Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    38

    wiek


    wykładowca uniwersytecki

    ZAJĘCIE


    unforgettable

    UCZUCIA




      
    grayson
       doherty

      
    "Un paso me voy para siempre

      

      

      

      

      

      

    2020-07-23, 20:48


    Gdyby tylko podzieliła się z nim dźwiganym przez nią brzemieniem; przecież go znała - nie był jednych z tych bezmyślnie rzucających oskarżeniami, a zawsze starał się dotrzeć do sedna sprawy. Jeśli tylko przyszłaby do niego z problemem, jeśli tylko by się otworzyła - uwierzyłby w każde jej słowo. Złośliwi nazwaliby to łatwowiernością, zaś dla Graysona to było zaufaniem. Zaskakująco szybko Winona wkradła się w jego życie, zaskakująco szybko też stała się też jego nierozerwalną częścią, więc tak - okazałby jej wsparcie, którego tak mocno w tamtym momencie potrzebowała. Decydując się na ucieczkę, pozostawiła go tym samym bez wyjaśnień i skazała na dożywotnią karę domysłów. W tamtym czasie Doherty zazdrościł potwornie ludziom, którzy po każdym rozstaniu podnosili się i ruszali naprzód, jakby nie wydarzyło się nic. On tak nie potrafił; on zdawał się zapętlać wspomnienia z przeszłości do czasu ich wyblaknięcia, a nawet i wiele lat później, kiedy przypadkiem wspominał, to czuł w ustach gorzki posmak rozczarowania.
    Teraz nie musiał już bazować jedynie na wspólnie spędzonych chwilach z dawnych lat, bo oto obiekt jego rozmyślań właśnie mierzył się z radośnie poszczekującym Ulyssesem. Grayson, nie mogąc się powstrzymać, wzniósł oczy ku błękitnemu niebu, jakby w ten sposób niemo pytając poważnie, Boże? To było już po prostu brutalne! Niemniej jednak, Doherty nie mógł tak po prostu obrócić się na pięcie i sobie pójść, najpierw musiał odzyskać swojego psa - bo wcale przecież nogi automatycznie nie pociągnęły go w stronę Winony, skądże. - To czekanie... to musi się skończyć - słowa te wybrzmiały dziwnie prosząco, bo chyba częściowo faktycznie ją błagał, by to przerwała. - Jeśli chcesz, żebym odpuścił... Po prostu to powiedz, Winnie. Zrozumiem - dodał po chwili ciszy, przenosząc wzrok z wciąż rozbrykanego pupila - zupełnie nieświadomego dramatu - na Lancaster. Wiedział, że może było to niesprawiedliwe, może było to okrutne, ale był już zmęczony pościgiem za nieuchwytnym. - Ulysses. Na cześć najbardziej marudnego człowieka, jakiego znam - oznajmił z nutą rozbawienia w głosie, a kąciki ust nieznacznie uniósł do góry, bo zdecydowanie był to przyjemniejszy temat niż ten, który poruszył wcześniej.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    27

    wiek


    -

    ZAJĘCIE


    -

    UCZUCIA




      
    -
       -

      
    "-

      

      

      

      

      

      

    2020-07-26, 22:59


    Jakaś egoistyczna cząstka Winony pragnęła tego od dawna, lecz dość długo udawało się jej to zwalczać. W jej oczach okrutnym było wciąganie go w bagno jakim przez pewien czas stało się jej życie. Nie zamierzała skazywać kogoś tak bliskiego na choć okruch cierpienia jakiego doznała - przynajmniej tak było w pierwszych tygodniach po tym nieszczęśliwym zdarzeniu. Jej zachowanie wtedy nie zaliczało się do zbyt racjonalnych, gdy w popłochu zostawiła ukochanego mężczyznę. Potem dopiero pojawiły się w sercu Winnie wątpliwości - czy aby na pewno zrobiła to wyłącznie z myślą o jego szczęściu? Wybrała w końcu łatwiejszą drogę, która ostatecznie nie przyniosła jej upragnionego ukojenia. Czas nie leczył ran - nie gdy nadal trzymało się własne demony wręcz na wyciągnięcie ręki. Nadal gdzieś w głębi czaiła się ta wystraszona studentka, pozbawiona poczucia bezpieczeństwa. A gdyby wybrała inaczej? To pytanie już nigdy nie da jej spokoju, wyrywając z względnego spokoju. Nie schroniła się w ramionach Graysona, więc nie mogła oczekiwać niczego od niego oczekiwać. Nawet zrozumienia?
    Wywróciła oczami w reakcji na imię czworonoga. Nazwać psa po Odyseuszu, królu Itaki? Typowy Grayson! Prawie zaśmiała się na głos, bo skąd mogła wiedzieć o jego przyjacielu. Nawet jeśli kiedykolwiek o nim wspomniał, to nie wpadłaby na aż tak dziwny pomysł. - Nie mówisz o mężczyźnie od Odysei, prawda? - wolała się upewnić, ponieważ opis nie wydawał się zbyt trafny. Czy dostrzegł jak zadrżała jej dolna warga, kiedy zawahała się z odpowiedzią na jego ultimatum. Czy nie tak powinno się to nazwać? Doskonale zdawała sobie sprawę, że nadal próbowała odwlekać to co już dawno powinna zrobić. - Grayson, ja... wiem, przepraszam - nie istniały jednak słowa, którymi zdołałaby wyrazić jak bardzo żałowała. Przymknęła na moment oczy, jakby to miało pomóc jej w oczyszczeniu głowy z chaosu myśli. Odpuścił? Nie była pewna jak powinna poczuć się po tym wyznaniu - nie, tylko to sobie wmawiasz, Winnie. Z trudem dopuszczała do siebie myśl, że mogłoby jeszcze mu na niej w jakimś stopniu zależeć. - Nie chcę... nigdy nie chciałam, wiesz? Tamtej nocy po prostu przestałam czuć się tą samą osobą, nie wiedziałam co robić... - zaczęła już nieskładnie wylewać z siebie kolejne zdania, czując jak coś w niej pęka.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    38

    wiek


    wykładowca uniwersytecki

    ZAJĘCIE


    unforgettable

    UCZUCIA




      
    grayson
       doherty

      
    "Un paso me voy para siempre

      

      

      

      

      

      

    2020-07-28, 16:14


    To z jaką łatwością porzucił złożone sobie niegdyś obietnice w momencie, w którym spotkał ją w metrze te kilka tygodni temu, świadczyło tylko o tym, że nigdy całkowicie się z niej nie wyleczył. Mimo że powtarzał sobie uparcie, iż należała do przeszłości, iż swoim odejściem zdeptała to, co ich połączyło, to wciąż maleńka, irytująca część Graysona chciała wierzyć, że Winnie nie zrobiła tego bezdusznie, a miała ku temu jakiś konkretny powód. Nie żeby to ją usprawiedliwiało i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zabliźniało wszystkie dawne rany - nie. Nadal niezmiennym pozostawał fakt, że uciekła, zadając mu w ten sposób dotkliwy cios, którego w ogóle się nie spodziewał. Bo darzył ją zaufaniem, bo lubił sobie myśleć, że ta relacja dokądś zmierza, że jest znacząca. Nigdy nie był mężczyzną skaczącym bezmyślnie z kwiatka na kwiatek i jeśli w coś już się angażował, to na całego, bez żadnych ale. I to właśnie stało się przyczyną jego upadku, z którego, jak się najwyraźniej okazuje, dźwigał się do dziś.
    Mimochodem uniósł kąciki ust w pobłażliwym uśmiechu po zobaczeniu, jak Winona przewraca oczami; był mu to doskonale znany widok, bo przecież nie raz i nie dwa kiedyś zwracała mu uwagę, że miał nieodpartą skłonność do przesadzania. - Nie - zaprzeczył, ale dało się poznać po jego wyrazie twarzy, iż jej znajomość mitologii mu zaimponowała. - Ten Ulysses wciąż chadza po tym padole łez i rozpaczy i ma się dobrze, pomijając okresowe napady melancholii - wyjaśnił, nie mogąc się powstrzymać, bo najwidoczniej dzielenie się z nią szczegółami z własnego życia wciąż nie stanowiło dla niego żadnego problemu, choć powinno; bo powinien trzymać ją na dystans, prawda? Dlaczego więc z taką wręcz niezdrową niecierpliwością wyczekiwał jej odpowiedzi? Wspomniany Hawthorne na pewno oceniłby to jako godne pożałowania i właśnie dlatego Grayson domagał się jednej, zdecydowanej odpowiedzi. Tak lub nie. Potrzebował raz i na zawsze zamknąć ten rozdział. Albo... Nie, na to nawet nie liczył. Słysząc jej przeprosiny, spuścił nieco głowę. Cóż, oto otrzymał to, czego tak bardzo chciał. Zacisnął mocniej szczęki, próbując tym samym jakoś przełknąć smak goryczy. Głupi, głupi, głupi. Nie chcę... nigdy nie chciałam, wiesz? Na te słowa przeniósł na nią szczerze zaskoczony wzrok, ponieważ nie, wcale nie spodziewał się, że po przeprosinach usłyszy coś jeszcze. - Winnie... Co się wtedy wydarzyło? - spytał ostrożnie, z automatu wyciągając w jej kierunku dłoń, jakby chciał ją ustrzec przed tym wszystkim, co ją spotkało.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    27

    wiek


    -

    ZAJĘCIE


    -

    UCZUCIA




      
    -
       -

      
    "-

      

      

      

      

      

      

    2020-08-02, 22:59


    Tak skrupulatnie budowała wokół siebie mury, że teraz czuła ogromny niepokój - czyż nie pozwalała im właśnie runąć? Działał na nią w sposób, który nie powtórzył się już u nikogo więcej. Widząc go wtedy w metrze przekonywała się, że nie powinna ulegać własnym uczuciom. Zbyt nagłym, by mogła im tak po prostu zaufać. Czy nie postanowiła już kiedyś odciąć się od bolesnej przeszłości? Najwyraźniej błąd w jej myśleniu polegał na tym, iż Grayson nigdy jej nie zranił. Czego niestety nie dało się powiedzieć o Winonie, która zraniona nie zastanowiła się nad skutkami własnej ucieczki.
    Nie dało się ukryć, że dość często to właśnie zainspirowana jego wykładami sięgała po podobne dzieła literackie. W końcu niejednokrotnie zdarzało się w przeszłości Winnie wkradać na wykłady z literatury, choć nie były związane z jej kierunkiem studiów. Za to był on, a wtedy to najbardziej się liczyło - czemu musiała to zniszczyć jedną głupią decyzją? Nigdy nie zdoła sobie odpowiedzieć na te pytania, chociaż strach odgrywał w tym największą rolę. - On za to nie wygląda na takiego pesymistę - odpowiedziała z lekkim uśmiechem, wskazując głową na radośnie merdającego ogonem psa. Zdecydowanie nie pasował do opisu posępnego przyjaciela Graysona, ale najpewniej i tak nie zrozumiałaby zawiłości ich relacji. Odetchnęła głęboko i ledwo powstrzymując przed głośnym płaczem. Wystarczająco, że już powoli obraz stawał się rozmazany i dawnego ukochanego oglądała za łez. Nie powinna odczuwać wstydu za wyrządzoną jej krzywdę, lecz i tak ledwo wracała myślami do tamtego dnia - Pamiętasz może te plotki krążące po kampusie? - nie odskoczyła od wyciągniętej w jej kierunku dłoni, choć nie wiedziała jak na nią zareagować. Zasługiwała na taką próbę podtrzymania na duchu? Wsparcia? W głowie Winony panował zbyt wielki mętlik, by mogła teraz to wszystko przeanalizować. Spuściła na moment głowę, starając się zakamuflować samotną łzę spływającą po jej policzku. Kontynuowała cicho, wpatrując się nadal w swoje stopy - tylko dlatego jeszcze nie rozkleiła się do końca. - Nie musisz mi wierzyć, zrozumiem... ale to nie do końca było prawdą. Niewiele pamiętam... i czasami czuję, że to zbawienne, nie pamiętać o tym - nieśmiało uniosła wzrok, bojąc się jego reakcji. Wrzucenie tego niosło ze sobą pewną lekkość, jakby powoli przestawała być niewolnicą własnej przeszłości. Co jednak nie przychodziło kobiecie zbyt prosto - Ktoś musiał dosypać mi coś do drinka...
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    38

    wiek


    wykładowca uniwersytecki

    ZAJĘCIE


    unforgettable

    UCZUCIA




      
    grayson
       doherty

      
    "Un paso me voy para siempre

      

      

      

      

      

      

    2020-08-06, 19:21


    Są takie momenty w życiu, kiedy czas zdaje się zwalniać, a odgłosy z zewnątrz zanikać. Kiedy nagle nie słyszy się szumu fal rozbijających się o pobliski brzeg czy wesoło poszczekującego czworonoga. Jest tylko cisza, rozciągająca swoje pasma pomiędzy dwójkę ludzi. I tak mniej więcej poczuł się Grayson, gdy po tylu latach usłyszał od Winony długo wyczekiwane słowa wyjaśnienia. Były one tak zaskakujące, tak niewiarygodne, że aż zastygł w bezruchu, próbując przetworzyć to, czym się właśnie z nim podzieliła. Nie. Nie mógł w to uwierzyć, choć pewne informacje zaczęły wreszcie układać się w sensowną, logiczną całość. Ale jaką bolesną, jaką naznaczoną potępieniem... I choć starał się zamaskować swoje emocje beznamiętnym wyrazem twarzy, kamienną maską, to zdawała się ona pękać. Jego oczy znacząco pociemniały, a on sam jakby poszarzał, przytłoczony ciężarem prawdy, który zawisnął między nimi. - Och, Winnie - szepnął słabo, ujmując jej dłoń w swoją własną, jak gdyby tym prostym gestem chciał dodać otuchy; za te wszystkie dni, tygodnie, miesiące, kiedy nikogo nie było obok, nikogo, kto by zrozumiał. - Tak mi przykro, gdybym tylko wiedział... - urwał, bo szczerze powiedziawszy, sam nie wiedział, jakby zareagował; postawiłby na nogi władze uczelni? Domagałby się złapania sprawcy? A może sam zapragnąłby wymierzyć mu sprawiedliwość? - Tak mi przykro - powtórzył znacznie ciszej, ośmielając się zrobić krok w jej stronę i opuszkiem palca wolnej dłoni zetrzeć łzę spływającą po bladym policzku kobiety. Tyle bólu.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    27

    wiek


    -

    ZAJĘCIE


    -

    UCZUCIA




      
    -
       -

      
    "-

      

      

      

      

      

      

    2020-08-07, 22:40


    Nigdy tak naprawdę nie zakładała, że mogło do tego dojść - do wyznania mu prawdy. Nawet jeśli czasami udawało się jej wyobrazić podobną sytuację, to zawsze przebiegała w dość nieprzyjemny sposób. Właściwie nie dało się pewnie uniknąć cierpienia wydostającego się ze wspomień, więc jej pesymistyczne nastawienie nazwałaby raczej realistycznym. I wszystko zamarło - tak po prostu, jakby wcale nie znajdowała się teraz na tej wietrznej plaży z otaczającymi ją odgłosami życia. Winona ledwo skupiała się na tym, by jakoś wziąć się w garść i zwalczyć w sobie chęć rozpłakania się. Czy nie było to już bezcelowe? Wypłakała przez to wystarczająco dużo łez, chociaż zapewne nie istniał w jej przypadku żaden limit. - Wiem... - Czemu wcześniej w to nie wierzyła? Teraz wizja osądzającego ją Graysona wydawała się wielce irracjonalna, choć nie umniejszało to trudu w tej smutnej spowiedzi. Przygryzła wargę, nie odsuwając się, gdy ostrożnie otarł jej łzy. Stała tak nieruchomo ze spojrzeniem wbitym gdzieś w ziemię, by dopiero po kilkunastu sekundach odezwać się ponownie. - Chciałabym cofnąć czas i postąpić inaczej, nie bać się... ale już nie mogę i starałam się po prostu zostawić to za sobą - zwróciła się do niego łamiącym głosem, niepewnie odszukując jego spojrzenie. Wstyd. Nadal po takim czasie czuła jak łatwo przejmował kontrolę nad jej myślami. A co jeśli przez jej strach ucierpiała jeszcze jakaś inna dziewczyna?
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    38

    wiek


    wykładowca uniwersytecki

    ZAJĘCIE


    unforgettable

    UCZUCIA




      
    grayson
       doherty

      
    "Un paso me voy para siempre

      

      

      

      

      

      

    2020-08-16, 11:03


    To co przed momentem usłyszał, nie było łatwe do zaakceptowania z wielu powodów. Pierwszym z nich było oczywiście dobro Winony. Choć odeszła niespodziewanie, to ani przez chwilę nie życzył jej źle. Nie mógłby. To właśnie było ironiczne w darzeniu kogoś uczuciem - zawsze wiązało się to z pragnieniem dla niego jak najlepiej. Natomiast to co ją spotkało... Nie, zupełnie nie spodziewał się takiego wytłumaczenia i w pewnym sensie był nawet na siebie zły, że podejrzewał Lancaster o bezduszność, gdzie teraz jasne jak na dłoni było dla niego, iż nie uciekłaby bez słowa wyjaśnienia, bo to zwyczajnie nie było w jej stylu. Drugim powodem był ogrom cierpienia - nie chciał nawet myśleć, z jak ogromną traumą musiała mierzyć się przez te wszystkie lata. Ba, co musiała czuć na początku, gdy po kampusie były rozpuszczane te paskudne plotki. Czasem nienawidził tego świata za to, z jaką łatwością ludziom przychodziło wydawanie osądów, a przecież często bywało tak, że nie mogły być one bardziej mylne. - Powiedziałaś o tym komuś? Komukolwiek? - dopytywał na tyle łagodnie, na ile tylko potrafił, spoglądając na nią ze szczerym, niezakamuflowanym współczuciem. Tak bardzo chciał wierzyć, że uzyskała od kogoś pomoc po tym zdarzeniu, że nie została z tym ciężarem pozostawiona sama sobie. - To nie jest Twoja wina, rozumiesz? - powiedział z naciskiem, krzyżując z nią spojrzenie. - Nie zrobiłaś nic złego - i dokładnie po tych słowach, nie zważając już na nic, w dwóch krokach zniwelował do zera dzielący ich dystans i wziął Winnie w objęcia, mocno do siebie przytulając, jakby chcąc ją w ten sposób pocieszyć. I zapewne tak właśnie było.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: