Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-27, 19:22


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-28, 10:02


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-28, 22:45


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-29, 00:12


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-30, 09:52


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-30, 13:07


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-30, 20:48


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-31, 12:10


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-31, 20:32


    Czuła od niego obcość, bo był jej obcy, i ona była mu obca, i nawet zbliżenie - zbliżenia - tak dogłębne, że z powodzeniem mogłoby wywrócić ją na lewą stronę i z powrotem, tego nie zmieniało. Nawet jeśli istotnie było w tym coś uzależniającego, dla niej pewnie bardziej niż dla niego, chociaż jeśli Holden faktycznie był tym mentalnym katem, to mógł w pełni zaistnieć dopiero wtedy, gdy miał kogo krzywdzić - i gdy ta krzywda była pożądana. Można by zatem wysnuć nieśmiałą tezę, iż mężczyzna świadomie poddawał ją skrajnym bodźcom; by wzmóc w niej apetyt, by sama chciała wracać po więcej. Czy była mu potrzebna do czegokolwiek poza toksycznym uzależnieniem? Poczuciem kontroli nad drugą osobą? To już musiało pozostać w sferze jego własnej świadomości. Lub - jeszcze - nieświadomości.
    Okrywszy się zaledwie skrawkiem prześcieradła, Holden podniósł się do siadu i, obrócony nieznacznie ku Ree, oparł plecami o chłodną ścianę. Napił się wody i przeniósł ponownie wyczekujący wzrok na twarz dwudziestolatki, gdy przysunęła się i dosięgnęła dłonią jego ramienia, jakby z pewnym lękiem, choć Holden nie strącił jej ręki. Nie odpychał jej, nie uciekał przed dotykiem, mimo iż sam też nie zdobył się na żaden czuły gest pod jej adresem. Kiwnął lekko głową w reakcji na jej słowa - raz już pouczył ją, że kiedy o coś pyta, chce usłyszeć klarowną odpowiedź i tym razem taką właśnie otrzymał, chociaż trudno orzec, na ile owa autokorekta była wynikiem owego wcześniejszego upomnienia, a na ile konieczności wewnętrznej kalkulacji tego, co Ree chciała powiedzieć. Niezależnie od tego Holden, o dziwo, odwzajemnił jej uśmiech - ale było w tym uśmiechu coś z pobłażliwości dla tej nieco naiwnej uwagi, jaka opuściła jej usta - gdy ujął jednocześnie dłonią jej podbródek i przyciągnął nieznacznie w swoją stronę.
    - Wiem, że masz więcej - przyznał, zaglądając jej w oczy, z których przesunął po chwili leniwie spojrzeniem na jej usta. - I wiem, że chcesz to dać - trącił lekko kciukiem jej podbródek - a może nawet lekko ją od siebie odepchnął - zanim cofnął dłoń, nie rozwijając jednak kwestii tego, czy rzeczywiście będzie tu rano i czy miał jakąkolwiek ochotę brać to, co Ree oferowała. Istotnie nie byłoby to niczym nadzwyczajnym, gdyby - mając tę świadomość, że pragnęła, by wyrwał z niej jeszcze więcej - Holden porzucił ją tylko dlatego, że miał taką władzę. Że mógł to zrobić. Ale czy miał teraz na tyle silną wolę? I - przede wszystkim - czy chciał?
    Uniósł ponownie butelkę z wodą do ust i upił głębszy łyk, w milczeniu śledząc wzrokiem Ree po tym, jak podniosła się z łóżka.
    - A jeśli już mnie tu nie będzie kiedy wrócisz? - zagaił, unosząc na nią swoje spojrzenie dopiero po tym, jak pytanie padło z jego ust. W gruncie rzeczy wcale chyba nie zamierzał stąd znikać - mimo że ucieczka byłaby przecież najzupełniej do niego podobna. Może jednak - choć nie było mu jeszcze dane uzmysłowić sobie, czy istotnie potrzebował Ree, lub potrzebował czegoś od Ree - potrzebował wiedzieć, iż ona chciała, żeby wciąż tu był. I może miało to obudzić w niej pewną obawę, by przypadkiem nie poczuła się zbyt pewnie; przyprawić o uczucie nienasycenia, sprawić, by było jej mało i by wracając z łazienki - bo nie zamierzał tam iść z nią - Ree prosiła gdzieś cichutko, lub całkiem głośno, aby Holden wciąż tu był. By nakarmiła męską próżność, która dla odmiany wcale nie urodziła się dzisiaj, a istniała w nim od zawsze, podsycana przez kolejne ofiary, które zwabione piękną powierzchownością lgnęły do niego tak jak ćma lgnęła do płomienia, i parzyła sobie skrzydła, a mimo to nie pragnęła niczego innego, jak tylko właśnie płonąć - dopóki nie zostanie z niej jedynie popiół. I nie można go nawet za to winić, bo przecież... taka jest natura płomienia. - Idź.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-01, 18:34


    Pewność w jego głosie wywołała na jej twarzy uśmiech – nie widział go, patrzył już na jej plecy, zakryte kosmykami ciemnych w półmroku włosów, na wyłaniające się spod nich krzyże, pośladki i nogi, gdy szła w stronę łazienki wyobrażając sobie, jak na nią patrzy. Wiedział, że ona chce to dać – to już coś. Byłoby skandaliczne, gdyby po tym wszystkim miał jeszcze jakieś wątpliwości. Ale jego pytanie zatrzymało ją dwa kroki przed wejściem do łazienki.
    Chwila wahania i odwróciła się powoli. Co, jeśli go tu nie będzie, kiedy ona wyjdzie z łazienki?! Już miała na końcu języka odpowiedź, że w takim wypadku zapamięta go jako największego idiotę i dupka na swej drodze. Ale wyczuwała, że może chodzić o coś innego. A jeśli tak –jeśli chciał, by podrapała jego dumę za uszami o pod gardziołkiem… Pufnęła cichutko śmiechem przez nos, wpatrując się w niego, gdy podniósł głowę, z uśmiechem niemal życzliwym.
    – Wtedy będę biec za twoim samochodem – oświadczyła, podejmując drogę do łazienki, przy której progu odwróciła się jeszcze przelotnie – żeby dać ci w twarz, oczywiście – posłała mu w powietrzu buziaka, dorzucając jeszcze, gdy znikała za drzwiami: – i potem tego żałować. Oczywiście.

    Pobyt w łazience zajął blisko dwa kwadranse, zainwestowane w intensywne, jakkolwiek chaotyczne w jej obecnym stanie rozmyślania nad całym tym ciągiem ostatnich godzin – i nad tym, przede wszystkim, co teraz.. Pozwalała wodzie zmywać echa zmęczenia, pielęgnacją sprawiając sobie tyle łagodnej przyjemności, żeby utwierdzić się chyba w przekonaniu, że wciąż jest wartościową jednostką społeczną, o którą nie ma kto zadbać, jak tylko ona sama. Najpierw ciepła woda, potem chłodniejsza, przyniosła jej odpoczynek i odświeżenie, choć motelowe szamponiki i płyny do kąpieli dalekie były jakościowo od tego, do czego zwykła przyzwyczajać swoją skórę, ale teraz to nie było tak ważne, jak odegnanie obawy, że ta ostatnia wymiana zdań to nie był szczyt jej techniki konwersacyjnej, i nawet gdyby znalazła bezproblemowe usprawiedliwienie w swoim stanie – osoby wykończonej do cna niespotykanie intensywnymi emocjami i doznaniami duszy i ciała – nie udałoby jej się pogodzić z sytuacją, w której Holdena jednak byłoby stać na to, by zniknąć. Wstać i odejść. Nasłuchiwała jednym uchem podczas kąpieli – to oczywiste – i w tym niepokoju uspokajał ją brak ewidentnych odgłosów, ale obawa pozostała. I przynosiła przyjemne w swym dyskomforcie drżenie: „Nie zniknie” – zapewniała się, łagodząc ten dyskomfort, zaklinając świat tak intensywnie, że nie wystarczało jej myśli na zapytanie się samej siebie, czemu tak niezwykle jest ważne, żeby został – wszak musiało jej tych myśli jeszcze wystarczyć na równie ekscytujące rozmyślanie, czy on zaraz nie wejdzie tu do niej, ba – na oczekiwanie, że wejdzie –i jednoczesne powtarzanie sobie, że nie wejdzie: żeby zmniejszyć zawód. A gdyby wszedł – cóż by robili? Naprawdę nie miała jeszcze niedawno siły na to, by „dać mu więcej” (aczkolwiek brak sił to nie brak ochoty) – tak było, dopóki na nacisnęła klamki.
    Obawa wróciła, podkręcona kompresją czasu: tylko jednej –za to ciężkiej, gęstej – sekundy wymagało spojrzenie, czy Holden… JEST.

    Wyszła –naga, rozrzucając wilgotne włosy po ramionach, starając się zerknąć tylko troszkę, troszeczkę. Jego ostanie „Idź” brzmiało tak, jakby nie chciał odchodzić, raczej na zasadzie „Idź pierwsza, ja jeszcze poleżę”, czy coś. Zerknęła więc…
    – Było cudownie – powiedziała jak najobojętniej, może tak, by totalnie nie było wiadomo, czy cudowne było to, co sobie dali i zabrali, czy po prostu rozkosz kąpieli. Roztrząsnęła włosy na boki (trochę żeby ukryły jej uśmiech, gdy stanęła nad swoim bagażem bokiem do niego), potem gwałtownym skłonem posłała wszystkie do przodu, odwracając się do niego przodem w domyślnej zabawie podroczenia się z nim roztrząśniętymi w stronę łóżka kropelkami –w końcu przeciwnym ruchem korpusu posłała włosy na plecy i kucnęła przy swoich rzeczach.
    – Zmęczony? –rzuciła, nie patrząc na niego. – Jak człowiek jest wykończony, to jest chłodno nawet po ciepłym prysznicu – sapnęła niby do siebie, wybierając ostatecznie ubranie. – Tak jakby jednocześnie ciepło i chłodno. O… popatrz: – gadała sobie ze swobodą, zrodzoną z ulgi, że – został, zaraz wchodząc na łóżko na czworaka tylko po to, by w założonym właśnie odzieniu (w o przeznaczeniu, jakie spełniała większośćjej ubrań) pokazać mu dłoń: – Gęsia skórka. Hm? A w łazience wszystko zaparowane. To w tym pokoju chyba taki chłód jakiś… dziwny… mm? – podeszła do niego nie zmieniając pozycji, ale z uśmiechem urwisa, tyle że faktycznie trochę zmęczonego. Ciężko rzec, czy była gotowa dać się pogłaskać, czy chciała dać mu buziaka w polik na dobranoc, gotowa pokonać w ten sposób taką odległość,jaką trzeba w takie miejsce pokoju, w jakim zastała Holdena. – Rozumiem, że możesz mieć dość – rzuciła nonszalancko, próbując odnaleźć jego spojrzenie. – W takim układzie może lepiej się wyśpij. Jutro czeka nas droga. No chyba że pozwolisz mi poprowadzić! Hm? Troszeczkę?
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-09-02, 18:10


    Właściwie nie chodziło już nawet tylko o jego obecność, a o sam fakt, że miałby zostawić Ree tutaj - gdziekolwiek to było, w jakimś przypadkowym motelu przy drodze donikąd, bez jakichkolwiek innych śladów cywilizacji w pobliżu. To byłoby skurwysyństwem, ale - miano największego dupka, jakiego spotkała, to też jakieś wyróżnienie; Ree jawiła się bowiem w oczach Gallaghera jako osoba o wyraźnych skłonnościach do zawierania toksycznych znajomości z mężczyznami, którzy wcale nie byli dla niej dobrzy, chociaż w tej kwestii mógł się oczywiście mylić. Ale nawet jeśli istniał jakiś powód, dla którego szatynka godziła się na takie traktowanie z jego strony, to pozostawał on mu nieznany.
    Mimo wszystko kącik jest ust zadrżał nieznacznie w czymś na kształt uśmiechu, czego Ree nie mogła już zauważyć, gdy zniknęła w łazience. Gallagher nie pozwalał jednak własnym myślom zbiec na tory, które powiodłyby je w jakieś niepożądane rejony (co przychodziło mu z dużo większą łatwością, gdy miał przy sobie - lub raczej: pod sobą - Ree, i stanowiło chyba główny powód, jaki zaważył na tym, że Holden wcale nie chciał jej jeszcze zostawiać). To, co znajdowało się poza obrębem tego bezpiecznego, motelowego pokoju, nie istniało. To, co miało miejsce wcześniej tego dnia - nie istniało. I chociaż jakaś jego część chciała pójść pod prysznic razem z Ree, nawet jeśli mieliby tylko się umyć, bo mimo wszystko Holden wciąż był jedynie człowiekiem, o ograniczonych zasobach sił; to druga, ta dominująca chyba, jego część, wolała pozostawić dwudziestolatkę w niepewności. A nawet nieco ją podjudzić, gdy, w jakimś nagłym olśnieniu, kiedy zeszło z niego ciśnienie, a umysł nieco się oczyścił, Holden przypomniał sobie, że powinien mieć w samochodzie torbę z siłowni, a w niej przynajmniej jakieś rzeczy na zmianę. Dźwignął się z więc łóżka, ubrał na tyle, by nie zarzucono mu publicznego obnażania się - mimo że był środek nocy i nie było już nawet słychać zbyt wielu samochodów na pobliskiej szosie, wobec czego tym bardziej dziwił fakt, iż nikt nie poskarżył się na uskuteczniane przez Holdena i Ree hałasy, ale najwidoczniej klientela tego typu przybytków była już do tego przyzwyczajona - i poszedł do samochodu. Skłamałby, gdyby powiedział, że obracając w dłoni kluczyki, ani przez chwilę nie pomyślał o tym, by istotnie wsiąść do auta i stąd odjechać. Skoro już tu był... Znalazł czarną, sportową torbę za fotelem kierowcy i dzierżąc ją w dłoni, wrócił do pokoju. Przysiadł na łóżku, ale kiedy to nużące oczekiwanie zaczęło się przedłużać, a jemu usiedzenie w miejscu sprawiało doprawdy niemałe trudności, przespacerował się po pokoju, by ostatecznie zatrzymać się przy oknie, oparty biodrami o parapet, gdy drzwi łazienki się otworzyły i w wilgotnych oparach po ciepłym prysznicu, objawiła mu się naga Ree. I chyba tylko dlatego nie ruszył do łazienki, jak tylko ta się zwolniła: bo był to widok zbyt przyjemny dla oka, by świadomie pozbawiać się możliwości oglądania go. Oglądania szczupłego, młodziutkiego ciała, z wodą kapiącą z włosów na jej ramiona i na podłogę; pachnącego motelowym mydłem i pokrywającego się w mgnieniu oka gęsią skórką, o której Ree coś nawet mówiła, ale do Holdena w pewnym momencie przestały docierać jej słowa. Odchrząknął dopiero w chwili, gdy się ubrała, a w tej bieli wyglądała trochę jak jagniątko, prężące się figlarnie przed wilkiem, bardziej dla samej igraszki aniżeli realnej perspektywy zostania dlań pożywką, bo... Holden naprawdę był zmęczony. Również psychicznie, co dodatkowo przekładało się i na fizyczne wyczerpanie.
    - A ty nie? - zapytał odnośnie zmęczenia, a w reakcji na jej pytanie, czy też prośbę, pokręcił lekko głową. Poprowadzenie przez nią samochodu nie wchodziło w grę, nawet jeśli zachwyt, z jakim Ree podziwiała auto na parkingu i podczas jazdy, pozwalał wierzyć, że umiała je docenić nie mniej niż Holden. Tylko że on ten samochód kochał. - Tak jak mówiłaś... ta bestia nie jest łatwa do okiełznania. Potrzebuje stanowczego chwytu na kierownicy - zaczął, odpychając się od parapetu i w kilku powolnych krokach pokonując dystans dzielący go od łóżka - i od wspartej na czworakach Ree - i czułego dotyku, żeby grzecznie mruczeć - uniósł dłoń i odgarnął kosmyk włosów z jej czoła, przesuwając dalej kciukiem po jej policzku aż do dolnej wargi. Jednak facet stawał się poetą, kiedy mówił o swoim samochodzie - bo przecież... mówił o samochodzie. Odrobinę dwuznacznie, z ledwie dostrzegalnym uśmiechem majaczącym w kąciku ust, gdy - zamruczała czy też nie - zostawił Ree po chwili samą, udając się do łazienki. Ciepłe strumienie wody i monotonny szum, z jakim krople rozbijały się na jego ramionach, rozluźniły wszystkie mięśnie, zmyły pot i wszelkie inne pozostałości tego dnia, spłukały nawet to podskórne poczucie pogardy, jakie trawiło Holdena od chwili, gdy znalazł się w tym motelu. Czuł się odświeżony w każdym chyba sensie: a wycieńczenie przybrało teraz inny, dziwnie kojący wymiar - i nawet jeśli miało to trwać zaledwie chwilę, to była to cholernie przyjemna chwila.
    Wychodząc z łazienki, Holden niechybnie przyłapał się na tym, że nacisnął klamkę z nadmierną ostrożnością; chociaż trudno orzec, czy było to spowodowane jakimś podświadomym odruchem, żeby nie obudzić Ree w przypadku gdyby już spała, czy też przyzwyczajeniem dzielenia z kimś sypialni. Nie zastanawiając się nad tym zbytnio, wślizgnął się do łóżka obok Ree, by bez żadnych podtekstów, a całkowicie dosłownie i banalnie - się przespać. I usnął szybko, chociaż płytko, balansując pomiędzy czuwaniem a snem. Na więcej mieli jeszcze czas: tyle czasu, ile sami sobie dadzą. Lub na ile wystarczy im sił.
    A to i tak był kurewsko długi dzień.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-02, 19:27


    – Pytanie! – prychnęła w odpowiedzi z przyjacielską kpiną, zastygając w pół kociego kroku, gdy Holden odbił się od parapetu, ruszając ku niej.– Wykończona! Totalnie – wymruczała, leciutko tylko podsuwając głowę pod jego rękę. Była mięciutka i czuła się mięciutka: ukołysana ciepłem kąpieli, zmęczona i szczęśliwa – nawet jeśli dobrze policzone plusy i minusy ostatnich godzin dałyby komuś innemu wynik co najmniej zastanawiający. Dwudziestoletnia wędrowna podrywaczka i oszustka, szafująca swoją urodą, charakterkiem, sposobem bycia i ubierania się oraz ciałem w sposób, który można by nazwać „ambitniejszą prostytucją”, gdyby na to spojrzeć z trzeźwej perspektywy – ta dwudziestolatka łasiła się oto do dłoni człowieka, który nie wykazywał w stosunku do niej niemal żadnych cieplejszych uczuć. I – co ciekawsze – to wydawało się właśnie zarówno jedną z głównych zasad tej gry, jak i główną osobliwością przyciągania, jakie ogarniało Ree w obecności Holdena. Można to oczywiście uprościć: Tereesa Burrows nie była ani specjalnie mądra, ani specjalnie głęboka, nie miała ani specjalnie cukierkowego, ani wybitnie patologicznego dzieciństwa. Powtarzano jej odkąd pamiętała, przez kolejne warstwy dojrzałości, samoświadomości i doświadczeń, że jest śliczna, potem że piękniutka, potem że piękna, potem że olśniewająca, potem że skradnie serce każdemu, potem że każdy facet musi na nią uważać – i raz (o tym akurat rzadko pamiętała), że z powyższych powodów to ona sama powinna uważać na siebie. To było wytłumaczenie obecności Holdena. Natomiast wytłumaczeniem jej gotowości do oddania za jego obecność niemal wszystkiego, co miała – duszy, umysłu i ciała, w jakimś (dość pokaźnym i niekoniecznie symbolicznym) sensie – była, być może, pozostająca w ścisłym związku z poprzednimi elementami –samotność. Samotność nie dramatyczna, nie tragiczna, nie rujnująca życie, nie: taka cicha, schowana samotność, samotność w każdym łóżku, nigdy swoim, z każdym facetem – teraz też, gdy Holden odgarnął jej mokry kosmyk, mysi ogonek, za ucho, gdy sunął kciukiem po jej policzku, gdy wysuwała lekko wargi do przodu, żeby na koniec tej podróży jego kciuk zaczepił choćļy lekko za dolną wargę, samotność dziewczyny która od dawna już ma rozregulowane czytniki samooceny i czyste sumienie w łóżku z kolejnymi daddies, mniej lub bardziej bogatymi, mniej lub bardziej sprawnymi w seksie, każdemu mówiła fajne rzeczy, z każdym miała jakąś przyjemność, nieraz niemałą – ale zawsze koniec końców samotną. Oni byli jej też potrzebni nie tylko dla kasy (czyli do przetrwania) i dla seksu (bez którego i tak nie mogłaby żyć) – ale po to, by zalewać, topić i zapominać samotność, jak w innych przypadkach niektórzy stosują alkohol czy narkotyki. I Holden nie różniłby się od nich specjalnie – też po powrocie z łazienki, w której jej, Ree, nie chciał – położył się obok niej, może przez chwilę odruchowo nie chcąc jej budzić – bo udawała, że śpi; ba, nawet miała wystudiowane różne ładne sposoby niby-spania, przecież zawsze wszyscy ci faceci widzieli ją prędzej czy później śpiącą, lub udającą, jak teraz, żeby poczekać, aż on zaśnie – co akurat nie zajęło długo.
    Słyszała już zmianę jego oddechu –tryb rytmiczny, powolny, spokojny, cichy – i dalej leżała na wznak, z głową na bok, częściowo zasłoniętą włosami w pozycji, w której chciała, by ją widział, jak „już śpi” – i wsłuchiwała się w ciszę motelu tak losowego, tak bezimiennego, że niemal nieistniejącego. To tylko scenografia. Jak wszystkie – oni jutro pojadą, a ktoś przyjdzie i rozbierze te budynki, bo one nie mają innego sensu, niż przyjmować takich błędnych wędrowców-donikąd, jak ona. I jej faceci. I jak Holden.

    No i właśnie tu, już sama niemal zasypiając, trafiła na inną, nieschematyczną myśl. Z Holdem coś było inaczej. Coś wystawało poza szablon. Sen chciał ją ściągnąć ku sobie, wchłonąć, ale mózg –już na zwolnionych obrotach, ale mielił tęmyśl, coraz bardziej odlepiającą się od realności. Holden… Nieee, kochani. To nie to samo. To nie jest po prostu facet. Ba: to nie jest nawet jedna z jej ofiar! Najprawdopodobniej ona – to po pierwsze – nic nie zyska na tym spotkaniu finansowo. Po drugie – nie ma dla niego takiej życzliwej, sympatycznej pogardy, jaką miała zawsze na dnie swojego stosunku do innych mężczyzn. Coś było inaczej. Cholernie inaczej…

    Zasnęła i spała głęboko, wśród mętnych snów, których nie dawało się zapamiętać, gubionych jeszcze podczas śnienia.. Raz się przebudziła – elektroniczne cyferki motelowego budzika pokazywały 04:21 – w półśnie stwierdzając tylko, że to obcisłe białe body to idiotyczny pomysł na wygodne spanie – ale i tak zniknęła zaraz w kolejnej fali nieświadomości, wynurzając się dopiero na jakieś odgłosy, czy ruch – i jasność po drugiej stronie powiek.
    – Mmmm? – wypowiedziała się najmądrzej jak potrafiła, przekręcając się na drugi bok i jednocześnie wyciągając ramiona, a potem je składając w łokciach, żeby zagarnąć pod głowę poduchę. Sen walczył z przytomnością i walka ta była wyrównana, dopóki przytomność nie smagnęła jej jedną skrajnie otrzeźwiającą myślą.
    HOLDEN!?
    Poderwała głowę, rozejrzała się na ile pozycja pozwalała, potem niezgrabnie przekręciła się, jeszcze półleżąc, na drugą stronę…
    Holden? Jesteś??
    – Mmmmmatko… Która godzina?
    Był! Był…
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-09-03, 20:18


    Ten układ istotnie mógł być jakimś lekarstwem na samotność: w chwili obecnej istnieli bowiem tylko oni - Ree i Holden - nierozerwalni, w tym motelowym pokoju, obok całej reszty świata. A później: będą istnieli tylko oni - Ree i Holden - w jego samochodzie. I będą istnieli tam, dokąd zawiedzie ich droga, niezależnie od tego, czy będzie to lokacja bardziej konkretna niż ta obecna; niezależnie od tego, jakie miasto, jaki hotel, jakie łóżko. Oni i tak będą. Niekoniecznie sobie bliscy, ale połączeni w tej przypadkowej kolizji zdarzeń, w której wszystko inne przestało istnieć. I nie było między nimi nawet skrawka przestrzeni na samotność.
    Nie było też jednak zaufania - a raczej: było ono nierównomiernie między nimi rozłożone, Ree ufała mu chyba bardziej niż powinna ufać wciąż obcemu mężczyźnie, a Holden ufał jej na tyle, by zasnąć obok niej, ale budzić się przy każdym wyczuwalnym ruchu, jakby spodziewał się, że szatynka w środku nocy wymknie się z łóżka, zabierze jego kluczyki od samochodu i zniknie.
    Ale nie zniknęła. Widząc po przebudzeniu pogrążoną jeszcze we śnie Ree, jej, zalaną smugą porannego, słonecznego światła, twarz i porozrzucane na poduszce włosy, Holden - po tym, jak przepłynęła przez niego chłodna fala uderzającej brutalnie świadomości, że wczorajszy dzień to nie był tylko pokręcony sen - odczuł ulgę. Nie tylko spowodowaną egoistyczną myślą, że jednak przewaga pozostała w jego rękach; ale i - równie egoistyczną, a przy tym zaskakująco kojącą - myślą, że w tym wszystkim miał Ree. I to na tym się skupił - bo przecież ją miał, prawda?
    Dźwignął głowę z poduszki, by zerknąć na zegarek, zanim ponownie opadł ciężko na łóżko i nakrył twarz dłońmi, przecierając oczy. Ziewnięcie przeszło w głośne stęknięcie, gdy brunet przeciągnął się, wyplątując się z pościeli w tym samym momencie jak Ree poderwała się nagle i odwróciła w jego stronę. A Holden, ku własnemu zdumieniu, bo wczoraj był chyba zbyt skupiony na jej ciele, przyłapał się na myśli, że nawet bez makijażu Ree była - no właśnie: śliczna? piękna? olśniewająca?
    - Dzień dobry..? - odparł zaspanym jeszcze, ochrypłym lekko głosem, mimo że manierami sam również się nie popisywał - za to hipokryzją? Jak najbardziej. - Jesteś czujna, co? Ósma - dodał zaraz, podnosząc się nieco na poduszce. Wprawdzie na tarczy zegarka ósemce towarzyszyły jeszcze jakieś cyfry, ale Holden rzucił tylko okiem. Nie liczył czasu; bo choć to przywilej ludzi szczęśliwych, to dzisiaj postanowił zawłaszczyć go również dla siebie. I pewnie tylko dlatego nie podniósł się jeszcze z łóżka, mimo że wstawanie zajmowało mu zwykle kilka sekund. Chociaż... coś tu jednak wstało, ale snucie sugestii byłoby nietaktem - a mógłby powiedzieć, że Ree dawno nie miała niczego w ustach, i że śniadanie do łóżka, ale to tak prostackie, że nawet kulturalne powitanie by już tego nie naprawiło. - Nadal chcesz jechać dalej, nie rozmyśliłaś się? - zapytał zamiast tego, bo gdyby jednak jej wyspany i trzeźwy umysł uznał, że dalsza jazda, nie tylko samochodem, w towarzystwie straceńca imieniem Holden, to jednak zły pomysł, byłoby... przykro. Po prostu.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-04, 12:12


    Tak, to samotność – a dokładnie podświadomy w tym momencie strach przed nią – uzależnił od obecności Holdena to, czy Ree w ogóle była w stanie ruszyć w ten dzień. Bo scenariusz, który ją przywiódł do tego zasrane Deep Lakes był pełen wykrzykników i zapiekłej chęci zemsty na człowieku, któremu – tak bardzo wbrew swoim zasadom – uległa całkowicie, i który (dlatego właśnie?) tak całkowicie ją odepchnął, że nie ogła się całymi tygodniami pozbierać. Przyjechała tutaj – i co? I zamiast pastwić się nad przeklętym Zionem Sullivanem, którego spodziewała się tu wytropić, została totalnie wyrwana w jakąś boczną, w żaden sposób nieprzewidzianą drogę przez mężczyznę zdolnego zawładnąć nią znów do tego stopnia, że pierwsze, co dał jej nowy dzień, kiedy jeszcze dobrze się nie obudziła, było odruchowe podskórne (i natychmiast odruchowo uzewnętrznione) przerażenie, że jej zniknął?
    Ten strach o to, że obudzi się pozostawiona, był chyba najgłębszą siłą napędową w życiu Ree Burrows. Pieniądze, blichtr, pozycja księżniczki, której zachcianki spełniają otumanieni nią mężczyźni – to była fasada, którą Ree lizała z lubością, uzależniona od niej w sensie czysto pragmatycznym.
    Holden wyrwał ją z biegu, który dla siebie przewidziała – wyrwał, wywiózł do wielkiego Nowhere, i Ree jeszcze wczoraj, zasypiając, miała może uczucie, że tam na przedmieściach Deep Lakes w tym pubie zostawiła swój główny bagaż, że ten wyskok, ilekolwiek nie będzie trwał, jest wariantem, jak ścieżka od głównej drogi odbijająca w kierunku jakiejś atrakcji – wodospadzik, pomnik przyrody, gejzerek – a potem pętelką wracająca na parking, gdzie zostawiła wehikuł swojego istnienia, napędzany w ostatnich tygodniach wściekłością na Ziona Sullivana. A dziś?
    Dziś to wszystko wydawało się trochę wymyślone. Dziś i Zionie nawet jeszcze nie pomyślała – a tkwił przecież głęboko w niej, bardzo głęboko, niczym długa drzazga sięgająca pod skórą aż do kluczowych organów, powodująca przy każdym poruszeniu nasilenie wewnętrznego krwawienia. Przecież pokochała go… chyba? tak to sobie nazwała; pokochała, do kurwy nędzy – choć nie powinna, zrobiła to, bo nie mogła inaczej, bo uzależnił ją od siebie – a następnie pstryk – i znikł, jakby chciał powiedzieć, że im bardziej chcesz, Ree, ale naprawdę chcesz, tym bardziej będziesz raniona, tak jak teraz. Tkwił głęboko – od tygodni co rano budziła się rojąc o jego obecności obok i jednocześnie –dla jego braku – rojąc o straszliwej zemście. A dziś?
    Dziś pierwsze co musiała zrobić, to potwierdzić, że jest przy niej… kto?
    Holden. Holden, którego nawet nie znała nazwiska. I – żeby było jasne: w tym jej strachu i „potrzebie Holdena” nie było krzty miłości! Obawa o pozostanie samą, wyrzuconą na obcy brzeg – to było to.

    Choć nie tylko.
    Ree była wewnętrznie tak skonstruowana, że naturalnym jej środowiskiem była zabawa, a naturalnym napędem – adrenalina. Holden przeniósł te wartości kawał wyżej – zredefiniował. Kaliber bodźców, jakie w nią wstrzyknął samego wczorajszego wieczora wymagał absolutnie kontynuacji. Gdyby dziś oznajmił, że na tym koniec – byłoby… przykro. Po prostu .
    – Dzień dobry, cześć. – podniosła się do siadu, przeciągnęła bezczelnie. – Czujna… czy ja wiem? To raczej kwestia tego, czy osoba, obok które się śpi, to nieprzewidywalny kawał drania – …łypnęła na niego z szelmowskim uśmiechem – no i czy ta nieprzewidywalność jest w sumie pozytywna, czy powinna budzić obawy. – Ostatnie słowa zabrzmiały już tonem leniwej kocicy, której nie chce się schodzić ze słonecznej plamy do ulubionego przysmaku. No ale koniec końców – zwlokła się. Przysmaki pachniały jej już z przyszłości – bliskiej, czy dalekiej, to się okaże.
    – Ósma, mmm, to dość wcześnie jak dla mniebo jestem typem księżniczki, której poranek trwa tyle, ile się zechce – ale w sumie może masz rację. Czeka nas… – spojrzała na niego, siadając na brzegu łóżka z dłonią zanurzoną we włosach – …Co nas w sumie czeka? Szalony porywaczu niewinnych dziewcząt? No bo kuuurde, oczywiście że chcę dalej jechać! Co za pytanie! –Nachyliła się nad nim, odczekała aż obetrze sobie senność z twarzy i zaczęła włazić na niego, zgodnie z kocią potrzebą utkwienia na czymś ciepłym i oddychającym. I jeśli jej pozwolił –faktycznie po chwili tkwiła zawieszona nad nim, z kolanami po obu stronach jego bioder na takiej szerokości, że pozostawali jeszcze bez kontaktu dotykowego. Zaraz podała korpus do przodu, wsparła się lewą dłonią obok jego głowy i nachyliła, pozwalając włosom szurnąć mu po twarzy. – Sprawdzałeś na dziś pogodę, Holden? Przewidywane są jakieś… raptowne sytuacje? Burze, nawałnice, huragany? – pomrukiwała sobie, sama jeszcze trochę zaspana, jednocześnie opuszczając się pośladkami, żeby na nim usiąść – A w ogóle to przydałoby się śniadanko. Będziemy musieli po drodze gdzieś wstąpić… no chyba że zacznę od śniadania do łó- – przerwała nagle i zastygła w bezruchu, podczas obniżania się do siadu trafiając na… kogoś trzeciego? – Ooo? – uniosła brwi, udając zadziwienie, ale prostując się i powoli, ale nieubłaganie powierzając grawitacji wypionowany korpus dokładnie w punkcie, o którym można było teraz powiedzieć, że jest aktualnie najwyżej sięgającym punktem Holdena. Uśmiech Ree z trzpiotowatego, kociego i poranno-księżniczkowego zaczął się zmieniać najpierw w uśmiech udawanego zadziwienia, a potem już docelowo w uśmiech nieco złośliwie radosny wobec czegoś, co skądinąd zaczyna przedstawiać się dość poważnie. – Niektórzy z naszej wycieczki już chyba wstali… Może powinnam pójść się odświeżyć do łazienki… – zagaiła tajemniczo i z tego powodu niemal szeptem, zastygnąwszy nad nim na wysokości, na której delikatny jeszcze tylko wzajemny dotyk pozostawał raczej drażniącym pytaniem, niż problemem, po czym – na sekundę przed jego reakcją – unosząc się, by skrętem tułowia pomóc sobie wstać znad niego, prawdopodobnie w gotowości pójścia do tej łazienki i odświeżenia się przed podróżą, skoro – Wiesz: ósma. A ja pewnie dłużej spędzę w tej łazience. Makijaż, kosmetyki, wiadomo… Tak że ten: no. Sam wiesz.
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-09-05, 16:48


    Nikt, kto uważa się za człowieka myślącego - gdzie owo myślenie nie jest nawet indywidualną umiejętnością, a cechą gatunkową - posiadającego, wbrew pewnym przesłankom mogącym świadczyć inaczej, zdrowy rozsądek, a nie sterowanego prymitywnymi instynktami, nie posądziłby Ree o miłość. Nie tylko z oczywistych względów, jak chociażby to, że znała (a i to może zbyt dużo powiedziane; to, co ich łączyło, wciąż było bardziej zależnością, aniżeli znajomością) Holdena od kilkunastu godzin i wszystkie doświadczenia, jakie dotychczas ze sobą dzielili, świadomie ograniczyli do sfery doznań cielesnych; choć w swym nasileniu dotykających pewnie, w jakiś sposób, warstwy emocjonalnej. Tej powierzchownej, łatwej do zmanipulowania, gdzie najsilniejszym, co można poczuć, jest fascynacja - tym, co piękne, nieznane, niebezpieczne, intensywne, wstrząsające; pozytywnie lub niekoniecznie - i toksyczne uzależnienie. W skrajnych przypadkach co najwyżej przywiązanie - ofiary do jej kata. A wszystko to równie silne, co krótkotrwałe.
    Co nie zmienia faktu, że Holdena nie trzymało przy Ree to samo, co trzymało przy niej innych mężczyzn. On nie widział w niej księżniczki; nie był kolejnym jej daddy, który zrobi z niej swoją maskotkę i będzie kupował jej drogie kiecki czy biżuterię, żeby ślicznie dla niego wyglądała i żeby mógł ją z nich później rozbierać (sory Dolores, jest zbyt młody i zbyt przystojny żeby za to płacić). Holden widział ją zepsutą, bo sam ją zepsuł, pociągnął na dno i do dna przydusił. Tutaj na księżniczki czekały tylko zatrute jabłka. I trzymała go jedynie świadomość, że miał nad Ree - nadaną sobie samemu - władzę, że mógł niejako kierować nią według własnego uznania, i że w tej chwili, w tej minucie - należała tylko do niego. Że kiedy pieprzył ją, przygwożdżoną do łóżka i rozstrojoną - była w stanie myśleć tylko o nim. I nawet jeśli nie było to prawdą, to Holden nie chciał o tym wiedzieć.
    - I do jakiego doszłaś wniosku? - zapytał, podkładając zgiętą w łokciu rękę pod głowę; zaciekawiony całkiem szczerze tym, jak Ree zapatrywała się na jego osobę. Sądząc po tym, że obudziła się, zanim w ogóle Holden zdążyłby podnieść się z łóżka, nie mówiąc o zrobieniu czegokolwiek innego - a przecież śpiąca dziewczyna była idealnie bezbronną ofiarą - domyślał się, że i ona skłaniała się jednak ku obawie. Ale domyślał się również, że to właśnie ta niepewność i pewna doza ryzyka, czyniły ową nieprzewidywalność pozytywną. Więc czy obie te opcje nie były w gruncie rzeczy tożsame? - Dobrze - skinął głową. - Wsiadamy do samochodu i jedziemy. Nie liczy się cel, Ree - w tym przypadku, jak chyba nigdy, było to prawdą; i o ile Holden przez całe swoje życie wiedział, dokąd zmierza, tak teraz wypuścił kierownicę z rąk i sam, w pełni umyślnie, pozbawił się kontroli. Można by powiedzieć, że wszystko dokądś prowadzi: nawet rzucając się w przepaść, człowiek zna cel, i widzi go przed sobą, jak się zbliża, zanim roztrzaska się o dno - ale czy ta podróż miała jakiś cel? Zmierzali do jakiegoś miejsca? Coś na nich czekało? Nie, i w tym tkwił obecnie jedyny sens. - Poza tym trzeba kupić parę rzeczy, jak będziemy w mieście. Tylko jedno z nas podróżuje z bagażem - dodał, ze śledzącym Ree spojrzeniem ciemnych oczu zawieszonym na wysokości jej twarzy, kiedy wspięła się na niego. - Da się przewidzieć raptowne sytuacje? - rzucił w odpowiedzi - niezależnie od tego, czy rozprawiali faktycznie o pogodzie, czy też nie - nie mając w tym momencie najmniejszej ochoty na snucie planów odleglejszych niż śniadanie, jakie wydawało się może być dość banalnym początkiem - ale jednocześnie najbardziej oczywistym i naglącym, co Holden skwitował wyrażającym zgodę pomrukiem. Był głodny. Jak wilk. I tym razem nie był to ten rodzaj głodu, jaki mógł zaspokoić nią, nawet jeśli nadal była tym smakowitym jagniątkiem. Ale po kolei. Człowiekiem, mimo wszystko rządziła biologia, czego najlepszym dowodem okazała się obecnie typowa dla mężczyzny poranna reakcja i wyczuwalna w męskich bokserkach wypukłość, jaką Ree spotkała pod sobą, gdy opuściła biodra w dół.
    - Praktyczniej byłoby umyć zęby po - zauważył, gdy kącik jego ust drgnął ledwie dostrzegalnie, a dłoń bruneta wylądowała na udzie dwudziestolatki, jakby chciała ją w ten sposób zatrzymać. Ale ostatecznie Holden zaledwie na krótką sekundę zacisnął lekko palce, zanim niechętnie pozwolił Ree się podnieść. Ale nie odejść. - Tym bardziej powinnaś zacząć od śniadania do łóżka. Wykaż trochę inicjatywy, Ree, przy tylu obowiązkach możemy gdzieś zdążyć dopiero na lunch - skwitował, najwidoczniej nie zamierzając ruszać się z miejsca, chociaż to już było uzależnione od reakcji Ree - bo gdyby jednak postanowiła udać się do łazienki, Gallagher musiałby nieco dobitniej pchnąć ją - na kolana - ku czynności, jakiej nie nazwał po imieniu, ale i bez tego nie było tu chyba miejsca na niedomówienie.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: