Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    18

    wiek


    szkoła, lol

    ZAJĘCIE


    gdzie jesteś Julio??

    UCZUCIA




      
    Romeo
       Garcia

      
    "ale było, minęło, nie przewija się do tyłu video

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 18:17


    17.

    Mój plan na naszą trzecią randkę był trochę bardziej obszerny niż to, co zdążyłem Lemonce wypaplać zanim jeszcze w ogóle zgarnąłem ją z podjazdu przy tych naszych miejscowych apartamentach, w których mieszkała. Prawdopodobnie byłem już tu nie raz, zabierając do domu najebaną Vale albo po prostu Britney, która zdawała się być tą siostrą, co to smak alkoholu poczuje dopiero jak ktoś jej nieświadomie go wciśnie (nie no, hehe, żartuję, ale Bri była z nas najgrzeczniejsza), a więc wcale nie musiałem prosić się Tremblay o adres, kiedy już zapakowany wsiadałem do swojej fury. Zapakowany, bo jak wspomniałem, ten plan był serio obszerny i byłem gotowy zrealizować go nawet jeśli po zdradzeniu kilku mniej czy bardziej istotnych szczegółów Lemon uznałaby, że ona chce wrócić do domu. Nie no, takiej opcji to nie brałem w ogóle pod uwagę, aaale dla pewności pierwszą część podróży przemilczałem, gadając tylko o jakichś bzdetach, trochę sobie żartując, trochę oczywiście też drocząc, aż w końcu z którejś strony wyszedł ten konkretny temat i padło pytanie w stylu gdzie ty do cholery jedziesz?, kiedy kolejną godzinę byliśmy już w trasie. A no, hehe, jechałem trochę daleko, a najlepsze jest to, że nawet nie wiedziałem gdzie.
    Po pierwsze ale nie żebym musiał się usprawiedliwiać, wymyśliłem sobie, że po prostu pojedziemy przed siebie i porobimy coś, co akurat w jakimś pierwszym (dobra, nie pierwszym, bo jakoś dwie godziny drogi od Deep Lakes) lepszym miasteczku znajdziemy. Po drugie, wcale nie śpieszyło mi się wracać do domu, bo już mieliśmy wakacje, madre powiedziałem tylko że może dziś mnie z powrotem nie zobaczyć, a Lemonkę chciałem potrzymać mocno w niepewności, żeby potem zobaczyć czy ten durny pomysł chociaż trochę spodobał jej się tak bardzo jak mi. No i finito, po trzecie, tak jak na trzeciej randce właśnie byliśmy, ja naprawdę chciałem na to spotkanie wymyślić coś zajebistego. Żeby może zgodziła się i na czwarte, heh.
    Podziwiaj – wyszczerzyłem się głupio, zatrzymując furę wreszcie na jakimś pierwszym lepszym parkingu w miasteczku, którego nazwy nawet nie zapamiętałem, bo tabliczkę minęliśmy jakoś tak szybko. Gdzieś po drodze podjechaliśmy po jakieś żarcie, pewnie burgery, co Lemonce wytłumaczyłem mówiąc tylko że to tak na dalszą drogę. Lol, drogę, która zajęła nam może z pięć minut. – Nie wiem w sumie co tu można podziwiać, ale no, jesteśmy – i taki zadowolony z siebie trochę zdezorientowaną Tremblay zostawiłem w autku, już jedną dłonią łapiąc za klamkę i wysiadając na zewnątrz, żeby w drugą wziąć papierową torbę z naszym jedzeniem. A potem, z bolącym sercem, postawić ją na masce samochodu. – Tylko tym razem nie mam żadnych świeczek, więc będzie trochę mniej romantycznie, nie? – zaśmiałem się jeszcze, spoglądając przez przednią szybę na dziewczynę i ręką trochę ją poganiając. – No lalunia, wysiadaj, wystygnie zaraz!
     
    imię / nick:hiacynta
    multi:heh
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    Próbuję być czuła

    ZAJĘCIE


    ale wiecznie to się nie da

    UCZUCIA




      
    Lemon "esme"
       Tremblay

      
    "Gdy wybuchasz śmiechem, a nie złością, jesteś dla mnie bomba

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 19:29



    Dziwne dla Lemonki było to jak czuła się przed trzecią randką z Romeo. Pomimo powtarzania sobie w głowie niczym mantrę, że to przecież brat przyjaciółek, że to przecież TEN Romek, że to wciąż bardziej żarty, że te pocałunki to tak czysto fizycznie ich ciągnęły, że ona przecież nic nie czuje… dobra, było tego po prostu dużo. Dużo mniej lub bardziej sensownych wymówek sobie wymyśliła ogólnie tylko po to by nie czuć się tak jak się czuła. Czyli nieco podenerwowana, podekscytowana i jeszcze kilka takich na p. Mimo to postanowiła sprawę potraktować nieco poważniej niż poprzednie dwie randki i tym razem ubrała się ładnie, wymalowała, a nawet przeczytała dla pewności na ile może sobie pozwolić na trzeciej randce na tej stronce co jak wyrocznia dyktowała jej kolejne kroki. I ogólnie nie mogła zrobić nic więcej niż całuski, ale już w głowie sobie gadała, że przecież zawsze może Romka okłamać. Nie to, że miała jakieś większe plany… no ale czasami własnej głowy nie przegadasz i właśnie z takim nastawieniem Lemonka zjeżdżała windą do Romka, mając w torebce zaledwie podstawy życiowe jak telefon czy perfumy, a dodatkowo jakąś bluzę w razie gdyby jej się zimno zrobiło. W końcu wciąż nie wiedziała gdzie będą i co będę tam gdzieś robić. Wsiadła do auta, zapięła pasy i całą drogę ględziła, oprócz tych momentów gdzie przegadywał ją chłopak rzucając swoimi mądrościami czy ripostami. Co jakiś czas czytała nazwy miast, mając nadzieję, że w razie porwania będzie umiała zawiadomić gdzie jest, ale w którymś momencie poczuła się przy Romku tak swobodnie, że zapomniała… o wszystkim co nie było chłopakiem. Puszczała z telefonu podłączonego do radia jakieś najdurniejsze piosenki, a nawet zdarzyło jej się dla żartów wrzucić mu biegi na luz, śmiejąc się za każdym razem tak samo mocno z jego reakcji. A przy okazji udając, że to wcale nie ona. – Po prostu ci nie wszedł – rzucała w międzyczasie, jakby wcale ale to wcale nie kłamała. Kupienie jedzenia było kluczowym momentem, ale wcale nie zapowiadającym koniec podróży tak jak się spodziewała. I pewnie rzuciłaby się na torbę gdyby nie to, że zaledwie chwilę później dostała jasną informację, że oto dojechali na miejsce. Na miejsce, które nie wskazywało na nic konkretnego ani nawet nie było w pobliżu czegoś co mogłoby ukraść jej zainteresowanie.
    - Ciesz się, że kupiłeś to jedzenie, bo bym nigdy z samochodu nie wyszła – powiedziała wychodząc wreszcie z auta, głównie dlatego, że była głodna, a rozchodzący się zapach wcale jej nie pomagał w zgrywaniu niezależnej i złośliwej. Podeszła do niego, najpierw szukając w torbie frytek by zaraz wepchnąć je do buzi, a chwilę później rzucić spojrzenie to na Romea to na widok. – Po pierwsze to powiedź mi co my tu właściwie robimy. – Spojrzała na niego zadzierając głowę do góry, bo jak się oparła pupą o maskę to nagle się o kolejne kilka centymetrów niższa zrobiła. – A po drugie mam nowe perfumy a ty ich wciąż nie pochwaliłeś – powiedziała próbując brzmieć jak obrażona, ale wiadomo jak wyszło. Przysunęła się tylko w jego stronę, włosy odgarniając na lewo i dając mu tym samym dostęp do szyi. – Wąchaj i nie obrażaj tym razem – poinstruowała, nawet nieco na palcach stając co by mógł sobie wąchnąć jak się dla niego zmienia.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:G | L
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    szkoła, lol

    ZAJĘCIE


    gdzie jesteś Julio??

    UCZUCIA




      
    Romeo
       Garcia

      
    "ale było, minęło, nie przewija się do tyłu video

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 21:37


    Tym razem (JESZCZE) bardzo chętnie zaprosiłem Lemon do swojego autka, pozwoliłem usiąść na miejscu pasażera z przodu, pozwoliłem też bawić się radiem, puszczać jaką muzykę chciała i wiele wiele innych. Ale nie mogłem pozwolić w taki chamski sposób przerzucać mi biegów i narażać nas na jakieś eee.. stłuczki, nie? Szanujmy się, lol. Nie to, żebym był słabym kierowcą który by w najbardziej stresującej sytuacji sobie nie poradził, bo w swoim mniemaniu nawet na Dakar mogłem pojechać, hehe, ale zachowanie Lemonki było na maksa nieprzewidywalne. Zgromiłem ją więc wzrokiem za pierwszym czy drugim razem, przy trzecim pozwalając sobie na mało przychylny i zwyczajnie złośliwy komentarz, który może na chwilę popsuł między nami atmosferę. Ale że mi foch na Tremblay przechodził zaskakująco szybko, to i zaledwie kilka minut później trącałem ją już łokciem, szczerząc się debilnie i próbując na nowo wkupić w jej łaski.
    I żeby nie było, że wybrałem jakieś beznadziejne miejsce na postój, to jak tylko wysiadłem z autka, pogoniłem lalunię i odstawiłem papierową torbę z jedzeniem gdzieś na maskę, trochę rozejrzałem się po okolicy, zachwycając niezwykłym widokiem (lol). Czy raczej udając, że zachwycam, żeby może Tremblay wreszcie wystawiła swój nos poza wygodną furę, którą ze dwa lata temu dostałem od dziadka od razu jak zdałem prawko. No, dziadek Garcia to wiedział co robi hehe. – To popatrz ile byś straciła – rzuciłem trochę zbyt pewny siebie, bo zaraz to z taką nieco krzywą miną obróciłem się wokół własnej osi, żeby Lemonce pokazać uroki przyrody jakiejś zabitej dechami dziury, w której wylądowaliśmy. I trochę aż poczułem się jak w Deep Lakes, bo wszystkie te góry wyglądały identycznie. – Nie no lalunia, bo zaraz się na siebie obrazimy – stwierdziłem nagle takim na maksa poważnym tonem głosu, trochę się drocząc, a trochę serio OBRAŻAJĄC, że już chyba nie pamięta po co tu przyjechaliśmy. Znaczy po co konkretnie TU, to ja sam tak naprawdę nie wiedziałem, ale PO CO, to wiadomo. Na RANDKĘ, nie? – A te nowe to serio jakieś nowe, czy po prostu nowa buteleczka? – i znowu się głupio zaśmiałem, z początku jeszcze wzbraniając przed powąchaniem, bo jeśli to serio miały być cały czas te same mdłe perfumy, które tak krytykowałem przez ostatnie dwie randki, to musiałaby mnie Lemonka zaraz reanimować. – Dobra, dawaj, przysuń się trochę – no ale skusiła mnie w końcu tą odsłoniętą szyjką i wystawianiem się specjalnie tak, żebym miał lepszy dostęp, do sprawdzania perfum oczywiście, więc delikatnie złapałem ją na wysokości bioder i nachyliłem, żeby wystawić swoją profesjonalną ocenę. – No takie 5/10 tym razem. Dostaniesz ode mnie jakieś lepsze – i żeby nie kusić losu, jeszcze szybciej niż przysunąłem już się odsuwałem, sięgając po frytki które wcześniej zabrała, a które już po chwili pakowałem do swojej buzi.
     
    imię / nick:hiacynta
    multi:heh
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    Próbuję być czuła

    ZAJĘCIE


    ale wiecznie to się nie da

    UCZUCIA




      
    Lemon "esme"
       Tremblay

      
    "Gdy wybuchasz śmiechem, a nie złością, jesteś dla mnie bomba

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 22:11


    Uroczy był jak się tak złościł, a jeszcze bardziej jak jej tak szybko wybaczał. Głównie dlatego z taką radością uprzykrzała mu życie, w tym wypadku jazdę, starając się jednak pamiętać o względach bezpieczeństwa. Może i była nieprzewidywalna, ale bezpieczeństwo na drodze bardzo sobie ceniła. Dlatego też jego telefon grzecznie spoczywał w jej dłoniach gdy jechali i to ona zmieniała muzykę żeby przypadkiem Romek nie musiał robić na DJ'a. Zaskoczony będzie nagłą zmianą strony głównej na swoim youtubie po tej randeczce. Za każdym razem jak wyskoczy mu jakaś chora nuta przypomni sobie o Lemonce. Bardziej romantico już być nie mogło.
    Powiedźmy, że na dłuższą chwilę zawiesiła wzrok na widok, który może i rzeczywiście zapierał dech w piersiach, ale jej głównie to dech zapierało jedzenie. Dlatego poszło na pierwszy ogień, później Romek i jego beznadziejny gust, co udowodnił po raz kolejny. – Nie wierzę, to już mi je kup, bo ja się dla ciebie więcej tak starać nie będę – prychnęła jeszcze, odsuwając się w udawanej złości od niego. Była przekonana, że sobie żartuje, bo akurat te perfumy były już naprawdę genialne. Mimo, że o wiele bardziej lubiła poprzednie te wydawały się spokojniejsze i wcale nie takie duszące jak poprzednie. Ale co gorsza, ona naprawdę chciała dostać jego aprobatę nawet w tak głupiej kwestii jak perfumy. Oczywiście nie zrobiło jej się przykro ani nic z tych rzeczy, ale na pewno gdyby je ocenił trochę wyżej niż 5/10 czuła się by nieco lepiej niż teraz.
    Zawartość papierowej torebki szybko poprawiła to niezrozumiałe dla niej uczucie, bo gdy ten już napchał sobie buzie fryteczkami ona zanurkowała ręką po burgerki. – Dla ciebie ostry? – zapytała dla pewności wyciągając takiego w czerwonym opakowaniu z rysuneczkami papryczek, a sobie wyciągnęła jakiegoś klasycznego cheesa. Wspięła się na maskę i na niej usiadła, tym razem na poważnie przyglądając się widokowi przed nimi. Poczuła się niesamowicie lekko i przyjemnie, na moment zapominając o ich klasycznych złośliwych zagrywkach. – Zawsze rozgrywamy randki wobec moich upodobań, a jaki jest przepis na idealną randkę Romea Garci? – zapytała wreszcie, gryząc swoją kanapkę i czekając na pytanie, które nurtowało ją już jakiś czas. Prawie na równi z tym jakie perfumy lubi, ale o to może później zapytał. Żeby nie było, że jej zależy czy coś.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:G | L
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    szkoła, lol

    ZAJĘCIE


    gdzie jesteś Julio??

    UCZUCIA




      
    Romeo
       Garcia

      
    "ale było, minęło, nie przewija się do tyłu video

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 22:59


    Nie wierzę, starasz się dla mnie? – w mojej głowie mega śmieszne wydawało się to przedrzeźnianie jej słów, a jak sam siebie usłyszałem w rzeczywistości, to jeszcze głośniej parsknąłem śmiechem. – Kupię, kupię. Ale myślisz że lepszą testerką będzie Vale czy madre? Bo i jednej i drugiej musiałbym w końcu powiedzieć o tych randeczkach – trochę zaciekawiony odpowiedzią Lemonki uniosłem do góry brwi, tak naprawdę jeszcze nie zastanawiając się głębiej nad tym, że moim siostrom to jako pierwszym powinieniem w ogóle sprzedać info, że ja i Tremblay byliśmy już na aż trzech randkach. Może normalnie już dawno byłyby o tym poinformowane, a Bri to nawet szukałaby mi jakiejś fajnej miejscówki w którą mógłbym z Lemon pojechać (i lol, dzięki temu nie utkwilibyśmy w jakiejś nieznanej mi dziurze), aaaale czy to serio były randki? Bo to, czego chciałem, mogło się jednak różnić od tego, jak postrzegała to Tremblay, nie? Niestety. – No ostry. I te drugie frytki też, nie myśl sobie, że wszystkie zabierzesz – a żeby nie było, że tylko się droczę i tak naprawdę całą swoją porcję też jej oddam, to już wyciągałem do przodu rękę, żeby mi wszystko ładnie wręczyła i zajęła się swoim burgerem i swoimi frytkami. Ogólnie to nie miałbym nic przeciwko temu, żeby trochę swojej części oddać Lemonce, ale w dotychczasowym życiu tylko jednej lasce dawałem swoje jedzenie, i była nią Sky. A do czego mnie to doprowadziło?
    No i w sumie na chwilę na tym skończyła się nasza rozmowa, a ja nawet nie miałem zamiaru zaczynać jakiegoś kolejnego tematu przynajmniej dopóki czerwone opakowanie po burgerze nie będzie puste, ale w trakcie pierwszego kęsa Lemonka znowu się odezwała, tym pytaniem wbijając mnie trochę w... maskę? – W sumie to nie wiem, nie? Ta jest póki co spoko – odparłem zgodnie z prawdą, siląc się chociaż na takie krótkie zdanie, bo w dalszym ciągu buzię to miałem całą zapchaną i frytkami, i tym burgerem, którego dobry smak skwitowałem kiwając do samego siebie głową. – A ty jak myślisz? Jest spoko? – dopytałem jeszcze zerkając na lalunię kątem oka i jakoś lepiej usadawiając się na swoim samochodzie, tak jakbym zapomniał już, że przed chwilą na samą myśl o siadaniu na masce krwawiło mi serce. – Ej Lemonka? – a jak już mi odpowiedziała szczerze i prosto z serca (bo tylko takie odpowiedzi przyjmuję jbc!) to trochę się w jej stronę obróciłem, przeciągając w czasie branie kolejnego gryza burgera na rzecz czegoś, co trapiło mnie już dobrych kilka minut. No ogólnie to może i dłużej, bo zacząłem się nad tym zastanawiać gdzieś między pierwszą a drugą randką jaką odbyliśmy, ale lol, do tego to się nie przyznam, nie? Jeszcze w razie gdyby jej odpowiedź miała być przecząca. – Bierzesz te randki na poważnie? No wiesz, tak... serio poważnie?
     
    imię / nick:hiacynta
    multi:heh
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    Próbuję być czuła

    ZAJĘCIE


    ale wiecznie to się nie da

    UCZUCIA




      
    Lemon "esme"
       Tremblay

      
    "Gdy wybuchasz śmiechem, a nie złością, jesteś dla mnie bomba

      

      

      

      

      

      

    2020-07-16, 22:03


    I masz babo placek. Palnęła sobie coś o tym staraniu się, całkowicie nie myśląc o tym jaką przestrzeń do żartów da to chłopakowi. Ale czy naprawdę się dla niego starała? Chyba tak. W końcu ile można słuchać, że go dusi przebywanie w jej towarzystwie? Każdy by miał w końcu dość. Jednak gdyby miała się przyznać przed sobą do czegoś, powiedźmy w momencie swojej śmierci, to pewnie oświadczyłaby wszem i wobec, że naprawdę się dla niego chciała starać. Głównie po to żeby chciał spędzać z nią czas. Tak jak ona z nim powoli zaczynała chcieć spędzać, nawet jeśli połowę tego czasu przeznaczali na standardowe dogryzanie sobie. – Wcale tak nie brzmię. – Oburzyła się jego interpretacją swojego głosu, kwitując to jeszcze uderzeniem go gdzieś w okolicach ramienia. Nie mając, mimo tego, zamiaru wyprowadzać go z myśli, że coś tam dla niego zmieniła żeby im było milej razem. – Vale nie przeszkadzają moje perfumy, sam powinieneś je wybrać. Tylko ciebie tak niemiłosiernie duszą. – Tym razem to ona spróbowała sparodiować jego mimikę twarzy i ton głosu, który prezentował za każdym razem gdy za blisko niego stawała wypachniona swoimi najlepszymi perfumami. Odkaszlnęła nawet, trochę tak jakby właśnie walczyła o ostatni oddech. Oczywiście jej odpowiedź poniekąd miała na celu również uniknięcie ewentualnego powiadamiania reszty rodzinki o schadzkach tej dwójki. Sama nie była pewna czy to aby na pewno dobry pomysł, w końcu miała naprawdę konkretną listę ewentualnych przeciw. Z drugiej strony zrobiło jej się miło, że Romeo chciałby powiedzieć o tym swojej Madre. A może poczuła, że to za duża odpowiedzialność na jej nieustatkowany tryb życia? Może tak naprawdę poczuła się jedynie przerażona myślą, że ktoś miałby wiedzieć o ich randkach, które przecież zwykle prowadzą do czegoś o wiele poważniejszego? Ale czy oni chcieli poprowadzić to… gdzieś? Poczuła nagle nieznany jej całkowicie ścisk w żołądku, twierdząc oczywiście, że to z głodu.
    - Nie chcę twoich fryteczek. Ale mogę gryzka ostrego? – Zrobiła maślane oczęta i już wychylała głowę w kierunku Romkowego burgerka. Sama nigdy w całości by tego ostrego nie zjadła, jednak próbowanie to zupełnie coś innego. – Mogę ci wtedy dać spróbować swojego – rzuciła jeszcze, co by nie wyszła na głodomora. Czekała jedynie na decyzję chłopaka, wystawiając w jego stronę swoją kanapkę.
    - Jest spoko – odpowiedziała zgodnie z prawdą, chociaż jeśli się burgerkiem nie podzielił to mogłaby dorzucić coś złośliwego i uznać tę randkę za gorszą niż dwie poprzednie. Wgryzła się w swoje jedzenie, dopychając je frytkami, więc słysząc swoje imię odwróciła się do Romka z wypchanymi policzkami niezdolna właściwie do niczego innego prócz jakiegoś mruknięcie, co by dać mu znać, że go słucha. I całe szczęście, że taka zapchana była bo pytanie było z grupy tych na które nie miała gotowej odpowiedzi. Wiadomo, że ona całe życie leci na żywioł, ale tym razem czuła, że swoją odpowiedzią może wszystkiego zniszczyć. Nie była jeszcze pewna co jest do zniszczenia, bo między nimi niekoniecznie coś było, ale gdzieś tam w końcowych częściach swojego mózgu czuła jaką moc może mieć jej odpowiedź. Pogryzła więc jedzenie o wiele wolniej niż mogła, przełknęła równie wolno i wycierając buzię chusteczką, dopiero zdecydowała się odezwać. – Mało rzeczy w życiu biorę na poważnie – rzuciła od niechcenia, a że było to super szczere z jej strony miała nadzieję, że też za takie weźmie to chłopak. – Ale myślę, że nie nazywałabym tego randkami gdybym… no wiesz, gdybym tego tak nie traktowała – powiedziała wreszcie, pełna świadomości jak jej odpowiedź właściwie niewiele wyjaśnia. Najdziwniejsze było jednak to, że wcale się przy tym nie uśmiechnęła, ale całkowicie straciła panowanie nad własną mimiką i wydawała się wręcz przejęta swoim wyznaniem. Było to do niej tak niepodobne, że sama siebie nie mogła teraz poznać. Może te nowe perfumy tak na nią działały? Pewnie się za dużo nawdychała. A może to choroba lokomocyjna? Każda wymówka wydawała się odpowiednia w świetle tych dziwnych doznań jakie teraz władały jej organizmem. – A ty? – zapytała, przechylając głowę na bok i wbijając w niego świdrujące spojrzenie. Czekała na jego odpowiedź jak na jakiś wyrok sądu i nawet na moment przestała się zajadać fryteczkami, gotowa na sąd ostateczny.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:G | L
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    szkoła, lol

    ZAJĘCIE


    gdzie jesteś Julio??

    UCZUCIA




      
    Romeo
       Garcia

      
    "ale było, minęło, nie przewija się do tyłu video

      

      

      

      

      

      

    2020-07-18, 23:31


    Auć! Uważaj, bo mi krzywdę zrobisz. I kto cię wtedy do domu odwiezie?? – trochę dramatyzowałem, hehe, jak to ja, ale oczywiście nie będąc dłużnym Lemonkę też pacnąłem gdzieś w brzuch, a przynajmniej tam jeszcze celowałem zanim odsunęła się i równie dobrze mogłem palcem wylądować gdzieś indziej. Nie przeszkadzało mi to jednak w tym, żeby wyszczerzyć się do niej i spoważnieć dopiero, kiedy pojawił się temat perfum. – To wybiorę sam – skwitowałem krótko, ignorując jej przedrzeźnianie i zastanawiając się jeszcze czy faktycznie będzie lepiej kiedy ani mamuśce, ani żadnej z moich sióstr nie będę póki co wspominał o naszych trochę potajemnych spotkaniach. Chociaż jakby mnie same zapytały, to wyśpiewałbym im wszystko od razu, bo aktorem byłem na tyle beznadziejnym, że już przy samym słowie nie bez problemu zwęszyłyby jakieś kłamstwo. Nie bez powodu.
    I chociaż tak naprawdę wcale nie przeszkadzało mi dzielenie się z Lemonką swoją porcją frytek czy tym burgerem, trochę na przekór wywróciłem oczami, udając że wcale mi się jej pytanie nie podoba. – No bierz już – rzuciłem niby niezadowolony, podsuwając jej prosto pod nos burgera i kręcąc w odpowiedzi głową, że ten mój mi wystarczy. – Jedz, wolę swojego – dodałem, pozwalając sobie na to mini kłamstwo, bo wcale bym takim cheeseburgerem nie pogardził i tak naprawdę przypadkiem wziąłem dla siebie ostrego. Ale że całkiem (taaa, całkiem) podobała mi się ta wersja Lemonki, w której była taka najedzona i uśmiechnięta, to postanowilem nie podbierać jej ani tego cheeese'a, ani frytek, gdybym swoje w całości już zjadł. I chociaż przed samym sobą się do tego nie przyznałem, chyba też dlatego z taką łatwością oddałem jej część swojego burgera.
    Nie zdążyłem ogólnie zjeść jakoś dużo, kiedy na tapetę wyszedł temat tej randki i potem wypaliłem nagle to pytanie o tym jak wszystkie nasze spotkania lalunia postrzega, ale jakoś dziwnie ścisnęło mnie w żołądku kiedy nastała między nami ta dłuższa chwila ciszy. Niby rozumiałem, że moment wybrałem sobie idealny, bo Lemonka wyglądała właśnie niczym taki chomik trzymający w policzkach zapas jedzenia, ale no... zestresowałem się trochę, nie? I to już drugi raz w życiu w obecności jakiejś laski, lol. – Tak? – i kiedy powiedziała, nawet jeśli bardzo pokrętnie, że traktuje to wszystko na serio, to poczułem nawet jakąś dziwną ulgę. Roman, co się z tobą dzieje?! No lalunia, przecież ty wiesz, że ja bym nie żartował z czegoś takiego – i o ironio, właśnie sam się zaśmiałem, zupełnie tak jakbym w takim mega poważnym momencie tej powagi nie umiał zachować. Szybko jednak przywróciłem się do porządku, ganiąc w myślach że muszę się ogarnąć, skoro Lemonka tak wyczekuje na jakąś konkretną odpowiedź i... – Też traktuję te wszystkie randki serio – wypaliłem, podsumowując swoje słowa dosyć nerwowym uśmiechem, który zniknął w momencie gdy wpakowałem sobie do buzi kilka frytek. – No i teraz już nie mogę powiedzieć, że na żadnej randce nie byłem. Ty w sumie też nie, wiesz, jakbyś miała zamiar... może kiedyś iść na jakąś z kimś innym.
     
    imię / nick:hiacynta
    multi:heh
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    Próbuję być czuła

    ZAJĘCIE


    ale wiecznie to się nie da

    UCZUCIA




      
    Lemon "esme"
       Tremblay

      
    "Gdy wybuchasz śmiechem, a nie złością, jesteś dla mnie bomba

      

      

      

      

      

      

    2020-07-24, 11:23


    - Sama się odwiozę. – Wytknęła mu język, bo w takich momentach z dumą sobie przypomniała jak zdała prawko za pierwszym razem. To, że aktualnie wolała nie wsiadać za kółko i pewnie gdyby miała stąd wrócić skończyłoby się na złapaniu stopa lub autobusu to nic nie znaczy. Ważne, że raz na jakiś czas mogła sobie przyodziać pawie piórka, nawet jeśli to całe prawko nie miało dla niej najmniejszego znaczenia. – Ej! – odkrzyknęła gdy poczuła jego palec w okolicach brzucha, niebezpiecznie blisko piersi. Nie to żeby nie chciała poczuć tam jego dotyku hehe, ale wolałaby aby było to nieco delikatniejsze. Na jakieś perwersje jeszcze przyjdzie czas. – Kobiet się nie bije, zapomniałeś? – To, że mama go tego nauczyła nie miała wątpliwości, więc jedynie chwilowy zanik pamięci z jego strony miał sens. Musiała przy tym oczywiście obrać najbardziej zraniony wyraz twarzy, a przy tym krzyżując ręce na piersi co by nie wpadł na genialny pomysł by powtórzyć swój dżentelmeński gest. – Możemy też wybrać jakieś razem – zaproponowała. Ucieszona faktem, że wiadomość randkowania dotrze do reszty familii Garcia z opóźnieniem, gotowa była nawet na tego rodzaju poświęcenia. – W ramach czwartej randeczki możemy sobie skoczyć na poszukiwanie perfum idealnych – dorzuciła niewiele myśląc o tym, że znów ledwo zaczynają jedną, a ta myślami jest już na kolejnej. Nie miała jednak najmniejszego zamiaru rezygnować ze swojej propozycji, więc by tylko zneutralizować wydźwięk propozycji rzuciła się do papierowej torby jakby propozycja nie miała aż takiego znaczenia. Dla Lemonki chyba jednak miała i nieco ją to już przerażało.
    Uśmiechnęła się szeroko kiedy ten zgodził się na podzielenie się jedzonkiem i za pozwoleniem Romka odgryzła kawałek jego burgerka, brudząc się przy tym sosem. Szybko wytarła resztki chusteczką, po czym poczuła powód dla jakiego owy burger klasyfikuje się jako ostry. – O kurczę, rzeczywiście ostry – skomentowała bardziej do siebie niż do chłopaka i w pośpiechu zaczęła szukać jakiegoś picia, co by popić ogień w buzi. Mimo sympatii do ostrego jedzenia, z reguły znosiła je bardzo słabo. Tak jak teraz kiedy jej twarz zalał już czerwony rumieniec, a oczy nerwowo szukały chociaż butelki wody. W końcu coś znalazła – czy to w torbie czy coś w samochodzie – ale na szczęście udało się uratować przed spaleniem. – Widać, że płynie w was ta meksykańska krew – powiedziała tylko, jeszcze trochę rozanielona napojem w ustach.
    I gdzieś w międzyczasie znów się zalała rumieńcem, mając nadzieję, że nie widać tego tak bardzo, bo gdy wszedł temat prawdziwości tych randek to poczuła się po prostu dziwnie. I wielka szkoda, że nie dało się tego wszystkiego przepić, bo ewidentnie nie radziła sobie z tego rodzaju presją i oczekiwaniem. Pierwsza część wypowiedzi nie napawała nadzieją, głównie przez śmiech Romka, szybko jednak zreflektował się pozornie szczerą odpowiedzią. I musiałaby skłamać jeśli miałaby powiedzieć, że nic to dla niej nie znaczyło, bo coś tam się w jej organizmie pozytywnego zadziało. Tylko jako osoba całkowicie niedoświadczająca takich rzeczy wcześniej nie bardzo wiedziała, co to jest.
    Zaśmiała się, tak całkowicie serio, bo ją to niemiłosiernie rozbawiło, gdy rzucił propozycję o randkowaniu z innymi osobami. Aktualnie nie wyobrażała sobie żeby przy kimś innym się wydurnić i bawić w tego typu randeczki. Z Romkiem wyszło to na tyle naturalnie, że wejście w to wydawało się po prostu zrządzeniem losu. Typowe jednak randkowanie było dalekie od tego, co chciałaby Lemonka osiągać w swoim życiu. – Najpierw muszą mi się znudzić te z tobą żebym chciała iść na inne – powiedziała wreszcie. – Ale jeśli ci zależy możemy sobie wybrać jakiś potencjalnych partnerów na przyszłe randki. – Nie mogła dać po sobie przecież poznać, że te spotkania z chłopakiem to chyba znaczą coś więcej niż powinny. Rzuciła propozycję z lekkim bólem, bo jeszcze jej brakowało słuchania o tym jaką pannę chciałby widzieć u swojego boku. Musiała stwarzać jakieś pozory obojętności, chociażby dlatego, że Romek właśnie taki wydawał się w stosunku do niej. Na szczęście wpadła na genialny pomysł w którym nie musiała wcale słuchać o idealnych laskach z ust chłopaka. – Ja wybiorę kogoś tobie, ty kogoś mi. Zaczynasz.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:G | L
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    szkoła, lol

    ZAJĘCIE


    gdzie jesteś Julio??

    UCZUCIA




      
    Romeo
       Garcia

      
    "ale było, minęło, nie przewija się do tyłu video

      

      

      

      

      

      

    2020-07-25, 21:12


    No tą furą to na pewno nie – rzuciłem w odpowiedzi taki pewny siebie, że za nic w świecie nie pozwolę Lemonce usiąść za kółkiem auta, które zaraz po zdaniu prawka dostałem od dziadka. Dbałem o ten samochód tak, że chyba nikt nigdy nie widział takiej czystości w żadnym innym aucie i tego miałem zamiar się trzymać - nie bez powodu zabroniłem Tremblay ruszać tego burgera zanim dojechaliśmy w to przypadkowe miejsce i zanim wysiedliśmy na zewnątrz. Ale fakt, że w dalszym ciągu siedzieliśmy na masce musimy akurat pominąć, na to nie mam wytłumaczenia.
    W geście obronnym uniosłem do góry rączki, robiąc minę typu gdzie, ja? jakbym śmiał!, mówiącą za siebie lepiej niż gdybym użył jakichkolwiek słów do tłumaczenia tego, że próbowałem gdzieś tam ją dźgnąć. Rzeczą jasną było przecież to, że dla mnie to żadna przemoc i wcale Lemonki nie chciałem tutaj uderzyć, a jedynie podroczyć się z nią w nieco inny niż dotychczas sposób, nie zapominając oczywiście o tych słownych zagrywkach. Może też dlatego w pierwszym momencie nie zczaiłem, że lalunia to tak o tej czwartej randce mówi całkiem na poważnie i zamiast jakiegoś potwierdzenia, ja debilnie się zaśmiałem. Brawo Garcia. – Czwartej mówisz? – odezwałem się dopiero po jakiejś dłuższej lub krótszej chwili, kiedy dotarło do mnie to, że Lemon naprawdę właśnie proponuje mi randkę. Po raz pierwszy taką z jej inicjatywy, a nie mojej, ale może w ten właśnie sposób wdrażała do życia zasady z tej swojej śmiesznej stronki dotyczącej randkowania? Pojęcia nie miałem co tam jest napisane, więc pozostawało mi wierzyć jej na słowo, ale jeśli jedną z rad było wzięcie spraw w swoje ręce, to zrobię normalnie pokłony do tego, kto to napisał. Bo teraz to mi serio zaimponowała. – A chętnie. Tak to możesz mnie częściej na jakieś zapraszać, nawet dam ci gwarancję, że nie odmówię – zafalowałem aż tak śmiesznie brewkami, trzymając się jednak tego poważnego wyrazu twarzy, żeby wiedziała, że ja mówię całkiem serio. I kolejnych randek wcale nie chcę odmawiać. – No uważaj, może poparzyć – trochę po fakcie, ale jednak ją ostrzegłem, kiedy poczuła już ten ostry sos w moim burgerze. Może faktycznie ja byłem do tego przyzwyczajony choćby dlatego, że w naszym domu to tatusiek ciągle używał jakichś ostrych rzeczy do jedzenia, a ja idąc w jego ślady, ciągle czegoś nowego próbowałem. Nie miałem pojęcia czy Tremblay ma w sobie jakieś południowo amerykańskie geny, żeby mieć rodzinę która by jej podobnych rzeczy uczyła, ale i tak pokazałem jej gdzie znajdzie wodę, licząc, że chociaż dzięki niej będzie jej trochę lepiej.
    A potem to już zebrało mi się na te szczere wyznania, zupełnie do mnie niepodobne. Szczególnie ta końcówka mojego zdania, która z jednej strony wypowiedziana była z jakiegoś rodzaju niechęcią a z drugiej... no muszę przyznać, liczyłem na odpowiedź, że teraz na żadne inne randki chodzić nie chce. I się nie przeliczyłem. – Co? – a może jednak przeliczyłem? Zbyt szybko zacząłem się cieszyć, że Lemon wcale nie uważa tych naszych wypadów za miasto czy na dach mojego dachu za nudne, bo kiedy ja już powoli szeroko się uśmiechałem, ona wyskoczyła z tym swoim pomysłem. – Jak wybierzesz mi siebie to pójdę. A jak nie to muszę się mocno zastanowić. Kto niby miałby ci dorównać? – zaśmiałem się głupio, milknąc po tych słowach tak, jakbym miał zamiast zastanawiać się nad potencjalnym partnerem dla Lemonki. Problem jednak w tym, że wcale nikogo nie chciałem jej proponować, więc odłożyłem tylko resztę swojego burgera do jakiegoś papierowego opakowania i wziąłem od niej butelkę z wodą. – Mówiłem serio, wiesz? Dobrze się z tobą bawię – i normalnie bardziej ckliwego momentu podczas tej naszej randki już być nie mogło, więc niewiele myśląc odstawiłem też butelkę, a dłonie ulokowałem gdzieś na talii Tremblay, żeby po chwili pocałować ją tak, jakbym całą drogę w to miejsce na to czekał. I może tak naprawdę trochę czekałem, bo kiedy już miałem odsunąć się zaledwie kilka centymetrów żeby coś dodać, robiłem to z jakąś nieznaną mi dotychczas niechęcią. – Mogę wybrać siebie?
     
    imię / nick:hiacynta
    multi:heh
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    Próbuję być czuła

    ZAJĘCIE


    ale wiecznie to się nie da

    UCZUCIA




      
    Lemon "esme"
       Tremblay

      
    "Gdy wybuchasz śmiechem, a nie złością, jesteś dla mnie bomba

      

      

      

      

      

      

    2020-07-26, 22:11


    Z początku to się nieco zlękła tego dopytania o czwartą randkę. I już naprawdę miała serdecznie dość tego jak się przy Romku zaczynała czuć, bo przecież ona potrafiła mówić najbardziej porąbane rzeczy na świecie i nie czuć ani grama wstydu czy obawy przed konsekwencjami. A teraz, przy kimś kto przez tyle czasu był bratem jej psiapsi, nagle zaczynała czuć jaką moc mogą mieć jej słowa. Obawiała się, że go przestraszy, a jeśli do tego dojdzie on już nigdy nie będzie chciał się z nią spotkać. Wiedziała jacy są faceci, więc zanim się odezwał to była przekonana, że oto właśnie przekroczyła magiczną granice zepsucia wszystkiego co można było zepsuć. – A, że w tym sensie – odetchnęła z ulgą, kierując swoje słowa chyba bardziej do swojego wewnętrznego cytrynkowego umysły niż do samego zainteresowanego. To też pewnie spojrzał się na nią dziwnie kiedy wyjechała z tą totalnie wyrwaną z kontekstu odpowiedzią. – To jesteśmy umówieni – skwitowała już nieco rozsądniej i napchała sobie buzię frytkami. Oczywiście robiąc to z pełną gracją, finezją i innymi takimi. Musiała być w końcu hot laską przy nim, a nie jakimś obżarciuchem. – Zwykle ludzie czekają z podjęciem decyzji o kolejnej randce tak kilka dni po poprzedniej. Nawet tutaj łamiemy podstawy randkowania. – Uśmiechnęła się do niego zadziornie, bo naprawdę jej się taki tryb randkowania podobał. Już nawet nie chodziło o te randki, ale o całokształt czasu jaki zaczęli ze sobą spędzać. I jak płynnie przechodzili od jednego do kolejnego, niemal zapominając o tym jacy byli dla siebie jeszcze kilka tygodni temu. A może ona zawsze tak na niego patrzyła? Przez dosłownie chwilę, gdzieś między tym tematem, a tym poważniejszym co nastąpił, zaczęła analizować czy jej się Romeo już wcześniej podobał. Czy przypadkiem nie zawieszała na nim wzroku jak wypatrzyła go w szkolnej stołówce? Czy aby na pewno nie specjalnie wpadała na niego w łazience w domu Garcia? Może była na tyle upośledzona pod względem realnego zauroczenia kimś, że zupełnie nie zauważyła, że zachowywała się jak typowa zakochana laska. Ale nie miała okazji sobie tego potwierdzić czy zanegować, jako że przeszli do tego super poważnego tematu.
    Gdyby miała lepszą świadomość własnej emocjonalności ogarnęłaby dość sprawnie, że jej reakcja na odpowiedź chłopaka świadczyła mniej więcej o tym, że coś tam jej zaczyna zależeć. Była jednak wybrakowana konkretnie pod tym względem, więc zanim zabrał jej wodę to ona przepiła to dziwnie uczucie w żołądku gotowa już wystawić burgerowni z której mają jedzenie jedną gwiazdkę. Na bank miała przeterminowane mięso albo niedopieczone frytki.
    - Wiadomo, że nikt nie może mi dorównać – prychnęła żartobliwe, odgarniając nawet włosy w tym typowo fabulousowym geście. Oddała bez gadania butelkę wody i na dłuższą chwilę zatrzymała spojrzenie na dłoniach Romka zabierających butelkę. Głównie chyba dlatego, że gdyby podniosła wzrok pewnie zawiesiłaby się na jego ustach. Dłonie wydawały się nieco bezpieczniejsze. – Tak? – dopytała zadziornie, podnosząc wreszcie spojrzenie na niego, co miało nawet sens, bo zaraz dłonie i tak znalazły się na jej talii i już nie mogłaby się w nie wpatrywać. Chwilę więc, dosłownie, wzrok utkwiła na ustach co od nich tak umiejętnie uciekała aż poczułam je na sobie. I jak nie ona niemal rozpłynęła się na masce samochodu, ucieszona jak dziecko tym co się właśnie wydarzyło. W szoku też nieco była, więc gdy się odsunął potrzebowała sekundki na ogarnięcie co się właśnie stało.
    - Muszę pomyśleć – odparła w odpowiedzi na jego pytanie, po czym sama ułożyła swoje dłonie na jego policzkach i przyciągnęła bliżej siebie żeby z całą namiętnością wbić się w jego usta. Smakowały jeszcze resztkami tego ostrego burgerka i pewnie gdyby nie to, że bała się, że zaraz zacznie ją piec jak wcześniej, nigdy by się od niego nie odsunęła. – Po dłuższym zastanowieniu i tentegowania w głowie zdecydowałam, że możesz wybrać siebie, ale tylko jeśli ja też mogę wybrać siebie – oznajmiła niby wcale nie zainteresowana jego reakcją, ale jako że nagle straciła ochotę na jakieś udawanki przed nim to po prostu wyszczerzyła się jak głupia w jego stronę. I chwilę tak patrzyła, totalnie odstrzelona od rzeczywistości, próbując zrozumieć co się właśnie dzieje. – Jakie atrakcje jeszcze na dziś zaplanowałeś?
     
    imię / nick:Mańka
    multi:G | L
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    szkoła, lol

    ZAJĘCIE


    gdzie jesteś Julio??

    UCZUCIA




      
    Romeo
       Garcia

      
    "ale było, minęło, nie przewija się do tyłu video

      

      

      

      

      

      

    2020-07-29, 13:12


    Parsknąłem mocno śmiechem, przyglądając się Lemonce zapychającej swoją buzię frytkami, ale absolutnie nie z tego powodu ja się tutaj śmiałem! Rozbawił mnie akurat fakt, że kolejną rzecz robimy po swojemu, a nie jak normalni ludzie, którzy umawiają się na następne spotkania po jakimś czasie od poprzednich, całują może na trzeciej albo i ósmej randce, chociaż ogólnie ciężko jest określić kiedy już się powinno, no i przede wszystkim podchodzą do tych randek poważnie od samego początku. Czyli zupełne przeciwieństwo tego, co robiliśmy my. – Jakoś mnie to nie dziwi. Są w ogóle jeszcze jakieś zasady, które możemy złamać? Czy już zaliczyliśmy wszystko? – nie ukrywałem nawet tego rozbawienia, biorąc do ręki kilka frytek z opakowania Lemonki i zupełnie nic nie robiąc sobie z tego, że właśnie podkradałem jej jedzenie, gdzieś z boku mając jeszcze swoje. Nawet uśmiechnąłem się do niej tak ładnie, jakbym co najmniej chciał odwrócić jej uwagę od tego, że zaraz będzie miała mniej dla siebie. A przysięgam, nic takiego świadomie nie kombinowałem! Gotów nawet byłem w zamian za to oddać jej całą swoją porcję i... i jak tak o tym pomyślałem, zacząłem sobie uświadamiać, że ja to wszystko serio traktuję na maksa poważnie! Nigdy dotąd nie miałem w zwyczaju oddawać komuś swojego jedzenia, więc kiedy bez żadnego problemu myślałem o tym, że Lemonce dałbym wszystko co mam, wiedziałem już, że coś jest nie tak. I to nie tak nie miało oznaczać wcale czegoś negatywnego. Po prostu było... inaczej.
    Do tego stopnia, że z każdą kolejną minutą czy zdaniem jakie któreś z nas wypowiedziało, coraz bardziej zaczynałem to zauważać. Nie chcąc odpowiadać jej wprost, że no tak, naprawdę dobrze się bawię, co powiedziałem przecież dosłownie przed chwilą ubierając to w prawie takie same słowa, tym razem po prostu ją pocałowałem. Ale nie był to taki pocałunek jak te w kuchni czy jeszcze wcześniej w moim pokoju, kiedy żadne z nas nie traktowało tych randek na poważnie. Starałem się być czuły i delikatny, poniekąd uświadamiając sobie że... no kurwa, Lemon totalnie nie jest jakąś pierwszą lepszą laską, którą chciałbym trzymać w objęciach tak, jak trzymałem ją teraz. Nic więc dziwnego, że nie chciałem się od niej odsuwać, a kiedy po moim krótkim i miałem nadzieję, że retorycznym pytaniu to Tremblay ponownie złączyła nasze wargi, poczułem nagle takie dziwne, ale przyjemne uczucie pochodzące gdzieś z środka, jakiego wcześniej to raczej nie znałem. – Deal – skwitowałem od razu jej propozycję, na sam koniec dając jeszcze takiego krótkiego buziaka w sam środek ust, po którym uwolniłem Lemon ze swoich objęć, mając zamiar wrócić do dokończenia tego stygnącego burgera. Chociaż nie ukrywam, że zamiast jedzenia znacznie bardziej wolałbym robić coś innego. – A co byś chciała? – zapytałem jeszcze, poniekąd ze względu na brak żadnego konkretnego pomysłu. – Bo wiesz, ja to z tobą nawet do Paryża bym mógł polecieć, ale chyba nie starczy nam dziś czasu – wyszczerzyłem się głupio, czekając na jakąś odpowiedź, chociaż gdybym tylko miał ze sobą jakieś ciuchy na zmianę, to może nie do Paryża, ale byłbym gotowy pojechać na najbliższe lotnisko i kupić pierwszy lepszy bilet do jakiegoś stanu. W sumie Vegas w podobny sposób kilka miesięcy temu zaliczyłem, nie? – Jezioro?
     
    imię / nick:hiacynta
    multi:heh
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    Próbuję być czuła

    ZAJĘCIE


    ale wiecznie to się nie da

    UCZUCIA




      
    Lemon "esme"
       Tremblay

      
    "Gdy wybuchasz śmiechem, a nie złością, jesteś dla mnie bomba

      

      

      

      

      

      

    2020-08-03, 17:27


    Nie miała pojęcia, że jakieś głupie zasady z jakieś głupiej strony o randkowaniu wypłyną na jej życie w tak dosłowny sposób. Sam fakt tego jak kurczowo trzymali się łamania tych konkretnych zasad był przezabawny i sprawił jej jakąś dziwną satysfakcję. A to pytanie Romka to aż poruszyło jej najdziksze receptory mózgowe, bo nawet nie pamiętała co tam jeszcze im zostało do zaliczenia. Doskonale wiedziała KTO jeszcze jej został do zaliczenia, a świadomość, że właśnie może to byłoby kolejną złotą zasadą do złamania urodziło w niej przeogromną chęć do zweryfikowana przypuszczeń. Tyle tylko, że przerażona rozwojem sytuacji i obawą o rychłą śmierć tego randkowania wolała jeszcze poczekać z tymi najodważniejszymi czynami.
    - Pewnie coś tam jeszcze jest. – Poruszyła zabawnie brwiami, spoglądając na niego porozumiewawczo. Bo chyba logiczne czego jeszcze nie przyszło im zrobić? A była pewna, że właśnie tego konkretnego czynu zabraniają na każdej możliwe randce, dodając milion wykrzykników pod groźbą spalenia wszystkiego co się tylko da. I głównie z tego powodu nie chwyciła po telefon i zostawiła to kwestii domniemań. W końcu sama nie chciała tego wszystkiego zepsuć. A te wszystkie wątpliwość co je jeszcze chwile temu miała to puściła nagle mimo uszy dzięki pocałunkowi. Nagle wszystko zrobiło się jaśniejsze i udawane randkowanie, stało się w pełni realną akcją.
    Uśmiechnęła się promienne, nie udając już tej okropnej obojętniej miny, po czym wybuchła śmiechem na pomysł o Paryżu. Co prawda dla niej to byłby żaden problem żeby zrealizować najbardziej szaloną przygodę jaka urodzi się w głowie chłopaka, a wymówka o braku czasu byłaby do zaorania w trzy sekundy. – Myślę, że mają w Paryżu trochę ładnych jezior – powiedziała zadziornie, bo przy niej to lepiej takich propozycji nie rzucać. Już zastanawiała się czy gdzieś we Francji rodzice mają kwaterę firmową albo wakacyjną i była prawie pewna, że tak. Tylko jako, że chwalenie się pieniędzy nie było w jej stylu to sobie odpuściła. Zsunęła się z maski samochodu, sprzątnęła bałagan po skończonym jedzeniu i wyszukała wzorkiem najbliższy śmietnika. – Ale tutaj też na pewno jakieś jest. Sprawdź na mapce. – Zgarnęła resztę śmieci co by je wyrzucić żeby w tym czasie Romek miał czas ustalić ich nowy punkt wycieczki. – Tylko oby było gdzieś na odludziu, bo nie mam stanika pod tą sukienką – dodała jeszcze zanim oddaliła się do śmietnika, zostawiając go samego z poruszoną wyobraźnią i wcale nie łatwym zadaniem.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:G | L
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    szkoła, lol

    ZAJĘCIE


    gdzie jesteś Julio??

    UCZUCIA




      
    Romeo
       Garcia

      
    "ale było, minęło, nie przewija się do tyłu video

      

      

      

      

      

      

    2020-08-03, 21:11


    Jakoś dziwnie pewny byłem, że pomyśleliśmy o dokładnie tej samej zasadzie, kiedy Tremblay niby obojętnie rzuciła, że jakieś jeszcze gdzieś tam są. Może to ten uśmiech, a może to porozumiewawcze spojrzenie, ale zamiast dopytywać i dalej drążyć temat, po prostu głupio się wyszczerzyłem, potem już tylko pozwalając sobie na kilka pocałunków, które jeszcze bardziej pobudziły moją wyobraźnię. Miałem zresztą nadzieję, że nie tylko moją i że wbrew pozorom Lemonka też zamiast jedzenia tego burgera wolałaby robić coś innego. Może niekoniecznie latać do Paryża, na propozycję którego tak się zaśmiała że i ja trochę parsknąłem, ale... no. – W Paryżu to mają inne zajebiste rzeczy – rzuciłem pewny siebie, wiedząc że to tam jest wieża Eiffla i może jeszcze jakieś inne kultuowe budowle, o których na pewno kiedyś w szkole się uczyliśmy ale których teraz już nie pamiętałem. I nawet nie miałem po co pamiętać, bo jak się okazywało, Lemon chyba wolała te nasze, kanadyjskie jeziora, wyglądające pewnie identycznie jak te w Deep Lakes i każdej innej dziurze w Kolumbii Brytyjskiej. A mi w to graj, bo przynajmniej tam mogłem zawieźć ją jeszcze dzisiaj. – No już już, szukam – na szybko wziąłem ostatniego gryza burgera do ust, błagalnym wzrok posyłając Tremblay zbierającej te śmieci, żeby wzięła też moje, po czym zwinnym ruchem wyjąłem telefon i włączyłem mapy. Dzięki temu dowiedziałem się też jak nazywa się to miasteczko w którym właśnie byliśmy, ale nazwa była tak trudna, że i tak jej nie powtórzę. No i jednak moją uwagę zaprzątał właśnie zupełnie inny fakt. – Trudno Tremblay. Najwyżej będziesz się kąpać w tej kiecce – niby obojętnie wzruszyłem ramionami, posyłając jej jakiś taki cwany uśmieszek, po którym na szybko znalazłem najbliższe jezioro i postawiłem na nim pinezkę. Szczerze mówiąc nie miałem jednak pojęcia czy jest jakoś bardziej na odludziu, czy przez super pogodę dookoła nas będzie mnóstwo ludzi, ale postanowiłem zaryzykować. – Dobra mam, chodź lalunia – gestem ręki pokazałem jeszcze Lemonce żeby już wracała, zamiast rozglądać się na boki skoro i tak nic tam nie było, po czym wsiadłem do auta. A jak do mnie dołączyła, włączyłem radio i powoli ruszyłem w drogę. – W sumie to blisko mamy, bo według mapy to jest... o, tam – nawet jej palcem mniej więcej wskazałem w którą stronę jedziemy, chociaż i tak zza drzew powoli wyłaniała się już woda. No i nawet na pierwszy rzut oka nikogo w pobliżu nie było. – Słuchaj, wygląda na to, że jednak będziesz mogła zdjąć tą sukienusię, żeby się nie pomoczyła – i puściłem jej oczko, resztę tej krótkiej drogi milcząc, aż zaparkowałem furę gdzieś na uboczu i idąc w ślady Lemon wysiadłem na zewnątrz, ciesząc się jak dziecko na tą kąpiel w jakimś dzikim jeziorze.
     
    imię / nick:hiacynta
    multi:heh
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    Próbuję być czuła

    ZAJĘCIE


    ale wiecznie to się nie da

    UCZUCIA




      
    Lemon "esme"
       Tremblay

      
    "Gdy wybuchasz śmiechem, a nie złością, jesteś dla mnie bomba

      

      

      

      

      

      

    2020-08-04, 22:16


    Lemonka to nie musiała się zastanawiać co mają w Paryżu, bo doskonale wiedziała jakie dzieła architektury dzierży ten europejski kraj. Tyle tylko, że ona to wyjątkowo francuzów nie lubiła ze względu na ich przekonanie o wyższości języka francuskiego nad każdym możliwym. Może i był melodyjny, wyrafinowany i w ogóle, ale jak składała zamówienie po angielsku to gotowa była na skończenie na szubienicy. Niemal dostrzegała te ich zabójcze spojrzenia i głośne westchnienia. O nie nie, nie miała teraz zamiaru tak świetnej randki kończyć w tak beznadziejnej społeczności. Szczególnie kiedy za cel obrali sobie jezioro, które w ich mieście można było zobaczyć co kilka metrów. Miała nadzieję, że w owym tajemniczym mieście w jakim się aktualnie znajdowali też znajdą jakąś fajną miejscóweczkę. Szkoda marnować taką pogodę, i przede wszystkim taką okazję do zobaczenia Romka bez koszulki. Tyle tylko, że tej drugiej myśli to na pewno na głos nie powie.
    - Taa, w sukience – wywróciła oczami, nie mając najmniejszego zamiaru tak świetnej sukienki moczyć w jakimś bajorze. Jeśli miała skończyć w wodzie to tylko półnaga. Taką miała hierarchie wartości i nic nie można było na to poradzić. Wyrzuciła śmieci i niemal w podskokach wróciła do chłopaka, od razu wsiadając do samochodu. Udawała nawet, że wcale ją nie ciekawi gdzie pojadą tym razem, chociaż w środku ją skręcało od tego, że nie wie gdzie jest ani jak daleko do tej wody. I aż spojrzała na niego jak na ostatniego debila gdy jej palcem pokazał drogę nad wodę, bo ona to jedynie drzewa widziała i tyle. Zaufała mu oczywiście i tę krótką trasę dała mu spokój od swojego gderania, podśpiewując za to piosenkę, która akurat leciała w radiu.
    - Muszę się dowiedzieć czy takie negliże są dozwolone na trzeciej randce – odparła zadziornie. Nijak miało to związek z prawdą, bo przecież już sobie to i owo w głowie założyła. Kąpiel miała mieć miejsce choćby mieli szukać ustronnego jeziora cały dzień. Na całe szczęście gdy zaparkowali Lemonka była już pewna, że znaleźli się w dokładnie wymarzonym przez nią miejscu. Nawet z parkingu niewiele było widać, a szczególnie jeśli chodzi o brzeg jeziora. A chodziło przecież o to żeby żaden zbok czy inny gwałciciel jej nie podglądał. Jej i Romka, bo on to też hot był i pewnie nie jeden zawiesiłby na nim swój świdrujący wzrok. – No chodź. – Ponagliła go, sama zbiegając z niewielkiej górki prosto nad brzeg jeziora. Rozejrzała się jeszcze po okolicy co by upewnić się, że żadnych staruszków czy dzieci nie zgorszy swoimi cyckami po czym jednym, zwinnym ruchem pozbyła się sukienki. Zaprezentowała się wodzie w samych majtkach i nie odwracając się do chłopaka wbiegła do wody. Zanurzyła się w orzeźwiającej wodzie, czując jak jej wszystko drętwieje od zimna. Wystawiła głowę na wierz i dopiero wtedy odwróciła się w stronę Romka. Zatrzepotała rzęskami, odgarniając z twarzy poprzyklejanie, mokre włosy. – Jest lodowata – skomentowała chichocząc i poganiając go ręką żeby szybko do niej dołączył.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:G | L
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    18

    wiek


    szkoła, lol

    ZAJĘCIE


    gdzie jesteś Julio??

    UCZUCIA




      
    Romeo
       Garcia

      
    "ale było, minęło, nie przewija się do tyłu video

      

      

      

      

      

      

    2020-08-07, 16:54


    To sprawdzaj szybko, bo już dojeżdżamy – rzuciłem z przekąsem kiedy zza tych drzew, które Lemonce wcześniej przysłaniały widok, powoli wyłaniało się jedno z miliona jezior które pewnie były w okolicy. Może też dlatego nad tym konkretnym chyba nikogo poza nami nie było, a przynajmniej tyle byłem w stanie określić tak na pierwszy rzut oka, kiedy już wysiedliśmy z autka i powoli rozejrzeliśmy się po okolicy. – I co znalazłaś? Pozwalają czy nie? – dopytałem jeszcze po chwili, bezpardonowo śmiejąc się pod nosem, przekonany, że niczego takiego w żadnych poradnikach o randkowaniu nie piszą. Tremblay była więc zdana tylko samą siebie, bo ja absolutnie nie miałem zamiaru do niczego jej namawiać ani tym bardziej niczego zabraniać. Więc kiedy ponagliła mnie zbiegając już po górce w stronę wody, dalej głupio się szczerząc po prostu wzruszyłem ramionami i nieco wolniejszym krokiem ruszyłem w jej kierunku. Nie śpieszyło mi się aż tak bardzo, żeby zanurzyć się w tej zimnej wodzie, więc zanim w ogóle pojawiłem się na tej małej plaży gdzieś obok zrzuconej lemonkowej sukienki, lalunia już pływała i znowu mnie poganiała, tym razem zniecierpliwiona machając ręką. – No idę przecież – rzuciłem w odpowiedzi, w pierwszej kolejności ściągając koszulkę i reagując śmiechem na jej komentarz odnośnie temperatury wody. – To może jednak powinnaś zostać w tej sukience, co? Może by cię ogrzała – nie wiem czy z takiej odległości to widziała, ale nawet puściłem jej oczko, drocząc się jeszcze w kwestii kiecki, która i tak leżała już dawno na piasku. Moje ubrania zresztą szybko wylądowały obok, a ja jeszcze szybciej znalazłem się w wodzie, w samych bokserkach, dzielnie towarzysząc Lemonce w tym rozbieraniu się prawie do naga, lol. Głośno tego nie powiedziałem, ale nie miałbym nic przeciwko, gdyby w trochę innych okolicznościach ściągnąć z siebie i z Tremblay wszystko, łącznie z tą bielizną, w której teraz jeszcze się kąpaliśmy. – No co ty Lemonka, ta woda jest super. Taka akurat – rzuciłem jeszcze, tuż przed tym jak sam zanurzyłem się cały i wypłynąłem dopiero kawałek dalej, zachodząc lalunię od tyłu. I tak musiała usłyszeć kiedy się wynurzałem, ale korzystając z okazji że jeszcze mnie nie widzi, ochlapałem ją dosyć mocno, gotowy do ucieczki zanim zrobi to samo. – Jak ci nadal zimno, to wiesz, może coś na to poradzimy – a że komplenie nie miałem w tej chwili na myśli czegoś, co byłoby kolejną złamaną zasadą na naszej trzeciej randce, tylko to, żeby spróbowała mnie dogonić i trochę się w tej wodzie poruszała, to już sam ruszyłem w przeciwnym kierunku, głupio się do Lemon szczerząc. – No chyba nie będziesz tak cały dzień w jednym miejscu stała, nie?

    dla formalności zt! ;(
     
    imię / nick:hiacynta
    multi:heh
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: