Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-06, 13:59


    #29

    Przez ostatni czas nie miał tak naprawdę kiedy spotkać się z Grace na dłużej, niż przelotną chwilę, może na jakąś godzinę, maksymalnie dwie. Kobieta miała ostatnio sporo pracy, on również, bo teraz zaczęły się wakacje więc w klubie co chwile organizowane były jakieś zabawy, głównie osiemnastki i jakieś wieczory kawalerskie. Z niecierpliwością czekał na koniec tego sezonu, a z drugiej strony była to idealna chwila, żeby zarobić więcej pieniędzy i dorobić do pensji. Był przygotowany na to, że nie będzie mógł dosypiać, a czas który poświęcał na spanie, teraz poświęca na wypełnianie dokumentów i zaprawianie się kolejną kawą w ciągu jednego wieczoru. Miał dość, tak po prostu i najzwyczajniej w świecie, wolałby odsapnąć, posiedzieć z Grace, dotykać jej włosów i z nią rozmawiać.
    Patrząc na to wszystko przez pryzmat ostatniego występku dziewczyny w klubie, było słabo. Drake naprawdę się na nią wkurzył, bo nie dość, że dała się komuś zaciągnąć do kibla to dodatkowo była tak pijana, że ledwo kontaktowała. Nie był jej ojcem, żeby pilnować co robi i z kim, z drugiej strony był na siebie zły, że zignorował słowa Sicily dotyczące niebezpieczeństwa, jakie mogło spotkać Grace. Marshall nie brał sobie tego do serca, ślepo wierząc w to, że blondynka nie będzie na tyle głupia, by z obcym facetem iść do łazienki. Marshall się przeliczył, a Grace była nieprzewidywalna. Musiał przyznać, że ciężko było mu, mimo wszystko, wytrzymać bez niej tyle czasu. Przy najbliższej okazji będzie musiał podziękować Si za to, że dała sobie nabić tego siniaka na policzku, bo gdyby nie to, nie wyciągnąłby Grace na wyjazd do Vancouver.
    Weekend może nie był dwutygodniowym urlopem, ale nawet dwa dni bez Deep Lakes, pracy i problemów wydawały się wiecznością. Zdawał sobie sprawę z tego, że ten weekend minie bardzo szybko, był na to przygotowany, dlatego chciał te dwa dni wykorzystać najlepiej, jak się tylko dało.
    Sam przyjazd do Vancouver był nieco męczący, bo korki w mieście były niesamowite, a Drake od dawna nie stał tyle czasu na czerwonych światłach, ale jak to się mówi, coś za coś. Miał obok Grace i naprawdę chciał ją uszczęśliwić tym krótkim wypadem do miasta z którego pochodziła.
    — Rozumiem, że korki tutaj to taka... Jakby dodatkowa atrakcja, tak? — Wysilił się na mały żarcik, zerkając pytająco na blondynkę. Dobrze, że chociaż w towarzystwie czas leciał szybciej, a w ostateczności udało im się do tego miasta dojechać. Brunet zaproponował tą całą wycieczkę, ale naprawdę nie wiedział od czego powinni zacząć, ani gdzie powinien dalej jechać. Grace w tym momencie musiała robić za nawigację, a on? Siedział w tym samochodzie, skręcając tam gdzie mówiła Grace i obserwując ogromne budynki, oraz ulice tętniące życiem. Dawno nie był w tak dużym mieście, ostatnimi czasy nawet nie jeździł do Ottawy, żeby odwiedzać ojca. Nie tęskniło mu się za nim i nie widział sensu w tym, żeby do niego jechać, wolał zwiedzić Vancouver.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-06, 23:53


    XXVIII
    outfit


    Tak naprawdę widzieli się kilka razy i na trochę. I nie umiała się wtedy do niego zbliżyć. Od imprezy w klubie trzymała pewien dystans. Gdy mieszkała kilka dni u Nico, zupełnie się wykręcała – pracą i masą obowiązków, a on nawet nie nalegał, sam zabiegany. Myślała, że wszystko, co między nimi było, już robi odwrót – i że lada moment rozejdą się, każde w swoją stronę. Była z tym pogodzona. Wyrosła już z kurczowego trzymania ludzi za rękę i z dziecinnego tupania, gdy coś szło nie po jej myśli. A potem zadzwonił. Znów poprzestawiał jej świat informacją o tym, że Car pije i uderzył Si. A potem poprzestawiał go jeszcze bardziej, zapraszając ją na weekend w Vancouver. Ten facet miał wyjątkowy talent do wywracania wszystkiego do góry nogami. Grace faktycznie pomanewrowała nieco przy dyżurach, pozamieniała się godzinami – i w ten sposób zdobyła te trzy dni wolnego.
    Naprawdę się cieszyła. Tęskniła za rodzinnym miastem. Udało jej się nawet przekonać Drake’a, żeby przez ten czas choć dwa razy wyszli z jej znajomymi, których brakowało jej okropnie i na których wsparcie w tym trudnym dla siebie czasie liczyła. Sam wyjazd nie stanowił dużego problemu organizacyjnego – on dysponował samochodem, ona przestronnym mieszkaniem. Sytuacja idealna. Grace większość drogi przespała, bo w zasadzie ledwo zeszła z dyżuru, a już musiała brać walizkę i wyruszać w drogę. Co jakiś czas tylko się rozbudzała, sennie rozmawiała z Drake’iem, majstrowała przy radiu, by potem znów zamknąć oczka, odchylić głowę i odpoczywać. Dopiero gdy dojeżdżali do Vancouver rozbudziła się – bo, po pierwsze, musiała, a po drugie – ekscytacja nie pozwalałaby jej już spać. Wcale nie bolały jej korki. Gdy tylko wjechali w granice administracyjne miasta, ona znów czuła się jak u siebie i miała wrażenie, że nie było jej tu może kilka dni. Brakowało jej szumu wielkiego miasta, ciągłego ruchu, nieskończonych możliwości. W Deep Lakes brakowało jej miejsca. Wciąż uważała je za dobre miejsce na wakacje – ale nie do życia. Tam można było się ukryć lub odpocząć. Tu można było chwytać każdy dzień i korzystać z uroków młodości, zanim przeminie.
    - Korki są super! Serio, stoisz w korku, wiesz, że ludzie żyją, wszystko żyje, możesz pogadać przez telefon, posłuchać muzyki i, co najlepsze, zawsze możesz się usprawiedliwić tym, że były korki – mówiła z takim zachwytem, że to aż niewiarygodne. Musiała być jedyną miłośniczką korków na świecie. - Tu będzie w prawo. Widzisz tamten wieżowiec, o, tamten? To tam jedziemy teraz, zostawimy rzeczy – dodała, najpierw pokazując mu palcem, a potem z czarującą niecierpliwością wyglądając przez okno. Nie mogła się doczekać, aż będzie w domu, naprawdę w domu. - A tam, po lewej, masz szpital, w którym zaczynałam rezydenturę. Tam całe lata pracował mój ojciec – wyjaśniła z nutką sentymentu w głosie. Choć teraz jej relacja z ojcem pozostawiała wiele do życzenia, kiedyś przecież było naprawdę dobrze, naprawdę świetnie się dogadywali – i naprawdę go kochała. Po tym wszystkim pozostały głównie niechęć i żal.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-07, 00:30


    Drake nawet nie wiedział co robiła Grace, gdy nie spędzała z nim czasu. Nie wiedział u kogo pomieszkiwała, ani co robiła w wolnym czasie, ale bardzo się z tego cieszył. Znał siebie na tyle dobrze, by wiedzieć, że najzwyczajniej w świecie poczułby wkurwienie, gdyby powiedziała mu, że śpi u jakiegoś faceta i dlatego go ignoruje. Nie pasowało mu to, tylko przeszkadzało. Różnica, która zaszła ostatnio między nimi i ich zachowaniem, była ogromna. Grace nie była tak chętna do przytulania, jak wcześniej, a myślami była gdzieś daleko, a on to dostrzegał. Obserwował ją, głównie w milczeniu, bo to robił doskonale, milczał, obserwował i wyciągał wnioski. Przeszło mu nawet przez myśl, że wróciła do Cara, ale ile było w tym prawdy? Weekend w Vancouver wydawał się być idealny do rozmowy którą chciał z nią przeprowadzić, tutaj nie miała jak mu uciec, była skazana na jego towarzystwo, podobnie jak on był skazany na nią. Mięli spać w jednym mieszkaniu, spotkać się z przyjaciółmi Grace, on miał zwiedzić Vanvouwer i poznać lepiej Grace oraz powód tęsknoty blondynki za tym miastem.
    Nawet nie chciał jej budzić, gdy przysypiała. Łatwiej było mu się skupić na drodze, gdy w samochodzie panowała cisza którą przerywał spokojny, cichutki acz głęboki oddech Grace, gdy spała. Dopiero, gdy się przebudzała, rozgłaszała radio i rozmawiała, ale jemu to nie przeszkadzało, nawet nie miał zamiaru przyciszać. Wiedział co czuła Grace, widząc tak dobrze znane miasto, on również w ten sposób patrzył na Ottawę gdy do niej wracał. Wielkie miasto było hałaśliwe, życie toczyło się inaczej niż w Deep Lakes, ale on lubił miejski hałas, mimo wszystko chętnie wróciłby do Ottawy, gdyby miał taką możliwość.
    —Podziwiam Twój entuzjazm, ale facet za nami chyba nie jest szczęśliwy z tych korków — Odparł z delikatnym uśmiechem na ustach, zerkając w tylne lusterko by spojrzeć na człowieka, stojącego za nimi w korku. Marshall musiał przyznać, że humor miał nawet dobry, co było rzadko spotykane, ale ostatnio... Często miał dobry humor. Prawdopodobnie dlatego, bo nie spędzał czasu tylko ze sobą, miał z kim porozmawiać i w pewnym sensie, był bardziej towarzyski.
    — Tamten? Dobra, czyli tam robimy kurs — Przyjął do świadomości i dzięki wskazówkom Grace, skręcił w prawo, kierując się w stronę wieżowca wskazanego przez kobietę. — Nie wypadnij tylko przez okno, bo będziesz musiała ten szpital znów odwiedzać — Zażartował, kręcąc głową i spojrzał na szpital, którym blondynka była niesamowicie zabsorbowana. Wspomnienia i sentymenty, dwie piękne rzeczy dzięki którym wszystko, co było i istniało, dostaje drugie życie, odnajduje się w myślach, wspomnieniach i pamięci. Był w stanie oczami wyobraźni zobaczyć Grace jako studentkę i rezydentkę w szpitalu. W tym momencie wydawała mu się naprawdę szczęśliwa, a jemu zrobiło się trochę przykro, bo po powrocie do Deep Lakes ponownie będzie musiała mierzyć się z tymi nieprzyjemnymi rzeczami, których doświadczyła w tym miasteczku.
    Zaparkował pod wieżowcem wskazanym przez Grace, pomógł wyciągnąć jej rzeczy z samochodu, który zamknął, gdy wszystko co najpotrzebniejsze zgarnęli, weszli do środka wieżowca, a następnym kursem była jazda windą w górę.
    — Sezamie otwórz się, sezamie zamknij się. Zobaczę ten cudowny zachód słońca z tego mieszkania, czy nie jedziemy do Twojego domu? — Zapytał, gdy wcisnęli guzik a drzwi od windy się zamknęli. Stał pewnie blisko Grace, bo kto jak to, ale on nie robił sobie nic kompletnie z tego, że mogła potrzebować jakiejś przestrzeni osobistej, albo czegoś takiego, kwestia przyzwyczajenia.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-07, 13:25


    Nie czuła potrzeby tłumaczenia się komukolwiek. Tak naprawdę nikt się nią nie interesował, nie zawracał sobie głowy tym, co panienka Layton robi wieczorami i czy nie czuje się przypadkiem samotna – więc dlaczego miałaby się spowiadać? Nico zajął się nią w najgorszym momencie – gdy, po wydarzeniach z urodzinowej imprezy Mari i Lin, czuła się ze sobą podle. Otoczył ją dokładnie taką opieką, jakiej potrzebowała – czułą, spokojną, nienachalną. Gdyby nie on, pewnie wciąż przeżywałaby tamten wieczór na nowo. W tym momencie znajdowała się jednak już w zupełnie innym punkcie, czuła się lepiej i nie widziała już czającego się z każdej strony zagrożenia. Mogła nawet pojechać do Vancouver, i to bez dłuższego zastanawiania się i większych przygotowań. Jeszcze niedawno, zwłaszcza w pierwszych dniach po wizycie w klubie, raczej znajdowałaby miliony wymówek, rozglądałaby się nerwowo i robiła wszystko, żeby tylko zostać w ciszy swojego mieszkania. Drake powinien więc nawet czuć wobec Nico pewną wdzięczność… gdyby tylko wiedział o jego istnieniu. Grace jednak nie zamierzała go informować. Po co psuć taki uroczy wyjazd?
    Czuła, że już długo nie wytrzyma w Deep Lakes. Już niemal nic jej tam nie trzymało. Pierścionek, który wciąż nosiła na palcu, stanowił już chyba jedynie smutny relikt przeszłości. Mieszkanie nie było jej. Miała jedną przyjaciółkę. Nikt jej tu nie potrzebował. Gdyby nie Drake i Nico – już dawno by uciekła. Jedynie oni sprawiali, że miała po co spędzać kolejne dni w tym miasteczku smutku i kłamstw. Nie była jednak pewna, czy nie jest to jedynie stan przejściowy.
    - Czasem trzeba być samolubnym – roześmiała się, wytykając mu jego własne słowa. Ona wciąż nie do końca je rozumiała, wciąż zwracała dużo większą uwagę na innych, niż na siebie – ale myśl o potrzebie egoizmu co jakiś czas do niej wracała. Powoli zaczynało do niej docierać, że musi zadbać o własne szczęście – bo nikt inny nie przejmie się nim ani trochę. Nie miała jednak nawet pojęcia, w jaki sposób mogłaby to zrobić. Umiała dbać tylko o innych ludzi.
    - Jestem ostrożna! – zapewniła, oglądając swoje miasto tak, jakby było jakimś rajem na ziemi. Oczy jej błyszczały, a dłonie aż drżały z podekscytowania. Uśmiech rozpromieniał bladą buzię. Drake chyba, tak naprawdę, nigdy nie widział jej szczęśliwszej. Najchętniej wysiadłaby już teraz i dalszą drogę pokonała na piechotę, by już postawić swoje drobne stópki na znajomej ulicy – ale jakimś sposobem jeszcze się przed tym powstrzymywała. Gdy jednak już znaleźli miejsce na parkingu i otworzyła sobie drzwi, mało nie podskakiwała z radości. Skorzystała z pomocy Drake’a przy walizce, a sama wzięła jakieś lżejsze rzeczy, żeby nie połamać sobie rączek. Drzwi windy z cichym sykiem zamknęły się wreszcie za nimi i ruszyli w górę.
    - Jedziemy do mnie. Ale nie wiem, czy na razie posiedzimy aż do zachodu… Chociaż pewnie chciałbyś odpocząć, hm? – zagadnęła, z jakiegoś powodu wcale nieskrępowana jego bliskością. Zadarła nieco główkę go góry, by móc wygodnie patrzeć mu w oczy. Gdyby wspięła się na palce, sięgnęłaby jego warg. Gdy drzwi na powrót się otworzyły, Grace ruszyła przodem – i zaraz przekręcała już klucz w zamku przestronnego, jasnego mieszkania, urządzonego z klasą godną rodziny lekarzy, ale bez zbytniego przepychu. Duże okna dawały poczucie jeszcze większej przestrzeni. Nic dziwnego, że Grace tęskniła tak bardzo właśnie za tym miejscem – jej mieszkanko w Deep Lakes nie mogło się do niego umywać.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-07, 17:59


    Też nie powiedział Grace o Hannah, bo po co miał to robić? Mieszkała u niego, była jego dobrą znajomą, dużo ze sobą rozmawiali, fakt faktem raz poszedł z nią do łóżka, ale był to tylko jeden raz. Nie widział w tym nic złego, zwłaszcza, że wciąż, jakby nie patrzeć, był wolny i korzystał z tej wolności póki mógł. Na pewno nie byłby zadowolony z tego, że w życiu Grace pojawił się Nico, na pewno nie byłby też mu za nic wdzięczny, bo za co? Do tej pory to on opiekował się Grace i tak powinno zostać, dopiero pozbył się Carneya a teraz miałby się pozbywać drugiego faceta? Niby dla niego problemu by nie było, bo miał wprawę w rozwalaniu związków i niszczeniu czyichś uczuć, więc.... Dałby radę, oczywiście, gdyby się dowiedział o tym facecie.
    — No prosze, chyba zaczynasz to w końcu rozumieć — Odparł z uśmiechem na ustach. Wiedział, że kobieta była ostrożna, ale i tak zerkał w jej stronę, żeby sobie faktycznie krzywdy nie zrobiła i nie wypadła za okno, jakby nie patrzeć, była to Grace. Dziewczyna miała talent do pakowania się w niekomfortowe sytuacje, o czym Drake zdążył się już przekonać, i to nieraz.
    Ostatnio tak go unikała, że aż dziwnie było mu z tym, że stała tak blisko niego i nawet nie uciekała. Nie chciał jednak niczego psuć, więc zignorował to zachowanie, a gdy dojechali na piętro, wyszedł z tymi walizkami i zaczekał, aż Grace otworzy drzwi.
    — Chciałbym, ale z drugiej strony, zmęczę się i może pójdę szybciej spać — Odparł, wzruszając ramionami i wszedł za dziewczyną do przestronnego, widnego mieszkania. Zupełne przeciwieństwo tego, co było u niego, tu było... Jasno i świetliście, w jego domu panowały odcienie szarości, brązu i czerni. Widać, że przez długi czas mieszkanie zajmowała kobieta, ale już nie chciał nic na ten temat mówić, po prostu wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.
    Mieszkanie zrobiło na nim spore wrażenie, był zdziwiony, jakim cudem wychodząc z domu pełnego przepychu, mogła tak po prostu mieszkać w bloku, w mieszkaniu które przypominało bardziej komórkę, niż dom.
    — Jestem... W szoku. Ładnie tu masz — Podsumował krótko, odstawiając gdzieś walizki i rozejrzał się po mieszkaniu blondynki. Najbardziej zainteresowało go wielkie okno z balkonem, które bez chwili zastanowienia otworzył, żeby na ten balkon wyjść. Cała panorama miasta, wieczorem musiało to wyglądać niesamowicie, oświetlone budynki, błyszczące neony ozdabiające jakieś szyldy sklepów i bardziej popularnych marek. Właśnie przestał się dziwić temu, że Grace chciała wrócić do Vancouver, na pierwszy rzut oka robiło dobre wrażenie.
    — Wiesz co? Podziwiam Cię. Nie byłbym w stanie zostawić tego dla pseudo miasteczka, nasze góry to przy tym nic — Odwrócił się w stronę blondynki, ponownie wchodząc do środka, ale drzwi balkonowe zostawił otwarte. Dawno nikt tu nie przebywał, więc Marshall uznał, że mieszkanie powinno złapać chociaż trochę świeżego powietrza, a poza tym było tu tak... Pusto, przydałoby się tchnąć trochę życia w te meble i całe mieszkanie, które mimo wszystko, robiło wrażenie. Skierował się do Grace, lokując dłonie na zgrabnej talii blondynki i przyciągnął ją do siebie, nachylając się, by ją pocałować.
    — No cóż, Grace. Mam nadzieję, że te trzy dni sprawią, że odetchniesz od tego, co oferuje Deep Lakes — Rzucił wesoło, przerywając ten delikatny (!!!), ale pełen tęsknoty pocałunek. Zdążył się za nią stęsknić i to bardzo, dlatego cieszył się na wspólny wyjazd. Jeśli chodzi o Grace, był pewien, że tak będzie, ona również będzie zadowolona, biorąc pod uwagę to, że wiele razy widział jej szczęście, ale nigdy nie była tak szczęśliwa, jak teraz. On osobiście czuł się tu trochę nieswojo, nie znał tego miejsca, nie znał miasta, był nieco zagubiony, ale miał trzy dni na to, żeby przywyknąć.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-07, 20:53


    Byli siebie warci. Oboje milczeli na temat tego, że nie są tak zupełnie samotni, jak o sobie wzajemnie myślą. Trudno powiedzieć, czy to dlatego, że byli dla siebie tak obojętni, czy zupełnie odwrotnie - dlatego, że zależało im na sobie dość mocno, by bać się rozpadu tej relacji. Ostatnie dni wskazywały raczej na tę pierwszą sytuację. Ograniczony kontakt, trzymanie na dystans, żadnych choćby prób dotyku, pocałunku, a przecież jeszcze niedawno nie mogli wytrzymać w swoim towarzystwie i wręcz lgnęli do siebie, choćby po to, by zwyczajnie się przytulić. Teraz nawet w ciasnej przestrzeni samochodu nie próbowali przynajmniej musnąć się dłońmi. Coś się zepsuło. I Grace czuła, że to ona zepsuła - upijając się podczas imprezy.
    - Ale chyba nie zaboli nas, jak prześpimy się ze dwie godziny i coś zjemy? Długo prowadziłeś, Drake. A mam zaopatrzoną lodówkę, bo prosiłam przyjaciółkę, żeby zrobiła zakupy - odparła, zerkając na niego uważnie. Chyba w ich wyjeździe nie chodziło o to, żeby jak najwcześniej iść spać, prawda? A Viola, która od zawsze miała klucz do mieszkania, była tak miła, że na pewno zaopatrzyła ich dobrze - a przy okazji posprzątała, żeby nie musieli zawracać sobie głowy szorowaniem wanny czy zmienianiem pościeli. Mogli już tylko odpoczywać.
    - Myślałeś, że mieszkam w podłej melinie? - zaśmiała się. Była pewna, że on właśnie tak wyobrażał sobie jej mieszkanie - i nieco dziwiło ją, że jednak nie. Było nowocześnie, ale nie do przesady. Wszystko pozostało takim, jakim zapamiętała - duży blat kuchenny na wyspie, na którym pierwszy raz robiła to z Carem; spory balkon, na który jeszcze niedawno wychodziła z leżakiem; ten sam widok z okna, który wciąż musiał oszałamiać po zmroku. Pozwalała Drake'owi swobodnie się tu rozglądać. Mógł czuć się jak u siebie. Przystanęła przy drzwiach balkonowych, obserwując go lśniącymi radością oczami.
    - Byłam zakochana. Do bólu. Ja umiem zrobić wszystko z miłości, Drake - przyznała po prostu, odsłaniając przed nim swój najczulszy punkt. Pokazując mu swoje serce. Miłość czyniła ją słabą, sprawiała, że kompletnie podporządkowywała się drugiemu człowiekowi. Po przyjeździe do Deep Lakes przeżywała prawdziwą wewnętrzną tragedię, nie umiejąc znaleźć sobie wystarczającej przestrzeni i żadnego zajęcia. Potem wreszcie przywykła - tak przynajmniej jej się wydawało, bo teraz, gdy znów była tu, sama nie rozumiała, jak mogła wytrzymać te kilka miesięcy w swoim ciasnym mieszkaniu i w tej urokliwej, ale jednak - norze. Gdy tylko Drake znalazł się blisko, poczuła, że się czerwieni i traci oddech - jej dłonie momentalnie ułożyły się na jego szerokich barkach. Tak dawno jej nie całował, że prawie zapomniała, jakie to przyjemne.
    - Chcesz spać ze mną, czy u ojca? Pytanie chyba retoryczne, ale z kultury... z kultury spytam - zażartowała, ale odrobinę niepewnie; ledwo skończyła, na moment zagryzła wargi i jeszcze zanim zdążył odpowiedzieć, odezwała się znów. - Posłuchaj, ja... Naprawdę nie chciałam, żeby tamten wieczór tak się skończył. Wolałabym, żeby się nie wydarzył, niż żebyś... patrzył potem na mnie tak obojętnie - wymamrotała i widać było, że sprawia jej to dużą trudność - ale patrzyła mu przy tym w oczy.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-07, 21:54


    Nie ciężko było zauważyć, że coś było nie tak. Drake sam nie podejmował żadnych prób, żeby ją dotknąć, pocałować, albo zrobić cokolwiek innego. Traktował ją obojętnie, może nawet zbyt chłodno i odpychał ją od siebie, zachowując między nimi spory, obojętny dystans. Było to męczące, ale szczerze mówiąc, nie wiedział czym jego zachowanie było spowodowane, chociaż nie, wiedział. Był zły o ten klub, może nawet nieświadomie odtrącał od siebie tą drobną blondynkę, może szukał tylko pretekstu by to wszystko zakończyć, bo sam nie był pewien, czego tak naprawdę oczekiwał od siebie i od Grace. Dowiedział się natomiast tego, że musiało mu zależeć, bo jednak, mimo sytuacji w klubie, zadzwonił do niej, zaproponował wyjazd i chciał ją uszczęśliwić.
    — Nic się nie stanie, ale wolałbym zacząć od jedzenia, bo faktycznie trochę zgłodniałem — Długo prowadził samochód, zatrzymali się na postój głównie po to żeby zatankować samochód, a Marshall kupił sobie hot doga, ale co mu po jednym czy tam dwóch takich hot-dogach, skoro był facetem i jednak potrzebował trochę tego jedzenia, żeby się chociaż nasycić. Dobrze, że Grace miała zaufaną osobę, która dbała o to mieszkanie, inaczej byłoby pokryte warstwą kurzu, a sprzątać raczej by im się nie chciało. Zmęczyła go ta jazda samochodem, skupianie się na drodze przez tyle czasu było męczące, a dojechanie do celu bez żadnego zarysowania, wymagało skupienia.
    Zaśmiał się na słowa Grace i stuknął lekko palcem wskazującym w czoło blondynki. — Spodziewałem się, jakiejś żulprezy, a tu taka niespodzianka — Do Grace pasował przepych i wygody, była w końcu księżniczką, musiała mieć wszystko idealne, takie co by się jej podobało i było wartościowe. Zdążył się już przekonać, że nie patrzyła tylko na stan portfela, ale lubiła luksus, prawdopodobnie tak, jak każda kobieta. Pod tym względem niczym się nie wyróżniała na tle innych kobiet.
    — Wiem. Miłość jest skomplikowana i robi się dla niej głupoty, rozumiem co czułaś, gdy się przeprowadzałaś — Miał uczucia, mimo wszystko, chociaż często nie dawał tego po sobie poznać i był zdystansowany, a może nie tyle zdystansowany, co po prostu nie chciał całkowicie podporządkować się drugiej osobie. Miłość i związki nie polegały na całkowitym zdominowaniu drugiej osoby, tylko na kompromisach i na tym, by druga osoba, miała jednak chociaż trochę wolnej woli. Być dlatego nie nadawał się do długich związków, po prostu nie umiał w nich być i wkurzało go to, że druga osoba próbowała mieć nad nim całkowitą kontrolę.
    Brakowało mu dotyku delikatnych dłoni Grace. Przysunął się nawet bliżej, chcąc ją do siebie mocno przytulić, jakby była czymś co za chwilę zniknie, a nie osobą. Wiedział, że Grace tak po prostu nie rozpłynie się w powietrzu, a mimo to, przytulił ją tak jakby zaraz miała się rozpłynąć.
    — Z Tobą, Grace — Odparł bez zastanowienia i w sumie tylko tyle zdążył powiedzieć, bo kobieta zaczęła dalej mówić. Wsłuchał się uważnie w słowa, które wypowiadała i delikatnie się od niej odsunął, co miał teraz powiedzieć? Nie spodziewał się, że będzie chciała poruszać ten temat sama, chociaż jemu przeszło przez myśl to samo.
    — Ja nie... — patrzyłem na ciebie obojętnie, skłamałby gdyby to powiedział. Przez chwilę była dla niego obojętna, ale nie do końca to było powodem. —... nie dlatego patrzyłem na Ciebie w ten sposób. Pomyślałem, że Ci się znudziłem, bo szukałaś wykrętów i nie chciałaś się ze mną spotykać, a jeśli już to dosłownie na chwilę, a i tak nie do końca. Byłaś myślami gdzie indziej, myślałem, że wróciłaś do Carneya, albo co gorsze... Zastąpiłaś mnie kimś innym — Dokończył, siląc się na szczerość i zerknął na nią badawczo, jakby próbując wyczytać z jej twarzy, czy próbowała go okłamać, albo coś przed nim ukryć, czy po prostu było jej przykro, że tak pomyślał.
    Schował twarz w złote włosy kobiety, przytulając ją mocno. Gdyby była możliwość, mógłby ją w siebie wcisnąć, wszystko, żeby poczuć ją bardziej i mieć bliżej siebie. — Ten klub był głupotą, nie chcę Cię stracić, Grace — Dodał, przesuwając głowę nieco wyżej i wyplątał się z włosów Grace, wszystko po to by ucałować czubek jej głowy.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-08, 15:41


    Naprawdę myślała, że wszystko między nimi jest już skończone, tylko on nie ma odwagi powiedzieć jej tego w twarz. Że faktycznie się zabawił, poszedł z nią do łóżka, nasycił się jej towarzystwem – i zostawił w momencie, gdy potrzebowała wsparcia. I pomocy. Dlatego tak bardzo zdziwiła ją oferta wyjazdu i w zasadzie nie wiedziała nawet, czego się teraz spodziewać. Przeprosin? Udawania, że nic się nie wydarzyło? Dni i nocy w sypialni? W zasadzie była przygotowana na niemal każdą ewentualność, ale starała się o tym nie myśleć – chciała po prostu spędzić czas w rodzinnym mieście. Nie oglądając się na to, czy Drake będzie wtedy z nią.
    Zarejestrowała tylko, że trzeba będzie coś ugotować. Mogli od razu zamówić, ale Grace chyba wolała zrobić coś sama. Raczej częściej zamawiała, gdy miała jeść w samotności – a wtedy, gdy była z kimś, jakby z troski i z jakiejś dziwnej potrzeby serduszka chwytała za garnki, chyba ulegając swojemu opiekuńczemu instynktowi. Była nieco zmęczona, ale na tyle mogła się zdobyć. Czeka ją przegląd lodówki i pobieżna inspekcja całego mieszkania – czy na pewno nigdzie nie ma pajęczyn, czy pościel na pewno jest czysta i czy na szafie w kurzu nie rozwija się żadna nowa forma życia. Grace, oczywiście, ufała przyjaciółce – ale wolała się upewnić, że teraz, gdy był tu Drake, nie zdarzy się żadna wpadka. Żadna wpadka, w każdym sensie.
    - Nie jestem pewna, czy to takie proste do zrozumienia. Raz, że musiałam się przeprowadzić do nieznanego miejsca, zostawić tu pracę, mieszkanie i przyjaciół, ale dwa, że byłam kilka chwil przed ślubem. I musiałam go przenieść i zreorganizować. I, wiesz o tym sam, nic z niego nie wyszło – skrzywiła się, wbijając wzrok w okno na dłuższą chwilę. Już coraz rzadziej myślała o tym, że Deep Lakes zniszczyło jej życie – ale teraz znów wróciło to do niej i przez krótką chwilę jej serce ściskało się w bolesnym skurczu. Wciąż wspomnienie o Carze pozostawało ciepłe i po prostu dobre. Spędzili razem kilka lat i wydawało się, że nic, zupełnie nic, nie zniszczy tego, co było między nimi. Choć wydawali się zupełnie do siebie nie pasować, tyle czasu zgrywali się idealnie. Gdyby nie wyjechali… wszystko byłoby w porządku.
    Trochę ją zabolało, gdy się odsunął. Była jednak na to przygotowana – i sama cofnęła się o krok. Biodra zaraz odnalazły szybę i Grace przycisnęła kark do chłodnego szkła, mając nadzieję, że to pomoże jej wziąć się w garść.
    - Ty też niekoniecznie chciałeś się ze mną widywać. Nie spodziewałam się, że w ogóle jeszcze zobaczymy się kiedyś na dłużej, niż na chwilę. Myślałam, że po prostu skończyliśmy się my. Że sobie bzyknąłeś i odpuściłeś, gdy zrobiło się pod górkę – skrzywiła się, znów odwracając wzrok. Patrzenie na niego przychodziło jej ze sporym trudem. Była blada i cała radość, która buzowała w niej jeszcze kilka chwil temu, ustąpiła dziwnej bezradności. Gdy ją do siebie przygarnął, po prostu się w niego wtuliła, ale nawet nie drgnęła. Miała wrażenie, że wszystkie wspomnienia z ostatnich kilku miesięcy ją przytłoczyły.
    - Znów to mówisz, żeby mieć mnie na chwilę? Ja… przez chwilę byłam pewna, że to ciebie zawsze szukałam. A potem się rozsypało. I znów nie wiem, czy mogę ci ufać – przyznała cicho, wciskając policzek mocno w jego pierś.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-08, 16:24


    Sytuacja w której znalazła się Grace nie przedstawiała się w jasnych barwach i kolorach tęczy, była przykra, pełna hipokryzji i dała biednej, zagubionej kobiecie świadomość tego, że świat nie był sprawiedliwy. Przykre, że dopiero teraz musiała tego doświadczyć, najwidoczniej wszystko układało się zbyt dobrze. Szkoda tylko, że zniszczyło sie od razu, a nie stopniowo, a Grace nawet nie miała możliwości pogodzenia się z jedną porażką, bo runęła na nią cała ich fala.
    — Hm... Wiem coś na temat przeprowadzki, sam wcześniej mieszkałem w Ottawie i nie chciałem stamtąd wyjeżdżać. U Ciebie problemem był narzeczony i jego rodzina, a u mnie ojciec. Gdyby nie to, sam wciąż mieszkałbym w Ottawie — Mieszkałby w Ottawie, ale prawdopodobnie nigdy nie poznałby Grace, a odkąd pojawiła się w jego życiu, czuł, że wszystko nabrało wyraźniejszych kolorów. Kojarzył Grace z takim światełkiem, które wskazywało drogę wędrowcom zagubionym w lesie, samotnym, bojącym się własnego cienia i błądzącym w mroku. Każdy zagubiony człowiek potrzebował takiego światełka, który wyprowadzi go z ciemności. Miał wrażenie, że w jego przypadku to ona była światełkiem, a on był cieniem podążającym za iskierką, którą i tak w ostateczności pochłaniał, bo Grace równie często przy nim błyszczała, jak i gasła.
    — Byłbym skończonym kretynem, gdybym tak po prostu sobie Ciebie odpuścił po tym, jak włożyłem tyle starania w to, żeby Cię do siebie przekonać. Lubię robić sobie pod górkę, ale jak się na coś uprę to nie odpuszczam. Właśnie dlatego, nie będę rezygnował z Ciebie — Romantykiem był kiepskim, ale prawdopodobnie były to jedne z milszych słów, które Grace od niego usłyszała, nie licząc tego, gdy prawił jej komplementy i podziwiał jej urodę.
    — Nie chcę Cie na chwilę, tylko na stałe. Nie zmieniłem zdania, chociaż ostatnio było gorzej, ale to nie znaczy, że przestało mi na Tobie zależeć — Na Twoim miejscu bym sobie nie ufał, wciąż nie powiedział jej o tym, że nie licząc nocnego klubu, sprzedaje nielegalnie narkotyki na których zarabia pokaźną sumę pieniędzy, nie powiedział jej o tym, że wśród znajomych ma niebezpiecznych ludzi, ani o tym, że ojciec siedzi w więzieniu za narkotyki, a on zamiast zmądrzeć, poszedł tą samą drogą, co on, komplikując sobie życie.
    Głupio było mu sie do tego wszystkiego przyznać, o wiele łatwiej byłoby mu powiedzieć, że ma żonę i dziecko, wszystko byle go tylko nie zostawiła. Wiedział, że jego duma by na tym ucierpiała, a tym samym pozbawiłby się resztek honoru który jeszcze miał, lecz tonął za każdym razem, gdy Marshall pakował się w jeszcze gorsze bagno i nie potrafił się z niego wygrzebać.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 20:34


    - Ojciec? Co jest z twoim ojcem? – spytała uważnie, bo nie wydawało jej się, żeby kiedykolwiek o nim rozmawiali. Ewentualnie była tak pijana, że o wszystkim zapomniała, ale chyba w żadnym momencie nie urwał jej się nigdy przy Drake’u film. Nawet z nocy w klubie pamiętała wszystko, choć jak przez mgłę, i wyciągnięcie na pierwszy plan szczegółów zajmowało jej trochę czasu. Zastanawiała się, co takiego musiało się wydarzyć z panem Marshallem, by Drake z Ottawy wyjechał do byle jakiego Deep Lakes. Czy to dlatego w nim nie było zupełnie żadnego światła? Wiedziała, że śmierć córki musiała na niego bardzo wpłynąć, ale do tej pory nie sądziła, że mogły istnieć jeszcze jakieś inne czynniki.
    - Nie pierwszy raz mówisz coś w stylu, że nie odpuścisz, Marshall. Ja… już nie uwierzę od razu. Chcę spróbować coś zbudować przez te trzy dni. Jeśli nie wyjdzie… to wyjeżdżam. A raczej – wracam do Deep Lakes i wyjeżdżam znów. Do domu. Bo nic mnie tam nie trzyma, i… jestem zmęczona. Już nie mogę walczyć nawet o samą siebie – przyznała cicho, bezradnie, spuszczając na chwilę wzrok. Już nie umiała unieść więcej. Musiała poukładać swoje życie od nowa, a co chwilę waliło się znów, i znów. Teraz, gdy wydawało jej się stabilne, miała świadomość, że zaraz ponownie wydarzy się coś złego. Nie chciała już zapewnień, już nie chciała słów – tylko konkretnego działania, konkretnych kroków, silnych ramion wokół swojej talii i rzeczywistego wsparcia. Nie dostała go, gdy klęczała na zimnej podłodze w swojej łazience, w duchu prosząc, żeby test był negatywny. Gdy oglądała rano otarcia na bladej skórze i starała się powstrzymać napływające do oczu łzy. Nie było obok nikogo, gdy sobie nie radziła. I tak za każdym razem.
    - Nie wiem. Nie zaufam ci teraz. Nie od razu – pokręciła głową, odsuwając się o krok. Miała dość bycia tą sierotką, tą słabą, tą naiwną. Wszyscy patrzyli na nią tak, jakby zaraz miała się rozlecieć, wszyscy próbowali nią bezwstydnie manipulować, a ona chciała czuć się z nimi równa. I wiedziała, że to będzie wymagać z jej strony paskudnie dużo pracy. Że powinna diametralnie się zmienić. Dziwnie zmęczonym gestem odgarnęła z twarzy złociste włosy i odetchnęła głęboko. - Pójdę zrobić coś do jedzenia, okej? Tam jest sypialnia, tam jest łazienka, możesz się ogarnąć, położyć, co chcesz – powiedziała po prostu, okropnie cicho i bezsilnie, i ruszyła w stronę otwartej kuchni. Serce miała ściśnięte w bolesnym skurczu.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 23:16


    Oczywiście, Drake idiota, nie wspomniał Grace o ojcu, który siedział w więzieniu za narkotyki. Odchrząknął cicho, chyba pierwszy raz tak skrępowany przy tej drobnej blondynce i przejechał ręką po karku.
    — Mój ojciec siedzi w pierdlu za narkotyki i podejrzewam, że nie tylko narkotyki. Nie wiem co się stało, ktoś go musiał podkablować i mieliśmy nalot policji. Miałem chyba z piętnaście lat, gdy go zamknęli. A on wychodzi za pięć lat z więzienia, dostał dwadzieścia, dlatego myślę, że to nie były tylko narkotyki — Wyjaśnił, odwracając wzrok od blondynki. Było mu głupio, tak po prostu głupio. Nie było czym się chwalić, ojciec siedzący w więzieniu, matka z dwójką dzieci która przeniosła się do małego miasta, bo tam nie miała życia. Nie chciał nic mówić więcej na ten temat, najzwyczajniej w świecie wstydził się tego, że nie nauczył się na błędach ojca zupełnie niczego, bo sam zaczął rozprowadzać mając jakieś czternaście lat, łatwy sposób na zarobek.
    Wysłuchał uważnie tego, co Grace miała do powiedzenia i nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Nie chciał jej tracić, bo tego by już nie zniósł. Miał do wyboru albo teraz wyłożyć wszystkie karty na stół i w końcu pozwolić na to by Grace go poznała, albo kłamać i karmić ten brak zaufania, którym już go obdarzyła. Nie chciał psuć tego wyjazdu, ale podświadomie czuł, że właśnie teraz miał idealną okazję, żeby odkupić wszystkie swoje winy, od Grace zależało co zrobi z tym dalej.
    — Trzy dni na to, żeby coś zbudować.... Ale jak już budować to na zaufaniu, tym razem nie odejdę. Musisz mnie tylko wysłuchać, bo ja... Mam Ci coś do powiedzenia, właściwie, dużo mam Ci do powiedzenia — Zaczął, przejeżdżając dłońmi po ramionach Grace, patrząc prosto w te jej śliczne, błękitne oczy. Podjął męską decyzję, miał zamiar się tego trzymać, powie jej wszystko. Przyzna się do każdego kłamstwa, żeby zakończyć ten nieprzyjemny rozdział.
    — Zrobię to później, teraz chcę żebyś mnie poznała, tak naprawdę nic o mnie nie wiesz, a ja Cię kocham. Nie będę dłużej okłamywać osoby na której mi zależy, tylko najpierw usiądź — Szczerość? Właśnie tak, żadnego sarkazmu, żadnej ironii, wyznał jej swoje uczucia. Przyszło mu to nawet łatwiej, niż myślał. Może trochę popsuje początek tego wyjazdu, ale szczerze, wcześniej bał się powiedzieć wprost co czuje, zasłaniając się wątpliwościami.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-09, 23:36


    Zatkało ją. A przez myśl od razu przemknęło, że teraz rozumie, skąd u trzydziestoletniego faceta taki dom, tyle wanien, nowiusieńki samochód i brak skrępowania w wydawaniu pieniędzy. Musiał mieć coś wspólnego z narkotykami. Właściciel klubu, świetna przykrywka, świetna baza... Ale czy ona zbyt wiele sobie nie dopowiadała? Czy nie stworzyła tej historyjki, żeby uzasadnić teraz to, czego nie rozumiała? Zagryzła nerwowo wargi i wreszcie nic nie odpowiedziała. Nie miała pojęcia, jakie słowa byłyby odpowiednie w tym momencie. Że jego ojciec słusznie siedzi? Że narkotyki są złe? Że Drake nie powinien brać z niego przykładu? Moralizatorska gadka wydawała jej się najgorszą możliwą opcją, więc wybrała przemilczenie. Jej wzrok jedynie mówił, że się tego nie spodziewała. I że chyba nie za bardzo wie, co ma w całej tej sytuacji zrobić - i dokąd uciec.
    - Przecież słucham zawsze - wykrztusiła cicho, choć jej intuicja podpowiadała, że tym razem nie chce słuchać. Że Grace, jeśli nie wycofa się teraz, może już nigdy nie nie pozbierać, nigdy nie posklejać serca i nigdy nie znaleźć sobie miejsca w tym dziwnym, okrutnym świecie, do którego tak bardzo nie pasowała. Gdyby ona miała opowiedzieć mu wszystko o sobie - zamknęłaby się w minutowej historyjce. Jeśli on chciał powiedzieć jeszcze więcej - należało brać nogi za pas. Nogi jednak odmawiały współpracy i pozostawały w tym samym miejscu.
    - Kochasz? - bąknęła, oblewając się gorącym rumieńcem, który objął aż bladą szyję. Pokręciła gwałtownie głową i znów nie dała mu nic powiedzieć. - Płakałam w kiblu, sikając na test, nie mogłam założyć majtek, bo byłam cała obolała i poobcierana, a ty mówisz, że mnie kochasz? - szepnęła łamiącym się głosem, a łzy momentalnie stanęły jej w oczach. - Zresztą, nie odpowiadaj. Nie chcę słyszeć odpowiedzi - dodała tak samo cicho - i wreszcie odwróciła się od niego. Odeszła kilka kroków, ale tylko po to, by usiąść w fotelu. Początkowo chciała wybrać kanapę, ale tam zbyt łatwo zyskałby do niej dostęp, zaraz chciałby jej dotknąć, chciałby ją zatrzymać, a ona, teraz, gdy walczyła z gromadzącymi się pod powiekami łzami i z nerwowym kołataniem serca - potrzebowała przestrzeni. Przede wszystkim - dla swoich rozbieganych myśli. I dla pomieszczenia wszystkiego tego, co chciał jej powiedzieć.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-10, 00:09


    Szczerość nigdy nie była łatwa, wolał uciekać w kłamstwa, bo nieważne jak byłyby bolesne, nie równały się nawet z najgorszą prawdą. Nie wiedział, czego w tym momencie powinien się spodziewać, w ogóle nie myślał co zrobić. Teraz chciał się wycofać, w ogóle najlepiej wrócił do tego cholernego Deep Lakes i zamknąć się w czterech ścianach swojego domu, żył ze sobą tyle lat i nikt nie cierpiał, bycie palantem bardziej popłacało.
    Słysząc słowa Grace odnośnie gwałtu i tego całego zajścia w klubie, nie wiedział co ze sobą zrobić. Poczuł narastającą irytację, wymieszaną z żalem i poczuciem winy, naprawdę był na siebie zły za ten klub, ale jaki miał teraz na to wpływ? Nie miał wpływu, żadnego, a kłócić się z Grace również nie chciał.
    — Czemu obwiniasz mnie za to co zrobił inny facet? Grace, to nie ja Cię zgwałciłem, czemu mam za to obrywać, próbujesz w ten sposób rozwiać poczucie winy, że poszłaś z nim do tego kibla? — Zagotował się niemalże natychmiastowo. — Masz rację, niepotrzebnie Ci to mówiłem, będę dalej udawać, że jesteś mi obojętna — Uciął temat, odrywając spojrzenie od Grace i przeniósł je za okno. W taki sposób nie miał zamiaru z nią rozmawiać, obrzucanie się wzajemnie winą na pewno w niczym by nie pomogło, przed chwilą był gotowy by wyznać jej wszystko, wystawić kawę na ławę, ale teraz? Teraz to się wahał, chociaż... Czy w tym momencie miał coś jeszcze do stracenia? Chyba nie, dlatego nie miał zamiaru odpuszczać, chociaż zaniepokoił się trochę tym, że mogłaby go wydać policji. Trudno, raz się żyje.
    — Mam do zrobienia jedną rzecz, zanim wszystko usłyszysz — Mruknął, przenosząc spojrzenie z szyby na twarz Grace i podszedł do niej, opierając jedną dłoń o stół, a drugą o oparcie krzesła na którym siedziała blondynka. Nachylił się do niej, żeby pocałować ją w usta, krótki, czuły pocałunek. — To na pożegnanie, bo prawda Cię przygniecie — Odsunął się od niej, przygryzając delikatnie dolną wargę i spojrzał na nią dość smętnym wzrokiem, kawa na ławę, relacja budowana na zaufaniu. Nie postanowił zająć krzesła obok, wolał postać, oprzeć się o blat i zacisnąć palce na szafce.
    — Sprzedaje, Grace. Tak jak mój ojciec, nawet sam czasem biorę stąd moje przypływy agresji. Zacząłem w wieku czternastu lat, łatwy zarobek, dla pogubionego dzieciaka praca idealna. Wtedy, gdy policjanci przyjechali po ojca myślałem, że zgarną mnie i pójdę do ośrodka. Ojciec dostał dwadzieścia lat odsiadki, my się przeprowadziliśmy. Nie przestałem rozprowadzać, w liceum odnowiłem kontakty i zacząłem się dogadywać z pracodawcą mojego ojca, pięć lat temu, gdy otworzyłem klub, przejąłem ten cały biznes i mam dostęp do towaru który ściągany jest nie tylko z Ottawy, ale innych stanów. Carlotta nie wiedziała o wszystkim, później była Aura i Amanda, wtedy przestałem rozprowadzać, ale po śmierci małej znów wróciłem do tego całego biznesu — Nawet nie wiedział, czy robił dobrze, czy raczej źle. Ciężko mu było o tym mówić, to były tajemnice które trzymał w sobie przez wiele lat, nikt tak naprawdę z jego środowiska o tym nie wiedział, poza Sicily, która wszystkiego się domyślała. Sam by jej nigdy nie powiedział, ale nie ma co się dziwić, kto by się przyznał?
    — Kłamałem i kombinowałem całe życie, żeby nie skończyć jak ojciec. A teraz.... Kłamię bo mam już taki nawyk, przychodzi mi to łatwiej niż mówienie prawdy. Odpycham Cię od siebie i zaraz do Ciebie wracam, bo z jednej strony nie chcę Cię na nic narażać. Wiem, że facet taki jak ja w Twoich oczach może być nikim, że mierzysz wyżej, a z drugiej strony mi zależy dlatego w to wszystko brnąłem — Z tonu jego głosu łatwo było wyczytać, że nie był z siebie dumny, było mu wstyd. Przez tyle czasu ją okłamywał, nie tylko ją, właściwie okłamywał wszystkich dookoła. Teraz mógł chociaż powiedzieć, że ma czyste sumienie, żadnych tajemnic, żadnych namnażających się kłamstw i sekretów. Zacisnął mocniej palce na jasnym blacie, czekając na werdykt Grace, zerkając w jej kierunku spojrzeniem zbitego psa, czekającego na wymierzenie kary przez właściciela, słusznej kary, czy też nie słusznej, w tym przypadku na pewno nie spodziewał się pochwały. Bardziej zawodu jego osobą.
    — To tyle. Nie wiem co z tym zrobisz, wybór należy do Ciebie. Od siebie mogę dodać jeszcze tylko tyle, że strasznie jest mi z tego powodu przykro, nigdy nie chciałem Cię zranić i nadal nie chcę, nie zasługujesz na to, ale na prawdę już tak — Dodał, chociaż sam nie wiedział tak do końca po co to mówił. Może po to żeby chociaż trochę się wybielić i jakoś ją urobić, żeby przyjęło to w delikatniejszy sposób? Nie wiedział, czuł natomiast bezsilność, która wypalała go od środka, bo właśnie teraz w tym momencie, zdawał sobie sprawę z tego, że może stracić Grace, tym razem już na zawsze. Cholernie się tego bał, ale z drugiej strony był na to przygotowany.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    25

    wiek


    jest lepszym lekarzem

    ZAJĘCIE


    niż kochanką

    UCZUCIA




      
    Grace
       Layton

      
    "Lord, it'd be great to find a place we could escape sometime

      

      

      

      

      

      

    2020-07-10, 00:57


    - Ja cię słucham, a ty mnie słuchasz? Nie obwiniam cię o to, co się stało. Kurwa, mówiłam, że nie obwiniam. Ale potem nagle zamilkłeś i ani trochę nie obchodziło cię to, co ze mną dalej. Jak się czuję, czy się trzymam, czy nie zaszłam w ciążę - pokręciła gwałtownie głową i przez chwilę rozmasowywała skronie. Czuła zbliżającą się z nerwów i zmęczenia migrenę. - Skończ udawać. Ja mam tego dość. Nie wiem już, kiedy rozmawiam z tobą, a kiedy z jakąś atrapą ciebie - westchnęła ciężko, znów nie mając dość siły, by na niego spojrzeć. Nie była pewna, czy to dobry moment na poważne rozmowy, czy w ogóle stać ją teraz na szczerość, na skupienie na nim, na jego historii, ale Grace zawsze przynajmniej próbowała. Nie wycofywała się przed startem.
    Zdziwił ją tym pocałunkiem. Nie skomentowała go jednak w żaden sposób, pewna, że Drake jej nie docenia. Że sprzeda jej zaraz jakąś łzawą historyjkę o zagubionym chłopcu, który nie dostał w dzieciństwie psa i dlatego dusza go opuściła i pozostawiła właśnie takim. Miała dość bycia traktowaną jak najsłabszy punkt całego wszechświata i sądziła, że zaraz mu udowodni, że nim nie jest. Że na wszystko machnie ręką, wstanie i stwierdzi, że jednak idzie robić obiad, bo to wszystko jest nieważne.
    A jednak.
    Słuchała go, a jej błękitne oczy otwierały się coraz szerzej. Kolory stopniowo odpływały z twarzy. Usta rozchylały się lekko, nie umiejąc unieść ciężaru zdziwienia. Serce łomotało coraz mocniej, coraz bardziej nieregularnie, przypominając, że nie jest z nim najlepiej i bez tych rewelacji. Jeśli do tej pory miała w głowie mętlik, teraz jej myśli już tylko rozbijały się o siebie nawzajem i zaraz wybuchały jak pociski, obsypując jej zmęczony umysł zwęglonymi odłamkami, odbierając jej jasność widzenia całej sprawy.
    Okłamywał ją. Rzekomo przestał już dawno, gdy jego plan rozbicia jej związku się wydał. A jednak - to było odłożenie na bok jedynie jednego kłamstwa. W rzędzie stały jeszcze kolejne, i kolejne, i Grace bałaby się spytać, jak wiele rzeczy jeszcze przed nią ukrył. Pistolet w schowku, świetny samochód, klub. Zamknięty na klucz gabinet. Wszystkie puzzle do siebie pasowały i Layton, po raz kolejny w życiu, była zdziwiona, że nie udało jej się przewidzieć wzoru na układance wcześniej. Na wysokości wzroku wciąż miała pudełko - a bezsensownie wpatrywała się w porozrzucane kawałki.
    Przemilczała cały jego wywód. Potem spomiędzy jej szalejących myśli wyłoniła się jedna, konkretna - wspomnienie z baru, gdzie spędziła, o dziwo, całkiem miły wieczór z Marie i Sicily. Wspomnienie wiązało się z panienką Marshall. Przed oczami zobaczyła jej dłoń, odpowiednio ułożoną, i zaraz w jej głowie rozbrzmiały słowa Si - dokładna instrukcja, krok po kroku, i wszystkie złote wskazówki. Grace spojrzała na swoje ręce - i nie wierzyła w to, co się działo. Jej ciało samo podniosło się z fotela. Dwa kroki, zupełnie bezgłośne, zawsze poruszała się tak cichutko - i soczyste, głośne uderzenie zaczerwieniło policzek Drake'a. A oczy Grace momentalnie wypełniły się łzami - zupełnie jakby to ona dostała.
    - Kiedy dowiem się, że znów kłamiesz? Kiedy? Jutro wyciągniesz na światło dzienne nowe fakty? Pojutrze? Za tydzień? Za pięć lat, gdy będę zakochana po uszy, zapatrzona pod siebie i z dzieckiem na rękach? Za czterdzieści lat, gdy nie będę miała siły, żeby dać ci w pysk? - dopytywała wilgotnym, łamiącym się głosem, nienaturalnie podwyższonym i ledwo kontrolowanym. Głosem, który najchętniej przerodziłby się w szloch. - Dawaj, co masz jeszcze. Wszystko. Śmiało. Wciśnij mnie w ziemię, tak lekko, tak łatwo idzie wam deptanie po mnie, nie krępuj się, przecież ja nawet nie mrugnę, gdy znów popchniesz mnie za mocno, gdy znów wbijesz mi szpilkę, znów mnie nazwiesz słabą, bo przecież ja nie umiem nawet zaprotestować! - krzyknęła wreszcie i zaraz zasłoniła dłonią usta, na długi moment, by stłumić ten cholerny szloch, który nie chciał wycofać się z jej piersi. Czuła się upokorzona. I oszukana. I naprawdę słaba.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Electra, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    30

    wiek


    Drugs for me

    ZAJĘCIE


    I've been cut I've been opened up

    UCZUCIA




      
    Drake
       Marshall

      
    "You left me here like a chalk outline On the sidewalk waiting for the rain to wash away

      

      

      

      

      

      

    2020-07-10, 01:54


    — Ja... Myślałem, że nie będziesz chciała o tym rozmawiać — W takich momentach lepiej było kogoś zostawić samego, ale najwidoczniej Marshall wciąż nie potrafił pojąć tego, że Grace nie była nim, ona potrzebowała opieki, pozytywnych bodźców, których najwidoczniej od niego wymagała, a on nie potrafił jej ich dać —A zaszłaś w ciąże? — Słowo ciąża było tym, które dopiero po dłuższej chwili udało mu się zanotować, a może po prostu dopiero teraz do niego dotarło.
    Milczenie Grace nie świadczyło o niczym pozytywnym, prawdopodobnie teraz układała sobie wszystko w głowie, łączyła ze sobą elementy układanki, które jej nie pasowały. Nie wiedział, jak zareagowałby na jej miejscu, gdyby osoba którą podobno się kocha, wyjawiłaby coś takiego. Zbyt wiele emocji i myśli przechodziło przez jego głowę co się teraz stanie? zostawi mnie? zrezygnuje? znienawidzi?, a co miała powiedzieć teraz Grace ? Kolejna bliska osoba zawiodła jej zaufanie, chociaż wielokrotnie powtarzała, że wcale, ani trochę mu nie ufała. To było lepsze wyjście, on sam nie miał do siebie zaufania, a co dopiero druga osoba? Było mu przykro z tego powodu, że dopiero teraz wszystko wyszło na jaw, prawie wszystko, bo nie wspomniał jeszcze o współlokatorce która na chwilę u niego pomieszkuje, ale to było mniejsze zło w porównaniu z tym, co usłyszała ta drobna blondynka.
    Gdyby na niego nie patrzyła, łatwiej by mu się mówiło, lecz spojrzenie którym go obdarzała, to pełne rozczarowania było cholernie palące. Pierwszy raz od długiego czasu zdawał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie ma nad niczym kontroli, nie miał jej od dłuższego czasu, lecz wszedł w zaparte twierdząc, że wszystko kontrolował. Dopiero teraz uderzyło do niego to, że tak naprawdę nic nie szło po jego myśli, a kobieta z którą mógłby być, w tym momencie przezywała prawdopodobnie wielkie załamanie, chociaż wciąż milczała. Był jednak z siebie zadowolony, bo w końcu jej o tym powiedział. Nie wszystkie tajemnice były wieczne, a Grace wydawała mu się odpowiednią osobą do tego, by jej o tym powiedzieć.
    O wiele łatwiej by było, gdyby coś powiedziała, zareagowała w jakiś sposób, jakikolwiek. Milczenie Grace było gorszą karą, niż słowa które mogła wypowiedzieć.
    Zmrużył oczy, gdy dziewczyna podniosła się z fotela. Spodziewał się wszystkiego, naprawdę wszystkiego, ale nie tego, że ta delikatna dłoń wymierzy mu tak siarczysty policzek. Spojrzał na nią zdziwiony, dotykając twarzy swoją dłonią, ale nie zareagował. Żadnego agresywnego ruchu z jego strony, żadnego zaciśnięcia palców na delikatnych nadgarstkach Grace, tylko spojrzenie przepełnione rozgoryczeniem. Bardziej niż ten policzek, zabolało go to, że w jej oczach pojawiły się łzy.
    Pozwolił jej się wykrzyczeć, opanować furię, która zrodziła się w jej głowie, słuszną furię. Tym razem wiedział, że nie zaczęła krzyczeć bez powodu, zasłużył i zdążył się z tym pogodzić. Prędzej czy później wszystko wyszłoby na jaw, ale może dzięki swojej szczerości jakoś u niej zaplusuje.
    — Nie, Grace, cholera. Żadnych nowych faktów już nie będziesz, rozumiesz? Właśnie dlatego Ci o tym powiedziałem, bo nie chcę kłamać, nie mam już siły, po prostu mnie to przerasta. Mam wyrzuty sumienia, to wszystko rozpieprza mnie od środka, po prostu nie chcę więcej kłamać. Mam uczucia, tak jak Ty, też jestem człowiekiem. Unikałem Cię, bo potrzebowałem czasu żeby do tego dojść, długo mi to zajęło wiem, mogłem Ci od razu wszystko powiedzieć, ale Ci nie ufałem, bałem się — Zaczął się tłumaczyć nieco łamiącym głosem, ale nie miał zamiaru się rozklejać, przecież Drake Marshall nie płakał. Łzy nie były w jego stylu, ostatni raz płakał na pogrzebie córki i niech te łzy zostaną dla niej, bo chociaż zależało mu na Grace, ona wciąż tu była, nie odeszła, nie wyszła, nie kazała mu wyjść.
    Weź się kurwa w garść, jesteś facetem, wytknął sobie w myślach przygryzając wewnętrzną stronę policzka.
    Poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku, gdy blondynka zaczęła szlochać, gdy przysłoniła usta drobną dłonią. Stała przed nim taka bezbronna, zmiażdżona, rozsypana. Nie podobał mu się ten widok, zrobiło mu się nagle niedobrze i naprawdę poczuł, że zaszkliły mu się oczy. Odwrócił głowę od Grace, zacisnął zęby by chociaż przez chwilę na nią nie patrzeć.
    — Przestań tak mówić, jest jedna rzecz, ale to tak naprawdę nic. Mam współlokatorkę, ale nic mnie z nią nie łączy, żebyś czegoś więcej nie pomyślała — Nic więcej nie mógł dodać, to by było na tyle, koniec historii życia Marshalla. Przeniósł na nią spojrzenie, nie bardzo wiedząc co w tym momencie zrobić, najwyżej go odepchnie, trudno. Zbliżył się do niej, by po prostu ją objąć, przytulić mocno do siebie, byle mu tylko nie uciekła.
    —Przepraszam, naprawdę nie chciałem Cię skrzywdzić — Wyszeptał, wtulając twarz we włosy kobiety i w sumie dopiero w tym momencie pozwolił sobie na to, by emocje wzięły nad nim górę, nie płakał, chociaż na te łzy mu się zbierało. Dlatego wtulił twarz we włosy, a te kilka łez które uronił zniknęły w złotych włosach blondynki. Nie chciał, żeby oglądała go w tym stanie, a teraz naprawdę potrzebował się przytulić, tak po prostu. Wiele kosztowało go wypowiedzenie tych wszystkich słów, wymagało od niego odwagi na którą w końcu się zdobył. Powinien być z siebie dumny i może był, ale co mu po chwili dumy, skoro teraz, w miejscu w którym powinno znajdować się serce, czuł wypalające, nieprzyjemne gorąco.
     
    imię / nick:hellheim
    multi:Dante, Arszenik
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: