Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    welcome

    wiek


    to

    ZAJĘCIE


    Deep Lakes

    UCZUCIA




      
    Deep
       Lakes

      
    "the land of the silver birch

      

      

      

      

      

      

    2020-05-01, 18:38


     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    25

    wiek


    Kręci świetną pizze

    ZAJĘCIE


    Kocha Mailee i jej córkę

    UCZUCIA




      
    Dante
       Tillsley

      
    "For even if I'm far away I hold you in my heart

      

      

      

      

      

      

    2020-05-09, 11:04


    #1

    Lubił te dni w które wstawał rano budzony ciepłem bijącym zza okien mieszkania, a najbardziej gdy przebudzając się rano mógł wtulić się w Mailee, gdy spała odwrócona do niego plecami. Najwidoczniej był to jego szczęśliwy dzień, miał wolne, nie musiał wstawać i jechać na dwanaście godzin do restauracji. W końcu mógł spędzić czas z rodziną, bo odkąd mieszkał z Mailee i jej córeczką właśnie tak się czuł. Nie minęło jakoś dużo czasu od jego przeprowadzki, a mimo to miał wrażenie, że mieszkał tak co najmniej rok podczas gdy raptem minęły trzy miesiące. Nie był przyzwyczajony do mieszkania w centrum miasta, dom Tillsleyów stał na obrzeżach, lecz Dante potrafił umiejętnie dostosować się do zmian zachodzących w życiu. Dość szybko przeszedł do porządku dziennego, chociaż na początku ciężko było mu ogarnąć niektóre rzeczy podczas nieobecności Mailee, przykładowo gdy szła do pracy wcześniej niż on, a Grace Alice musiała iść do szkoły. Nie wiedział co dziewczynka lubiła zabierać do szkoły na lunch, ale metodą prób i błędów udało mu się to ogarnąć. Teraz wiedział, że przykładowo wolała pomidora niż ogórka i wedle tej zasady przygotowywał jej śniadanie, gdy była taka konieczność. Nie musiał tego robić, dziewczynka była już dość duża, ale szczerze mówiąc sprawiało mu to przyjemność. Poza tym, zależało mu na Mailee więc starał się nie sprawiać problemów i być dobry nie tylko dla niej, ale i dla jej córki. Satysfakcję dawało mu również to, że dziewczynka wyglądała na taką, która go lubiła. Od początku nie była negatywnie nastawiona do związku swojej matki, a przynajmniej Dantemu nie obiły się o uszy żadne problemy. Tuż po tym jak zwlókł się z łóżka, wyjrzał przez okno i uznał, że jest ciepło, zaczął rozplanowywać dzień. Pogoda wręcz błagała o to, by ją wykorzystać, do głowy Dantego wpadł doskonały pomysł. Dzisiaj spędzą czas całą trójką, nad jeziorem. Piknik nad wodą wydawał mu się świetnym pomysłem, zabrał się do roboty i przygotował jakieś dobre jedzenie. O swoim świetnym pomyśle nie raczył poinformować Mailee. Wspomniał tylko coś, że dzisiaj nie będą siedzieć w domu. W taki właśnie sposób całą trójką znaleźli się nad jeziorem, a dokładnie na plaży nad jednym z jezior.
    — Dzisiaj jemy tutaj. Pomyślałem, że dawno nie byliśmy nad wodą, nie mieliśmy czasu i pora to nadrobić. Nie przyjmuje żadnych sprzeciwów — Oznajmił, dumny z siebie, gdy znaleźli się nad jeziorem. Liczył na pozytywną opinię Mailee, miał wrażenie, że ostatnio zbyt dużo pracowała, więc taki odpoczynek na pewno jej się przyda.
    — Odpoczniesz od pracy — Dodał, przytulając kobietę i ucałował czubek jej głowy. Pewnie wypakowali z samochodu rzeczy bez których piknik nie mógł się odbyć, typu kocyk i koszyk z jedzeniem. Sam miał ostatnio nadmiar pracy, musiał jakoś odreagować i spędzić czas z Mailee i jej córeczką. W rodzinnym domu Tillsleyów zawsze panowała rodzinna atmosfera, mieszkając oddzielnie chciał zachować ten komfort psychiczny i zapewnić go osobom z którymi obecnie mieszkał. Rodzinna atmosferę o którą zawsze dbali jego rodzice.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Drake, Arsene i Estelle
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    26 LAT

    wiek


    coś tam niby piekę,

    ZAJĘCIE


    córka i on <3

    UCZUCIA




      
    Mailee
       White

      
    "nie byłabym sobą gdybym była inna

      

      

      

      

      

      

    2020-05-09, 13:01


    #1

    Uwielbiała ten widok. Gdy rano otwierała oczy i pierwszą rzeczą jaką widziała, to kołdra. Zaś następnie na jej horyzoncie pojawiała się bardzo znajoma czupryna, która zawróciła jej w głowie. Kąciki ust samoistnie unosiły jej się do góry w błogim uśmiechu. Przez kilka minut przyglądała się śpiącemu ukochanemu. Dopiero po pewnym czasie decydowała się wstać, kiedy przypomniała sobie, że przecież musi córkę odprawić do szkoły. Sytuacja oczywiście ta nie miała miejsca, kiedy to Dante stawał wcześniej od niej. Czyli praktycznie codziennie. Ale nawet to jej nie przeszkadzało w rozpowiadaniu na prawo i lewo, jakim to jest wielkim rannym ptaszkiem, podczas gdy to ona spała do 8 rano chrapiąc przy tym cichutko.
    Mała Grace Alice, albo już nie taka mała patrząc na to, że za jakieś dwa miesiące skończy już dziewięć lat, wstała nabuzowana, pełna energii, nie mogąc się doczekać śniadania, bo ktoś mądry jej obiecał naleśniki z syropem klonowym, który pochodził z tutejszej fabryki, więc z automatu był najlepszy na świecie. Grace przyniosła go raz z wycieczki szkolnej, podczas której zwiedzali fabrykę, przez co teraz jest prawdziwą patriotką i wspiera tylko lokalny rynek.
    Gdy podczas śniadania Dante oznajmił, że dziś spędzą wspólnie czas poza miasteczkiem, to nawet odrobinę się ucieszyła. Miała jednak ochotę na leżakowanie w łóżku, odpoczęcie od wszystkiego, w końcu na jutro musiała otworzyć cukiernię, a wieczorem spędzić czas na przygotowaniu kilku ciast i tortu na zamówienie. Odezwało się lenistwo, nie miała ochoty na chodzenie po górach czy spacerowanie, a zapewne to będzie musiała robić patrząc na entuzjazm jaki tryskał z Grace i Dantego. To się dobrali idealnie.
    - Piknik - pokiwała głową spoglądając na miejsce, w którym teraz się znajdowali. Lokalizacja była przepiękna, uwielbiała jeziora, piasek, łono natury. Powoli wysiadła z samochodu i podeszła do Dantego spoglądając na Grace, która jak z motorkiem w tyłku poleciała już na plażę spoglądając na wodę. Skubana pewnie chciała już przypadkiem wejść do wody, chociażby żeby pomoczyć stopy. Nie mogła się doczekać, kiedy będzie ciepło i będą mogli pływać w jeziorze. - Ja mam odpocząć? - lekko zmrużyła oczy spoglądając na mężczyznę i przyjrzała mu się dokładnie. Był taki zadowolony ze swojego pomysłu, planu idealnego. Nie mogła mu teraz tego zepsuć marudząc, że musi na jutro przygotować słodkie przysmaki. - To Ty powinieneś odpocząć od ciągłego kręcenia pizzy - zaśmiała się cicho i wzięła koc, z którym poszła na plażę i rozłożyła, a następnie na nim usiadła. Czekała aż ukochany do niej dołączy a sama zerkała co chwilę w stronę Grace, która znalazła sobie zajęcie rzucania kamieniami do wody, choć plaża była bardzo piaszczysta i nie było śladów po kamieniach. - Skąd w ogóle ten pomysł? Przecież mogłeś nam po prostu upiec pizzę!
     
    imię / nick:nutmeg
    multi:Anthony
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    Kręci świetną pizze

    ZAJĘCIE


    Kocha Mailee i jej córkę

    UCZUCIA




      
    Dante
       Tillsley

      
    "For even if I'm far away I hold you in my heart

      

      

      

      

      

      

    2020-05-09, 22:17


    Nic dziwnego, że wspólne wyjście napawało go aż takim entuzjazmem. Nie potrafił długo usiedzieć w domu, była to dla niego katorga. Lubił te leniwe dni, które spędzał w domu, wykonując typowo domowe czynności, lecz na dłuższą metę nie było to dla niego dobre. Mógł ten jeden dzień spędzić w domu z Mailee i Grace Alice, mógł zrobić pizzę, lecz pogoda była tak piękna, wręcz błagała o wyjście na zewnątrz, złapanie słonecznych promieni i siedzeniu na kocu. Zima w Kanadzie była zimą, nic więc dziwnego, że wyższą temperatura od razu spowodowała, że zaczął żyć i czerpać energię z światła dziennego, którego było naprawdę sporo tego dnia. Poza tym wiedział, że Mailee podobnie jak on lubiła spędzać czas na łonie natury, dlatego pomyślał, że ten pomysł przypadnie do gustu również jej. Nie wykluczał, że równie chętnie spędziłby czas w łóżku, ale z drugiej strony nie miał pewności kiedy będzie mieć kolejny aż tak luźny dzień. Chciał go wykorzystać najlepiej, jak się da, nawet jeśli wymagało to porannego wstawania.
    Stojąc tak nad tym jeziorem, przytulając do siebie Mailee i zerkając w kierunku jej córki, odczuwał dziwną satysfakcję i zadowolenie. Nie chodziło tylko o to, że wyszli z domu, chodziło o towarzystwo z którym miał spędzić ten dzień. Szczerze mówiąc dopóki nie poznał aktualnej dziewczyny, żadna kobieta nie zawróciła mu w głowie. Naprawdę ją kochał, czuł to i wiedział, wydawało mu się, że zachowywał się jak zakochany nastolatek, który dostrzega tylko pozytywne strony kobiety. Wiedział jednak, że ona również, tak jak każdy, miała gorsze dni. Zdawał sobie również sprawę z tego, że czasem przed braniem kąpieli musiał wybierać jej włosy, które zatykały zlew, bądź prysznic. To wszystko wydawało mu się tak normalne, że aż dziwne. Mieszkał wcześniej z kobietami, wiedział jak to z nimi bywa. Mailee miała jednak więcej plusów, bo nie zostawiała nigdzie porozrzucanych folijek po podpaskach, w przeciwieństwie do jego sióstr.
    — Dokładnie, piknik! — Powiedział z uśmiechem na ustach, przekonując zarówno Mailee jak i siebie do tego pomysłu. Nie twierdził, że pomysł jej nie odpowiadał, nie wyglądała na rozczarowaną, zawiedzioną, może trochę uciekała myślami gdzie indziej, ale szczerze? Gdyby miał na głowie tyle co ona, również wracałby myślami przykładowo do pracy, bądź innych problemów, których na chwilę obecną nie miał.
    — A nie jest tak? Nie oszukujmy się, kochanie. Spędzasz mnóstwo czasu w pracy, pracujesz nawet w domu. Tobie bardziej przyda się odpoczynek od tych pysznych słodyczy, niż mi od pizzy — Odpowiedział, pochylając się nad nią. Złożył na jej ustach czuły pocałunek, a chwilę później, gdy niechętnie odsunął się od ust kobiety, zeszli na plażę.
    — Mogłem, ale dzisiaj zjemy coś innego, mogę zrobić pizze jak wrócę. Nie ma problemu, wiem, że jesteś fanką numer jeden — Odpowiedział, siadając wygodnie na kocu. Wyciągnął z koszyczka jakieś ładnie zapakowane kanapki i surówkę, którą niby przypadkiem postawił na kocyku przed Mailee. — Takim pysznościom na pewno nie odmówisz! — Stwierdził pewnie, zerkając na reakcję kobiety. Na pewno doceniała jego pracę i serce, które włożył w przygotowanie sałatki, bo kanapki szykowała Grace Alice.
    — Uznałem, że jest za ładna pogoda na siedzenie w domu. Wiem, że lubisz pikniki, przypominam, że często jedliśmy obiady nad jeziorem. A poza tym… — Odparł, przeczesując palcami włosy i sięgnął po zafoliowane kanapki, a wszystko po to, by Mailee dokładnie im się przyjrzała. Nie dość, że wyglądały smacznie przez kolorowe warzywa i szynkę w środku, to świetnie pachniały. —... Grayce sama przygotowywała te kanapki, pod moim okiem oczywiście, żeby sobie krzywdy nie zrobiła. Chcieliśmy Ci zrobić taką małą przyjemność — Dokończył, zbliżając do siebie palec wskazujący oraz kciuk prawej dłoni, by podkreślić, jak wielką przyjemność chcieli jej dzisiaj zrobić.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Drake, Arsene i Estelle
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    26 LAT

    wiek


    coś tam niby piekę,

    ZAJĘCIE


    córka i on <3

    UCZUCIA




      
    Mailee
       White

      
    "nie byłabym sobą gdybym była inna

      

      

      

      

      

      

    2020-05-13, 10:31


    - Ale.. Ja wcale nie pracuję tyle w domu.. Przecież prawie w ogóle! - obruszyła się niczym mała dziewczynka, zmarszczyła brwi i złożyła usta w podkowę kręcąc przy tym delikatnie głową. Chciała tym pokazać swój sprzeciw. Mimo tego, że w cukierni spędza jakieś 10 godzin dziennie, to przecież nie przynosi pracy do domu. A gotowanie i pieczenie dla domowników i tak się przecież nie zaliczało. W dodatku, Majka często przynosiła słodkości z cukierni i tym częstowała domowników.
    - Wiesz przecież, że kocham pizzę... Zwłaszcza Twojego wykonania - rozmarzyła się myśląc o tym delikatnym i chrupiącym cieście, które wręcz samo rozpływało się w ustach. Ten roztopiony ser, idealnie dobrane składniki, sos, jeden, drugi.. Znów zrobiła smutną minę czując, że staje się głodna w zbyt szybkim tempie. - Mmmm, a co to? - spytała patrząc jak wyciąga z koszyka jakieś ładnie zapakowane kanapeczki. - Grace robiła? - spojrzała w stronę córki, która wciąż uparcie szukała tych kamieni na piasku. Czuła, że młoda zaraz zrezygnuje i zacznie rzucać jakimiś patykami do wody, aż w końcu zrezygnowana odpuści i sama wpakuje się do zbiornika wodnego. Póki co dziewczynka miała w nosie fakt, że będą zaraz jeść kanapki, które to ona przecież wykonała. - Nie wierzę.. Moja mała córeczka.. Dobra, nie taka mała w sumie - wzruszyła ramionami i cicho westchnęła wciąż zerkając na Grace Alice, która przecież już w przyszłym roku miała skończyć 10 lat. - Ta kucharką.. - uśmiechnęła się i od razu sięgnęła po jedną z przygotowanych przez nich kanapek. Miała tylko cichą nadzieję, że w żadnej z nich nie ma ukrytej żadnej niespodzianki. Ani tym bardziej, że jako typowa niezdara, nie upaćka się zaraz na koszulce i spodniach. Rozsiadła się wygodniej na kocu i zaczęła odwijać kanapkę.
    - A Ty masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór? - spytała orientacyjnie, bo być może chciała go wykorzystać w roli jakiejś niańki, aby móc spokojnie spędzić czas z jedną ze swoich sióstr.

     
    imię / nick:nutmeg
    multi:Anthony
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    Kręci świetną pizze

    ZAJĘCIE


    Kocha Mailee i jej córkę

    UCZUCIA




      
    Dante
       Tillsley

      
    "For even if I'm far away I hold you in my heart

      

      

      

      

      

      

    2020-05-15, 00:20


    Spojrzał na nią dość wymownie, gdy zaczęła opowiadać, że nie pracuje dużo w domu. Może w domu nie piekła nałogowo ciasteczek do pracy i może wolałaby spędzić czas po prostu w domu, oglądając telewizję, ale Dante uznał, że dawno nie byli na pikniku i uparcie się tego trzymał.
    — Słodka jesteś, kochanie, jak te pyszne ciasteczka które pieczesz. Zwłaszcza, gdy robisz tę minę — Zaśmiał się całkowicie szczerze, a przez minę, którą zrobiła nawet nie walczył z chęcią skradnięcie buziaka z tych jej uroczych ust. Kobiety często stawiając sprzeciw myślą, że wyglądają groźnie, nawet gdy ten sprzeciw udawany nie jest, ale prawda była taka, że nieważne jaki grymas wpełzłby na twarz Mailee, dla niego i tak byłaby śliczna i czarująca. Może nie tak zawsze, bo bywały takie momenty w których po prostu wiedział, że nie powinien się odzywać, a oddychać również za głośno nie mógł, bo mógłby doprowadzić do erupcji wulkanu. Nie zniechęcało go to jednak do niczego, starał się nie prowokować spięć, wiedział, że prędzej czy później kobiecie po prostu przejdzie.
    — Jasne, że wiem. Lepszego pizzera tu nie znajdziesz, a ja nie znajdę lepszego cukiernika. Widzisz, dopełniamy się, gastronomia to stan umysłu — Nie ma co się oszukiwać, ale gastronomia to naprawdę stan umysłu. Nikomu normalnemu nie chciałoby się siedzieć tyle godzin w gorącej kuchni, albo przy piekarniku. Po pierwsze, nie wszyscy znosili wysokie temperatury, a po drugie nie wszyscy mięli tyle cierpliwości by ozdabiać ciasteczka, albo dobierać składniki do pizzy tak, żeby totalnie obcemu klientowi zasmakowała. Tacy również się zdarzali ,,zrobi pan co uzna za słuszne”, szkoda tylko, że nie wszyscy mięli taki sam gust smakowy i ciężko było dobrać odpowiednie składniki do osobowości człowieka, którego się nie zna. Nie często zdarzali się tacy klienci, ale widywał takich. Na szczęście na ogół były to osoby, którym naprawdę jest totalnie obojętne, co tak naprawdę włoży im się do tej pizzy. Z kanapkami dla Mailee sytuacja była podobna, niby tylko zwykłe kanapki, a przygody lepsze niż rejs dookoła Teneryfy, nie dlatego, bo była jakaś wybredna, bardziej dlatego, bo Dante totalnie nie potrafił się zdecydować co do tych bułek upchać, żeby wszystkim smakowało, inaczej mówiąc — czysta improwizacja.
    — No właśnie, nie taka mała. Przecież ma już dziesięć lat, jest prawie pełnoletnia — Do pełnoletności to jeszcze jej brakowało, ale czasem słyszał jej dyskusje z Mailee ,,mam dziesięć lat, jestem duża!” Oczywiście, duża nie oznacza dorosła, ale on jako człowiek spokojny nie zamierzał się wtrącać. Ważne, że potrafiły się dogadać, a Grace Alice jakoś szczególnie mocno nie dawała się we znaki swojej matce, a przynajmniej Dantemu tak się właśnie wydawało. Nie znał się na wychowywaniu dzieci, bo własnych nie posiadał, ale co nieco zdążył podłapać od Mailee, która potrafiła mimo wszystko ustawić córkę do pionu. Zerknął mimowolnie w stronę dziewczynki, być może dlatego, że Mailee przeniosła tam spojrzenie chwilę temu.
    Uwagę mężczyzny odwróciło jednak pytanie ukochanej.
    — Zależy o co pytasz — Odparł, posyłając jej pytające spojrzenie. Nie miał żadnych planów na wieczór, było to pytanie czysto badawcze, był po prostu ciekawe co takiego planowała jego ukochana dziewczyna. Jeśli miałby zostać z młodą, nie było problemu, w końcu był od tego, żeby jakoś pomóc Mailee. Nie był też tym typem, który musiał wiedzieć z kim wychodzi jego dziewczyna, o której wróci do domu, gdzie będzie, jak się ubierze i tak dalej. Miała prawo do własnego życia, a on to potrafił uszanować. Wystarczyło poprosić, a on zostawał. Nie martwił się o to, że zamiast do którejś z sióstr, pójdzie spotkać się z jakimś innym facetem, skoro z nią był to znaczy, że ją znał i miał do niej zaufanie. Nie chciał mieć związku polegającego na ograniczeniach, lecz wzajemnym szacunku.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Drake, Arsene i Estelle
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    26 LAT

    wiek


    coś tam niby piekę,

    ZAJĘCIE


    córka i on <3

    UCZUCIA




      
    Mailee
       White

      
    "nie byłabym sobą gdybym była inna

      

      

      

      

      

      

    2020-05-28, 18:03


    Pokręciła głową i już przez dłuższą chwilę się w ogóle nie odezwała nie chcąc się pchać w dalsze dyskusje. Wcale nie podobała jej się ta mina i nie była taka słodka. Była przecież taka ostra i nieprzewidywalna, niczym prawdziwa kot-kobieta!
    - Takich jak nas dwoje, to nie ma ani jednego, eh.. To musi być prawdziwa miłość! - westchnęła teatralnie uśmiechając się zalotnie. Przy okazji też zatrzepała komicznie rzęsami chcąc pokazać swój ukryty wdzięk, którego w sumie i tak nie miała. Ale niech się łudzi marzeniami. - No niby nie mała.. - wzruszyła ramionami i spojrzała na córkę, która dalej bawiła się przy brzegu, ale śmielej wchodziła głębiej do wody, aż po kolana! Jako dobra matka, Mailee jeszcze nie reagowała - przecież mała na pewno się nie utopi w wodzie po kolana. Poza tym, jakoś tam chyba umiała pływać. Odwróciła wzrok na Dantego i poprawiła swoją pozycję na leżącą. Chyba skończyła już jeść i musiała odpocząć, taka leżanka dla słoninki.
    - Tak pytam, orientacyjnie.. Bo na Netflixa wjechał Harry Potter, nie? No i może... jakiś seans? - uśmiechnęła się szeroko, bo wpadła na bardzo genialny pomysł. No kto by się czemuś takiemu oparł?! Wcale nie chciała mu zostawiać dziecka na wieczór i iść sobie na babskie wieczory. Owszem, Majka czasem tak robiła - ale to naprawdę było sporadyczne. Takie raz na ruski rok. Przymknęła oczy i rozkoszowała się tą błogą ciszą... No właśnie, było zbyt cicho, jednak Maia jeszcze nie zauważyła niczego podejrzanego w zachowaniu córki. Dopiero po kilkunastu sekundach usłyszała dosyć głośne chlapnięcie wody. Nie zajarzyła co się mogło stać, po prostu myślała, że córka rzuciła jakiś duży kamień do wody. Powoli otworzyła oko leniwie przekręcając się w stronę wody. Dopiero gdy ujrzała leżącą córkę twarzą do wody, zerwała się od razu krzycząc głośno:
    - GRACEEE! - wydarła się podbiegając w stronę dziecka, które leżało w bezruchu w wodzie. Wbiegła nie zważając na swoje mokre ubrania, po czym obróciła dziecko by sprawdzić czy w ogóle oddycha. Z pomocą mężczyzny wyciągnęli ją na brzeg i położyli na kocu. - Widziałeś co się stało? - spanikowana odgarnęła włosy z twarzy córki i pogładziła po czole. Nie wiedziała co ma teraz robić, jak zareagować, jechać z nią do szpitala? - Dante, zrób coś!

     
    imię / nick:nutmeg
    multi:Anthony
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    Kręci świetną pizze

    ZAJĘCIE


    Kocha Mailee i jej córkę

    UCZUCIA




      
    Dante
       Tillsley

      
    "For even if I'm far away I hold you in my heart

      

      

      

      

      

      

    2020-05-28, 21:28


    Seans, netflix, wspólny wieczór przed telewizją. To brzmiało świetnie, zwłaszcza, że wjechał Harry Potter, a on był wiernym fanem całej serii odkąd tylko filmy obejrzał, książki pewnie też przeczytał, ale wolał filmy i przy tym zostawał.
    — To brzmi dobrze. Dawno nie oglądałem Pottera, chętnie obejrzę —
    Ogólnie to wszystko wydawało się takie piękne i cudowne, siedzieli na kocyku, rozmawiali, jedli kanapki, co się mogło nie udać? A no, zawsze coś się znajdzie. Dante sam nie zorientował się tak od razu, że było jakoś za cicho, niby zerkał w kierunku Grace, ale ją widział, bawiła się w wodzie. Nie wiedział w którym momencie wpadła do wody i to tak, że zaczęła się topić. Pewnie by się szybko nie zorientował, gdyby nie to, że Mailee wręcz poderwała się z tego kocyka, a on chwilę za nią, teraz nawet kanapki go nie interesowały.
    Zerwał się z tego koca i od razu pobiegł za Mailee do wody, nie tak wyobrażał sobie kąpiele w jeziorze, zdecydowanie. Nie ratował nigdy osoby tonącej, a poza tym był przekonany, że Grace potrafi pływać. Wyciągnęli ją na brzeg, ułożyli na kocu, a Dante niemalże od razu przyklęknął obok niej.
    — Grace, słyszysz? — Zagadał do dziewczynki, odchylając delikatnie głowę dziecka do tyłu i przyłożył bok twarzy do jej ust, zerkając w stronę klatki piersiowej dziewczynki. Nie był ratownikiem, był kucharzem, ale pamiętał jak powinna wyglądać pierwsza pomoc w razie wypadku. Zestresował się, gdy nie usłyszał oddechu dziewczynki i nie zauważył żadnego ruchu klatki piersiowej.
    — Zadzwoń po pogotowie, ja spróbuję ją ocucić — Powiedział szybko, lecz wyraźnie. Sam był zestresowany, ale nie chciał dokładać nerwów Mailee, która i tak już spanikowała. Trzydzieści uciśnięć, pięć wdechów. Nie był jeszcze w takiej sytuacji, to było naprawdę okropne uczucie, a dodatkowo wzbierały się w nim wyrzuty sumienia i irytacja, że wpadł na pomysł, żeby przyjechać nad jezioro.
    Dziewczynka wciąż nie złapała oddechu, Dante ponowił więc procedurę i powtarzał, dopóki dziewczynka nie złapała oddechu. Gdy klatka piersiowa zaczęła się unosić, obrócił Grace na bok, żeby ta wypluła wodę, która jej zalegała. Dante nie był jednak pewny i przekonany co do stanu dziewczynki, dlatego tak czy inaczej, lepiej było wezwać pomoc, on zrobił co mógł by przywrócić dziecku funkcję oddychania.
    — Oddycha, ale i tak musimy poczekać aż przyjedzie karetka. Mogła przemarznąć, albo coś, a poza tym trzeba zobaczyć, czy jest w stabilnym stanie. Siadaj obok niej, ja pójdę po bluzę, żeby ją okryć — Powiedział, podnosząc się od dziewczynki, leżącej na kocu. Przeszedł się do samochodu, przerzucając wszystkie możliwe rzeczy w celu znalezienia tej jednej jedynej, cholernej bluzy której teraz potrzebował. Wrócił do Mailee i Grace, ale dziewczynka wciąż nie wyglądała najlepiej, teraz musieli zaczekać na przyjazd pogotowia, bo patrząc na Grace miał wrażenie, że zaraz zemdleje
    — Niech oni szybciej jadą, kurwa — Zaklął soczyście, otulając dziewczynkę swoją bluzą. Co oni mięli powiedzieć lekarzom, gdy ci przyjadą? Że nie dopilnowali dziecka, bo byli zajęci gadaniem o Harrym Potterze?
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Drake, Arsene i Estelle
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    26 LAT

    wiek


    coś tam niby piekę,

    ZAJĘCIE


    córka i on <3

    UCZUCIA




      
    Mailee
       White

      
    "nie byłabym sobą gdybym była inna

      

      

      

      

      

      

    2020-05-28, 21:53


    - ALE JAK - wydarła się na niego nie wiedząc jak ma w ogóle zadzwonić na pogotowie.. Gdzie ona miała swój telefon? Zaczęła przeszukiwać cały koc w poszukiwaniu urządzenia, pod torbą, kocem, za jedzeniem.. Jak na złość go nie było. Wtedy zauważyła telefon w tylnej kieszeni spodni Dantego. Wyciągnęła go zdecydowanym ruchem, odblokowała ekran i siadła jak wryta.. Ale jaki tam był numer?! - Dante.. Numer - jęknęła spanikowana, zapomniała całkowicie o procedurach w przypadku pierwszej pomocy, zapomniała jaki był numer, jak ma nawet na imię.. Co miała im powiedzieć? Że jej córka się utopiła w wodzie po kolana? Gorzej niż w brodziku.. Po kilku chwilach, głębokich wdechach, w końcu sobie przypomniała, że mogła przecież nacisnąć opcję numeru alarmowego. Tak też zrobiła, a gdy została połączona z dyspozytornią, od razu opowiedziała zaistniałą sytuację, robiąc to oczywiście jak matka amerykańska najbardziej spanikowana typiarka świata. Cud, że pracująca tam osoba w ogóle ją zrozumiała i wysłała karetkę pod wskazany adres. Widząc jak córka powoli wraca do żywych, bo w sumie nie wiadomo co się z nią działo gdy nie oddychała, odetchnęła z ulgą. Nie miała zielonego pojęcia co by się stało, gdyby sama była z Grace. Na pewno nie poradziłaby sobie z uratowaniem jej małej córeczki. Odłożyła telefon na koc wzdychając głośno i od razu przysunęła się do córki, żeby objąć ją swoim ramieniem i zaopiekować się należycie.
    - Grace, słyszysz mnie? Jak się czujesz? - spytała przytulając córkę do siebie, położyła jej głowę na swoich kolanach i pogłaskała po głowie. Gdy Dante wrócił z bluzą, przykryła nią szczelniej córkę, aby ta się jakoś nie przeziębiła bardziej. Nie wiedziała dlaczego jej maleństwo w ogóle wpadło do wody, a Grace nie była zbyt rozmowna. Zachowywała się odrobinę, jakby w ogóle nie kontaktowała, nie wiedziała co się dzieje, ani tym bardziej, co się stało.
    - Widziałeś jak to się stało? - spytała spoglądając z wyraźną ulgą na Dantego. Jednak wciąż bała się o zdrowie córki. Nawet po policzkach spłynęło jej kilka łez, które uroniła podczas rozmowy z dyspozytorem. - Karetka powinna być w ciągu dwudziestu minut.. Takie zadupie tu mamy - wzruszyła lekko ramionami dalej głaszcząc córkę i czekając cierpliwie na karetkę. Naprawdę znaleźli sobie niezłe wypizdowie.

     
    imię / nick:nutmeg
    multi:Anthony
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    Kręci świetną pizze

    ZAJĘCIE


    Kocha Mailee i jej córkę

    UCZUCIA




      
    Dante
       Tillsley

      
    "For even if I'm far away I hold you in my heart

      

      

      

      

      

      

    2020-05-29, 20:50


    Nawet nie ukrywał, że panika Mailee w takim momencie była irytująca, bo zamiast skupić się na tym, co powinien, czyli na Grace i uciskaniu jej klatki piersiowej, w celu przywrócenia oddechu, zerkał panicznie w kierunku Mailee i zastanawiał się, gdzie włożyła telefon. Nie miał pojęcia, nie chodził przecież z jej telefonem, a o swoim zupełnie zapomniał. Nic dziwnego, nigdy nie był świadkiem takiej sytuacji, to był pierwszy raz i zachowanie zimnej krwi, nie poddawanie się panice, naprawdę trudno było to osiągnąć.
    — Nie wiem, normalnie? Wykręć numer i dzwoń, cholera — Mruknął, przymykając na chwilę oczy. Dobra, miała prawo panikować, chodziło o jej córkę, a w takich momentach zapomniało się o podstawowych rzeczach, niektórzy nawet tracili oddech podczas ataku paniki. Dobrze, że nie musiał niczego tłumaczyć, a Mailee w ostateczności ten numer wykręciła. Chociaż tyle dobrego, bo nie dałby rady wziąć telefonu w drugą rękę i zadzwonić po pogotowie.
    — Nie mam pojęcia. Mogła się nawet potknąć o jakiś korzeń przy brzegu, nie wiem Mailee, naprawdę nie wiem — Odparł, wydychając spokojnie powietrze. Nie zwrócił na to uwagi, nie widział, był zajęty rozmową z Mailee. Podrapał się po głowie, jakby to mu miało w czymś pomóc i usiadł obok Mailee, kładąc jej dłoń na ramieniu.
    — Cholera, dobrze, że oddycha. Zerkałaś w ogóle w jej stronę? — Zapytał z lekkim wyrzutem, marszcząc brwi. W tym czasie co on nie patrzył, to chociaż mogła zerknąć, czy młodej nic się nie stało. Nie wiedział, czy bardziej irytowało go to, że jej nie dopilnowali, czy to, że za późno zareagowali. Teraz musieli czekać na cholerną karetkę, dobrze, że młoda była w stanie stabilnym, bo w innym wypadku, mogło się to skończyć śmiercią. Tillsley ratownikiem nie był, tylko kucharzem, a Mailee spanikowała. Sama również by sobie nie poradziła, gdyby z nią wyszła, chociaż... Może gdyby nie była zajęta dyskutowaniem z nim o głupotach, to bardziej pilnowałaby córki? Nie chciał się kłócić, ani nic takiego, ale w tym momencie wykazali się totalnym brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności, Grace może i miała dziesięć lat, ale wciąż była dzieckiem, którego należało pilnować. Sam się przestraszył, a co musiała przeżywać Mailee ? Zwłaszcza, że jakby nie patrzeć, to była jej córka, nie jego. Skoro aż tak go to przeraziło, to jakby zareagował, gdyby Grace była jego córką? Nie ruszyłby się z miejsca tylko czekał na to, że dopisze im szczęście?
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Drake, Arsene i Estelle
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    26 LAT

    wiek


    coś tam niby piekę,

    ZAJĘCIE


    córka i on <3

    UCZUCIA




      
    Mailee
       White

      
    "nie byłabym sobą gdybym była inna

      

      

      

      

      

      

    2020-06-11, 18:43


    Spojrzała z przerażeniem na Dantego, który według niej wcale jej nie pomagał. Owszem, zajął się reanimacją Grace, ale sama Majka nie potrafiła się teraz ogarnąć, więc powinna być tu jeszcze jedna osoba, która zachowałaby zimną krew i ogarnęła matkę dziecka. Na szczęście udało jej się w końcu się ogarnąć, na co prawdopodobnie miał wpływ fakt, że Grace zaczęła wypluwać wodę.
    W głowie brunetki pojawiło się jedno pytanie: co się stało? Dlaczego mała Grace straciła przytomność i upadła? Dlaczego jak za dotknięciem magicznej różdżki wyłożyła się jak długa. Przecież nic jej nie było, rano dobrze się czuła, nigdy na nic nie chorowała, nie miała żadnych problemów ze zdrowiem. Być może raz, czy dwa, złapała tylko jakiegoś wirusa, ale tak naprawdę to dziewczynka była okazem zdrowia. Spojrzała w kierunek plaży, gdzie naprawdę nic nie leżało, żaden patyk, żaden duży kamień.. Powierzchnia była idealna do spacerowania bez butów. Pogłaskała po policzku córkę, która z przymkniętymi oczami leżała majacząc coś pod nosem.
    Pokręciła tylko przecząco głową w odpowiedzi na pytanie mężczyzny. Nic nie widziała.
    - Nic.. Dopiero jak woda chlupnęła to spojrzałam w jej stronę - spojrzała na Dantego, po czym przeniosła wzrok na córkę. Czuła się okropnie wiedząc, że jej nie dopilnowała, nie dopilnowała jej bezpieczeństwa i pozwoliła na to, by coś jej się stało. Przytuliła małą do swojej piersi. - Spakujesz to wszystko? Chcę od razu jechać tam za karetką - poprosiła ukochanego wiedząc, że pakowanie rzeczy po odjeździe karetki trochę im zajmie, głównie tego jedzenia, a nie chciała tracić na to czasu. Chciała od razu jechać za córką i być przy niej, być jej wsparciem.

     
    imię / nick:nutmeg
    multi:Anthony
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    Kręci świetną pizze

    ZAJĘCIE


    Kocha Mailee i jej córkę

    UCZUCIA




      
    Dante
       Tillsley

      
    "For even if I'm far away I hold you in my heart

      

      

      

      

      

      

    2020-06-12, 11:41


    Nie potrafił się rozdwoić, dla niego też nie była to prosta sytuacja, a z dwojga złego, wolał chyba jednak zająć się Grace, która traciła przytomność, niż ogarniać panikę Mailee. Najchętniej nie dopuściłby do żadnej z tych sytuacji i nie chciałby wybierać, ale sytuacja niestety go do tego zmusiła.
    — Nie miała wcześniej takich sytuacji, prawda? Nie chorowała na nic, ani nie traciła przytomności. Nie przypominam sobie, żeby tak było, ale może wcześniej... — Nie przypominał sobie, żeby coś takiego się wydarzyło. Odkąd spotykał się z Mailee, Grace nigdy nie straciła przytomności. Nie była również chora, ani osłabiona, więc czemu tak nagle zemdlała? Było to cholernie niepokojące, dlatego pomyślał, że trzeba będzie o tym wspomnieć lekarzom. Może będą chcieli zrobić dziecku jakieś prześwietlenie, może to naświetliłoby im jakoś sytuację i wiedzieliby co tak naprawdę się dzieje.
    — Nieważne, teraz nic z tym nie zrobimy. Zaczekamy na lekarzy, opowiemy im jak było, a później będziemy się dalej zastanawiać — Westchnął, przytulając Mailee, żeby dodać jej chociaż trochę otuchy. Ta sytuacja musiała być trudna dla niej, jako matki.
    — Jasne, spakuje to. Możesz od razu jechać karetką, jeśli ci pozwolą, a ja dojadę samochodem — Stwierdził, że będzie to najlepszy pomysł. Nie powinni wyprosić Mailee z karetki, przecież była opiekunem prawnym dziecka i miała prawo wiedzieć, co tak naprawdę dzieje się z córką. Mężczyzna zaczął zbierać rzeczy z piasku i pakować wszystko. Miał być świetnie spędzony czas, a skończą w szpitalu na oddziale dziecięcym, nie tak sobie to zaplanował. Los najwidoczniej uznał, że byłoby zbyt pięknie, gdyby tak bezproblemowo spędzili czas jedząc kanapki nad wodą.
    Nie musieli czekać na karetkę zbyt długo, kilka minut po tym, jak zaczął pakować wszystko do samochodu, przyjechał ambulans. Przeprowadzili jakiś wywiad z Mailee, znając życie, Dantego również przepytali i zabrali Grace do karetki.
    Mężczyzna wraz z kobietą spakowali resztę rzeczy, po czym wsiedli do samochodu i pojechali za karetką, prosto do szpitala.

    Z/t x2
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Drake, Arsene i Estelle
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    -

    ZAJĘCIE


    -

    UCZUCIA




      
    -
       -

      
    "-

      

      

      

      

      

      

    2020-06-28, 20:31


    #1

    Zdecydowanie potrzebowała chwili na ogarnięcie bałaganu we własnej głowie, który z każdą następną nowiną bezsprzecznie się powiększał. Przynajmniej śmierć starszego brata była wyłącznie fałszywym alarmem (lub paskudnym żartem jaki zaplanował z Raymondem), choć nadal odczuwała po tej aferze nieprzyjemne skutki - ostatecznie dostarczyło to jej przecież wiele smutku i stresu! Miesiąc ignorowania Rossa wystarczy jako kara za bawienie się uczuciami rodziny? Z jej zacięciem prawdopodobnie dotrzymałaby nawet tego postanowienia, gdyby nie byłoby oczywiście podjęte w wielkim gniewie. Po czasie zapewne zniknie razem z nieprzyjemnymi, gwałtownymi emocjami. Jednak istniała jeszcze inna sprawa, która w ostatnich dniach spędzała Winnie sen z powiek. Nie zdoła przy tym wygadać się nikomu z własnego problemu, ponieważ równałoby się to z odkryciem sekretów z przeszłości. Zginała i rozprostowywała w palcach serwetkę z numerem telefonu, podarowanym jej przez Graysona przy ich ostatnim spotkaniu w kawiarni. Długo wahała się nad zadzwonieniem, a gdy już zmusiła się do tego... spanikowała. Dokładnie tak samo jak kilka lat temu, kiedy postanowiła uciec bez najmniejszych wyjaśnień. Przyciskała telefon do ucha, niecierpliwie wsłuchując się w sygnał - potem nagle się urwał i usłyszała jego głos. Tyle wystarczyło, by porzuciła plany odbycia poważnej rozmowy. Wystraszona własnym zrywem odwagi, wyłączyła aż telefon i postanowiła zająć czymś innym niespokojne myśli. Najlepszym pomysłem na jaki wpadła na ten moment było wymęczenie się przez trening. Dlatego też uwielbiała to małe miasteczko, w którym nie brakowało spokojnych miejsc. Dodatkowo wybrana plaża przez Winonę należała do tych rzadziej odwiedzanych o tej porze dnia, więc zdobywała kolejne punkty w nieistniejącym rankingu pobliskich plaż.
    Zmęczona po biegu postanowiła zrobić sobie krótką przerwę oraz pozwolić lodowatym falom zmoczyć jej stopy. Stojąc już po kostki w wodzie, nachyliła się by podnieść jeden z licznych kamyczków. Zamierzała spróbować puścić kaczkę, choć ledwo pamiętała to co kiedyś tłumaczył tata. Coś z delikatnym ruchem nadgarstka? Zdecydowanie nie poszło Lancaster zbyt dobrze, bo "kaczka" poszła na dno z pierwszym zetknięciem z wodą. Dlatego ze złością cisnęła kolejnym podniesionym kamieniem w delikatnie falującą taflę wody, który zanurzył się w niej z głośnym pluskiem - a ten prawie zlał się z jej okrzykiem pełnym niezadowolenia. Wyrzucanie z siebie negatywnych emocji? Prawdopodobnie musiałaby zatopić w oceanie z tonę takich kamyków, ale to zawsze jakiś sposób na zabicie czasu w leniwe popołudnie.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    38

    wiek


    wykładowca uniwersytecki

    ZAJĘCIE


    unforgettable

    UCZUCIA




      
    grayson
       doherty

      
    "Un paso me voy para siempre

      

      

      

      

      

      

    2020-06-28, 20:56


    #1

    Po wspaniałym i bardzo pouczającym wypadzie na koncert - zdecydowanie nauczył się, że jego przyjaciel nie był skory do otwierania się na nowe dziedziny życia - oraz równie fascynującej wizycie w barze - kobiety potrafiły być okropne - Grayson uznał, że najwyższa pora na moment usunąć się w cień, a tym samym uciec od tych wszystkich przesadnie społecznych wyjść. Kto by pomyślał, że te dwa wydarzenia uczynią z niego introwertyka! Z niego, zagorzałego miłośnika ludzi i ich życiowych dramatów... To wydawało się nieprawdopodobne, ale jednak prawdziwe, bo Doherty autentycznie wziął urlop w pracy i zaszył się w swoim domu, by jakoś po tych traumatycznych przeżyciach dojść do siebie. Nie nudził się, bo z przyjemnością wypełniał sobie długie godziny zajęciami sprawiającymi mu przyjemność. Przede wszystkim nadrabiał pozycje książkowe, które od miesięcy kurzyły się na półkach i po które nie miał serca sięgnąć w całym tym natłoku obowiązków. Trochę pisał do szuflady, trochę odkrywał nieprzesłuchane do tej pory piosenki The Pussycat Dolls, trochę nurzał się w bajorku nieszczęścia, gdy przypominał sobie swoje ostatnie spotkanie z Winnie i milczący jak zaklęty telefon. Nie zadzwoniła. Czy liczył, że to zrobi? Czy naprawdę łudził się, że będą w stanie zamknąć wciąż niewytłumaczoną, zawiłą przeszłość raz na zawsze? Grayson sam tak do końca nie pojmował, skąd się brała ta jego wręcz dziecinna naiwność i niegasnąca wiara w ludzi, którą ktoś raz za raz szarpał, próbując ją obalić.
    Przeciągły pisk wyrwał go z rozmyślań o Winonie; no tak, Ulysses Junior domagał się wyjścia na spacer. Przewrócił mimowolnie oczami, gdy pies zaczął szczekać - wbrew pozorom miał wiele wspólnego ze swoim imiennikiem. Ciężko wzdychając, przypiął smycz do obroży czworonożnego przyjaciela, nie omieszkując przy okazji podrapać go za uchem. Cel tej małej wycieczki był jasny - plaża. O tej porze nie było tam tłumów, a to znaczyło, że Grayson mógł spokojnie Ulka wypuścić, co też zrobił natychmiastowo, gdy jego stopy spotkały się z lekko już nagrzanym piaskiem. Ach, gdyby tylko się rozejrzał i upewnił, że na pewno był w tym rejonie sam - może w ten sposób wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale nie, Ulysses Junior już radośnie biegł w stronę sylwetki kobiety stojącej po kostki w wodzie. Był niegroźny, ale zdecydowanie jego entuzjazm na widok obcych mógł niejednego przestraszyć. - Cholera - zaklął pod nosem, zaraz puszczając się truchtem w stronę uciekiniera, który właśnie dotarł do nieznajomej i najwyraźniej planował ją zmusić do zabawy. Już, już miał krzyknąć imię swojego psa, ale zamarło mu ono na ustach, gdy rozpoznał kogo tak właściwie upatrzył sobie na ofiarę Ulysses Junior. Cień niedowierzania przemknął mu przez twarz - Chryste, czy los aż do tego stopnia nim gardził? - gdy już do niej podszedł. - Nie zadzwoniłaś - rzucił łagodnie zupełnie nie to, co chciał, więc aż się zauważalnie skrzywił i potrząsnął głową. I przypomniał sobie o psie. - Jest niegroźny - dodał, z ewidentnym zażenowaniem drapiąc się po karku. Nie do końca tak wyobrażał sobie ich spotkanie; nie do końca chciał już na start dać jej do zrozumienia, że czekał. Ale wypowiedzianych słów nie dało się cofnąć.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    27

    wiek


    -

    ZAJĘCIE


    -

    UCZUCIA




      
    -
       -

      
    "-

      

      

      

      

      

      

    2020-07-19, 22:59


    Czemu nieustannie wpędzała się w stresujące sytuacje, choć wcale nie była to jedyna możliwość na jej drodze. Nawet nie bardzo miała jak wygadać się z tego wszystkiego przyjaciółkom, ponieważ zawsze musiała omijać pewne szczegóły z przeszłości. Nie musiała, lecz chciała. Bała się jak mogłoby wpłynąć to na ich relacje i jeszcze te potencjalne pytania - O matko, jak się czujesz? Wiesz kto to zrobił? Złapali go? Rozmawiałaś z kimś o tym? Czy pani psycholog powinna mieć takie rzeczy nieprzepracowane? Kolejny argument, który mroził jej krew w żyłach. Winona nie myślała nawet o opcji ze zmianą zawodu. Och, całe życie na straty? Tak właśnie wyobrażała sobie rezygnacje z tego aspektu własnego życia. Tyle włożyła w to starań, wysiłku i oczywiście pieniędzy (swoich i rodziców oczywiście), że nie potrafiła tego do siebie dopuścić. Dlatego najlepiej wychodziło Winnie nie wgłębianie się w to zbyt mocno - po co analizować to po takim czasie? Smutne kłamstwo.
    Nagle z rozmyślań wyrwała ją nieznajoma psina, na którą początkowo zareagowała z rezerwą. Dość oczywista reakcja i nie rozumiała jak ludzie mogą od razu lecieć z rękoma do cudzego psa, nie znając jego zachowań. Jednak pies nie wydawał się agresywnie nastawiony, ba, nawet radośnie próbował przekonać ją do zabawy. Uspokoiła się jeszcze bardziej, dostrzegając obrożę na szyi czworonożnej piękności. - A gdzie jest Twój właściciel... - zwróciła się do merdającego ogonem nieznajomego, przenosząc wzrok na zbliżającą się do nich męską sylwetkę. Och. Jakie było jej zdziwienie, kiedy nagle parę metrów od niej pojawił się własnie on - czyżby los naprawdę sobie z niej drwił? Z ogromnym mętlikiem w głowie, próbowała wybrać jak najbardziej odpowiednie przywitanie. Niestety takie chyba w ich przypadku już nie istniało... za bardzo się wszystko skomplikowało, by mogła bez mrugnięcia okiem przywitać go radosnym, zwyczajnym "hej, jak leci?". Odezwał się pierwszy, a jego słowa cholernie ją zabolały. Dlatego, że były okrutną prawdą... wytykającą jej kolejne tchórzostwo? Nie dało się w tym przypadku tego wykluczyć. Przełknęła ślinę, jeszcze przez chwilę bijąc się z własnymi myślami i ze skruchą odpowiedziała mu krótko. - Chciałam, ale... to takie trudne, wiesz? - Przynajmniej teraz mogła "wynagrodzić" mu takim ogryzkiem szczerości, który i tak z trudem wyszedł z jej ust. Och, nie! Nienawidziła tej części siebie - okłamującej go z powodu własnych słabości. Wystarczyłaby jeszcze sekunda tej cisza, a zaczęłaby tłumaczyć się jak na przesłuchaniu. Na (jej) szczęście poniekąd chwilowo zmienił temat na własnego pupila, a ona sama przyjęła to z ulgą. - Jak się wabi? Platon? Freud? - zażartowała, by chociaż na chwilę oderwać się z tej stresującej sytuacji.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: