
    Sia
       Gallagher

      
    "And it's breaking over me a thousand miles down to the sea bed I found the place to rest my head...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-10, 20:32


    / tu będzie numer

    Przerażona, z trzęsącymi się ramionami, bladą twarzą i podkrążonymi ze zmęczenia oczami pojawiła się na komisariacie policji. Przez całą noc na niego czekała, oka nie zmrużyła. Próbowała dodzwonić się do niego nieskończoną ilość razy, zostawiła mu kilkanaście smsów, parę wiadomości głosowych. Z łomoczącym w klatce piersiowej sercem i duszą na ramieniu wchodziła w tę i we tę, z każdą upływającą godziną coraz bardziej odchodząc od zmysłów. Nigdy nie zrobił jej czegoś podobnego. Nieważne jak bardzo się ze sobą kłócili i nie godzili, wracał do domu. Czasem co prawda zamiast wspólnego łóżka wybierał kanapę, ale był obok, blisko, na wyciągnięcie. Obrażony, poirytowany, z niezadowoloną miną - spał ścianę dalej. A nad ranem spotykali się w kuchni, ona robiła śniadanie, on parzył kawę, całowali się, kochali na dębowym, drewnianym stole i niesnaski odchodziły w niepamięć. Nie zawsze, bo też nie wszystkie spory udawało się im załatwić seksem, ale w zatrważającej większości, będąc tak blisko nie potrafili się długo na siebie gniewać, a Sia cieszyła się, że choć krótkim stażem, są naprawdę zgodnym, udanym małżeństwem. Nie przyjmowała więc do siebie myśli, że ukochany mógłby tak po prostu dać nogę, zostawić ją samą. Przecież to nie było w jego stylu. Nie zostawiłby jej samej. Nie potraktowałby jej w ten sposób.
    Jakiś cichy głos z tyłu głowy podpowiadał jej, że na pewno stało się coś złego. Coś go zatrzymało. Ktoś go pobił, napadł, zrobił mu krzywdę, a może nawet porwał. Zamiast więc czekać na cud postanowiła zrobić to, co prawdopodobnie zrobiłaby każda, przekonana o niewinności męża żona - udać się na policję i zgłosić zaginięcie bliskiej osoby. Poprosić funkcjonariuszy o pomoc, zalewając się łzami błagać, aby sprowadzili jej męża do domu, bo jeśli... jeśli coś mu się stało, nie przeżyłaby tego.
    Przy recepcji skinieniem głowy przywitała ją drobna, filigranowana policjantka o błękitnych oczach i jasnych, niemalże białych, farbowanych włosach. Zapytała o powód wizyty, kazała wypełnić formularz i odesłała pod gabinet, zapewniając ją, że lada moment ktoś zawoła ją do środka. Ten lada moment trwał tylko dwie i pół godziny, ale Sia cierpliwie siedziała na krzesełku i nie ruszała się z miejsca. W końcu tu chodziło o życie i zdrowie jej męża. Gdyby sytuacja tego od niej wymagała, pewnie siedziałaby i przez całą wieczność, byleby tylko w jednym kawałku wrócił do domu. W końcu jednak drzwi się przez nią otworzyły, a funkcjonariuszka policji zaprosiła ją do środka. Nie czekając na jakiekolwiek dalsze słowa zachęty Gallagher natychmiast zarzuciła ją potokiem słów.
    "Mójmążniewróciłdodomunanocchybacośmusięstałoprzyszłamzgłosićzaginięcie" wyrzuciła z prędkością karabinu maszynowego, wpatrując się w policjantkę swoimi wielkimi, sarnimi oczami. "Boję się, że stało się coś złego. Coś bardzo złego" zakończyła, obejmując się ramionami.
     
    imię / nick:sashayaway / Hania
    multi:Hania!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: