Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-10, 14:40


    - Czy jakbym zaszła w ciążę z gwałtu, to jechałabym sobie radośnie do Vancouver i szczerzyła się do ciebie jak naiwna idiotka? Rusz głową, Marshall, to nie jest trudne – wycedziła z trudem przez zęby. Widać było, że nerwy buzują pod bladą skórą, że najchętniej wybuchłaby całkowicie, że ma już dość tej sytuacji. Chciała tu odpocząć, chciała zapomnieć, tymczasem wspomnienia zalewały ją niepowstrzymaną falą i Grace czuła, jak pod jej wpływem uginają się jej kolana. Miała mdłości, serce pchało się do gardła i tylko ostatkami sił Layton powstrzymywała się przed wycieczką do łazienki i zamknięciem się w niej na zawsze.
    Wolała milczeć, niż powiedzieć coś głupiego. A cisnęło jej się na język dużo głupich słów, i gorzkich słów, i wszystkich innych, które niczego nie poprawiłyby w tej sytuacji. Domyślała się, że jej rozżalone spojrzenie też zbyt wiele nie ułatwia, ale tego nie umiała powstrzymać. Nigdy nie była dobra w prowadzeniu gier, w udawaniu, i teraz też wargi nie mogły wysilić się nawet na ironiczny uśmiech. Po raz kolejny czuła się złamana. Drake łamał ją za każdym razem, brutalnie, nie przejmując się tym, że jest kruchym kwiatem i że trzeba przy niej wiele ostrożności. A ona wciąż i wciąż do niego wracała, w coraz drobniejszych kawałkach. Teraz czuła, że pozostała z niej tylko kolorowa plama na asfalcie.
    Sama się nie spodziewała, że ma tyle siły. Lekcja Sicily jednak najwyraźniej przyniosła efekt. Gdy ostatnio Grace wymierzyła mu policzek, nie poczuł nawet łaskotania. Teraz aż ją zapiekła dłoń. Ale nie poczuła się ani trochę lepiej, nie poczuła dumy, jej złość pozostała na tym samym poziomie, tylko łzy płynęły po bladej buzi całymi strumieniami, niepowstrzymane. Miała wrażenie, że już przenigdy jej oczy nie wyschną.
    - A teraz mi ufasz? Co się nagle zmieniło? Wywiozłeś mnie tu, żebym nie miała jak uciec? Czemu mnie za każdym razem niszczysz, Marshall? Za każdym razem. Za każdym razem, gdy choć trochę dźwignę się z kolan, wkraczasz znów, cały na biało, i znów wciskasz mnie w ziemię. I ja już nie mam siły się podnieść – głos był napięty, wciąż dążył do szlochu, ale Grace trzymała go na wodzy nieprzyzwoitą siłą. Brakowało jej energii choćby na głębszy oddech, pierś drżała niekontrolowanie, a świat zza zasłony łez tracił ostrość. Myślała, że już więcej nie będzie, że to koniec tajemnic, że zaraz będzie mogła zaszyć się w łazience i zalać łzami doszczętnie. Błąd.
    - Współlokatorkę? Super. Już ją zaliczyłeś, czy dopiero masz w planach, gdy wrócisz do Deep Lakes? – złość nagle stopniała, pozostała tylko bezradność. Kark ugiął się lekko, chyba po raz pierwszy w życiu się zgarbiła. Ramiona nieco opadły, podbródek opuścił swoją wojowniczą, wysoką pozycję. Gdy ją objął, zupełnie nie miała siły, by się cofnąć. Nie drgnęła jednak nawet – jedynie szloch co chwilę nią wstrząsał, wyciskając z oczu kolejne łzy, które wsiąkały w jego koszulę.
    - Który raz to mówisz, który? – teraz głos był tylko bezsilnym szeptem. Nie miała pojęcia, co ma zrobić. Nie było żadnej drogi ucieczki, a pozostanie w jego ramionach oznaczało zgodę na kolejne kłamstwa, na kolejne odejścia i powroty, na kolejne wylane łzy. Gdy potrzebowała opieki, był przy niej tylko Nico. Teraz nie było zupełnie nikogo i jedyną osobą, którą mogła zapytać o wyjście z tej sytuacji, była ona sama. Ona, która nie widziała absolutnie żadnego wyjścia.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 00:45


    Odpowiedź na to pytanie nie potrzebowała długiego zastanowienia, chociaż na początku faktycznie lekko się zawahał.
    — Nie — Odparł krótko, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że źle dobrane słowa byłyby strzałem w kolano, a znając jego talent do mówienia rzeczy, których nie powinien, Grace by się więcej do niego nie odezwała. Nie chciał tego, wystarczająco podpadł i spieprzył jej nastrój, sobie przy okazji również. Mógł po prostu nie zaczynać tematu, ale to miasto wydało mu się idealne do tego, by w końcu powiedzieć, jak jest naprawdę.
    W głowie Marshalla wszystko wyglądało lepiej, wyobrażał sobie, że Grace w końcu doceni jego szczerość i zauważy, że naprawdę stara się być wobec niej w porządku. Chyba lepsza najgorsza prawda, niż dalsze brnięcie w kłamstwa i komplikowanie spraw jeszcze bardziej. Potrzebował teraz jakiegoś głosu rozsądku, który mu powie, że zrobił dobrze i nie powinien być na siebie zły. Ten głos rozsądku został jednak w Deep Lakes, i była to jego siostra, chociaż ona potrafiła docenić jego szczerość i jakieś pozytywne cechy, bo wszyscy inni czekali tylko na to, żeby rzucić w niego nieprzyjemnymi epitetami, bądź powiedzieć prosto z mostu, że jedyne co robi to niszczy ludziom życie.
    — Przecież nie robię tego specjalnie. Wolałabyś żebym Cię cały czas okłamywał? Nie ma problemu, mogę to robić dalej, bo przecież wciskanie ludziom kłamstw i niszczenie innym życia, to moje hobby! — Odparł, unosząc ręce w geście kapitulacji, zirytowany bardziej, niż zasmucony. Żaden problem, skoro do tej pory robił to tak świetnie, bo umiał kłamać, będzie robił to znowu. Przykre, że nie potrafiła docenić tego, że w końcu wszystko jej wyłożył, wysypał wszystkie swoje asy z rękawa, zdradzając swoje największe sekrety. Miał dość tego, że nieważne co by się stało, cała wina spadała na niego. Miał w tym swój dział, jak najbardziej, ale cholera, przestał się w to wszystko bawić.
    — Co za różnica? Nie mam zamiaru jej bzykać, mieszka u mnie bo nie ma gdzie się podziać, jedyne co robi w domu to sprząta, rozmawia ze mną i zamawia uber eats, gdy nie ma mrożonego żarcia w lodówce. Nie jest seksualną zabawką, spełniającą moje chore fantazje — Mógłby wyliczyć na palcach co tak naprawdę Hannah robiła w jego domu, układ był prosty. Mieszka u niego, póki się nie usamodzielni i nie znajdzie pracy, reszta go nie interesowała, bo gdy to się stanie, ich drogi się rozejdą.
    — Nie wiem który, nie liczę, ale to nie było ani razu kłamstwem — Jeśli ją przepraszał, robił to szczerze, bo Marshall nie przepraszał. Kolejne słowa, którymi prędzej by się udusił, niż przepuścił przez gardło. Był poprany, nawet mocno, nie należał do najnormalniejszych ludzi, ale czasem potrafił powiedzieć coś miłego, albo coś szczerego, prawdziwego. Wiedział natomiast, że Grace również potrafiła kłamać, dlatego, skoro stali tu razem... Nie mięli żadnej drogi ucieczki, pora wydusić coś z Grace.
    — A Ty, ile razy mnie okłamałaś, a może wciąż to robisz? — Zapytał w końcu, odsuwając się nieco od niej, niechętnie bo niechętnie, ale wiedział, że powinien tak zrobić.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 13:34


    Nie zamierzała wpadać w jego objęcia i całować go po rękach za to, że wreszcie powiedział prawdę. Znali się dostatecznie długo, by zrobił to już dawno, zanim cokolwiek zaczęło między nimi kiełkować. Tak, chciała prawdy – ale może nie w tym momencie, gdy stała w swoim prawdziwym mieszkaniu, w mieście, z którym niemal nie wiązały się negatywne wspomnienia. Teraz do grona miast, w których przeżyła koszmar, obok Deep Lakes dołączyło Vancouver. Dom, w którym nigdy nie wydarzyło się nic złego, kojarzyć jej się będzie z litrami wylanych łez. Była pewna, że ciążące nad nią fatum już zniknęło, zmieniło ofiarę – a jednak wciąż było. I mieszało jej w głowie jeszcze bardziej i bardziej, do tego stopnia, że sama już nie wiedziała, co czuje, kim jest i czego chce.
    Nagle z wielką siłą uderzyła w nią myśl, że wszystkie problemy zaczęły się w momencie, gdy w jej życiu pojawił się Drake. Łzy momentalnie stały się jeszcze gorętsze. Każdy dzień, w którym go spotykała, był wielką kontynuacją cierpienia i rozczarowań. Może zły los przyjął właśnie taką formę – przystojnego bruneta o błękitnych oczach? Może, lgnąc do niego, sprawiała tylko samej sobie jeszcze więcej bólu i wystawiała się na kolejne ciosy?
    - Świetnie, że się do niego przyznajesz! Znamy się od wczoraj, że nagle wzięło cię na szczerość, Marshall? Może mógłbyś poczekać kolejne dwa miesiące? – głos łamał się już bez żadnej kontroli. Jedynym, co potrafiła zrobić, było obronne objęcie się ramionami. Podświadomie bała się, że znów nią szarpnie, znów popchnie, pociągnie za włosy, znów zagrozi – choć obiecał, że więcej tego nie zrobi. Miała jednak wrażenie, że jego obietnice są warte jeszcze mniej, niż ona. A czuła się najbardziej bezwartościowa na świecie.
    - Co za różnica? Ty serio pytasz? Gdy mówiłeś, że na mnie zaczekasz i że się do mnie przywiązałeś, planowałeś, że będziesz zapraszał do domu inne panny? Nie ma przyjaciół, rodziny, nikogo, kto się nią zajmie? Ja też zaraz zostanę bez dachu nad głową, bo kończy mi się cholerny czas tak zwanej przerwy, i wiesz co? I zamierzam radzić sobie sama – podsumowała gniewnie, cofając się jeszcze o krok. Zacisnęła wreszcie wargi – i zdecydowała, że ona też powie wszystko.
    - Spotkałam ostatnio mojego pierwszego faceta. Kilka dni po klubie, gdy byłam w koszmarnym stanie i bałam się, co będzie dalej. Od razu zabrał mnie do siebie, mieszkałam u niego trochę. Poszliśmy do łóżka. Czułam, że komuś naprawdę na mnie zależy. Zgubiłam u niego pierścionek – oświadczyła oschle, unosząc dłoń, by zaprezentować Drake’owi wolność serdecznego palca. - A teraz jesteśmy kwita, Marshall. I chyba możemy wracać do domu – odwróciła wzrok w kierunku okna, nie mogąc już znieść jego spojrzenia. Załzawione oczy zapiekły od światła.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 14:04


    Nawet się tego nie spodziewał, ale upewniało go to w fakcie, że najwidoczniej on i Grace po prostu do siebie nie pasowali. Czy go to dziwiło? Nie, nie bardzo. W tym momencie doświadczał wielu negatywnych uczuć i emocji, które ostatni raz towarzyszyły mu w momencie rozstania z Aurorą. Nic pozytywnego, same negatywne uczucia. Do tej pory uważał, że Grace była wyrozumiała, że w pewnym sensie go zrozumie, ale nie. Ona wolała narzekać i stawiać, jak zwykle, siebie w roli ofiary, nie patrząc na innych. Oczekiwał zrozumienia w zamian za to, gdy przy niej był, gdy go potrzebowała, nie dostał nic poza ciosem w policzek, który teraz go piekł.
    Nie wiedział dlaczego wszystko potoczyło się ta, jak potoczyło, ale powinien do tego przywyknąć. Zawsze był tym najgorszym, który jedyne co robił, to niszczył życie innych ludzi. Naprawdę, powinien wymyślić jakieś inne hobby, bo to powoli zaczynało mu się nudzić, ile można słuchać w kółko tego samego? Znudziło mu się już.
    W życiu każdej księżniczki musiał się pojawić, prędzej czy później, jakiś czarny charakter. Najwidoczniej czarny charakter, w bajce Grace, przyjął formę Drake a Marshalla, który jeszcze chwilę temu był gotowy wyznać jej wszystkie swoje tajemnice, a teraz tego żałował, bo nic nie dostał w zamian. Gra zupełnie niewarta świeczki.
    — A Ty jedyne w czym jesteś dobra to robienie z siebie ofiary losu, skończ Grace — Urwał, machnąwszy ręką. Nie miał zamiaru wysłuchiwać dalej tego, jak było jej źle i niedobrze, ani tego jaki on był zły, a ona taka biedna. Oczywiście, to zawsze była wina tego złego, a on święty nie był, ale miał wrażenie, że Grace dramatyzowała głównie dlatego, bo innego zajęcia nie potrafiła znaleźć sobie w życiu. Miała idealne życie, w którym trochę się pokomplikowało, ale czy to jest od razu powód do tego, by ciągle chodzić i rozpaczać? Zdaniem Marshalla, Grace bardziej nie mogła pogodzić się z tym, że nic nie poszło zgodnie z jej planem, niż z faktem, że w jej życie wtargnęły osoby trzecie.
    — Ty też mi mówiłaś, że się do mnie przywiązałaś. I co z tego skoro byłaś w stanie pójść do łóżka z sentymentu. Nawet ja mam do siebie na tyle szacunku, żeby po zerwaniu nie iść do łóżka z Carlottą, a uwierz mi, miałem sporo okazji — Wygarnął jej, czując wzrastającą irytację. Zamierzała sobie radzić sama? Zabawne. Grace nigdy nie poradzi sobie sama, dopóki był on, miała jego, teraz został zastąpiony byłym chłopakiem, świetnie. Szkoda tylko, że nie po to przyjechał do tego Vancouver, żeby się z nią kłócić, oczywiście, wyszło jak zwykle.
    — Chcesz to wracaj, ja mam zamiar iść się naćpać, bo co innego mi zostało — Wywrócił oczami i wyminął z wkurwieniem Grace, ubierając się i wychodząc z mieszkania.
    To był patent który stosował jego ojciec, z taką różnicą, że on jeszcze trzaskał drzwiami, Drake zamknął je kulturalnie Zjechał windą w dół i no cóż, serio poszedł do samochodu bo potrzebował chwili wytchnienia, odpoczynku i ogarnięcia własnych emocji, a przede wszystkim naprawdę chciał sprawdzić, czy gdzieś w samochodzie niczego czasem nie miał i na szczęście miał, tabletki które poprawiają humor. Jeśli dzięki temu miało mu się polepszyć, to czemu by ich nie wziąć? Dowiedział się wszystkiego, czego dowiedzieć się chciał, upewnił się w przekonaniu, że Grace znalazła sobie zastępstwo, a teraz... Musiał się z tym jakoś pogodzić.
    Rozsiadł się w tym cholernym samochodzie, opierając głowę o miękki fotel i zerknął w lusterko, musiał przyznać, że nie potrafiłby przed nikim ukryć swojej irytacji.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 14:30


    Nawet jej nie tknął, ale tym razem to ona poczuła się tak, jakby wymierzył jej policzek. Blada buzia zaczerwieniła się niezdrowo, resztki dumy, i tak już leżące na podłodze, poczuły się urażone. Przez chwilę brakowało jej tchu. Nerwowo przełknęła ślinę, mając ochotę dać mu w twarz jeszcze raz, i jeszcze, i tak do momentu, gdy nie zmieni zdania - i przeraziła ją własna wściekłość. Nigdy nie była taka. Brzydziła się przemocą, nie mogłaby nawet za mocno ścisnąć dłoni, nie wspominając o uderzeniu. Zemdliło ją, a nierówno bijące serce stało już w gardle, gotowe uciec z całego tego emocjonalnego pobojowiska. Jeszcze kilkanaście minut temu radośnie oglądała swoje miasto z samochodu, podekscytowana wyjazdem i znajomymi widokami. Miała wrażenie, że od tamtej pory świat zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Że ona się zmieniła. Lepka fantazja o kilku palących łykach whisky przemknęła jej przez głowę.
    Tak, nic nie poszło zgodnie z jej planem. Całe jej życie od mniej-więcej dwóch miesięcy nie szło zgodnie z jej planem. Nie było ślubu, nie było narzeczonego, pierścionek zaginął, mieszkanie w Deep Lakes zaraz miało zamknąć przed nią drzwi, brat był bliski i odległy równocześnie. To nie skomplikowało się trochę. Ona już nie widziała żadnego wyjścia. Jedynym wyjściem było wyjście z domu przez okno i roztrzaskanie kruchego ciała na bruku. Ale przecież to nie o to chodzi. A Marshall miałby jeszcze jeden pretekst, by nazywać ją słabą. I uważać ją za ofiarę losu i histeryczkę.
    - Ty masz do siebie szacunek? Ty? Jesteś śmieszny. Sam na siebie plujesz i cieszysz się, że deszcz pada - odparła oschle, gorzko, zaciskając drobne dłonie w pięści. Chciała powiedzieć coś, co go zaboli, ale słowa nie chciały układać się w zdania, logika pozostawała poza jej zasięgiem, więc tylko ugryzła się w język, by nie kopać pod samą sobą dołka. Czuła bicie serca w przełyku i miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje. I, gdy tylko Drake wyszedł - ona zaraz wycofała się do kuchennego zlewu, wiedząc, że do toalety już nie zdąży. A potem długo płukała usta lodowatą wodą, nie przejmując się tym, że rozbryzgujący się na ściankach strumień niszczy rozmazane pozostałości jej makijażu. Cień położył się pod powiekami, spod podkładu wyłoniła się blada, zmęczona skóra, spragniona słońca. Kilkadziesiąt sekund, może minuta. Nogi znów wiedziały lepiej, co mają robić. Dłoń złapała z wieszaka gruby kardigan, który zaraz otulił drżące z dziwnego zimna ramiona. Nie wzięła nawet torebki; klucz wylądował w kieszeni swetra. Dzwonek windy, potem znów. Czuła, że nie odjechał, i zaraz drzwi samochodu stały już przed nią otworem.
    - Daj mi też - wychrypiała, nie mając odwagi, by spojrzeć mu w oczy. Zamknęła tylko drzwi, nie przejmując się tym, czy dostanie na to pozwolenie.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 15:13


    Szczerość bolała bardziej, niż przemoc fizyczna. Nie miał zamiaru przebierać wiecznie w słowach, tylko po to, żeby jej nie zranić. Nie potrafiła współpracować, a on nie miał zamiaru wymieniać sztucznie uprzejmych słów, pokłócili się i chyba tak już zostanie. Owszem, jego też zabolały słowa, którymi w nią rzucił, nie należały do najmilszych, ale taka była prawda. Potrafiła jemu wypominać każde słabości , nie zwracając uwagi na to, że tak naprawdę sama lepsza nie była. Uczyła go moralności, oczekiwała szacunku, ale jak miał szanować osobę, która sama do siebie szacunku nie miała? Patrząc na to, że Drake ani razu nie przespał się z Carlottą, podczas gdy Grace poszła do łóżka z sentymentu... Znalazł jej czuły punkt i po prostu w niego uderzył. Teraz mogła mu zarzucić, że wbił ją w ziemię, że zbeształ ją z błotem sprawiając, że czuła się bardziej bezwartościowa niż wcześniej, zrobił to świadomie. Wiedział, że te słowa ją zabolą, ją zabolało, jemu zrobiło się lżej bo mógł w końcu znaleźć czuły punkt blondynki, który z premedytacją wykorzystał. Nawet jakby go uderzyła, trudno. Nie zamierzał jej oddawać, bo przecież, nie bił kobiet. Raz go poniosło i wystarczyło, więcej krzywdy zrobić jej nie chciał, bo obiecał.
    Wychodząc z mieszkania nawet nie skomentował słów, które wypowiedziała. Obeszły go, spłynęły po nim jak po kaczce, bo był na tyle zirytowany, że nie słyszał nic, ani nie zwracał uwagi na nic, tylko na negatywne emocje, które rozrywały go od środka. Nie wiedział, czy teraz czuł irytację, czy smutek, czy było mu lżej, czy nie. Czuł wkurwienie, a zjeżdżając tą windą w dół, żołądek wywracał mu się do góry nogami, niewiele zjadł i był sfrustrowany. Trudno, najwidoczniej tak już miało być. Dobrze, że miał chwilę dla siebie, w swoim samochodzie. Tutaj nikt mu nie przeszkadzał, wyjął tylko telefon z kieszeni, żeby odpisać na wiadomość od Sicily i rzucił go na półkę nad kierownicą, nie zwracając nawet uwagi na to, że uderzył nim na tyle mocno, że na szybce ekranu pojawił się pajączek.
    Złapał się za głowę, przymknął oczy, próbując opanować emocje i zastanowić się nad tym, co powinien teraz zrobić. Mnóstwo myśli kłębiło się w jego głowie, z jednej strony chciał odpalić ten samochód, zostawić Grace i po prostu pojechać, prosto, przed siebie, nieważne gdzie i ją tu zostawić. Wkurwiała go niemiłosiernie swoim zachowaniem i podejściem.
    — Kurwa.... Nie możesz dać mi chwili, żebym się ogarnął? Sam ze sobą, w swoim towarzystwie? Zapomnij, nie dam Ci tabletek — Odparł chłodno, wkładając do ust tabletkę, nie patrząc nawet na Grace. Zignorował to, że wsiadła do samochodu, nie miał zamiaru sobie przerywać. Potrzebował chwili wytchnienia i nie interesowało go to, że ona też chciała, głupota. Gdyby zjadła całą tabletkę, skończyłoby się na szpitalu. Był pewien, że nawet nie wiedziała, jak powinno się to dawkować. Jedną tabletkę włożył sobie do ust, drugą ponownie do małej samarki i wsunął ją sobie w spodnie, żeby czasem Layton nie wpadła na doskonały pomysł, żeby zacząć grzebać mu po kieszeniach. Cóż, za pasek spodni raczej dłonią nie sięgnie, obydwoje nie byli w nastroju na takie zabawy.
    Odchylił głowę do tyłu, przymykając oczy i czekając aż ta przyjemna fala euforii tak po prostu w niego uderzy, czekał na poprawę nastroju, jak na jakieś zbawienie. Tym zbawieniem były kolorowe tabletki.
    — Jedyne co Ci mogę dać to jaranie, poczujesz się lepiej — Dodał nieco spokojniej, wciąż nie otwierając oczu i nie zerkając na Grace.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 16:29


    Nie miała już pojęcia, co czuje. Poczucie winy mieszało się z wściekłością, żalem, smutkiem, z bólem głowy, z rozczarowaniem, z chęcią ucieczki. Drażniło ją to, że przy nim wychodzi z niej wszystko to, co najgorsze - że robiła się nerwowa, że nie panowała nad gniewem, że nie umiała poskromić języka. Nie rozumiała tej wersji Grace, nie znała jej i tylko dodatkowo się frustrowała. Bez wątpienia była zraniona, jej serce, i tak w kawałkach, bolesnym biciem dawało znak, że czuje każdy cios - ale nie umiała stwierdzić, jakie ta rana ma konsekwencje. Zawsze potrafiła przeanalizować swoje uczucia, wyklarować ich przyczyny i skutki - a teraz w głowie miała tylko kolorowe, jaskrawe plamy, a przyglądanie się im groziło migreną. Ból głowy i tak zdradziecko czaił się w skroniach.
    Nie powinna była za nim iść, ale przegrała dziś wszystkie bitwy, więc w tej zwyczajnie się poddała. Nie zniosłaby bezradnego chlipania w fotelu i zastanawiania się, czy wróci, czy zabierze ją w ogóle z powrotem, czy może powinna już szukać innego transportu do Deep Lakes. Przebywanie z nim w tak ciasnej przestrzeni było krępujące, Grace starała się możliwie ścisnąć w rogu fotela, by ich dłonie nawet nie miały szansy się zetknąć, by nie czuła ciepła jego ciała z siedzenia obok. Nie patrzyła na niego i nie próbowała nawet wyczuć, czy on patrzy nią. Kątem oka zarejestrowała tylko, że schował torebeczkę z tabletką w spodnie. I za to znów miała ochotę strzelić mu w pysk.
    - Spierdolisz gdzieś albo spowodujesz wypadek, a ja nie będę świecić za ciebie oczami, bo już mam dość wstydu - skrzywiła się, splatając wątłe ramiona na piersi. Znów poczuła mdłości, ale stwierdziła, że musi to przetrwać. Nie będzie upokarzać się bardziej, kazać trzymać sobie włosy. Żałowała, że nie wzięła z domu żadnego alkoholu. Choć nie tak dawno obiecała sobie, że koniec z piciem, była pewna, że przyssanie się do butelki przynajmniej na chwilę zmniejszyłoby problemy - bo trwałe ich usunięcie było chyba zupełnie niemożliwe. Nie powstrzymała się wreszcie i obrzuciła go lodowatym spojrzeniem, gdy tak wyciągnął się na siedzeniu.
    - Nie chcę. Daj mi tę tabletkę, albo wezmę sobie sama - odparła stanowczo, naprawdę zdecydowana, żeby to zrobić, gdy zobaczyła, jak on niemal momentalnie nieco się uspokoił. Ona też potrzebowała ukojenia, przynajmniej pozornego, bo oczy piekły już od łez, których więcej nie potrafiły wycisnąć, a w uszach szumiało tak, że nie mogła się skupić. Serce szalało w piersi do nieprzyzwoitości i Grace czuła, że jeszcze chwilę, i, tak, jak obiecała w esemesie do Sicily - załatwi Drake'owi szpachelkę i możliwość zeskrobywania jej z chodnika.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 17:23


    Chyba wolałby żeby została w mieszkaniu, żeby sobie trochę popłakała i dała spokój, być może między innymi dlatego wyszedł. Nie chciał przebywać w tym samym pomieszczeniu co ona, chociaż przez najbliższe dwa dni będzie na to skazany. Musiał przygotować się na to psychicznie, dlatego wolał odsapnąć chwilę w swoim samochodzie, który miał tak samo pozytywną atmosferę, jak jego dom, bo to jednak była cząstka jego, a nie mieszkanie Grace w którym był skazany na nią i to od niej w głównej mierze zależało, co dalej by się z nim stało. Zamknęłaby mu drzwi przed nosem? Wyrzuciła przez okno? Nie chciał o tym myśleć, dlatego wyszedł, bo tu, w samochodzie, czuł się dobrze i bezpiecznie.
    Jemu było na rękę to, że usiadła po drugiej stronie, jak najdalej od niego, bo szczerze nie miał ochoty jej dotykać. Znów zaczął być obojętny, nawet nie myślał o tym, żeby ją przytulić, trochę się... Brzydził, może peszył, może po prostu był wkurwiony i nie chciał jej zrobić krzywdy, starając się trzymać nerwy i ręce na wodzy. Dobrze, że tabletka zaczęła działać, a on czuł się coraz lepiej. Wciąż nie miał zamiaru być jakiś wylewny, bo nadal nie marzył o dotykaniu Grace i szeptaniu jej słodkich słówek.
    — Miałabyś chociaż święty spokój. W razie wypadku nie musiałabyś się przyznawać, że mnie znasz — Wzruszył obojętnie ramionami i zaczął odczuwać spokój i utopie, właściwie miał wrażenie, że wtapiał się w ten fotel, tak mu było dobrze.
    Wiedział gdzie chować takie rzeczy, w razie napadu policji i przeszukaniu, policjanci nie zaczęliby mu grzebać w bokserkach i spodniach. Jedna z lepszych kryjówek przeciw walce z narkomanią. W końcu poczuł się na tyle dobrze, by leniwie odwrócić głowę, otworzyć oczy i zerknąć na Grace siedzącą obok. Uchylił lekko usta, chcąc odpowiedź Grace i przez chwilę po prostu się zawiesił, totalnie nie reagując, przeżywając odlot życia.
    — Śmiało, wyjmij ją z moich bokserek. Nawet spodnie rozepnę, żeby było Ci łatwiej. Jeśli to zrobisz, dostaniesz pół, bo cała Cię poskłada — Odparł na jej propozycję, uśmiechając się przebiegle. Szczerze ? Wątpił w to, by faktycznie wsunęła mu dłoń w spodnie, chociaż zabawa mogłaby być przednia.
    Nawet długo nie czekał, bo serio sięgnął leniwie do spodni i rozpiął rozporek, rzucając wyzywające spojrzenie blondynce. Tak chciała się bawić? Żaden problem, jeśli sama sobie weźmie, to tabletkę dostanie, a jeśli nie, to cóż... Nie miał zamiaru się nią dzielić, w końcu to jej zależało na tym, żeby spróbować szczęścia w tabletce, a nie jemu. Jemu zależało na dobrym samopoczuciu i właśnie je dostawał, zapominając o Bożym świecie i o tym, że kilka minut temu, kłócił się z Grace w jej mieszkaniu.
    Chociaż... Może nie minęło kilka minut, a znacznie więcej czasu? Tego nie wiedział, bo żył już w nieco innej czasoprzestrzeni, trochę już porobiony, ale było warto, bo czuł, że cała złość po prostu z niego uciekała. Niektórzy preferowali alkohol, a niektórzy inne używki, on alkoholu nie pił szczególnie dużo, często też nie ćpał, ale raz na jakiś czas... Kto mu zabroni?
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 18:02


    Musiała podjąć decyzję, co dalej - a nie była do tego zdolna. Może powinni po prostu wrócić od razu, ale Marshall postanowił skorzystać z dobrodziejstw narkotyków, więc na to nie było szans - musieli żyć obok siebie przynajmniej do rana. A potem, gdy wrócą... Grace już wiedziała, co zrobi. To, co napisała Sicily - wyjedzie najszybciej, jak będzie to możliwe. Ale nie do Vancouver, tu znów goniłyby ją złe wspomnienia. Ojciec zostawił puste mieszkanie w Calgary, może, jeśli zadzwoni do niego, pozwoli jej się tam przenieść, przynajmniej na jakiś czas, aż odpocznie i stanie na nogi. W Deep Lakes nie miała już czego szukać. Pierścionek zaginął pod łóżkiem, strzępki serca utonęły w okolicznych jeziorach, jedyna przyjaciółka wreszcie zaczynała układać sobie życie. Grace mogła spokojnie spakować walizkę i znaleźć sobie nowe miejsce na ziemi. Może choć trochę łaskawsze.
    Ona też nie chciała go dotykać. Bała się, że zareagowałby agresją. I zwyczajnie nie miała ochoty - potrzebowała oddechu, przestrzeni, a nie bezsensownych uścisków. Trzymanie się za ręce w niczym by nie pomogło. Może tak przyzwyczaili się do tego, że nie szukają swojej bliskości, że już nawet nie umieliby tak po prostu odpocząć w swoim objęciach - tak, jak jeszcze jakiś czas temu, gdy miękka kanapa, film i ciepłe ramiona były najdoskonalszą opcją relaksu.
    Pokręciła tylko głową i nic nie powiedziała. I tak zaraz policja by odkryła, że się znali, i jeszcze zostałaby oskarżona o nafaszerowanie go narkotykami i wsadzenie za kierownicę. Nie potrzebowała kolejnych problemów, choć pobyt w areszcie, albo i w więzieniu, mógłby być całkiem odprężający. Ich spojrzenia wreszcie się skrzyżowały - w momencie, gdy proponował, że da jej te cholerne pół tabletki. Zagryzła wargi i zamilkła, nie wiedząc, jak zareagować, czy powinna przystać na tę propozycję, czy to w ogóle jest poważne i moralne, i czy nie ma tu jakiegoś haczyka. Umysł jednak wciąż desperacko wołał o chwilę ulgi - a ona uległa temu wołaniu, w chwili, gdy sam rozpiął spodnie.
    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

    - A teraz mi daj - zażądała, w kruchych palcach ściskając mocno torebeczkę. Nadal nie patrzyła mu w oczy. Jeśli wcześniej brakowało jej odwagi, teraz zupełnie nie czuła się tego... godna.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 18:29


    Spojrzał na nią wyczekująco. Był ciekawe do czego się posunie, żeby tę tabletkę zdobyć, nawet nie całą, tylko pół. Oczywiście on nic złego nie widział w tym, że miała wsunąć mu ręce w bokserki, odrobina przyjemności i zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziło, nawet jeśli bawiła się jedna strona i tą stroną był Drake, który teraz to już prawie wcale nie myślał. Nie myślał o konsekwencjach, nie myślał o żadnym kacu moralnym, nie myślał o tym, że stali na parkingu a Grace miała mu wsuwać dłonie w spodnie. Ludzi pewnie co jakiś czas się kręciło, ale komu to przeszkadzało, co Marshall robi w swoim samochodzie z kobietą? Grace moze i mieszkała w Vancouver, ale też wszyscy przechodzący obok jej nie znali.
    Wizyta w więzieniu wcale nie przedstawiała się w pozytywnych barwach, nie chciał tam trafić, był wystarczająco zażenowany, gdy musiał oglądać ojca w pomarańczowym kaftanie, nie chciał sam mieć takiego ubranka. Kolor pomarańczowy nie był teraz modny, a przede wszystkim, nie pasowałby do kolorowej osobowości Marshalla, bardzo kolorowej, bo on nosił się głównie w czerni, granacie i szarości.
    Gdyby sytuacja wyglądała inaczej, chętnie by ją przytulił, ale nie chciał. Tak jak jakiś czas temu miał na nią ogromną ochotę, mógł ją przytulić, całować i robić wiele rzeczy, teraz najchętniej by stąd wysiadł, bo miał dość tego towarzystwa.
    Miał dość, dopóki nie odważyła się wsunąć mu dłoni w bokserki, co wywołało przyjemną gęsią skórkę, nawet jeśli dłonie dziewczyny były chłodne. Przygryzł nawet delikatnie wargę i zerknął na nią kątem oka, gdy ta na niego nie patrzyła, najwyraźniej zażenowana całą sytuacją. U niego żadnego zażenowania nie było widać, na usta wstąpił bezczelny uśmiech, a Drake był usatysfakcjonowany tym, że po raz kolejny, zrobiła to czego chciał. Był okropnym człowiekiem, zdawał sobie z tego sprawę, ale jest ryzyko, jest zabawa. Drake nie wiedział czym jest wstyd, Grace najwidoczniej jeszcze tak, no cóż...
    Westchnął zrezygnowany, gdy wysunęła dłoń z jego bokserek i usiadł normalnie, ale spodni wciąż nie zapiął, bo po co? Wygodnie mu tak było, nic go nie uciskało, no wszystko idealnie. Wystawił dłoń, czekając aż blondynka poda mu samarkę.
    — Etap drugi, weź swoje pół — Uśmiechnął się, wyciągając tabletkę z folii i wsunął ją sobie do ust, idealnie w połowie tabletki. Przysunął się znacznie do Grace, nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć, czego chciał. Miała ugryźć ten kawałek, właściwie nie chciał faszerować jej narkotykami i być może dlatego pogrywał sobie z nią w taki sposób, z drugiej natomiast strony, naprawdę chciał poczuć jej usta na swoich i stąd te jego zagrywki. Po jego spojrzeniu było widać, że bawił się wyśmienicie, teraz tylko od Grace zależało, czy dalej będzie chciała się z nim bawić, czy po prostu sobie odpuści, wyjdzie z samochodu, trzaśnie drzwiami i go tu zostawi, samego, w czarnym samochodzie.
    Pewnie gdyby ktoś przechodził obok, doszedłby do wniosku, że to nawet urocze, że na pół dzielą się cukierkami, bo kto by podejrzewał, że były to narkotyki? A no właśnie, na ogół na takie rzeczy nikt nie zwracał uwagi. Dlatego czuł się bezpieczny, chociaż pozbawiony racjonalnego myślenia, ale wciąż bezpieczny.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 19:26


    Była zdesperowana. Zbyt zdesperowana. Chodziło jej tylko o chwilę zapomnienia, o oddech, o nic więcej - a była gotowa zrobić tak wiele. Zapomniała, że to parking, że ktoś może zobaczyć, że któryś z sąsiadów, którzy dobrze ją pamiętają, może tędy iść. Wiedziała, że potrzebuje tej tabletki, i była gotowa zrobić dla niej wszystko. Ona, lekarz, zagorzała przeciwniczka narkotyków, kobieta, która powinna świecić przykładem, unikać używek i być nieskazitelna. Była sobą załamana. Czuła, że upadała już nie tylko emocjonalnie, ale i moralnie. Zdradziła narzeczonego, popadała w alkoholizm, właśnie sięgała po narkotyki. W żyłach płynął czysty wstyd. Wiedziała, że od tej pory już na pewno nie będzie patrzeć na swoje lustrzane odbicie tak samo. Grace, która pokazywała się w lustrze, nie była już Grace. Nawet jeśli przypominała ją fizycznie - w tym malutkim umyśle nie pozostało z niej już nic. Najwyżej umiłowanie do gorących kąpieli i do gofrów z bitą śmietaną.
    Wiedziała, że jemu się to podoba - bo znów miał nad nią kontrolę. Znów mu uległa, znów pokazała swoją słabość, pozwoliła wciągnąć się w jego grę. Idiotka. Potrzeba chwili spokoju była jednak większa, niż potrzeba ratowania honoru czy pokazywania, że nie jest taka, jak mu się wydaje. Była jeszcze bardziej żałosna, niż mu się wydawało. Wsadzała rękę w spodnie facetowi, którego wcale nie chciała dotykać, by zdobyć choć odrobinę narkotyku, którego nigdy nawet nie próbowała. Nie mogła znaleźć się już niżej.
    Zawstydzone spojrzenie zmierzyło świat za szybami samochodu, gdy kładła torebeczkę na jego dłoni. Jakby chciała upewnić się, że nikt nie widział, jak spadała na samo dno. Ktoś widział na pewno, czyjaś sylwetka majaczyła kawałek dalej, odchodząca w stronę wejścia do wind. Policzki zapłonęły jeszcze gorącej, paliło ją w przełyku, by znów zwymiotować z nerwów. Spojrzała znów na Marshalla - i serce ponownie powędrowało do gardła. Nie chciała. Początkowo cofnęła nawet głowę, chcąc znaleźć się od niego dalej, uciec - ale znów pragnienie oddechu wygrało.
    Zacisnęła mocno powieki i nachyliła się w jego stronę. Nie mogła teraz na niego spojrzeć, bo rozpłakałaby się z zażenowania. Wargi odnalazły koniec tabletki, objęły go szczelnie, stykając się z jego wargami. Chwyciła wreszcie lekko zębami, nie za blisko, nie chcąc zrobić mu żadnej krzywdy. Dostała mniej, niż pół - ale, gdy tylko kawałek tabletki znalazł się w jej ustach, zacisnęła wargi i odsunęła się nieco, wciąż nie otwierając oczu. Czekała na euforię, na ulgę, ale kolejne sekundy przynosiły tylko rozczarowanie. Wiedziała, że to chwilę zajmie, ale ona chciała już, teraz, natychmiast.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-11, 22:06


    Martwiło go to, że Grace tak chętnie sięgała po różne używki. Zaczęło się od alkoholu, teraz chciała brać od niego narkotyki, pewnie gdyby myślał racjonalnie, nawet do głowy by mu nie przyszło, żeby się z nią podzielić. Słowem klucz było gdyby, gdyby sam nie wziął, myślałby nieco inaczej i na pewno, gdyby nie wziął to w tym momencie opierdalałby Grace od góry do dołu, zamiast tego, dzielił się z nią tabletką. Fakt faktem, była to tylko tabletka, nie były mocne ani szkodliwe, po prostu poprawiały nastrój, podziewałby nawet, że w porównaniu z amfetaminą albo mefedronem, to było tak naprawdę nic. Delikatny poprawiacz nastroju, pobudzający zmysły i tak dalej, chociaż tabletka gwałtu to nie była.
    Musnął delikatnie wargami usta Grace, a chwilę później ona się po prostu odsunęła. Dostała swoją część tabletki, powinna się tym cieszyć, brała pierwszy raz w życiu, nie powinna przesadzać. On też trochę odczekał, nim wziął większa połówkę tej drugiej. Grace była drobna, dla niej taka dawka była idealna, gdyby wzięła więcej, czułaby się tragicznie. Teraz musiała tylko odczekać na efekty. Zabawne w tym momencie wydawało mu się to, że żeby jakoś ze sobą porozmawiać, bez krzyków i wrzasków, musieli zaćpać na pół, nie wiedział czy dało się niżej upaść, później będzie się tym martwił. Czasem nie dało rady porozmawiać normalnie, trzeba było sobie jakoś pomóc. W tym przypadku stanęło na narkotykach, no trudno, raz kozie śmierć. Jemu było idealnie i cholernie dobrze, rozpływał się wręcz w tym fotelu, zerkając co i rusz na Grace rozmarzonym wzrokiem.
    — Wycziluj, uspokój się, złap oddech, zapadnij się w ten miękki fotel jak ja i czuj błooogość. Musisz się tylko rozluźnić, na początku może być Ci ciężko na głowie, ale to część fazy — Jego pierwsza faza w życiu do najmilszych nie należała, więc nie spodziewał się, że Grace od razu będzie miała doskonały humor, albo, że tak jak on, zatopi się w tym fotelu. Obsunął się nawet bardziej, patrząc w szybę w samochodu, na ścianę przed którą był zaparkowany samochód. W tym momencie ten widok wydawał mu się niesamowicie interesujący, nawet te parkingi w Vancouver różniły się od tych w Deep Lakes, te były... Bogatsze, po prostu.
    Wyciągnął nawet dłoń w kierunku Grace, żeby zbiła z nim piątęczkę, bo przecież pierwszy raz w życiu wzięła jakieś tabletki, które nie były antydepresantami i ibupromem, świat się zmieniał, Grace brała narkotyki, a jemu to wszystko wirowało w głowie. Patrząc na Grace miał wrażenie, że się rusza, a ona przecież tylko siedziała, po prostu jemu wszystko się kręciło i pewnie nawet, gdyby miał sam przybijać z nią piątkę to ledwo trafiłby w jej drobną dłoń.
    Teraz to naprawdę nie miał na co narzekać, bo wszystko co sie stało, zostawił gdzieś za sobą, ale najgorsze było chyba to, że miał nagły przypływ energii nie miał pojęcia co ze sobą zrobić, dlatego po prostu siedział na dupie, jak ten cielak i wpatrywał się albo w szybę, albo w ścianę, albo w Grace, mrużąc oczy i zerkając czy z nią jest wszystko w porządku, czy naprawdę wyrosła jej druga głowa.
    — Wiesz co jest najlepsze w takim stanie? — Zapytał, siląc się na poważny ton, chociaż teraz był bardziej rozlazły, niż poważny, ale wyraźnie mówił, nie mógł przecież zapomnieć języka w gębie.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-12, 10:55


    Była już na skraju wytrzymałości. I potrzebowała teraz głosu rozsądku. Kogoś, kto jej powie, że nie tędy droga, przytrzyma rękę, gdy ta powędruje nie tam, gdzie trzeba, kogoś, kto powie stanowcze nie i nie będzie przejmował się jej naleganiami. Kogoś, kto się nią zaopiekuje. Drake, zwłaszcza w tym stanie, zupełnie nie nadawał się do tej roli. On tylko dodatkowo ciągnął ją w dół, sprawiał, że, choć myślała, że już niżej nie da się upaść – odkrywała w dnie kolejną zapadnię i znów uderzała o dno, jeszcze głębsze. Był najbardziej toksyczną osobą w jej życiu. Bardziej toksyczną nawet od własnej siostry, która przynajmniej ostatnio, gdy Grace upijała się w klubie, poczuła choć lekki niepokój. Co prawda teraz Sicily sprowokowała ją do podjęcia decyzji o rzuceniu tego wszystkiego w cholerę i wyjeździe, ale – przez jakiś czas na drabinie dobra była choć szczebelek wyżej, niż Drake. Choć i tak zajmowali dwa ostatnie szczebelki.
    To było żałosne – dwoje dorosłych ludzi, którzy nie potrafili rozmawiać. Ba, nawet nie próbowali rozmawiać – tylko nakręcali się wzajemnie, bez grama rozsądku, bez chwili wytchnienia. Zachowywali się jak dzieci – i jeszcze bardziej od chwili, gdy postanowili stłumić negatywne emocje narkotykiem. Nie wiedziała, jak mają próbować budować jakąkolwiek poważną relację, jeśli nie potrafią opanować gniewu i żyć ze sobą jak normalni ludzie. Może wcale nie było im pisane, żeby być razem. Może tylko zachłysnęli się sobą nawzajem – osobami zupełnie innymi, niż dotychczas poznane, na swój sposób wyjątkowymi – i powoli urok przemijał, a nic po nim nie pozostawało. Nic, z czego mogliby stworzyć cokolwiek więcej, niż zwykły romans.
    Zamknęła oczy, odchyliła głowę na oparcie. Zaciskała wargi mocno, prawie do bólu. Powieki nagle same się lekko rozchyliły. Krawędzie świata były rozmyte, choć przecież wcale nie patrzyła przez łzy. Ścisnęło ją w podbrzuszu, ręce zadrżały bez wyraźnego powodu. Odetchnęła głęboko, czując zawroty głowy. Jeszcze przed chwilą było jej przeraźliwie zimno – teraz robiło się nieco cieplej. Zacisnęła palce na fotelu, i miała wrażenie, że zaraz zmiażdży siedzenie w dłoni – ale do niczego takiego nie doszło. Myśli jednak zaczęły się uspokajać, nie pędziły już tak rozpaczliwie. Zwilżyła językiem spierzchnięte wargi, obserwując naprzeciwległą ścianę tak, jakby było w niej cokolwiek interesującego. Nie rozumiała, co się z nią dzieje, ale czuła się jakkolwiek lepiej. Spojrzała na jego wyciągniętą dłoń, jak do piątki, i rozsądna część umysłu przebiła się na chwilę, a potem pomieszała z tą przyćmioną.
    - Nie zachowuj się, kurwa, jak twój siostrzeniec... – wymamrotała nieco nieprzytomnie i przycisnęła palce do czoła. Było lodowate, ale miała wrażenie, że za to dłoń pali żywym ogniem. Nagle poczuła, że jej ciało chce biec. Puścić się jak najszybciej ulicami Vancouver, przemierzyć je całe, zobaczyć wszystkie znajome miejsca. Szarpnęła się lekko w fotelu, ale wzięła jeszcze jeden wdech i jakoś nad tym zapanowała.
    - Rzyganie do czyściutkiego, pachnącego domestosem kibelka, gdy ma się związane włosy i wolne następnego dnia…? – spytała cicho, bo tak, teraz wydawało jej się to najprzyjemniejszą rzeczą, jaką robić można po narkotykach. Żadne tam tańce i zabawy, po prostu rzyganie, to jest to. Głowa zrobiła się ciężka, źle leżała na oparciu, i Grace przechyliła się wreszcie, by oprzeć ją na ramieniu Drake’a. Jego dotyk już nie odrzucał, tyle mogła znieść.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-13, 20:48


    Było kilka typów facetów z którymi nie dałoby rady ułożyć sobie życia. Byli ci, którzy przesadnie podporządkowywali się partnerce, ci którzy starali się mieć kontrolę nad każdą sytuacją, oraz ci którzy będąc na dnie, wciągali w to jeszcze innych. Można by długo rozmyślać nad facetami, którzy byli nieodpowiedni dla córek, alkoholicy, narkomani, psychopaci, damscy bokserzy, Drake był chyba tym najgorszy typem. Toksyczny manipulant, który potrafił od siebie uzależnić, namawiający do powrotów, po to żeby zaraz wbić kolejny raz nóż w serce i kogoś złamać, na ogół robił to z premedytacją, w przypadku Grace absolutnie nie potrafił nad sobą panować. Z jednej strony nie chciał tworzyć z nią żadnego związku z obawy o to, że ściągnie ją na dno, z drugiej strony zależało mu na niej i wiedział, że jeśli tylko będzie z nim współpracować, naprawdę mięli szansę żeby coś stworzyć... Normalnego, na tyle normalnego, na ile przypadłości Marshalla by pozwoliły.
    Doprawdy, przykre było to, że nie potrafili teraz ze sobą porozmawiać. Byli już na typ etapie, że ze sobą rozmawiali, że potrafili cieszyć się swoim towarzystwem i wybierać głupie kubki do kawy, co tak naprawdę się zmieniło? Mężczyzna był przekonany, że wpływ na to miał brak czasu i może sytuacja w klubie, wtedy zaczęło się psuć, ale był przekonany, że to na pewno nie chodziło tak do końca o to. Im więcej czasu przebywał w towarzystwie Grace, tym lepiej ją poznawał, ostatnio spędzał z nią mniej czasu, a jej obecność w samochodzie była bardziej męcząca niż przyjemna. Być może właśnie tu leżał problem, w braku czasu, a najgorsze było to, że obydwoje tak naprawdę nic z tym nie zrobili.
    Obserwował uważnie Grace, gdy oparła się tyłem głowy o fotel i przymknęła oczy. Był ciekaw, po jakim czasie ją weźmie, czy długo będzie musiała czekać na tej przyjemny stan upojenia? Dla niego był to stan... Wyjątkowy. Wziął półtora tabletki, jego mózg nadawał na zupełnie innych falach, a czas płynął szybciej i chociaż chciał wstać i wyjść z tego samochodu, zrobić cokolwiek innego niż siedzenie, był tak rozleniwiony, że nie chciało mu się wstawać.
    — Mój siostrzeniec zachowuje sie lepiej niż ja — Chociaż to zdanie udało mu się skleić, bo w sumie taka była prawda. Noah nie brał narkotyków, nie zabierał kobiet poza miasto, nie porywał osiemnastolatek z którymi później sypiał i przede wszystkim, nie niszczył ludziom życia w przeciwieństwie do swojego chrzestnego. Chociaż, gdyby tak teraz spojrzeć na tę sytuację z innej perspektywy, podobno jakieś cechy dziedziczyło się po chrzestnych, a Marshall miał nadzieję, że Noah po nim odziedziczy spryt a po matce chrzestnej racjonalne myślenie, którego Marshallowi brakowało.
    — Rzyganie do kibelka pachnącego domestosem jest nawet urocze, ale nie to. Bardziej od tego wole pocałunki i seks, bo to są zupełnie nowe doznania — Odpowiedział, zdobywając się nawet na uśmiech i oparł policzek o głowę Grace, gdy się o niego oparła. No właśnie, lubił takie pocałunki po fazie i chciał jej pokazać, że były przyjemne.
    Zabrał policzek z jej głowy, przysuwając się bliżej i chwycił dłonią podbródek blondynki, unosząc go, lecz Grace wciąż opierała się o jego ramię, a on w tym czasie nachylił sie nad nią i ją pocałował. Bez żadnego wielkiego pośpiechu, jak na niego zbyt delikatnie a zarazem dość śmiało, przymykając oczy, rozchylając wargi dziewczyny swoimi by złączyć ich języki w intymnym pocałunku. Czułym i powolnym, lecz na pewno przyjemnym, co w dużej mierze było zasługą jego, ale również tabletek które wzmacniały doznania. Gdyby nie fakt, że siedzieli na przednich fotelach, naparłby chętnie na jej ciało, ale zamiast tego musiał nacieszyć się pocałunkami i dotykiem, chociaż gdzieś w głębi duchu miał nadzieję, że na pocałunku się nie skończy, bo Drake liczył na coś więcej, musiał wyładować swoją frustrację.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-14, 18:47


    Za każdym razem naiwnie wierzyła, że będzie inaczej. Że tym razem już im się uda. Że będzie pięknie, że już będą tylko dla siebie. Szybko przychodziło rozczarowanie. A przecież przez chwilę stanowili naprawdę piękną parę – która nie musiała kończyć w łóżku, która umiała rozmawiać, cieszyć się swoim towarzystwem i po prostu ze sobą być. Czas jednak weryfikuje wiele relacji – i oni także zostali zweryfikowani. Okazało się, że nie potrafią budować. Że, jeżeli tylko powieje nieco mocniejszy wiatr i ich uroczy domek upadnie – nie będą nawet wiedzieli, od czego zacząć odbudowę. Nie mieli nawet czasu, by uczyć się bycia ze sobą na nowo – a może nawet nie próbowali tego czasu mieć. Może trochę wystraszyli się tego, co się między nimi dzieje.
    Głowa powoli stawała się lżejsza. A przynajmniej myśli stawały się lżejsze. Świat był za mgłą i lekko, powolutku się obracał. Grace czuła coś… dziwnego. Jakby cały żal i cały gniew spokojną falą odpływały, pozostawiając miejsce rozleniwieniu pomieszanemu ze specyficznym rodzajem euforii – takim, który nakazywał tańczyć, tańczyć, tańczyć. Mogłaby wysiąść z tego samochodu i po prostu zacząć tańczyć na parkingu, i nie miałaby z tym żadnego problemu. Byłaby szczęśliwa. Nie przeszkadzałyby jej spojrzenia innych ludzi, w ogóle przestali jej przeszkadzać inni ludzie, nawet Drake już nie przeszkadzał. Tylko serce znów biło po swojemu, niekoniecznie zadowolone z tego, co się dzieje, ale nie miało już prawa głosu. Szum jej głowie skutecznie zresztą zagłuszał jego protesty.
    Miękkie wargi wygięły się w ironicznym uśmiechu. Na tyle, na ile poznała Noaha – był o wiele lepszy, niż jego wujek. Dzieci generalnie są lepsze od dorosłych. Mniej kłamią, mniej kręcą, mniej kombinują, mówią prosto z mostu. Nie biorą narkotyków, nie piją alkoholu. Gdyby związek Grace i Drake’a zaczął się w piaskownicy, i tam się skończył, najpewniej byłby bardzo szczęśliwym związkiem. Ona zachwycałaby się jego ciemnymi włosami, oczami i złocistym odcieniem skóry – on fascynowałby się jej jasnością, świetlistością. Rozkosznie by ze sobą kontrastowali i wszystkie ciotki mówiłyby, że są razem tacy uroczy. Ale to już nie ten etap, niestety.
    - Tak? – spytała najzupełniej głupio, ale żadne rozsądne słowa, nie wspominając nawet o zdaniach, nie przychodziły jej do głowy. Ona nigdy nie próbowała. W swoim życiu miała styczność tylko z marihuaną i to dawno, dawno temu. I nawet po niej nie próbowała pocałunków i seksu. Nie uciekała już przed jego dotykiem, przestał tak drażnić i przeszkadzać. Zamknęła oczy, odprężyła się. Nie było tak szczególnie wygodnie, ale nie miała najmniejszej ochoty się nigdzie ruszać, gdy zaczynało być przyjemnie.
    Nie rozchyliła powiek, gdy dotknął jej twarzy, gdy ją pocałował. Usta uległy, rozchyliły się pod naciskiem jego ust. Podobało jej się to tempo, podobała jej się ta intensywność. Tego potrzebowała. Włączony do gry język działał sam, nad niczym się nie zastanawiała. Było ciepło, wilgotno, miło. Wreszcie mogła odpocząć. Nie wiedziała, czemu oderwała się od jego warg. Spojrzała na niego zamglonymi oczami, a ciało zaraz samo się uniosło, przecisnęło pomiędzy siedzeniami i znalazło sobie wygodniejsze miejsce – na tylnej kanapie. Opadła na nią nieco ciężko i posłała Drake’owi nieprzytomny, ale zachęcający uśmiech. Chciała się w niego mocno wtulić, wcisnąć go w siebie i spróbować jego ust jeszcze raz. Zupełnie nie myślała o tym, że będzie żałować. O niczym nie myślała. Tylko o tym, by sprostać potrzebie chwili.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: