Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-08-09, 22:21


    outfit

    Car miał ostatnio całą masę zajęć. Nie tylko przygotowywał się do wyznania Noahowi prawdy, ale zajmował się synem, pracował, no i chodził na kurs prawa jazdy. Do tego oczywiście planował ten wyjazd. Co nie było łatwe. Miał tylko nadzieję, że Si się spodoba mimo że będzie musiała siedzieć jakieś sześć godzin samochodzie. Odebrał ją, odstawili Noaha i gdy byli już zaopatrzeni w jedzenie i picie po prostu ruszyli w drogę. W tym czasie pewnie trochę pośpiewali, trochę sobie dokuczali. Ale też nie zabrakło poważnych rozmów. Mieli wiele do obgadania w końcu. Niewiele jej mówił. Na miejsce dojechali wykończeni. Więc po prostu zameldowali się w małym pensjonacie i mogli się ogarnąć na kolację. - Przejdziemy się. To dość blisko. - rzuci gdy byli już gotowi. Więc zostawił klucze od auta na szafce i po prostu wyszli.
    Spacer był... Dłuższy niż zapowiedział, ale mogła spokojnie zdjąć szpilki i przejść się bez nich po piasku. - Jeśli masz już dość to mogę cię ten kawałek przenieść. - wskazał na restauracje na wodzie. Łódź była ślicznie oświetlona. Ludzi było co prawda dużo, ale mieli zarezerowany stolik więc nie było o co się martwić. Co planował zrobić? Tylko on jeden wiedział i bardzo się stresował. Nie miał wsparcia w bardzo trudnym wyborze. Ale miał nadzieję że zwyczajnie trafi w gusta Si. Przecież nie mogła zmienić się aż tak przez te pięć lat. A może właśnie tak było? Była zupełnie innym człowiekiem? Nie czekał na jej odpowiedź, pociągnął ją za dłoń, która pewnie trzymał podczas spaceru i zwyczajnie wziął ja na ręce. Prawie się wywalił na piachu ale ostatecznie złapał pion.
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-08-09, 23:33


    #33
    outfit

    Szyki lot do Toronto, dziecko, praca. Si powinna ciągać nosem po ziemi, ale adrenaliny dodawał jej fakt, że właśnie tam te kilkanaście testów jak jeden mąż mówiło, że jest w ciąży. A wszystko to przed wycieczką sam na sam z Carem. I tu miała najwięcej pytań. Gdzie? Po co? Jak? Cieszyła się jak mała dziewczynka i im bliżej weekendu, tym częściej odzywały się w niej motylki ekscytacji. Przez te kilka godzin Si pewnie dostała po łapach za majstrowanie przy desce rozdzielczej, wysłała 50 snapów do najbliższych znajomych i przede wszystkim mogła bez przeszkód porozmawiać z Carem o wszystkim i o niczym. O rozmiar za dużą i idealną w trasę bluzę zamieniła na kieckę, a adidasy na szpilki. Postarała się najbardziej jak mogła. W końcu chciała dzisiaj wyglądać zjawiskowo. Zwłaszcza, że miała nie do końca potwierdzoną nowinę. –Jasne. Z resztą jest w miarę ciepło, to i szkoda auto odpalać. –stwierdziła psikając się niezmiennie tymi samymi słodkimi perfumami.
    Przejście przez piach było problemem, ale Si starała się nie zgrać dzielną. Machnęła ręką i pokręciła głową. –Po trawniku w szpilkach chodzę, to i na piachu się nie zabiję. – uśmiechnęła się delikatnie i przyjrzała się restauracji. Tak sobie wyobrażała te wszystkie łodzie, o których trajkotały jej kumpele. Gwarna z milionem lampeczek i spokojną muzyką. Razem z pierwszym krokiem chciała pochwalić wybór miejsca, ale zamiast tego zapiszczała, bo w ułamku sekundy znalazła się w powietrzu. Zaśmiała się i pokręciła głową, gdy Carney nieco się zachwiał. Zupełnie jak w bajkach, książę niesie księżniczkę. Zarzuciła mu ręce na szyję. –Jesteś niemożliwy – powiedziała rozbawiona i cmoknęła go w policzek. Brakowało jej tego beztroskiego spędzania czasu z Carem. Drobnych gestów i zwykłej bliskości.
    Przywitała się miło z kelnerem, który poprowadził ich do stolika. Rozejrzała się dookoła z zachwytem wymalowanym na twarzy. –Pięknie tutaj jest – powiedziała nieco ściszonym głosem, gdy usiedli przy stoliku. – Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego wyjazdu. W zasadzie to muszę … - urwała, gdy przed jej nosem pojawiła karta. Boże, jaką ona miała ochotę na rybę. Każdą z tego spisu. Gdzie Si nie trawi ryby. Zamknęła kartę, by nie robić sobie smaku i poprosiła o jakąś lekką sałatkę i sok, najlepiej porzeczkowy. Podparła brodę o piąstkę, a drugą dłonią delikatnie muskała knykcie Cara. Carney, jestem w ciąży. Niedawno robiłam testy i chyba spodziewamy się dziecka. Wpadłam znowu… nie to za mocne. Skarbie, Noah będzie miał rodzeństwo i to chyba szybciej niż oboje myśleliśmy.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-08-10, 22:28


    Nie wiedział jaka informacje ma dla niego Si, ale ona tam samo nie wiedziała po co właściwie tu są. W sumie tak jak wcześniej pisałam nikt o tym nie wiedział. Poza Carneyem. Nawet własnej matce nic nie powiedział, mimo że ostatnio bardzo dużo rozmawiali chyba na wszystkie tematy. To znaczy wszystkie jakie wypadało poruszać przy mamie. Tym razem jednak wszystko było wielkim sekretem. W sumie tak samo mieszającym w życiu jak i dziecko. W sumie nie spodziewał się w ogóle takich informacji. - Niemożliwy... Po prostu mama powiedziała mi że raz na kilka miesięcy muszę zaszkoczyc kobietę by nie marudziła. - rzucił z rozbawieniem i lekko podrzucił ją na rękach. Była malutka i leciutka. Więc nie miał z tym większego problemu. Oczywiście sobie żartowała.
    Znaleźli się na miejscu i gdy pod jego nogami były już deski postawił Si i poprawił jej sukienkę. Nie chciał by coś niechcący odsłoniła. W sumie wszystko wyglądało bardzo ładnie. Nawet nie spodziewał się że wszystko będzie tak dobrze wygodotowane. Ich stolik oczywiście był już zastawiony. - Cieszę się, że Ci się podoba. - rzucił z lekkim uśmiechem i o ile wcześniej lekko się stresował. To teraz czuł że zaraz zejdzie. Poklepał się po kieszonce na koszuli by sprawdzić czy pierścionek luźno lata w środku i czeka na odpowiednią okazję. Gdyby się nie stresował to może zakodowałby że Si coś gryzie. Ale obecnie nie był tutaj z nią duchem. Zamówił sobie lemoniadę arbuzowo i jakąś rybkę i pieczone ziemniaczki. Oddał menu kelnerowi i rozejrzał się po okolicy co umożliwiał mu fakt że siedzieli na zewnątrz. Spłatał palce swoje i Si i delikatnie pociągnął za jej dłoń by ucałować jej grzbiet. - Nie wiem czy Noah jeszcze kiedyś pozwoli nam wyjazd we dwójkę. - albo w trójkę, ale tego jeszcze Carney nie wiedział. Dostali napoje więc Carney od razu się napił bo w gardle mu już schło. O wiele bardziej wolałby teraz setkę albo dwie. Ale nie było to możliwe. Jest nikła szansa że przeżyję ten wieczór bez zawału. Ale niestety nie może wspomoc się alkoholem, który tak wiele mógłby ułatwić. A jednocześnie tak wiele potrafił zepsuć.
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-08-10, 23:30


    W sumie dobrze, że przerwano jej przekazywanie tak ważnej informacji. Już od początku wyjścia powinna studzić emocje. W końcu łatwo jest podzielić się, jakby nie patrzeć, dobrą nowiną, a później się rozczarować. Nie powie Carowi, póki nie zrobi wyników z krwyi, czy chociażby pierwszego usg. Nie oznacza to, że pozwoli sobie na takie smakołyki jak wino, czy szampan. Jakiś zdrowy rozsądek w tym wszystkim powinna zachować i modlić się, by Aura jej nie wyprzedziła w ekscytowaniu się bobaskiem.
    -Mamy zawsze mają rację - powtórzyła poraz setny, odkąd Noah zaczął broić. Chwyciła się mocniej jego szyi i zapiszczała jak mała dziewczynka, gdy postanowił ją podrzucić. W jej opinii już nie była taka leciutka i takie podrzucenie mogłoby zarwać ręce Cara. Ale to Si i jej mania bycia szczupłą.
    Oboje byli obecnie w innych galaktykach. Car latał w tej z pierścionkami, a Si w tej ze smoczkami. Nic dziwnego, że nie rejestrowali napięcia jednego i drugiego. Si, nieco rozalnielona i w totalnie romantycznym nastroju nie dostrzegła chociażby klepnięcia po kieszonce, czy dobrze jej znanego wyrazu twarzy Cara, gdy coś go trapiło. Przygryzła lekko dolną wargę i uśmiechnęła się, gdy Carney musnął wargami jej dłoń. Oficjalnie zaczęła się rozpływać, przenie gdyby nie przeszkadzały jej świece, jakieś kwiatki pewnie i długość stolika, to ucałowałaby Carneya. Musiała obejść się smakiem. Zamiast tego uniósł się lekko z miejsca, by poprawić nieco zmierzwione włosy chłopaka, by ułożyć je tak jak miał przed wyjściem. Zaśmiała się na wspomnienie ich synka. - Patrząc na to jak często ma koszmary, to najbliższą taką wycieczkę zaliczymy za jakieś 11 lat. - skrzywiła się lekko na to ile lat będą musieli ciągać za sobą ten ogon. - Także trzeba korzystać, póki mamy czas - powiedziała nieco nachylając się nad stolikiem i posłała ten jeden z łobuzerskich uśmieszków w stronę Woolvetta. Na razie jednak delektowali się tym, że mają kolację rodem z filmów romantycznych. Sama Sycylka nie mogła przestać się uśmiechać szerzej, czy też delikatniej i wlepiać maślanego spojrzenia w Cara podczas słodzenia sobie. Nie oderwała go nawet, gdy przd nimi pojawiły się talerze z jedzeniem, a jej za dobrze zapachniało zamówienie Carney'a. Więc zamiast zabrać się za swoje, dziabnęła kawałek ryby. Gdyby czuła, że czeka ją coś wielkiego, to zachowałaby więcej klasy, z resztą zawsze skubała jego jedzenie.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-08-11, 09:26


    Testy mają to do siebie, że niestety często się mylą. Więc może lepiej by sprawdziła wszystko dokładnie nim powie Carney'owi i Noahowi że będzie siostra. A może niech powie, że wszystko na to wskazuje i razem pójdą do lekarza. Możliwości było pełno, ale jedno było pewne dwójka jej mężczyzn na pewno się z tego ucieszy. Carney nie był gotowy na dzieci kiedy wracał do Deep Lakes. Ale kiedy na jego drodze stanął Noah i spadła na niego prawda... To nagle musiał się stać gotowy na dzieci... I chyba radzi sobie z tym całkiem dobrze. A przynajmniej się starał. Praedziwe wyzwania dopiero przed nim i nie miał 9 miesięcy na przygotowania. Już był tata. - Słychać w Twoim głosie, że masz wyuczony ten tekst na pamięć. - nie krył rozbawienia. Ale taka była właśnie prawda.
    To chyba go właśnie ratowało. Miała pełna głowę myśli, a dzięki temu nie dostrzegała tego jak bardzo się denerwuje, jak nienaturalnie przełyka ślinę czy też jak sprawdza czy pierścionek nadal jest na miejscu. Gdyby nie ta dzidzia to z zaręczyn wiele by nie wyszło, bo... Zwyczajnie raz dwa by go rozszyfrowała. A miał plan. Plan który mógłby wypalić skoro już na niego wpadł. - jedenaście lat? - rzucił z udawanym rozczarowaniem. Ale jakoś to przeżyją nie? Mają dzieciaka i muszą go uwzględniać we wszystkich planach. Co będzie ciężkie, bo pewnie nie raz woleli by być sami. Ale no przez przynajmniej osiemnaście lat będą musieli dbać o troli.
    Dostali jedzenie i... No tak. Siedziała od razu w jego talerzu i jakoś bardzo go to nie zdziwiło. Przecież znali się nie od dziś. Była jak ta laska z memu. Nic nie chce, a potem chłopakowi wyjadą. Niech się cieszy, że dziś musiał być miły, a przez ten ścisk w żołądku to nawet nie miał ochoty jeść. Odsunął świecznik, odsunął wazonik z kwiatkami i położył swój talerz na środku. I sam również zaczął jeść. Może nie powinni się tak zachowywać, bo są w restauracji ale... Kto im zabroni.
    Spokojnie zjedli, porozmawiali o podjadaniu sobie jedzenia, może nawet Carney nakarmił trochę Si swoją ryba. A kiedy zjedli i kalner zaproponował deser to zamówili go, ale Carney nie chciał na niego czekać przy stole. - Chodź, chciałbym Ci coś pokazać. - podał dłoń Si by mogła spokojnie wstać, a potem przeszli na piętro łodzi. Na górze mieli widok na portowe miasteczko, śliczne, wyjątkowo bezchmurne niebo i wodę. Wielka i z tego miejsca bezkresna przestrzeń. Na jednym stole stał wielki bukiet ale skąd mogła wiedzieć że to dla niej. Pociągnął ją w stronę barierki. A potem dłoń za którą trzymał ją jeszcze przed chwilą po prostu skierował na kieszonkę. - Już pięć lat temu powinienem to zrobić Si. I uważam że chyba nie ma sensu dłużej z tym zwlekać. - rzucił i dał jej wolna rękę, by sama sprawdziła co poczuła pod materiałem kieszeni.
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-08-11, 10:55


    Jedenaście to takie optimum, bo nie wiadomo, czy nastoletni chłopiec będzie wolał siedzieć w domu, gdy jego rodzice z siostrą bawią się na wyjeździe. Sprawdzą za jakiś czas, bo przy dzieciach nie da się nic zaplanować. Tak czy inaczej, ich rodzice dali radę, to i oni dźwigną temat. Zwłaszcza, że sami są przypałowcami i może być naprawę wesoło podczas godzenia obowiązków z przyjemnościami.
    No przecież, że była typową laską co nie chce nic z Fast foodów, ale jak poczuje zapach frytek, to nie ma zmiłuj. Dlatego też ucieszyła się, gdy Car postanowił podzielić się z nią jedzeniem. Nie zjadła mu wszystkiego, ale dziabnęła jeszcze ze trzy kęsy, a wszystko to zajadała sałatką. Jedzenie, jedzeniem. Bardziej Sycylkę zaciekawiło to, co Car chce jej pokazać. Domyślać się jedynie mogła, że zapierający dech widok miasteczka. Bo tak było, gdyby nie chłodny powiew z jakim zetknęła się na piętrze, to pomyślałaby, że właśnie stoją na łodzi gdzieś w turystycznym miasteczku. Spokojnie falująca woda, migoczące światła miasta i do tego niebo bez ani jednej chmurki, za to z drobnymi gwiazdami i okrągły księżyc. Na chwilę tylko wzrok Si uciekł na bukiet tulipanów. Nie sądziła, że mają konkretnego adresata. Miejsce było tak romantyczne, że zapewne załoga restauracji co noc wystawia świeże kwiaty dla par, takich jak ona i Car. W dodatku jeszcze rozbrzmiała słodka, powolna piosenka i Si totalnie się rozpłynęła. –Spadająca gwiazda, pomyśl życzenie. – wskazała palcem na białą kreskę na niebie, która szybko zniknęła. Spojrzała na Cara, a potem na kieszonkę i lekko przechyliła głowę. Pierścionek, to był pierścionek, na pewno. Do tego jeszcze słowa Carneya i serce Sycylki zaczęło tłuc jak oszalałe. -Nie zwlekać z czym? - zdążyła wydusić z siebie, zanim do końca pojęła co się właśnie dzieje. Nie zaglądała do kieszonki, nie musiała. Zamiast tego wspięła się na palce kładąc dłonie na policzkach Carney’a i pocałowała go tak czule, jak tylko była w stanie. Zupełnie tak, jakby chciała przez to powiedzieć tak. Właściwie to tak właśnie było. Nie potrzebował klękać i pytać o rękę. Chciała coś powiedzieć, wyrazić swoje szczęście, ale zwyczajnie gula w gardle odebrała jej skutecznie mowę. Mogła tylko patrzeć na Cara tymi wielkimi, zaszklonymi oczami i uśmiechać się tak, jak nigdy. Jej życzenie właśnie się spełniało. Jej palce w końcu powędrowały w kierunku pierścionka. Był idealny. Cienka obrączka z ozdobnym kamieniem w kształcie migdałka. Stanowczo za dobrze ją znał. Poczuła jak dolna warga zaczyna jej drżeć ze wzruszenia, a nie chciała się teraz rozklejać. Ale to wszystko było takie piękne. Piękny Car, piękny wieczór, piękny widok, piękny pierścionek i nawet muzyka jak na zamówienie piękna.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-08-12, 10:44


    Carney nie był najbardziej romantycznym facetem na świecie. Ale czasem próbował i chyba mu wychodziło. Chociażby teraz. Owszem mógłby zrobić to w jeszcze lepszy sposób. Ale zwyczajnie nie chciał by wyglądało to tak jak u wszystkich. Nie chciał klękać na piachu i prosić jej o rękę. Nie chciał rzucać tego pustego tekstu zostaniesz moja żona? Ale chyba nie wyszło ostatecznie tak źle. Prawda? Cały stres z niego uleciał w chwili gdy Sicily go pocałowała. Nieważne były spadające gwiazdy. W sumie nic nie było teraz ważne. Ważne że się zgodziła, chociaż nie wątpił że tak będzie. Nie dlatego że był pewny siebie. A dlatego że był pewny tego co między nimi było kiedyś i co po prostu wróciło. Nie chciał się bawić w podchody na nowo, nie chciał kolejnych pięciu lat biegać za Si jak nastolatek. Oboje byli na to za starzy. - Pomyślałem że schowanie pierścionka na sercu będzie o wiele lepsze od brzydkiego pudełka. - szepnął gdy oglądała błyskotkę. Delikatnie wyciągnął jej z dłoni małe kółeczko. Złapał ja za właściwą dłoń i sprawnie wsunął pierścionek na jej palec. Uniósł drobnie paluszki Si i delikatnie je ucałował.
    Teraz zostało im jeszcze powiedzieć o wszystkim Noahowi i mają stresujące sytuację na jakiś czas za sobą. A przynajmniej tak sobie myślał Carney który w sumie pojęcia nie miał o podejrzeniach ciąży. Zostawił na sekundę Si i wziął ten bukiet i w końcu jej wręczył. - Może nie było tak romantycznie jak powinno, ale chyba... Było po naszemu, co? - rzucił drapiąc się po karku, a potem pochylił się by ucałować czoło dziewczyny. Miał mała nadzieję, że udało mu się zaskoczyć Sicily. Że zupełnie niczego się nie spodziewała i że choć trochę jej się te zaręczyny podobały. - Teraz chyba możemy wrócić na deser i do pensjonatu... No chyba że wolisz wyjść na miasto. Podobno jest tu kilka fajnych miejsc w których można się pobawić. - wolałby się bawić w inny sposób. Przede wszystkim wolałby teraz sobie wypić. Ale tego mówić nie zamierzał żeby chwili nie psuć. Bo jednak wiedział że alkohol w jego wypadku to nie najlepsze rozwiązanie. Jeśli się z nim zgodziła to po prostu zeszli na dół gdzie już przy stole czekal na nich deser i szampan. Cóż, Car nie miał pojęcia że Si wypić go nie może. Usiedli sobie więc i kieliszek uniósł by sobie toast wypić ze swoją świeżo upieczoną narzeczona.
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-08-13, 05:32


    Nie był to typ oświadczyn, które chciałaby każda rozpieszczona dziewczyna. Obyło się bez wielkiej fety, różowej otoczki i grona znajomych, którzy uwiecznili ten dzień. Może, gdy miała 22 lata, to takie właśnie zaręczyny sobie wyobraziła. Teraz z biegiem lat i w jakimś stopniu klapnięciu na tyłek właśnie takie, kameralne oświadczyny były bardziej romantyczne. Śmiało więc można stwierdzić, że Car był romantycznym facetem. W dodatku jak bardzo pomysłowym. Kiedy większość klęka i wyznaje miłość (ten pierwszy i pewnie ostatni raz), po czym zadaje najważniejsze pytanie, Carney na swój prosty sposób wplatał w to wszystko najważniejsze elementy. Pierścionek przy sercu? Przeskoczenie całego tego chodzenia ze sobą, kiedy zachowywali się tak, gdyby nie było wyjazdu do Vancouver? Poza tym, nie ma chyba nic bardziej uroczego niż wyjść za swoją pierwszą, tak poważną, miłość. Przecież to było tak bardzo znaczące, że Sycylka nie wiedziała czym sobie na niego zasłużyła.
    - To najpiękniejsze opakowanie, jakie mogłeś znaleźć - wydusiła w końcu i obserwowała co Carney zrobi z pierścionkiem. Uśmiechnęła się szeroko, gdy chwycił jej lewą dłoń i ostrożnie wsunął na serdeczny palec ozdobę. Kciukiem prawej dłoni lekko pogładziła fragment jego policzka, gdy jej narzeczony całował ją w dłoń, co z resztą lubiła a i doceniała.
    - Tak - powiedziała cichutko, patrząc mu w oczy. Pewnie powtórzyła to słowo z trzy, albo i cztery razy zanim wtuliła się w niego jak w misia przeszczęśliwa z tego, co chwilę temu miało miejsce. Nie zadał jej tego pytania, ale ona na nie odpowiedziała, chcąc utwierdzić, go w przekonaniu, że inna odpowiedź nie wchodziła w grę. Powiodła wzrokiem za Carney'em i rozchyliła lekko usta, gdy okazało się, że jednak mają one adresata. Wtopiła nos w płatki i powąchała ich słodki zapach.
    - Jak najbardziej po naszemu i jak najbardziej romantycznie, tak jak powinno być - odpowiedziała unosząc głowę, a w zasadzie to ją zadzierając. Uśmiechnęła się lekko, gdy czule cmoknął ją w czoło, by za chwilę zadać pytanie. - Jak długo to wszystko planowałeś, że się nie zorientowałam? - zachichotała jak mała dziewczynka i ponownie wspięła się na palce, by tym razem, złożyć delikatne cmoknięcie na jego wargach.
    Pokręciła głową. Nie chciała miasta, a tym bardziej imprez. To był ich wieczór, a nie jakiś wyjazd, by się wyszaleć. Poza tym, ten deser... - Nie chcę głośnej muzyki i gwaru. Chcę spędzić ten wieczór z moim narzeczonym - na ostatnie słowo uśmiechnęła się tak szeroko jak mało kiedy, a jej mózg chyba do końca nie zakodował jej zmiany statusu. I nawet z tego wszystkiego pozwoli mu wypić, ale nie za dużo! Tak, żeby był w stanie o własnych siłach do pokoju. Sama odmówiła szampana, wykręcając się, że zabiłby smak czekoladowego ciasta. Tak na prawdę wolała dmuchać na zimne, a toast wzniosła sokiem jabłkowym, tyle że w szampanówce.
    Do pokoju pewnie wrócili zaraz po zjedzeniu słodkości, a sama Sycylka miała ochotę chwalić się każdej osobie, jak to ona jest szczęśliwa i pokazywać pierścionek na palcu. W samym pokoju, okazało się, że zmęcznie związane z emocjami, jak i samą drogą totalnie się ulotniło, kiedy z łazienki zamiast w piżamie z jakimś bajkowym motywem, wyszła w kompleciku, który to ocenić miał Car.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-08-13, 13:20


    Całe ciśnienie w jednej chwili po prostu z niego zeszło. I nagle zaczął się zastanawiać czemu tak bardzo się stresował. Przecież nie było tak strasznie, a dodatkowo przecież był prawie pewny odpowiedzi Sicily. A jednak, ludzki organizm działa po swojemu i srał po majtkach na samą myśl że coś mów pójść nie tak. Wszystko jednak poszło zgodnie z planem i gołym okiem widział, że Sicily jest zadowolona. Chociaż patrząc na nią to zadowolona to mocno mało powiedziane. - Trochę się nad tym głowiłem. Ale mam wrażenie że od jakiegoś czasu jesteś gdzieś daleko. I bylo to znacznie łatwiejsze. - rzucił cicho, ale nie miał do niej o to pretensji. Dzięki temu nieco mu pomogła dość nieświadomie w organizacji tego wszystkiego. A dodatkowo wierzył, że jeśli działoby się coś złego, to zwyczajnie by mu o wszystkim powiedziała. Nie miał w zwyczaju wypytywać. Nie był taki i dobrze o tym wiedziała. Każdy kto go znał, wiedział.
    Zjedli deser i Si nigdzie nie chciała iść. Tak samo jak nie chciała pić szampana. Więc... I Carney nie wypił za dużo. Poza tym jednym kieliszkiem już nic w siebie nie wlał. Bo przecież nie chciał się nawalić. Nie dzisiaj. Po wszystkim rozliczył się z obsługą i mogli spokojnie wrócić do pensjonatu.
    To co tam się działo, chyba wiadomo. Szczególnie, że Sicily miała że sobą seksowny komplet bielizny. Nie trzeba więc tego opisywać, możecie sobie zamiast tego pornolka włączyć, elo. Na drugi dzień mieli jeszcze kilka godzin dla siebie. Zwiedzili portowe miasteczko, zrobili milion zdjęć. To znaczy pewnie Carney głównie robił zdjęcia Si. Albo został zmuszany do uśmiechania się do selfie. Zjedli coś jeszcze na mieście. Odwiedzili sklep z zabawkami, by młody nie był ostatecznie bardzo pokrzywdzony. Musieli jednak wyjechać o normalnej godzinie by w domu nie być w środku nocy. W drodze powrotnej Sicily mogła spokojnie wysyłać koleżanka zdjęcia pierścionka, rozmawiać z mamą o takie tam. Może nawet się przespała i na miejscu Car wmawiał jej że chrapala i obslinila my pół samochodu. Ale ostatecznie dojechali wieczorem, odebrali syna i nawet Car zdążył pobawić się z nim jego nowa zabawka.

    / zt love
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: