Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-09, 22:40


    11.

    Kiedy Sia oznajmiła mu, że jest w ciąży, Holden Gallagher zrobił to, co zrobiłby każdy (niedojrzały emocjonalnie) mężczyzna na jego miejscu: poszedł do baru się upić. Nie opić tę szczęśliwą nowinę, a po prostu wlać w siebie tyle alkoholu, by cała sytuacja przestała jawić się jako ziszczenie jego najgorszych obaw. Zgarnął więc niezbędne rzeczy: portfel, telefon i kluczyki do, będącego jego wielką dumą, zakupionego jeszcze w Stanach Dodge'a Challengera z siedemdziesiątego roku; i wyszedł z domu. Wieczorne, sierpniowe powietrze ani trochę go nie orzeźwiło i już przy pierwszych łykach chłodnego bursztynowego trunku, jego głowa wydawała się wyjątkowo ciężka. Może dlatego koniec końców wcale nie musiał pić tak wiele; może dlatego po niemal niewinnie brzmiącym w ustach zupełnie obcej dziewczyny "Cześć, postawisz mi drinka?", i krótkiej rozmowie poprzedzającej zadeklarowane bez namysłu "Muszę się stąd wyrwać", Holden opuścił bar w towarzystwie młodej szatynki, wypłacił gotówkę w bankomacie za rogiem, wyłączył telefon i zaprosił nową znajomą do swojego samochodu, nie bacząc nawet na to, że pił wcześniej alkohol. Ale całe jego dzisiejsze zachowanie było tylko ostatecznym dowodem skrajnej nieodpowiedzialności trzydziestodwulatka. Człowieka, który stracił panowanie nad zbyt wieloma rzeczami.
    Nie planował tego; nie spodziewał się, że ów wieczór tak się potoczy. Właściwie... nie spodziewał się niczego, co miało dzisiaj miejsce. Tego, że jego żona poinformuje go, że jest w ciąży i tego, że owa wiadomość przytłoczy go do tego stopnia, że nie będzie potrafił złapać oddechu, również. Holden nie był gotowy na odpowiedzialność, jaka wiązała się z zostaniem rodzicem, i nie był nawet w stanie myśleć teraz o Sii: o tym, jak ona się z tym czuje, i jak znacznie gorzej dopiero będzie się czuła - z jego winy. I o tym, że właśnie zostawiał ją samą. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że sprawy potoczyły się zbyt daleko, a on nie miał już nic do powiedzenia. Musiał uporządkować własne myśli, musiał to wszystko przyswoić, musiał się zdystansować, musiał... uciec.
    Odetchnął głęboko, gdy rozbrzmiał słodki ryk silnika, pozwalając jednak, by w chwilę później zawtórowały mu dźwięki muzyki. Zerknął na młodą pasażerkę i bez dłuższego zastanowienia skręcił na drogę wyjazdową z Deep Lakes, jadąc... przed siebie. Bez celu. Czując tylko owiewające jego twarz, nocne powietrze wpadające z szumem przez uchylone okno, i nęcący jego nozdrza zapach perfum Ree, na którą zerkał mimowolnie, prześlizgując spojrzeniem czarnych oczu po jej smukłych nogach opartych nonszalancko o deskę rozdzielczą. Nie pytał o jej motywy: o to, dlaczego zdecydowała się wsiąść do samochodu i wyjechać z miasta z dopiero co poznanym mężczyzną. Holden wolał nie wiedzieć o niej zbyt wiele.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-10, 00:26


    One

    Ree trafiła do tego pieprzonego Deep Lakes o takiej porze, że ani działać, ani kłaść się spać. W efekcie po prostu zadekowała się w knajpie na wylotówce, powtarzając sobie, że nie przeszkadza jej proweniencja tego przybytku. Zarówno lokalizacja, jak i średni poziom klienteli sugerował, że ten pub jest adresowany dla kierowców ciężarówek i utrudzonych celibatem drwali, na przykład tych, którzy pukali w bile w głębi sali.
    Ree najpierw poszła się przebrać po podróży – wszak miała zamiar dawać się oglądać – i z knajpianej toalety wyszła w stroju pod tytułem „The night is mine, babe”. Czy może nawet „ours”. Pewnie niejedna mamuśka z Deep Lakes – gdyby już odzyskała oddech –powiedziałaby, że taki strój jest dobry dla… wiadomo kogo. Niech mamuśki zostaną w odmach, przy serialach i zimnych pancakesach, odgrzewanych w mikrofali spóźnionym przerośniętym synalkom. Ree postrzegała siebie jako ulepioną z innej gliny i przeznaczoną do innych scenariuszy. Klapnąwszy na zydelek przed barem zamówiła sobie piwo i nawet nie chciało jej się ruszać od baru. Wsłuchiwała się w gwar, zanurzona po uszy w myślach, wodząc palcem po krawędzi wielkiej szklanki. Potem przyszedł czas na lekkie drinki, a kiedy po dwóch godzinach niezdolności ruszenia tyłka już zamierzała przejść na coś mocniejszego – pojawił się jakiś gość…
    Jakiś gość, tak.
    Gość był najdelikatniej mówiąc wart zaczepki. Taką już miała Ree naturę, państwo wybaczą (a mamuśki z Deep Lakes muszą to jakoś przełknąć, pocieszając się myślą, że panna Burrows nie jest córeczką żadnej z nich). Od mężczyzny promieniowało silnie ciążenie do ostrej jazdy – widać to było choćby po tym, jak wlewał w siebie alkohol. Jakiś problem.
    To dobrze.
    Trzydziestolatkowie z problemami oraz odruchem topienia ich w alkoholu to doskonały materiał. Zaczyna się od stawiania drinków (to poszło jak po maśle), potem są mega szczere rozmowy, obustronne zrozumienie spojrzeń, potem gesty, potem oczekiwanie dotyku i obietnica dotyku, a potem – na jedno proste „Muszę się stąd wyrwać” – są w stanie po prostu zadzwonić kluczykami w palcach i chwiejnie ruszyć do…
    – Oż w mordeczkę… A w zasadzie po prostu –kurwa mać, Holden! To jest…
    No niestety nie dało się powstrzymać przed zachwytem. Nie znała się jakoś wybitnie na autach, ale to, co zobaczyła, aż ryczało wspaniałością.
    – Ktoś, kto jeździ takim rumakiem, musi mieć cojones… – zakończyła śpiewnie, ruszając na obchód tego stateczku kosmicznego, a mijając Holdena –otarła się (oczywiście przypadkiem) o niego, bo parking przed pubem taki ciasny…
    – Wygląda na to, że to prawda – że już same wibracje silnika mają wpływ na libido pasażerów i kierowcy, nie? – zapytała retorycznie od strony tylnego zderzaka, ciągnąc pieszczotliwie opuszkami palców po lśniącej, wydawałoby się – tłustej „skórze” czarnej bestii. Niemal dało się czuć pod palcami napięte mięśnie, jakby Dodge był doskonałym organizmem, tak jak jakiś rekin, albo czarna pantera.
    – Pasujemy do siebie – oznajmiła, wsiadając, gdy otworzył jej drzwi w akcie nabzdryngolonej szarmancji. Tekst był celowo dwuznaczny, ale na wypadek, gdyby pan mężczyzna miał kłopoty z wyborem opcji, dodała: – Mam na myśli mój strój i tego dosłownego muscle cara.
    Może i tak – to, jak komplet czarnego topu i sięgającej na nie więcej niż pół dłoni poniżej kluczowego poziomu miniówki obrysowywał jej ciało, mógł spokojnie korespondować liniami i podtekstami z sylwetką Chargera, wyrysowaną tłustą czernią z szarości parkingu.
    Ree rzuciła na tył swój plecak oraz torebkę i klapnęła na fotel, pozwalając sobie na czytelny pomruk rozkoszy. Kiedy Holden przekręcił kluczyk – wszystko zawibrowało, a samochód –jakby słyszał jej pomruk –wydał zaraz własny. I to jaki!
    – To jest zdecydowanie pantera, Holden. Trudna do ujarzmienia… Tak samo piękna jak niebezpieczna – orzekła, wywalając na deskę lewą nogę w czarnym koturnie na wysokim obcasie, prawą zaś opierając kolanem o drzwi. – Lubisz jak do ujarzmienia jest coś pięknego i niebezpiecznego? – przerzuciła nieco zbyt obszernym gestem włosy z jednej strony na drugą. – Mam nadzieję, że to co w siebie wlałeś, nie będzie tutaj przeszkodą – roześmiała się na koniec. Ten śmiech miał mieć też działanie uspokajające. Samochód był piękny, wibracje silnika rzeczywiście dało się czuć nie tylko pośladkami na siedzeniu, ale i całym ciałem, ale jednak Holden był pijany. Otwierało to rzeczywistość na dwa scenariusze: albo rozpoczyna się właśnie najzajebistszy nightride, freeride, a nawet freefall – albo zaraz wpierdzielą się w tablicę „Deep Lakes żegna!” i… no.
    – Nie chciałabym zginąć, wiesz? – dodała roześmianym tonem, zerkając na niego uważniej, gdy manewrował tym dziełem sztuki, wzbudzając powolne ukłony po zaliczeniu wertepu przy wyjeździe na stanówkę. – No. Ale poza tym jestem gotowa na wszystko już dla samej podróży.
    Mówiła szczerze, a czytelna dwuznaczność była w zasadzie trójznacznością. Gęstniejąca noc Wielkiego Nowhere otwierała się przed nimi jak niezapisana księga. Było… cudownie. Alkohol szumiał w głowie, a w innych miejscach ciała odzywały się jeszcze inne reakcje już na samo oczekiwanie. Umilkła, wczuwając się w te siły. A że była gadułą, to wymknęło jej się jedno jedyne wymagane teraz odczuwaną sytuacją słowo:
    – Zajebiście…
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-10, 18:15


    Żywe zainteresowanie nowej znajomej jego samochodem przywołało lekki uśmiech na twarzy Gallaghera. Wprawdzie nie po to jeździł klasykiem z gatunku muscle car, żeby wyrywać na niego panny, zwłaszcza że nie był kimś, kto musiałby narzekać na brak ich zainteresowania i nie musiał sobie w ten sposób niczego przedłużać ani powiększać, ale nie da się ukryć, że – obok wspaniałej sylwetki i pięknej melodii silnika – był to jeden z dodatkowych atutów takiego auta. Które samo w sobie nie było niestety bez wad: Dodge był istotnie żarłoczną bestią, piekielnie nieekologiczną i nieekonomiczną, ale… wszystko, co piękne, miało swoją cenę. Koniec końców więc zachwyt szatynki mężczyzna skwitował tylko umiarkowanie entuzjastycznym „Cieszę się, że ci się podoba” – rzadko używał więcej słów, niż to było konieczne, kwieciste porównania nigdy nie były jego domeną, a zamiast poezji pisał co najwyżej kolejne wersy kodów na komputerze. Był też dzisiaj w wyjątkowo parszywym nastroju, nawet jeśli alkohol i miłe towarzystwo Ree nieco go poprawiło. I miał chyba powody, by liczyć na to, że będzie jeszcze lepiej, zwłaszcza że jej nieoczywiste „Pasujemy do siebie” sprawdzało się również w przypadku towarzyszącej i jemu samemu czerni tshirtu i, nieco spranych i przetartych, ale wciąż czarnych dżinsów. Oraz faktu, że – podobnie jak Ree, a w odróżnieniu od podziwianego przez nią auta – nie miał żadnych hamulców.
    - Pytasz o ujarzmienie drapieżnika? Zrobienie z niego potulnej zwierzyny? Smak ryzyka i satysfakcji? – podejmując tę dwuznaczną grę, Holden zerknął ukradkiem na pasażerkę, zanim ponownie przeniósł swoje spojrzenie na rozciągającą się przed nimi, pustą drogę, wiodącą między zalesionymi terenami. Tylko asfalt, drzewa, i rozgwieżdżone niebo wysoko w górze. – Tak – zawyrokował krótko. Tylko że… poskromiony drapieżnik staje się pokorny, przestaje szczerzyć kły, traci swój pazur, a tym samym i zainteresowanie łowcy, który pragnął zdobyć go tylko dla samego ujarzmiania. A Holden wyjątkowo szybko się nudził, nawet jeśli w tej chwili jego roziskrzone spojrzenie sugerowało coś innego. – Powiesz mi rano. Czy byłaś rozczarowana – nie usiłował się przechwalać, nawet jeśli jego słowa w równym stopniu można było uznać za zapowiedź tego, co ją czekało, jak i swego rodzaju obietnicę. W każdym razie – odpowiednio ujarzmiona, sama będzie prosiła o więcej. I nie będzie już miała wątpliwości co do tego, czy brunet będzie potrafił stanąć na wysokości zadania – jakiegokolwiek. Tak naprawdę jednak wypił mniej niż mogło się wydawać; parę kieliszków chłodnego bourbona. Nie mógł więc winy za swoje postępowanie zrzucić na alkohol; nic go nie usprawiedliwiało, nie uciekał z miasta, bo był pijany – robił to, bo był pieprzonym tchórzem. A jego obrączka, zamiast na palcu, tkwiła teraz w kieszeni spodni, bo był pieprzonym tchórzem. Jednym z tych mężów. Godnym pożałowania. Ale atencja, jaką wykazywała względem jego osoby młodsza o ponad dekadę (nie pytał o jej wiek, którego mógł się jedynie domyślać) towarzyszka połechtała jego ego na tyle skutecznie, by o tym teraz nie myślał.
    Ree nie zainteresowałaby się przecież tchórzem… prawda?
    - A ja, wyglądam na kogoś, kto chciałby zginąć? – spojrzał w jej stronę z uniesioną nieznacznie brwią, bębniąc głucho palcami w kierownicę. Nie znała go dobrze, nie wiedziała, czego właściwie chciał – widziała jednak, że zalewał troski alkoholem; mógł okazać się straceńcem, który pragnął tylko wjechać rozpędzonym autem w najbliższe drzewo, zabijając przy tym przypadkową pasażerkę. Ale, pomimo tego, jak sam się niszczył, i jak można było niekiedy odnieść wrażenie, że serce zamiast krwi tłoczyło do jego organizmu benzynę – a benzyna kochała się spalać – Holden Gallagher nie gonił za śmiercią. Gonił za niebezpieczeństwem, intensywnymi doznaniami… i wolnością. Poczuciem wolności. Złudzeniem. – Zapamiętam – zapewnił w odpowiedzi na jej deklarację, którą skwitował spokojnym skinieniem głowy; kłócącym się jednak z wrodzoną niecierpliwością, jaka sterowała nim, gdy docisnął mocniej pedał gazu, by szybciej dotrzeć do najbliższej ostoi cywilizacji, w której mogliby się zezwierzęcić
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-10, 19:27


    Mimo piwa, lekkich drinków i ogólnego hulajduszyzmu bieżącej – absolutnie jednoznacznej – sytuacji, Ree starała się nie tracić czujności, po pierwsze żeby wraz z czujnością nie stracić klasy, po drugie – żeby nie stracić dobrego zdania o sobie samej. W efekcie tej czujności dostrzegła, że jej zalotny humor i uwagi oraz lekkość słów i gestów tylko częściowo wpływa na pana Good Podryw. Jednak chyba to alkoholizowanie się miało jakiś całkiem poważny podtekst.
    Z drugiej strony –kiedy zaczął wykonywać mechanicznie czynności kierowcy, ona obserwowała je uważnie i wyszło jej, że w pubie facet może nachylił się raz czy dwa „zbyt” nisko nad jej dekoltem, po drodze do auta raz czy dwa, postawił nieco zbyt śmiały krok, ale ogólnie rzecz biorąc więcej w nim jest opanowania (by nie rzec – trzeźwości) niż utraty hamulców czy pijaństwa.
    To chyba dobrze?
    W pewnym sensie.
    No bo to dobrze, że jazda nie groziła już śmiercią w zderzeniu z drzewem, a konwersacja zwiastowała optymalne proporcje alkoholowego i sytuacyjnego rauszu oraz ambicji wobec poziomu (gość nie bełkotał, nie ględził wyłącznie o cyckach i innych takich). Pozostawała tylko nadzieja, że ten rączy galop ku miejscu oczywistego uwolnienia instynktów, których najwyraźniej nie mógł uwalniać nigdzie indziej nie skończy się przesadnymi pocałunkami i niezgrabnym trafianiem do dziurki. Tym bardziej, że przecież ów alko-sytuacyjny rausz bardzo konkretnie udzielał się też samej Ree.
    – Nie o ujarzmienie, a o ujarzmianie –pozwoliła sobie zripostować, śląc z opuszczonych oczu spojrzenie na swoje ciało. Czy przesadziła z tym strojem? Chyba nie – skoro Holden nie atakował jej nawet zbyt łapczywym spojrzeniem. Opanowany drań – albo impotent marzyciel.
    Albo… sprawny aktorsko socjopata, który wywiezie ją, głupią gąskę, w miejsce słabo oświetlone i…
    Dreszcz, który ją przeszedł, był tylko trochę dreszczem zagrożenia, po części zaś – przyczynę miał zgoła inną.
    – Mówimy o rzadkim gatunku ofiar, które nawet odarte z… – tutaj się zastanowiła, wśród rauszowego szumu, wibracji kabiny i magii połykającego ich mrocznego wiru przed maską – jak głęboko w metaforę warto zejść. Odarta z… ze skóry? Z wolności? Z godności? – …ze zmysłów są w stanie kąsać. Mimo że to już na nic. Pokora jest dobra może do ugodowego życia rodzinnego – wzruszyła ramionami, nieświadoma przecież≤ czy trafia tymi słowami w jakiś punkt holdenowych problemów, czy nie. Obrączki przecież na palcu nie miał. Wzruszenie ramionami wciśniętymi w fotel doprowadziło do zsunięcia się ledwo połączonych z korpusem rękawów topu, co z kolei zmusiło dziewczynę do leniwego (i niemal nieskutecznego) naciągnięcia najpierw prawego boku dekoltu… – Rano ci powiem, jeśli do rana zostanie mi jeszcze trochę słów w głowie i głos w gardle – …i lewego boku dekoltu. Te spowolnione alkoholem i odruchem poigrania sobie z Holdenem i samą sobą na granicy przyzwoitości wykonywała obrócona twarzą do szyby. Z powodu ciemności w kabinie kierowca nie odbijał się w niej, ale też nie było specjalnie widać świata zewnętrznego. Była w limbo. W punkcie bez miejsca. Ani na zewnątrz, ani wewnątrz. Uśmiechnęła się.
    – Szczerze mówiąc, wyglądasz na kogoś, kto całkiem nieźle powstrzymuje się przed zrobieniem czegoś granicznego. Może w celu przekroczenia jakiejś realnej albo wyimaginowanej granicy –filozofowała sobie, nawijając kosmyk na palec – a może w celu zagłuszenia jakiegoś potężnego problemu – zawiesiła głos, oraz wzrok na mijanym w ciemności bannerze. Przy tej prędkości i ciemnościach nie dostrzegając, co tam było napisane. – Tak czy owak, Holden… (nie masz ni przeciwko, żebym tak mówiła, hm?) …tak czy owak myślę, że nie należy trzymać takich sił i potrzeb w sobie.
    Cóż – nie znała co do joty potrzeb mężczyzny, którego poznała pół godziny temu w taki a nie inny sposób, w takim a nie innym miejscu. I celu. Nie znała jego potrzeb – ale znała swoje. Przedziwne, że mimo wszelkich zdroworozsądkowych przeciwwskazań wobec wsiadania z nieznajomym starszym do siebie facetem do samochodu, po którego pojemności skokowej i odgłosie niejeden Freud zacząłby diagnozować taki czy inny kompleks (zresztą pewnie niesłusznie) – mimo tego zatem Ree czuła się nie tylko spokojna, ale i zachęcana. Własnym spokojem i całą sytuacją, która podtrzymywała w niej teraz dreszczyk coraz wyraźniejszej ekscytacji. Do jasnej cholery – przecież wiedziała, po co ryczący czarny rumak przebija nocną pustkę z taką niecierpliwością. Wiedziała – i chciała czuć to swoje własne przyjemne zaskoczenie tym, jak jest jej przyjemnie z tym, czego się spodziewała, doprawionym pewną tajemniczością, a na pewno niespodzianką, jaka zawsze tkwi w podobnych akcjach. Adrenalina hulała już całkiem rączo po jej młodziutkim i nastawionym na branie i dostawanie ciele. Adrenalina i kolejne hormony.
    Otworzyła do końca szybę, opuściła bezwstydną prawą nogę podeszwą na wycieraczkę przed swoim siedzeniem i wytknęła głowę na gorącą noc, zmuszając się przy tym do uniesienia również lewej strony ciała. Wiatr szarpnął włosami– ale o to chodziło: o konfrontację z naturalną siłą, w tym przypadku –siłą pędu. Magiczną na wskroś.
    – Zapamiętaj, tak! –krzyknęła, bo wiatr wydzierał słowa i połykał zanim trafiły do kabiny. – Dopóki jeszcze jesteśmy w pełni przytomni!
    Poszukała lewą nogą nieco innego punktu podparcia na desce rozdzielczej, lewą dłonią zresztą też– i absolutnym przypadkiem trąciła jego prawy łokieć, a następnie lądując na oparciu między siedzeniami. Jeśli było wolne – mogła się zaprzeć, żeby wiatr jej nie wyrwał z fotela. Jeśli Holden trzymał tam swoją rękę– cóż: są tu przecież tylko oni, prawda? Oni dwoje, dodge Charger i bezimienna droga. Początek cywilizacji.
    Albo koniec. Zależy od rozwoju wypadków.
    – W sumie to… – odwróciła się ku niemu w oknie, przez co podmuch natychmiast chlusnął jej włosami na twarz, wplątując kosmyki w rzęsy, w usta, w palce, w słowa: – … w sumie to nieważne – roześmiała się. Bo tak naprawdę, to w środku była szczęśliwa. Mogłaby tak jechać z tym Holdenem, tym Chargerem, tydzień albo miesiąc, tak po prawdzie. Z przerwami na kawę, fajki, drinki, dragi i wszelkie inne potrzeby. – Jedźmy, Holden – zakończyła sama do siebie, odchylając się od okna do wnętrza kabiny i kolejnymi, z powodu alkoholu nieco zbyt starannymi, ruchami próbując odplątać i rozplątać kosmyki, żeby w ogóle móc spojrzeć na mężczyznę. Uśmiechał się? Czy był surowy? Spokojny, czy wewnętrznie rozpędzony? Kim ty w sumie jesteś, Holdenie?
    Uśmiechnęła się w ciszy, ale w oczach wraz z uśmiechem pojawił się ten łasiczy błysk małego drapieżnika, gdy wyczuwa w okolicy przeważającą siłę.
    Kim jesteś, Holdenie, i co kryjesz… tam?
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-10, 21:34


    Najwidoczniej jakieś resztki rozsądku powstrzymywały go jeszcze przed całkowitym poddaniem się chwili; pachnącej dwudziestoletnim ciałem Ree, jej odsłoniętymi udami i rozmową przywodzącą na myśl bardzo konkretne skojarzenia, choć ubrane w słowa, jakie zdawały się czynić ich znajomość ciągłą grą. Holden skupił się na prowadzeniu pojazdu, co jakiś czas zaciskając tylko mocniej palce na kierownicy, gdy orzeźwiający, wpadający przez okno wiatr owiewał jego nozdrza aromatem nocnego, leśnego powietrza i delikatnych, kobiecych perfum. Wzrok utkwił w drodze przed sobą, nie pozwalając sobie na zbyt częste zerkanie ku pasażerce, bo skoro chcieli dojechać tam, gdzie jechali - gdziekolwiek by to było - w jednym kawałku, to nie powinien się rozpraszać. A w tym momencie nadrzędnym celem Gallaghera było nie tyle: przelecieć Ree choćby i w samochodzie na poboczu, a: znaleźć się daleko od Deep Lakes.
    I choć z pewnością nie zadowoliłoby to jej młodzieńczej próżności, to dziewczyna była zaledwie środkiem, jaki miał mu pomóc w oderwaniu się od tego, co usiłował zostawić za sobą. Przed czym uciekał.
    - Ale to wciąż... ofiary - zauważył, ignorując jednak wzmiankę o rodzinnym życiu, przed którym on sam wzbraniał się, jak tylko umiał. Nie ze względu na nudne pożycie małżeńskie, bo na to akurat nie narzekał. Ale, o ile życie u boku jednej kobiety o dziwo nie zdążyło go znudzić, to już myśl, że to on miałby zostać tą pozbawioną pazurów, ujarzmioną ofiarą, przyprawiała go o paraliżujący lęk i lodowaty pot na karku.
    Skinął głową.
    - W przeciwnym razie brak odpowiedzi też będzie odpowiedzią - uznał, gdy jego spojrzenie przemknęło ukradkiem po lśniących włosach muskających nagie ramiona Ree, przez jej odsłonięty brzuch aż po te niesamowicie długie nogi; zanim ponownie zawisło na przedniej szybie - a raczej ciągnącą się przed nią asfaltową szosą, której kontury niknęły w samotnym świetle samochodowych reflektorów. Wciąż patrząc ze skupieniem przed siebie, Holden wysłuchał w milczeniu analizy, jakiej szatynka poddała jego osobę, wiele się nawet nie myląc. Ale on nie zamierzał dzielić się z nią problemami, w każdym razie nie teraz; zamiast tego podjął ponownie:
    - Nawet gdyby tą potrzebą było wjechanie rozpędzonym samochodem w drzewo? - jego brew drgnęła lekko ku gózre, gdy spojrzał na Ree z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Skoro rozmawiali o ginięciu lub nie - może i on igrał z nią niewinnie, przyprawiając o pewien niepokój względem tego, dokąd ta podróż ich właściwie zaprowadzi. - Czy myślisz, że jestem na tyle banalny, że zerwanie z ciebie ubrania będzie wystarczająco graniczne? - na to pytanie nie było dobrej odpowiedzi. Mówiąc, że tak, ryzykowała obrażenie go i, w zależności od kaprysu, zostanie porzuconą na środku drogi donikąd. Mówiąc nie, mogła przypadkiem zasugerować, że istotnie najlepszym pomysłem było zakończenie żywota na tym cholernym drzewie. Z drugiej jednak strony... brunet też znalazł się dzisiaj w sytuacji bez wyjścia. A mimo to zdołał uciec, nawet jeśli była to prawdopodobnie najgorsza z możliwych do podjęcia decyzji. Zwłaszcza, że Holden Gallagher nie był jedyną osobą, jakiej przyjdzie za to płacić.
    Był natomiast egoistą, jaki nie tylko nie pokusił się o próbę odgadnięcia, jaką osobą była Ree - ani nawet, na jaką wyglądała, poza tym że na dziewczynę szukającą przygody w barze, co było tak okrutnie trywialne, że Holden wolał myśleć, iż kryło się za tym coś, czego i tak by nie rozszyfrował - ale nawet nie zadał jej żadnego osobistego pytania o nią samą. Nie chciał wiedzieć, kim była; tak jak i nie chciał, by ona wiedziała coś o nim. Byli obcymi sobie ludźmi, którzy pędzili w tym samym kierunku, nie znając celu. I nie znając siebie.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-10, 22:17


    Miała nadzieję, że na dobrego kierowcę mniej przemożnie niż na nią oddziaływuje hipnotyczny „film”, wyświetlany na ekranie przedniej szyby. Szara nitka szosy i czarne tło, oszustwo wymiarów, iluzja płaskości. Czy jechali w górę? Można było tak ustawić kamerkę postrzegania, że – tak: szosa była słupem, który perspektywicznie niknął w górze, bo łączył ziemię z niebem, czy inne pierdoły, na których pretensjonalność teraz nie miała głowy – choć miała dość serducha, żeby ulec tym magicznym obrazom. Przede wszystkim jednak miała niemało w zgoła innym obszarze swego ciała, aż musiała się powiercić na siedzeniu, żeby się upewnić.
    – Oczywiście. Brak odpowiedzi słowami może zastąpić działanie. Działanie ostatecznie i tak jest lepsze – zamknęła coraz więcej pomyślunku od niej teraz wymagający temat. Po kilku sekundach bezruchu ciał i myśli, po sekundach pauzy w dialogu, wypełnionej mruczeniem chargerowskich trzewi i szumem opon, Ree ożyła i przekręciła się przez lewe ramię po torebkę, którą wszak rzuciła przy wsiadaniu na tylne siedzenia. Ten ruch – zwłaszcza że przezornie nie rozpięła w tym celu pasa – znów mógł stanowić źródło potężnej dystrakcji dla każdego kierowcy, ale teraz już Ree nie dokładała w tym kierunku pozornie podświadomych starań. Holden był zawodnik twardy i nie dawał się odciągać w sytuacji, w której cenna, ale próżna rozkosz pochwycenia jej powabu mogłaby przeważyć na szali z bezpieczeństwem i życiem. Koniec końców – musiała naprawdę się wygiąć w pałąk, żeby sięgnąć za siebie, ostatecznie powróciła do poprzedniej pozycji z paczką papierosów w dłoni. Wracając do potrzeb, których nie należy w sobie tłumić – spojrzała na niego uważnie, wkładając sobie papierosa do ust, ale nie posiadając jeszcze w dyspozycji zapalniczki.
    – Nie. Wjechanie rozpędzonym samochodem w drzewo to NIE jest jedna z tych potrzeb – odparła powoli chłodnym głosem, po czym schyliła się ku desce i światełkom, by znaleźć jakąś samochodową zapalniczkę. – Nie akceptuję zaspokajania takich potrzeb, jak zabicie nas na tej drodze. Ale nie zwalniaj: co innego wpierdzielenie się w drzewo, a co innego jazda z dreszczykiem, nie? – musnęła jego przedramię podświadomym gestem potwierdzenia, czy mówi słusznie. Śmierć na drzewie w drodze do zapomnianego przez Boga i ludzi moteliku byłaby banalnym rodzajem doświadczenia. A propos banalności – czyżby Holden jej się jakoś bał? Czyżby małomiasteczkowy kisiel wdzierał mu się do kieszeni małżeńskiego szlafroczka?
    – Zrywanie ubrania to tylko forma – pstryknęła palcami, przez co zabrzmiało to dość idiotycznie, jak wyrwany z kontekstu fragment wywiadu z teatrologiem. – No ale od czegoś trzeba zacząć, wiesz – dorzuciła sentencjonalnie i wreszcie odkryła chyba zapalniczkę w skośnym panelu przy swoim lewym kolanie. – Banalne to by było, gdybyśmy teraz zaczęli się asekurować, obchodzić bokiem, wypytywać niby to obojętnymi pytaniami. Nie ma, kurwa, Holden, „ważnych rzeczy”. Nie jedziemy w kosmos tym twoim dodge’m, żeby rysować mapy swoich „ja”, psiakrew – sapnęła, oświetlając sobie twarz upiornym nieco żarem, gotowa do podpalenia sobie papierosa, ale kończąc jeszcze wypowiedź: – Wszystko zostawiliśmy w tym pubie. Nie ma nic. Ja nie mam nic –poza sobą. I ty nie masz. To jest jedyne, co mona by mieć do ustalenia. Więc… – zasyczał żar przypalanej końcówki tytoniowego palucha, a potem kropka żaru śmignęła w ciemności, gdy Ree gestem pomagała sobie dokończyć zdanie: – …dolećmy już do tej porytej kraterami planety, bo – pyknięcie i buszek dymu – zaczynam bardzo chcieć, żebyś na mnie po prostu, kurwa, spojrzał. No i pić mi się chce. Tak w ogóle.
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-11, 00:35


    Gdyby Ree zadała na głos pytanie o małomiasteczkowe kompleksy, Holden mógłby jedynie uśmiechnąć się pobłażliwie, ostatecznie i tak uchylając się od odpowiedzi. Dziewczyna nic o nim nie wiedziała i nie miała się dowiedzieć, w związku z czym jej przypuszczenia były pewnie uzasadnione, ale w tym konkretnym przypadku - nie mogły być też bardziej mylne. Brunet wprawdzie urodził się na tym kanadyjskim zadupiu, ale większość swojego życia spędził w Stanach i obecnie był raczej jednym z tych kapryśnych mieszczuchów, jacy po latach postanawiali wrócić do korzeni. Może dwudziestolatka zwyczajnie przeceniała swoje wdzięki - lub nie doceniała jego silnej woli - ale to ich chyba łączyło. Pewna doza próżności, jaką nawzajem w sobie zaspokajali. I na razie tylko to.
    Co nie zmienia faktu, że na ułamek sekundy Gallagher zerknął w jej dekolt, kiedy wychyliła się, sięgając na tylne siedzenie - gdyby tego nie zrobił, mając okazję taką, jaka właśnie się nadarzyła, mógłby równie dobrze przestać nazywać się mężczyzną. Nabrał powietrza do płuc, kątem oka zaledwie obserwując Ree, która - bez zapytania Holdena o zgodę, co należy zauważyć - pozwoliła sobie odpalić papierosa w jego pierdolonym samochodzie. Mimo to z niecodzienną jak na niego cierpliwością mężczyzna ponownie wysłuchał jej słów, zanim wypuścił z głuchym świstem powietrze przez rozszerzone nozdrza.
    - Nie przypal niczego - rzucił tylko, wypranym z emocji, może wręcz szorstkim, tonem, zupełnie jakby nadmiar wypowiadanych przez Ree słów zaczął go zwyczajnie drażnić; jakby zamiast tej rozmowy wolał po prostu działać; jakby ta samochodowa przestrzeń stała się zbyt ciasna i zbyt ograniczająca. Ree mogła jednak być pewna, że mówił całkowicie poważnie i gdyby przypaliła tapicerkę czy choćby rozsypała popiół, brunet nie miałby większych oporów przed zakończeniem tej miłej przygody zanim zdążyła się ona na dobre rozpocząć. Nie chciał tego - mimo wszystko uważał, że jej towarzystwo było ciekawym urozmaiceniem i umileniem czasu - ale robił przecież gorsze rzeczy, gdy zostawał do tego zmuszony.
    Zamilkł, pozwalając, by już tylko powarkiwanie silnika, szum wiatru i niezbyt głośna, sącząca się z samochodowego radia muzyka, wyznaczały rytm ich dalszej podróży. Byli jakąś godzinę drogi od Deep Lakes, kiedy w oddali zamajaczyły światła i kolorowy neon, w jakim po chwili dało się rozpoznać napis "Motel". Tu był kres ich tułaczki, przynajmniej na teraz. Jakakolwiek dalsza przyszłość była niewiadomą. Zwalniając, Holden skręcił na parking, gdzie po chwili zatrzymał samochód. Wszystko ucichło, ich uszu dobiegały już tylko stłumione, pijackie śmiechy innych gości tego wątpliwej jakości, przydrożnego przybytku. Brunet wyjął kluczyk ze stacyjki i spojrzał na Ree, tym razem zatrzymując wzrok na jej twarzy na nieco dłuższą chwilę, zanim - nie mówiąc jej ostatecznie, by poszła z nim, ani by tu została - wysiadł z auta i skierował swoje kroki do budynku, gdzie wynajął im pokój, płacąc za jedną noc.
    Wylądowali.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-11, 01:12


    „Nie przypal niczego”?
    Pufnęła przez nos: no cóż to za podejrzenia? Ale ta awerbalna kpina to była tylko poza próżności. Nie chciała dać się zapamiętać jako idiotka, która dla dwóch pseudofilmowych gestów wygiętej dłoni z papierosem niszczy istotę tak cenną, jaką niewątpliwie musiał dla Holden być ten półwiekowy samochód. Wbrew pozorom – rozumiała to.
    Poza tym – w istocie, papieros był tylko symbolem, figurą, etykietkąpretekstu, Ree zaciągnęła się ledwo pięć razy (za to głęboko) i wyrzuciła pół papierosa przez okno. Nie spadła ani jedna molekuła popiołu, nie wspominając o żarze, który trzymał się ładnie tytoniu.
    Ale to „Nie przypal niczego” było też informacją. A dokładnie - ton, z jakim Holden wypowiedział te pragmatyczne słowa. Oddała mu spojrzenie, jakie wyczuła na sobie z jego strony, gdy przeginała się ku tyłowi. Patrzyła na niego w ciszy, na jego profil, szukając tam – może w mimice, może w zacięciu ust – komunikatów, których zaniechał w tych kilku płaskich słowach.
    Nic.
    Holden był albo wściekły, albo twardy jak głaz, albo głęboko czymś trawiony, albo…
    Albo miał ją w dupie? Naprawdę?
    Po chwili bezczelnie nieruchomego wpatrywania się w jego profil Ree odwróciła głowę i też zapatrzyła się przed siebie. Dziwne to wszystko. Ale –fajne.
    Ale dziwne.
    Wyczuła, że może za dużo gada. Cóż – zasługa alkoholu, a przecież nie skończyli chyba tej nocy pić. Neonowy punkcik powiększał się –mógł to być dowolny obiekt topograficzny, ale okazał się być motelem. I co teraz?

    Ree chłonęła bodźce ze zwiększoną percepcją. Szuranie opon na szutrze zjazdu, gdy skręcali na parking, odgłosy z motelu, wskazujące na jego taką a nie inną proweniencję, nawet cisza, którą znany tylko z imienia mężczyzna utrzymywał i w samochodzie, i wokół siebie. Aż chciała się upewnić, czy meritum tej spontanicznej przygody jest… przygoda, zabawa, przyjemność, czy też może będą tak odbijać się jaźniami jak zbyt blisko siebie zakotwiczone bojki.
    – Hm? – wyrwało jej się, gdy przyciągnął jej uwagę swoim nieruchomym spojrzeniem w jej twarz. Uśmiechnęła się –najpierw zadziornie, potem zalotnie, potem uśmiech jej zgasł, a jego miejsce zajęło zaciekawienie, nawet przekrzywiła nieco głowę.
    – Okeeej… – zanuciła sobie pod nosem, unosząc brwi, gdy Holden jak przed chwilą gapił się na nią, tak teraz wysiadł z wozu jakby podróżował sam. Wysiadła chwilę później, z konieczności wyginając się w łuk i wypinając na parterową zabudowę ledwo objętym miniówką tyłkiem wywlokła z tylnego siedzenia podróżną torbę oraz torebkę na ramię, zerknęła ponad dachem na oddalającą się ku recepcji sylwetkę. Ree, psiakrew, co ty robisz?
    „A co robię?” –pokręciła głową, wyjmując z torebki buteleczkę środniotanich perfum. „Idę spać, chyba” – psik, psik – „No chyba że… nie idę”.
    Miała nadzieję na to drugie – taki był fakt. Może i Holden wkładał autentyczny bądź wyreżyserowany wysiłek w postawę zgorzkniałego bibliotekarza, ale Ree nie była osóbką tego typu. Alkohol wciąż szumiał, jazda dała jej rzeczywistą przyjemność, pobudzającą ośrodki przyjemności innego jeszcze rodzaju. Gdyby po zamknięciu motelowych drzwi Holden oświadczył, że jest zmęczony i ogólnie dobranoc – chyba w odpowiedzi dostałby po prostu pretensję.
    A może ta olewczość (właśnie zniknął za drzwiami recepcji, gdy ruszyła za nim; nawet się nie obrócił, czy ona za nim podąża) to jest manifestacja jakiejś niepojętej samczości, która uwolniona w motelowej pachnącej środkami czystości intymności przybierze postać jakiegoś wyzwania? Uśmiechnęła się. Mimo że bez słów dogadali się, że pozostają dla siebie, przynajmniej na razie, tylko imionami w polaryzacji przeciwnych płci, Holden budził w Ree coraz większe zainteresowanie. I przyciąganie.
    Do recepcji weszła, gdy Holden właśnie kończył działać. Za stołem siedział typowy motelowy cieć, omiótł ją spojrzeniem i w tym spojrzeniu było jasne, że Holden jest dlań trzydziestolatkiem z planem w portkach, a Ree... no tak. W tle leciał jakiś teleturniej, na stole ćmił pomięty papieros. Nie była tu potrzebna, więc poprawiła sobie ciężkawą torbę na ramieniu i odgarnęła włosy. Okręciła się na obcasie i ruszyła za nim do drzwi pokoju.
    – Trzeba by gdzieś skombinować jakieś… nie wiem: wino? – usłyszał za sobą, gdy trafiał kluczem do prostego zamka. – Mam jeszcze zamiar przed nadejściem świtu trochę się śmiać. Na przykład.
    Proste pytanie w formie oświadczenia. Może trochę za płaskie. Ree nie była Holdenem. Odczekała, by wszedł pierwszy – skoro nie miał zamiaru jej pomagać z bagażami, sam obarczony jedynie bagażem być może psychologicznym, i dorzuciła trochę tylko wbrew sobie i wbrew próbującemu zagarnąć ją nastrojowi szalonej nocy, na razie raczej wyobrażonemu, niż rzeczywistemu:
    – Zmęczony? – zgięła się lekko, z ulgą pozwalając torbie zsunąć się z ramienia. – Wkurwiony? – rzuciła torebkę na szafkę. – Niecierpliwy? – zaszła mu drogę, cokolwiek robił, stając niecały metr przed nim w lekkim rozkroku, z rękoma pod boki, i zupełnie bezczelnie wymuszając na nim spojrzenie. – Hm? – odgarnęła powolnym ruchem włosy – Ze mną nie musisz być taki ostrożny; nie jestem tapicerką w pięćdziesięcioletnim cacku.
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-11, 20:55


    Cisza nie pomagała. Nie uśmierzyła pulsującego w skroniach bólu. W tym dojmującym milczeniu do głowy Gallaghera znów zaczęło napływać zbyt wiele zbędnych myśli, a on... nie chciał obudzić sumienia, jakie zdołał wreszcie uśpić, odsuwając od siebie paraliżującą świadomość tego, co właśnie robił.
    Rzucał kupkę piachu na własne małżeństwo.
    I tak nigdy nie był dobrym mężem.
    Z wymalowanym na twarzy znużeniem wziął od siedzącego w recepcji faceta w średnim wieku klucz do pokoju. Domyślał się, że obecność gości takich jak on i Ree była tutaj codziennością; wszak był to nędzny, przydrożny motel, gdzie ludzie zatrzymywali się, żeby się przespać albo załatwić i zaspokoić inne potrzeby, a nazajutrz znów ruszyć w drogę. Ich zapewne czekało to samo.
    Jego zobojętniałą postawa i brak zainteresowania tym, czy Ree pójdzie z nim, czy też nie, były jednak uwarunkowane znacznie bardziej trywialnymi pobudkami - był to jeden z tych moteli, gdzie, aby dotrzeć do odpowiedniego pokoju, musieli znów przejść przez parking, w związku z czym dziewczyna mogła równie dobrze zaczekać na to, aż Holden zdobędzie klucz i zabierze od niej torbę. Skoro jednak poradziła sobie sama, Gallagher zamknął samochód, by po chwili skierować się do drzwi oznaczonych odpowiednim numerkiem, tym samym jaki widniał przy kluczu. Wchodząc do środka, mężczyzna odruchowo omiótł wzrokiem pomieszczenie, wyglądem pewnie nie odbiegające zbytnio od innych pokoi w owym przybytku: oprócz dwuosobowego łóżka był tu telewizor, ohydna lampa, niewielki stolik i dwa krzesła, oraz łazienka. Przez okno wpadało różowe, neonowe światło.
    Na wzmiankę o winie, Holden spojrzał na swoją towarzyszkę z brwią uniesioną w wyrazie niemej krytyki. Nie miał najmniejszego prawa, by ją oceniać, ale z jakiegoś powodu wino przywodziło raczej na myśl obraz damy, na jaką Ree nie wyglądała. Co nie musiało wcale być aż tak złe, jak mogłoby się wydawać; po prostu w jego opinii bardziej do osoby szatynki pasowałaby chociażby butelka bourbona. Poza tym nie sądził, by mieli dostać alkohol gdziekolwiek bliżej niż na stacji benzynowej kawałek stąd.
    Przeszedł zaledwie parę kroków w głąb pokoju, kiedy Ree zatrzymała się naprzeciw niego. Nie odpowiedział jednak na jej pytania, nie znajdując właściwego określenia dla jego nastroju, innego niż po prostu: podły. Zamiast tego zawiesił spojrzenie na twarzy swej towarzyszki, zanim wreszcie zbliżył się do niej, a jego dłonie wylądowały bezceremonialnie na wysokości jej szczupłych, niemal kościstych bioder.
    - Czego ty chcesz, Ree? - zapytał, przyglądając jej się przenikliwie i robiąc kolejny krok w jej stronę, zmuszając tym samym do cofnięcia się. - Chcesz się napić? Spać? Śmiać się? Pieprzyć się? Proste odpowiedzi, żadnego krążenia - dodał, napierając na nią dalej, dopóki plecy Ree nie napotkały oporu w postaci chłodnej ściany. Odkąd wyszli z tego cholernego baru w Deep Lakes, z jej ust padło przynajmniej kilka deklaracji, a skoro rzeczywistość nie spotkała się z jej oczekiwaniami, to Holden chciał po prostu mieć jasność. To nie był moment na snucie aluzji, powolne podchody, subtelne dwuznaczności, nawet jeśli to właśnie w tym środowisku Ree wydawała się czuć jak ryba w wodzie. I może brunet traktował ją nieco zbyt ordynarnie, ale czy można go za to winić? Zapewne. Można go winić za wszystko, to i tak bez znaczenia.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-11, 22:54


    Holden w pubie w Deep Lakes był jakiś taki zdesperowany, ale obiecywał przygodę. Holden w samochodzie był otępiały, albo po prostu ponury, ale ostatecznie gwarantowało to poczucie pewnego bezpieczeństwa. Natomiast Holden teraz, ten Holden, który w jednej chwili zakotwiczył się mało delikatnie na jej jakby nagle zbyt na jego impet drobnej talii..
    …ten Holden był niebezpieczny. I to był ten Holden, o jakiego jej chyba chodziło. Desperacja teraz miała wymiar zdecydowania i pokusy łatwej utraty hamulców, ponurość teraz zaczynała przybierać barwę wyrachowanej brutalności, a niebezpieczeństwo dotykało ją bezpośrednio silnymi męskimi dłońmi i napierało tak, że w pierwszym odruchu grzecznie postąpiła te kilka kroków, aż dobiła łopatkami do ściany. Ekscytacja z uśpionej melodii tego wieczoru zabrzmiała silnym akordem, przyjemna ekscytacja nieznanym (acz spodziewanym), ku któremu zmierzała niedawna podróż, teraz – w przyśpieszonym, skróconym oddechu i w wytrysku adrenaliny – przeszła w dreszcz rosnącego śmiało, jakby wyzwolonego okolicznościami podniecenia. Podniosła powoli spojrzenie jakby zbyt dużych oczu – spojrzenie, w którym w ten tajemniczy sposób potrafiły mieszać się ufność dzieciaka, zawadiackie wyzwanie podlotka i głębia właśnie rozkwitłej, jeszcze niedawno przecież nastoletniej kobiecości – lekko przekrzywiła głowę.
    – Ja?
    Oczywiście – miała odpowiedź I nawet specjalnie nie chciała się z nim już drażnić. Po prostu te kilka sekund warto było chłonąć przeczulonymi zmysłami. On czekał – można powiedzieć: czekał agresywnie. „Nie ma ucieczki” – mówiło i jego spojrzenie, i jego pozycja względem niej, i ściana za plecami, jej świadomość siebie w tej sytuacji, jej własne emocje. Czuła jego twarde, chcące brać dłonie na skórze, na kościach miednicy, czuła ciepło jego ciała, alkohol w oddechu, przynaglenie w oczach.
    – Chcesz wiedzieć… – zaczęła, jeszcze odrobinę zwlekając, ale już mając odpowiedź; przygryzła bok dolnej wargi, uciekła spojrzeniem w bok, by zaraz wrócić ze zdecydowaniem, już bez tamtego uśmiechu gotowości do draki. Niemal poważna. – Chcę… – uniosła ręce i wczepiła mu się dłońmi w ramiona nad łokciami, jakby chciała się z nim siłować lub tańczyć – Chcę się pieprzyć, Holden.
    Powiedziała to. Obcemu facetowi. Mężczyźnie, który posiadał wszelkie możliwości, żeby zrobić jej coś obiektywnie złego, zostawić tutaj, ograbić bynajmniej nie z suszarki do włosów i fajnego telefonu. Powiedziała to w sumie pierwsza – on tylko pytał. Mógł to nagrywać, a potem, gdyby z jakichś powodów chciała go skarżyć, wina będzie po jej stronie.
    Wina? Jaka, psiakrew, wina? Przecież nawet gdyby nie chciała, to – chciała. Nie dało się ukryć, że ten zwrot w liczonej kwadransami historii ich znajomości jest źródłem potężnych emocji i głodu następnych, sięgających głębiej. Drżała. W mimice jej twarzy pojawiła się twardość. Hardość i jednocześnie imperatyw puszczenia kierownicy. Niech rozpędzony wehikuł pędzi bez trzymanki.
    – Rozumiesz? Chcę się pieprzyć. Z tobą, tutaj, teraz, tak, i chcę pić. I chcę robić… co zechcemy. Ty i ja. I chcę… kurwa… wszystkiego, co możesz dać. Bo jest tego bardzo dużo, wiem to. Dawać, brać, samolubnie i wzajemnie, tutaj, teraz, i potem, i … – rozpędzała się, choć przecież jeszcze przed chwilą chciała być tą, która prowadzi grę. A teraz zaciskała dłonie na jego mięśniach, mimowolnie prężyła się na tej ścianie, w ciszy motelowego pokoiku słychać był niemal równy rytm ich oddechów i jej szuranie po tynku za tyłkiem i plecami. – Czy te odpowiedzi są dostatecznie proste? Czy chcesz wydusić ze mnie jeszcze prostsze, dociskając do tej ściany aż zostanie w niej po mnie ślad? Kurwa mać…?
    Drżące z emocji słowa zaisły między nią a nim. Jej słowa w odpowiedzi na jego pytanie. Teraz jego ruch. Czekała, świdrując go wzrokiem, mały drapieżnik zakleszczony w pierwszym spotkaniu z przewyższającą siłą drapieżnika większego. Cisza przed burzą, gorące, pachnące drinkami oddechy, różowy blask neonu na ścianie i twarzach. Krytyczne napięcie...
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-12, 15:00


    Jego źrenice rozszerzyły się niebezpiecznie, oczy pociemniały jeszcze bardziej - czy to w naturalnej reakcji na wątłe oświetlenie motelowego pokoju, czy też w odruchu, jaki powodowała w nim, zakleszczona obecnie w uścisku jego własnych dłoni, przyparta do ściany, Ree. Przyglądał jej się uporczywie w niemym oczekiwaniu na przyzwolenie - na poddanie się - zaciskając mocniej palce na jej wąskiej talii, gdy zwlekała z odpowiedzią. Widział w niej to samo, co i wtedy w barze: nie mógł odmówić jej urody, która, zwłaszcza w połączeniu z tą podtrzymywaną przez nią aurą młodzieńczej kokieterii, z pewnością mogła zawrócić w głowie niejednemu mężczyźnie. Może nawet jemu.
    To dobrze. Wszystko inne - wszystko to, co za nimi - przestało istnieć. Liczyło się tylko to, co Gallagher miał przed sobą - a miał przed sobą Ree, której wciąż nie był w stanie z pełnym przekonaniem sklasyfikować jako drapieżnika lub ofiarę. A może w tej grze tylko udawała bezbronną, by uśpić jego czujność i wtedy wbić w niego swoje pazury; które schowała, gdy zacisnęła drobne dłonie na jego umięśnionych ramionach. Nie ulegało wątpliwości, że Holden mógłby bez najmniejszego wysiłku podnieść ją i rzucić na łóżko, gdyby miał taki własnie kaprys. Motelowy pokój tonący w neonowym świetle nie pasował do powolnych czułości; sprzyjał raczej surowemu spełnianiu prymitywnych żądzy, porzuceniu kontroli, upodleniu się...
    - Jak bardzo tego chcesz? - podjął po chwili jakby zachrypniętym głosem - najwidoczniej wolał zadawać własne pytania, zamiast odpowiadać na te jej - zdejmując dłonie z jej bioder tylko po to, by jedną z nich oprzeć się o, graniczącą z sąsiednim pokojem, ścianę za plecami Ree, uniemożliwiając jej jakąkolwiek próbę ucieczki (której i tak się nie spodziewał, bo czemu miałaby przed tym uciekać?), a drugą zapuścić się pomiędzy jej nogi. Widział, jak Ree się nakręcała, jak rosło w niej napięcie; i chociaż przedłużanie tej zabawy nie było jego pierwotnym zamiarem, to nie zdecydował się też od razu spełnić jej życzenia. Ani jej pocałować, mimo że wciąż stał tak blisko, że mogła czuć na sobie jego gorący oddech. Zamiast tego brunet przesunął opuszkami palców w górę wewnętrznej strony uda dwudziestolatki, podciągając czarny materiał jej i tak króciutkiej, niewiele zasłaniającej spódnicy, by dosięgnąć wreszcie jej bielizny.
    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-12, 17:18


    Ta uroda, której nie mógł jej odmówić (ani on, ani wszyscy dotąd złakomieni na nią mężczyźni), i ta aura młodzieńczej kokieterii, na którą składało się tysiąc szczegółów – od mimiki i drobniutkich gestów aż po strój, w którym żadna matka nie wypuściłaby córki na miasto), to wszystko razem nagle przestało być tylko komunikatem, nagle stało się treścią i wypełniło istotę, jaką była Ree Burrows. Promieniowała teraz przed nim pobudzonymi żądzami, których nie byłaby w stanie ukryć nawet gdyby chciała. Jeden dowód na taki stan rzeczy mógł Holden uzyskać z tego drapieżnego spojrzenia jej z bliska w twarz, spojrzenia od którego zmiękły jej kolana, a które badało jej rysy w poszukiwaniu odpowiedzi, której nie musiał już szukać.
    Ta mina – zmarszczone lekko brwi, lekkie wygięcie kącików w dół, rozszerzone skrzydełka nosa –mogła jednocześnie oznaczać „Tylko, kurwa, spróbuj…”, jak i „No co, kurwa, czekasz” – w obu przypadkach przerywnik „kurwa” był absolutnie doskonałym kontrapunktem jej przyśpieszonego oddechu i wzroku łasiczki rzucającej wyzwanie wilkowi.
    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-12, 19:50


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-12, 20:56


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    grzebie w komputerach

    ZAJĘCIE


    unieszczęśliwia Się

    UCZUCIA




      
    holden
       gallagher

      
    "say something, do it soon, it's too quiet in this room, i need noise

      

      

      

      

      

      

    2020-08-13, 15:13


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: