Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    20

    wiek


    Chcę na starość hajs

    ZAJĘCIE


    i przejdę przez to cało sam

    UCZUCIA




      
    Leo
       Summerby

      
    "Chociaż ten małolat ma wybitny cel od gnoja Sporo zer i żona, bankowo ten bieg pokonam

      

      

      

      

      

      

    2020-06-22, 14:56



    Dostając propozycję zagrania na festiwalu nie wahałem się ani chwili. W ostatnim momencie zabrakło im DJ na pogrywanie w trakcie przerwy, więc mając możliwość zagrania godzinnej popisówki spakowałem wszystko i pojechałem do miasta, w którym nawet nigdy nie byłem. Wieś jakich mało, ale skoro mają festiwale muzyczne to chyba aż tak zabici dechami nie są. Tak sobie pomyślałem, szczególnie jak musiałem się zatrzymać żeby krowy na ulicy przepuścić.
    Zagrałem kilka swoich klasycznych numerów, które przez swój mocno klubowy charakter dziwnie się grało na otwartym powietrzu w południe. Słońce dawało mi po mordzie, a ja zapuszczałem ludziom nuty do tańczenia, które chyba nie muszę mówić, nie spełniły swojej funkcji. Ale przynajmniej moja ksywka pojawiła się na wykazie artystów i zrobili mi trochę fotek, więc osiągnąłem chociaż tyle. Spakowałem sprzęt do samochodu, miałem jednak zamiar wykorzystać wejściówkę artysty, dzięki której miałem zniżki na jedzenie, więc zamknąłem auto i ruszyłem przez teren festiwalu do strefy gastronomicznej. Nie mogłem pić, więc rozglądałem się za piwkiem bezalkoholowym i może jakąś pizzą na kawałki. I już wiedziałem gdzie mam iść, gdy nagle śmignęła mi przed oczami miłość z dziecięcych lat. Znaczy dobra, nie byłem pewien czy to ona, ale nagle sprawdzenie tego stało się o wiele ważniejsze niż mój domagający się jedzenia żołądek. Przepchnąłem się przez garstkę ludzi, którzy dzielili mnie od dziewczyny, po czym delikatnie dotknąłem ją w ramię. Nie chciałem się przecież narzucać ani wychodzić na jakiegoś psychola co od razu pannę zaciąga w ciemną uliczkę.
    - Daisy? – zapytałem, trzymając już ręce przy sobie i nawet odległość zachowując taką żeby w razie pomyłki móc tylko się uśmiechnąć i przeprosić za zajęcie tych kilku sekund z życia.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:Cytryna
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    po co nam jakość w uśmiechu

    ZAJĘCIE


    skoro jesteśmy smutni

    UCZUCIA




      
    Daisy
       Miller

      
    "Dżentelmenów w moim życiu jest ciągły brak

      

      

      

      

      

      

    2020-06-23, 21:22


    06.

    Ciągłe siedzenie w Deep Lakes sprawiało, że dosłownie odchodziłam od zmysłów. W sumie szkoła się szczęśliwie dla mnie kończyła, a zaczynały się wakacje, na które zawsze reagowałam pozytywnie, ale w tym roku... No mocno nie czułam żadnej różnicy i to nie tylko dlatego, że na dobrą sprawę musiałam zacząć szukać pracy, bo na uczelni nie zamierzałam się pojawiać. Po prostu... mało rzeczy póki co sprawiało mi radość, na większość reagowałam jednak wzruszeniem ramion, przysięgam że bywały dni kiedy po prostu leżałam na plecach na łóżku i wpatrywałam się w sufit. I to chyba z wiadomych względów, nie? Chociaż ja o mamie naprawdę próbowałam nie myśleć w każdym możliwym momencie i po prostu znajdowałam sobie na siłę jakieś zajęcia. Jak choćby ten "festiwal" w jakiejś wiosce oddalonej o 50 minut drogi śmierdzącym autobusem w którym oczywiście klimatyzacja nie działała. W połowie drogi żałowałam, że w ogóle tam wsiadłam i że jechałam tyle czasu, tylko i wyłącznie po to, żeby przejść się po jakimś polu, kupić porcję frytek i posłuchać jakichś słabych muzyków. I choć często w takich miejscach można znaleźć naprawdę perełki i rewelacyjnych artystów tak teraz... Trochę w to wątpiłam. Plus nie znałam nikogo z plakatu; noooo a przynajmniej tak mi się zdawało wcześniej, bo siedząc gdzieś na ławce w tyle podniosłam wzrok kiedy akurat pewien brunet wchodził na scenę i... Kurwa, czy to był Leo? W sensie TEN Leo, z którym śmigałam za dzieciaka? No koniecznie musiałam to szybko sprawdzić i faktycznie; parę kliknięć na instagramie i wyskoczyło mi jego konto. To w sumie zabawne, że informacja o tym, że rucha każdą laskę po kolei dotarła do mnie szybciej niż to, że jest didżejem. I to, kurdeeee, nawet w miarę takim okej. Ale no sory, nie byłam jednak w stanie tego w spokoju słuchać, wiedząc jakim jest człowiekiem, czyli że dosłownie przedstawiał wszystko czego ja nienawidziłam w facetach. Przysięgam że na moment przed oczami stanął mi Jake, dlatego po chwili już szłam gdzieś w całkiem inną stronę festiwalu.
    Pokręciłam się trochę po tamtym terenie, potem nawet po tej miejscowości, aż nie wróciłam znowu na festiwal, stając w miejscu i włączając gps w telefonie bo oczywiście kompletnie nie pamiętałam gdzie jest ten cholerny przystanek autobusowy. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że nagle poczułam na sobie czyjś dotyk, a że mam taki a nie inny odruch, to wzdrygnęłam się całym ciałem i z bojową miną odwróciłam się do... Leo. Czy powinnam palić głupa? - Może? - burknęłam niemiło i wbiłam w niego spojrzenie. Po co on do mnie zagaduje, skoro się nie widzieliśmy tyle czasu? Jeeezu, pewnie myśli że jest teraz wielką gwiazdą i że będziemy mogli jakoś miło spędzić ze sobą czas. - Sooorryy, ale eee... Znamy się? - no nie wiem, potrzebowałam chyba więcej czasu żeby wiedzieć jak się przy nim zachowywać, więc no... Tak. Udawałam idiotkę. Chociaż serce zabiło mi trochę szybciej, no z nerwów, bo jak ja nie lubiłam takich fuckboyów! Chociaż nie powiem, chyba jakiś plan się w mojej małej głowie powoli układał.

     
    imię / nick:bluemoon#2005
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    Chcę na starość hajs

    ZAJĘCIE


    i przejdę przez to cało sam

    UCZUCIA




      
    Leo
       Summerby

      
    "Chociaż ten małolat ma wybitny cel od gnoja Sporo zer i żona, bankowo ten bieg pokonam

      

      

      

      

      

      

    2020-06-23, 22:11


    Chyba nie była w humorze, co wywnioskowałem po jej tonie głosu, ale nie lubiłem tak oceniać szybko ludzi wiedząc, że za każdym mruknięciem może kryć się jakaś kłótnia, słaby dzień czy inne trudności losu. Te plotki o mnie najbardziej mnie nauczyły żeby za szybko nikogo nie oceniać, a już na pewno nie miałem zamiaru robić tego po jednym czy tam dwóch słowach wypowiedzianych w moją stronę przez dziewczynę, która teraz coraz bardziej przypominała mi Daisy. W końcu wodziłem za nią wzrokiem jako dzieciak... no dość często nie ukrywajmy, zapamiętując jakieś idiotyczne szczegóły jej urody, co jak tak teraz o tym myślę to strasznie creepy jest, więc lepiej żeby nigdy się o tym nie dowiedziała.
    - Leo jestem. – Przyłożyłem rękę do swojej klatki piersiowej, jakby próbując udowodnić, że ja to ja, co strasznie idiotyczne było, bo skoro się przedstawiam to chyba logiczne, że o sobie mówię. Co za pajac. Już idiotę z siebie robię. – Przyjeżdżałaś kiedyś do Deep Lakes na wakacje? – zapytałem już jak naprawdę totalny świr, szkoda że jeszcze nie zapytałem czy pamięta jak się wywróciła na chodniku, bo ją jakiś idiota wodą opryskał i chciała się odwdzięczyć. Miałem do niej tyle pytań, więc pewnie dlatego brzmiałem jak jakiś nakręcony wariat, ale naprawdę dobrze było ją widzieć, chociaż wolałbym pogadać w jakimś innym miejscu niż tak na przejściu, bo co jakiś czas dostawałem w bark, ktoś mi nawet buty podeptał, ale dopóki niechętnie podchodziła do jakiekolwiek rozmowy ze mną to się nie będę narzucał. Może się zawsze okazać, że to jednak nie ona, a wtedy to by było już na maksa bez sensu, bo wyrwanie jakieś obcych panienek nie było w moim planie, a Daisy po prostu mnie ciekawiła. Bo to nie tak, że ja już ją chciałem wyrwać tylko po prostu tyle lat jej nie widziałem i chciałem wiedzieć co u niej, jak jej życie mija. Chyba nawet trochę zapomniałem jaka była fajna. I ładna. A teraz to już w ogóle była prześliczna, więc głównie dlatego stałem trochę wryty, próbując opanować się na tyle żeby zaraz się jej nie przyglądać z otwartymi ustami czy coś w tym stylu. Wtedy to bym dopiero wypadł słabo w jej oczach. O ile jeszcze nie wypadłem. – Jestem tym Leo, co ci kiedyś dał koncert na śmietnikach pod swoim domem. – Zaśmiałem się na to jedno z idiotyczniejszych wspomnień, ale miałem nadzieję, że nikt inny jej takich popisów muzycznych nie dawał, więc może chociaż po tym mnie skojarzy. Chyba, że nie będzie chciała skojarzyć to w sumie odpuszczę, bo już się chyba wystarczająco przez dziewczyną skompromitowałem.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:Cytryna
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    po co nam jakość w uśmiechu

    ZAJĘCIE


    skoro jesteśmy smutni

    UCZUCIA




      
    Daisy
       Miller

      
    "Dżentelmenów w moim życiu jest ciągły brak

      

      

      

      

      

      

    2020-06-24, 00:08


    Moja mina przy pierwszym Leo jestem nawet nie drgnęła, zastygła kompletnie w tym całym bicz fejsie, który wypracowałam do perfekcji przez ostatnich parę lat. Serio, no nie znałam chyba nikogo lepszego ode mnie w tej wielkiej sztuce i jeśli myślicie że to śmieszne i że co jest trudnego w tym, żeby po prostu się nie uśmiechać to... To właśnie oznacza, że nie robicie poprawnego bitch face'a. Bo u mnie to nawet spojrzenie było chłodne, takie że nooo ciary niektórym potrafiły przelecieć przez ciało, jedna brew nieznacznie podniesiona do góry, co tylko sprawiało że druga osoba czuła się ciągle oceniana i w ogóle cała taka... Aura się jakaś rozsiewała wokół mnie, która skutecznie odstraszała tych najsłabszych. - Taaaak, przyjeżdżałam - i co zabawne, ten okres mojego życia w ogóle uznaję póki co za najlepszy. Bo byłam dzieckiem, więc nie miałam żadnych zmartwień, bo to wszystko było jeszcze przed czasami gdy to że było się dziewicą było powodem do wstydu, przed czasami kiedy ilość lajków na instagramie była ważniejsza od tego co masz w głowie, no i przede wszystkim miałam wtedy jeszcze dwójkę rodziców obecną w moim życiu i nie byłam ofiarą prawie-gwałtu. Więc chyba brzmi sensownie, że wtedy byłam tak naprawdę ostatni raz w pełni szczęśliwa. I dopiero kiedy wspomniał o śmietnikowym koncercie to mój wzrok złagodniał, bo matko... Kompletnie o tym zapomniałam, ale faktycznie, przypomniałam sobie jak mój ojciec w ogóle wtedy wariował, że co to ma znaczyć, a ja siedziałam przed drzwiami i krzyczałam, jakbym była na jakimś hardrockowym koncercie. Zaraz jednak przez moją głowę przeleciała kolejna myśl, że jesteś również tym Leo, który zdradzał swoją dziewczynę ale ok i to jej musiałam się trzymać; może za dzieciaka był przeuroczy i czułam się taka cool, bo spędzałam czas ze starszym chłopakiem ale ludzie się zmieniają, bardzo często na gorsze, jak zresztą widać. Nie zamierzałam jednak z góry być dla niego chamska, już wystarczy że ostatnio Ernestowi oberwało się tak, że uciekł ode mnie jak najdalej; zabrzmi to teraz okrutnie, wiem, ale chciałam się trochę... Pobawić jego kosztem, albo nie, inaczej. Chciałam, żeby poczuł się jak te wszystkie dziewczyny, którymi się bawił i na pewno zranił, a nie powiem, miałam też w tym trochę wprawy, skoro w Prince George ludzie faktycznie wierzyli w to, że moje dziewictwo wyparowało i że sypiałam z połową szkoły. No bo ten początek znajomości, te "gadanie", szło mi nieźle, dopiero kiedy shit gets serious ja się wycofuję - Och, Leeeo, no taaaak - powiedziałam, potrząsając twierdząco głową - Matko, przepraszam, strasznie wyrosłeś, myślałam że to jakiś dziwny typ mnie zaczepia - mruknęłam, siląc się na jakiś uśmiech, coby serio złagodzić moją wcześniejszą minę - Widziałam cię na scenie, ale kompletnie nie zczaiłam że ty to ty, spoko występ miałeś tak w ogóle! - no dobra, kłamałam, bo poszłam sobie jak tylko się zorientowałam że to Leo jest na scenie, ale w końcu musiałam być dla niego miła, choćby teraz na początku. Już otwierałam usta, żeby zapytać o to, czy dalej mieszka w Deep Lakes, ale poczułam mocne szturchnięcie z tyłu i faktycznie; rozmowa w tłumie chyba nie była najmądrzejszym pomysłem. Syknęłam z bólu, rzucając groźne spojrzenie jakiejś przypadkowej kobiecie, która próbując przejść mnie popchnęła, po czym znowu przeniosłam wzrok na bruneta - Przejdziemy może gdzieś w... W mniejszy tłum? Może ławki jakieś są wolne, czy coś - no nie wiedziałam że ja to w ogóle przerwałam chłopakowi trochę poszukiwanie jedzenia, ale serio, mogliśmy się ewakuować gdziekolwiek, byleby nie dostawać ciągle łokciami po żebrach.

     
    imię / nick:bluemoon#2005
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    Chcę na starość hajs

    ZAJĘCIE


    i przejdę przez to cało sam

    UCZUCIA




      
    Leo
       Summerby

      
    "Chociaż ten małolat ma wybitny cel od gnoja Sporo zer i żona, bankowo ten bieg pokonam

      

      

      

      

      

      

    2020-06-24, 00:33


    Już oczami wyobraźni widziałem jak odchodzi udając, że mnie nie zna i takie tam. Miała do tego oczywiście pełen prawo, ale trochę by mi się smutno zrobiło, bo za dzieciaka byliśmy raczej spoko kompanami do zabawy i chociaż ludzie się zmieniają to chciałem wierzyć, że z niej dalej taka fajna dziewczyna jak kiedyś. W końcu ja sam się niewiele zmieniłem, może tylko się trochę spokojniejszy zrobiłem, bo już mam gdzie swoją energię wykorzystywać. I trochę smutniejszy bywałem od kiedy mamę straciłem, ale tego na pierwszy rzut oka wcale nie było widać, więc pewnie oprócz tego, że urosłem i głos miałem zdecydowanie bardziej męski to aż tak wielkich zmian w sobie nie widziałem.
    Uśmiechnąłem się szeroko gdy mnie już poznała. W sensie gdy już chciała mnie poznać i jej mordercze spojrzenie zastąpiło coś o wiele przyjemniejszego. Nie wiem dlaczego uznała, że jednak warto ze mną rozmawiać skoro jeszcze chwilę temu tak nie było, ale cieszyłem się, że już nie byłem w zasięgu jej zabójczego spojrzenia, a zostałem świadkiem naprawdę ładnego uśmiechu. – Ty też wyrosłaś. Nawet bardzo – odparłem zgodnie z prawdą, bo poznałem ją ledwo ledwo, i chyba tylko dlatego, że się jej tyle przyglądałem w dzieciństwie. Po czym się nieco speszyłem jej komentarzem o moim występie, nawet nie spodziewałem się, że ktoś rzeczywiście tego słuchał. – O, dzięki wielkie – powiedziałem, drapiąc po tyle głowy jak typowo zdenerwowany gość. Jakoś jak grałem jej na śmietnikach to lepiej znosiłem jej uwagi, a teraz tak dziwnie mi się zrobiło. Może gdybym wiedział, że słucha mnie ktoś znajomy to bym się bardziej postarał? Chociaż ja zawsze daje z siebie milion procent, więc nie wiem czy mógłbym to lepiej zagrać. Już chciałem pytać co jej się podobało w tym moim secie, bo to zawsze warte uwagi takie rady od postronnych słuchaczy, ale ktoś ją szturchnął, później znów mnie i ta nasza rozmowa nie miała żadnego sensu w tym miejscu, więc na całe szczęście zaproponowała mi przejście w ustronniejsze miejsce. Tylko ja byłem serio głodny, a jak co jakiś czas zalatywały do mnie zapachy jedzenia to coraz mniej skupiałem się na rozmowie. – To może ty nam zajmij jakieś miejsce a ja nam wezmę coś do jedzenia? – zapytałem, mając nadzieję, że nie stracę tym samym szansy na rozmowę z nią. Nie chciałem sprawiać wrażenia, że mi przeszkadza, bo ani trochę tego nie robiła, tylko po jeździe tutaj i graniu to byłem serio już głodny jak wilk. I te zapachy. Mówiłem jak mnie te zapachy rozpraszały? – Masz ochotę na pizzę? Wezmę nam po kawałku i może jakieś picie do tego? A może wolisz frytki? Albo dobra, idź nam zajmij miejsce a ja wezmę wszystkiego po trochu. – Tak sobie bardziej myślałem na głos, warunkując te swoje propozycje akurat tym co dolatywało mi pod nos. I wbiłem się w ten tłum czekający na jedzenie, mając głęboką nadzieję, że Daisy mnie posłucha i nie opuści z tą górą jedzenia, którą miałem zamiar sobie i jej zasponsorować.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:Cytryna
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    po co nam jakość w uśmiechu

    ZAJĘCIE


    skoro jesteśmy smutni

    UCZUCIA




      
    Daisy
       Miller

      
    "Dżentelmenów w moim życiu jest ciągły brak

      

      

      

      

      

      

    2020-06-24, 16:11


    No w duchu tak przewróciłam oczami na ten jego komplement, że niby wyrosłam, że aż mnie zabolało. Dalej jednak dzielnie utrzymywałam w miarę przyjemny wyraz twarzy, chociaż przez moment cisnęło mi się na usta, że co, cycki mi wyrosły, czy może dupa? Bo to chyba były jedyne rzeczy na które zwracali uwagę chłopacy, nie? Przynajmniej to potwierdzali kolesie z mojej starej szkoły, którzy niejednokrotnie rzucali kompletnie niepotrzebny komentarz. Albo panowie robotnicy, gwiżdżący na widok dziewczyn; no sami sobie nie pomagali w swoim wizerunku, więc chyba nie ma zaskoczenia, że takie komplementy też odbierałam dość z pewnym... Hm, dystansem. - Tak? A mi się wydaje, że ja bez zmian właśnie kompletnie - odpowiedziałam, wzruszając ramionami, bo nie czułam żebym ani jakoś wypiękniała od dzieciństwa, ani urosła jeśli chodziło o faktyczny wzrost. Za to kiedy on sam się speszył moimi wyrazami podziwu to aż się uśmiechnęłam pod nosem, boooo... No skoro na jeden komplement on tak reagował, to chyba nie będzie ciężki w rozpracowaniu, nie? Parę razy podbuduję mu ego, on się nakręci na coś więcej, a ja utnę to szybko i nagle, w najmniej oczekiwanym momencie, tak żeby mógł zobaczyć, że nie tylko on może bawić się ludźmi. Tylko, że wtedy tłum zaczął na nas napierać chyba z każdej możliwej strony, a brunet zaraz zaproponował rozwiązanie tego problemu. Spojrzałam przelotnie na zegarek, bo mimo wszystko musiałam zdążyć jednak na autobus powrotny, ale no na takie pół godziny mogłam w sumie z nim usiąść, a i tak powinnam zdążyć. Chociaż nie wiem, dalej nie byłam pewna czy nie popełniam błędu i może po prostu powinnam teraz się zgubić w tłumie i wrócić do Deep Lakes? Przecież miałabym wymówkę idealną, że siedziałam i czekałam, ale nie mógł mnie znaleźć, a że tyle czasu minęło to musiałam zwyczajnie pobiec na autobus i no, tyle byłoby po mnie, nie musiałabym go nigdy więcej widzieć. Ale chyba ta irracjonalna chęć dogryzienia chłopakowi była jednak większa - Noooo okej, to ja usiądę...Gdzieś tam - kiwnęłam na lewo głową, żeby chociaż mniej-więcej wiedział - Ale ja nic nie chcę jakby co! No może wodę - rzuciłam jeszcze za brunetem, chociaż szczerze mówiąc nie byłam pewna czy mnie w ogóle usłyszał, bo zaraz mi zniknął w tłumie, kierując się w stronę stoisk z jedzeniem. Westchnęłam ciężko, odwracając się na pięcie i szukając wzrokiem wolnego stolika, który znalazłam dopiero po zrobieniu jakiejś trzeciej rundki naokoło wydzielonej strefy gastro. No ale ważne że zajęłam wolny stolik, taki piknikowy, przy którym usiadłam zaraz i rozglądałam się za chłopakiem, bo totalnie nie wiedziałam jak długo mu zajmie jeszcze zamawianie jedzenia. Nie wiem czemu, ale czułam jakieś takie dziwne uczucie stresu w ogóle, no ale to chyba dlatego że bałam się że wypadłam z wprawy, nie? Nieświadomie bawiłam się wisiorkiem wiszącym na szyi i przegryzałam od środka policzek, przerzucając spojrzenie po ludziach i szukając chłopaka, aż wreszcie chyba go zauważyłam? - Tutaj, Leo! - rzuciłam, machając w stronę, no miejmy nadzieję, dobrego bruneta.

     
    imię / nick:bluemoon#2005
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    Chcę na starość hajs

    ZAJĘCIE


    i przejdę przez to cało sam

    UCZUCIA




      
    Leo
       Summerby

      
    "Chociaż ten małolat ma wybitny cel od gnoja Sporo zer i żona, bankowo ten bieg pokonam

      

      

      

      

      

      

    2020-06-24, 19:11


    - Znaczy oczy wciąż masz takie same, ale trochę urosłaś i masz wszystkie zęby – rzuciłem pół żartem pół serio, nie myśląc nawet o tym, że ona może sobie pomyśleć o jakieś dupie i cyckach. Nawet nie zwróciłem na to uwagi, bo jej twarz stanowiła centrum moich zainteresowań. I uśmiech. Myślę, że mam jakąś wyjątkową słabość do uśmiechów, a do uśmiechu Daisy to pewnie zawsze miałem. On też się nieco zmienił przez te lata gdy się nie widzieliśmy, ale uznałem, że to nienajlepszy pomysł pytać o to teraz. Sam zdążyłem stracić mamę przez ten czas, więc mogłem się jedynie domyślać czy za jej krzywizną również kryje się jakaś smutna historia.
    Na szczęście nie uciekła, obiecała zająć miejsce, więc już niewiele słysząc co do mnie mówi pognałem w tłum po jedzenie. Chyba ta plakietka na szyi okazała się zbawienna, bo szybciej mnie obsłużyli a nawet poratowali plastikową tacką żebym mógł to wszystko bez większego szwanku przenieść do stolika. Mając już zamówienie, zdjąłem z szyi smycz z plakietką artysta i schowałem do tylnej kieszeni. Nie chciałem sprawiać wrażenia jakbym miał zaraz gwiazdorzyć przed Daisy, a po za tym występ skończyłem to i jakimkolwiek artystą w oczach tych ludzi przestałem być. Żegnaj chwilowa sławo, witajcie frytki i zimny napoju.
    Znalezienie jej w tłumie było dość trudne. Przeszło mi wtedy przez myśl jakim cudem jest tu tylu ludzi. Czy naprawdę przyjechali z innych miast? Czy ten wiejski klimat ma w sobie coś czego jeszcze nie zdążyłem odkryć? Zacząłem obstawiać, że to wszystko przez jedzenie, bo jak pod sceną była zaledwie garstka, tak tutaj trzeba było przepychać się między ludźmi. Miałbym ułatwione zadanie gdyby Daisy znów miała jakieś dziesięć lat, więc całe szczęście, że wreszcie usłyszałem swoje imię. Gdyby nie to pewnie wciąż bym jej szukał wśród innych brunetek.
    - Mam nadzieję, że coś z tego lubisz. – Postawiłem tackę na stole, a sam usiadłem naprzeciw niej. – Wziąłem dwa kawałki pizzy, frytki, jakąś sałatkę i nachosy. Tu dwie wody, ale wziąłem nam też po piwie bezalkoholowym – opisałem wszystko, mając nadzieję, że na coś się zdecyduje i pomoże mi pozbyć się tej kupy jedzenia. Nie to żebym nie dał rady zjeść tego sam, ale jak już musiała spędzać ze mną czas to może co nieco zrekompensuje jej to dobrym żarciem. O ile będzie dobre. Wziąłem kawałek pizzy, dziabnąłem gryza i od razu zdałem sobie sprawę, że tu trzeba rozmowę toczyć. – Często bywasz na festiwalach muzycznych? – zagaiłem. Debil. Totalny debil. Może nigdy nie błyszczałem elokwencją przy dziewczynach, ale Daisy robiła ze mną co chciała i totalnie mi odbierało resztki godności. I resztki rozumku też.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:Cytryna
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    po co nam jakość w uśmiechu

    ZAJĘCIE


    skoro jesteśmy smutni

    UCZUCIA




      
    Daisy
       Miller

      
    "Dżentelmenów w moim życiu jest ciągły brak

      

      

      

      

      

      

    2020-06-24, 21:24


    Dobra, okej, następnymi słowami na maksa mnie zaskoczył i szczerze nie wiedziałam nawet jak na to odpowiedzieć. W sensie, skubany!, dobry jest. Może nie oczekiwałam, że zaraz tak przy ludziach rzuci jakimś obrzydliwym i dwuznacznym tekstem, ale żeby tak skupić się typowo na mojej twarzy? Serio zabrakło mi języka w gębie, założyłam tylko kosmyk włosów za ucho i posłałam mu kolejny uśmiech, nie wiem co ja najlepszego robiłam, no chyba nie chciałam mu udowadniać jeszcze bardziej, że a i owszem, pełne uzębienie miałam na stanie. Nie noooo, totalnie nie mogę być taką ciepłą kluchą, że jeden żartobliwy komentarz i ja się wycofam z całego planu; pewnie takie same teksty rzucał tej biednej dziewczynie, którą później szedł zdradzać, co nie? Tego się musiałam trzymać!
    I dlatego siedząc i czekając na bruneta układałam sobie w głowie cały misterny plan. W sensie dzisiaj tak z zaskoczenia to mi było ciężko cokolwiek sensownego wymyślić, ale w sumie to potrzebowałam takiego jednego spotkania, żeby nadgonić wszystkie zaległości z chłopakiem, a że uważałam się za profesjonalistkę w wypytywaniu ludzi (logiczne, im więcej pytań ja zadawałam, tym mniej oni mieli czas, więc nie musiałam nikomu nic opowiadać; w moim mniemaniu - genialna taktyka!) to nie powinno być z tym problemu. A wiadomo, im więcej dowiem się o nim dzisiaj, tym łatwiej mi będzie go podpuszczać później, nie? W pewnym momencie, jak tak nie widziałam ciągle chłopaka to serio się przestraszyłam że może to ja będę tą idiotką, którą wystawi, ale na szczęście, kiedy krzyknęłam do kogoś to okazało się, że mój wzrok jeszcze nie szwankował i to faktycznie był Leo. Spojrzałam jednak zaraz na tę tackę pełną jedzenia, po czym znowu na chłopaka - Znaczy, ja już jadłam wcześniej... - o ile pokarmem można liczyć watę cukrową, którą kupiłam kręcąc się po terenie festiwalu (może festyn to lepsze słowo?), którą zresztą i tak w połowie jedzenia wyrzuciłam, bo zasłodziłam się okropnie - Ale wodę chętnie wezmę - ja miałam w ogóle w sobie jakąś wewnętrzną blokadę brania od kogoś jedzenia, albo pieniędzy, albo czegokolwiek, tak na dobrą sprawę. Stresowało mnie to na maksa, czułam się też nieswojo i najchętniej oddałabym od razu pieniądze za swoją część; no nie chciałabym, żeby ktoś myślał, że muszę polegać na drugiej osobie, czy coś. Sama sobie też świetnie daję radę. Na piwo też nie zareagowałam, bo choćby bezalkoholowe to i tak miało w sobie posmak tego prawdziwego i szczerze mówiąc nie byłam pewna jak mój organizm (a konkretniej mój mózg) zareaguje na tak dobrze znany mu smak. Odkręciłam wodę, upijając łyk, a kiedy zadał mi pytanie to uśmiechnęłam się nieznacznie, pocierając wierzchnią częścią dłoni usta - W sumie zależy co to znaczy często. Ale... Raczej wolę na takie małe festyny jeździć jak tutaj, bo można fajne początkujące kapele poznać, a na tych wielkich festiwalach jest straszny przepych i hype na dwie te same gwiazdy bez przerwy. A z Deep Lakes miałam blisko w sumie, niecała godzina autobusem - no a wiadomo, ja słuchałam tylko ELITARNEJ muzyki, dla mnie często im mniej wyświetleń, tym wiedziałam że może być jeszcze lepsze dzieło. W ogóle tak się zagadałam o festiwalach, że nawet nie zauważyłam jak zaczęłam rzucać - no może nie jakimiś mocno prywatnymi, ale wciąż - szczegółami ze swojego życia - A ty? Często występujesz? W ogóle dalej mieszkasz w Deep Lakes, czy się gdzieś przeprowadziłeś? - oparłam łokcie o stolik, podpierając też głowę i wbijając (ja sobie wkręcałam bardzo mocno że sztucznie) zainteresowane spojrzenie. - Chyba, że poszedłeś na studia? - no dobra, czas przejść do ataku pytaniami, byleby odciągnąć uwagę od siebie.

     
    imię / nick:bluemoon#2005
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    Chcę na starość hajs

    ZAJĘCIE


    i przejdę przez to cało sam

    UCZUCIA




      
    Leo
       Summerby

      
    "Chociaż ten małolat ma wybitny cel od gnoja Sporo zer i żona, bankowo ten bieg pokonam

      

      

      

      

      

      

    2020-06-24, 22:03


    Może gdybym miał chociaż przebłysk świadomości, że Daisy może znać plotki na mój temat wiedziałbym skąd w niej ta początkowa niechęć do rozmowy. Nie przeszło mi to jednak nawet przez myśl, bo nie miałem pojęcia gdzie aktualnie dziewczyna mieszka. Chociaż jeśli bym się dowiedział wciąż bym nie przypuszczał, że plotka jest na tyle żywotna, że do niej dotarła. Małe miasteczka rządzą się jednak swoimi prawami, więc nie powinno mnie to wcale dziwić.
    - Pewnie, ale jakbyś zmieniła zdanie to się nie krępuj – dodałem ochoczo, mając i tak w planie zostawić jej chociaż frytki. Piwko też wziąłem z myślą tylko o niej, ale może przez to, że ona wciąż nieletnia to nie miała ochoty na pakowanie się w kłopoty. Ja to wcale nie miałem problemu jakby zjadła nawet więcej niż połowę, a żadnego zwrotu hajsu nie oczekiwałem. Może i się nie przelewało u nas, ale potrafiłem na tyle dobrze oszczędzać, że raz na jakiś czas mogłem zaszaleć nawet kupując festynowe żarcie, które wiadomo kosztuje ile kosztuje. Plusem sytuacji była na pewno zniżka za granie u nich, więc aż głupio mi było, że nie chciała nic zjeść. Ale nalegać nie miałem zamiaru, tylko może trochę głupio się poczułem, że ja zajadałem jakbym rok nie jadł, a ona sobie tylko wodę piła. – Przyjechałaś z Deep Lakes? – Aż mnie zamurowało. Próbowałem oczywiście udawać wyluzowanego, chociaż na pewno przebłysk zaskoczenia pojawił się na mojej twarzy. Jakim cudem była w Deep Lakes a ja jej jeszcze nie widziałem? Boże, miałem tyle pytań, ale nie chciałem zgrywać świra, więc czekałem na odpowiedź, mając na celu oczywiście w dobrym momencie zadać kolejne pytania, które odkryją tajemnice jej ponownego pojawienia się w mieście. – Ale to super. W sensie z tymi festynami małymi. Chociaż to, że przyjechałaś do Deep Lakes to też super. Fajnie cię znów zobaczyć. – Zaplątałem się jak faworek w ostatki – nie wiem co to znaczy, Erni tak czasem mówi i to chyba adekwatne do tego mojego plączącego się języka, który próbował robić ze mnie zarówno spoko gościa, ale i dziecko cieszące się, że widzi Daisy. Spróbowałem się więc uśmiechnąć do niej, co by załagodzić tą moją paplaninę, i zaraz znów ugryzłem kawałek pizzy, mając nadzieję, że przegryzę z nią również gorzki smak mojego bełkotu.
    - W takim wydaniu gram nieczęsto – odpowiedziałem grzecznie na pytanie, szukając na tacce chusteczki, bo czułem jak całe kąciki ust mam w sosie pomidorowym. – Gram w klubie weekendowo, a na festyny zapraszają mnie okazjonalne. Dopiero stawiam pierwsze kroczki w kierunku jakiegoś szczerszego rozgłosu. – Wytarłem usta i uważnie przyglądałem się dziewczynie czy przypadkiem nie bierze mnie za jakiegoś napalonego na sławę frajera. Ale miała wyjątkowo opanowaną mimikę twarzy, rozgryzienie co myśli stanowiło nie lada wyzwanie. – Dalej mieszkam w Deep Lakes, ale studiuję niedaleko. Czasami droga na uczelnie jest męcząca, ale daje radę. – Zaśmiałem się, w sumie sam nie wiedziałem z czego. – W sumie jeśli chcesz to możesz zabrać się ze mną do domu. Na pewno będziemy nieco szybciej niż autobus – zaproponowałem, przypominając sobie jej słowa, że przyjechała tu autobusem. Może stary rzęch nie był jakoś wybitnie wygodniejszy niż jej pierwotny środek transportu, ale miałem działającą klimatyzację. I nie ukrywam, że chciałem spędzić z nią trochę więcej czasu niż ta chwila tutaj.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:Cytryna
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    po co nam jakość w uśmiechu

    ZAJĘCIE


    skoro jesteśmy smutni

    UCZUCIA




      
    Daisy
       Miller

      
    "Dżentelmenów w moim życiu jest ciągły brak

      

      

      

      

      

      

    2020-06-26, 01:39


    Pokiwałam głową, spoglądając nawet trochę nieśmiało na to jedzenie, ale no przez to że okropnie głupio było mi brać pieniądze od Jacksona to w moim portfelu aktualnie było całe 6 dolarów, czyli absolutne minimum żeby dostać się stąd do Deep Lakes. I chyba ten wyjazd dopiero mi uświadomił jak bardzo potrzebuję pracy, bo niedługo jeśli będę chciała się z kimś spotkać to tylko w domu (ale też nie u mnie, jakoś nie wiem, czułam się nieswojo zapraszając kogoś do domu Jacksona, serio chciałam być dla niego jak najmniejszym kłopotem), a nie oszukujmy się - spędzanie swojego wolnego czasu ciągle w czterech ścianach... No nie jest fajne. - A no tak, z Deep Lakes - odpowiedziałam, zakładając kosmyk włosów za ucho i poruszając się tak trochę nieswojo na ławce - W sumie to się przeprowadziłam jakieś dwa, trzy tygodnie temu? - chociaż początkowo to nie za bardzo wychodziłam z domu, dosłownie tyle co do szkoły (i to też mocno wybiórczo) i z powrotem, dlatego też prawdopodobieństwo spotkania mnie na ulicy było okropnie małe, prawie jak złapanie jakiegoś arcyrzadkiego Pokemona, chciałam zarzucić jakąś konkretną nazwą, ale niestety się nie znam. I chociaż trochę tą odpowiedzią się spięłam, bo mogłam tym też otworzyć bramy do kolejnych pytań chłopaka na temat tego co tutaj robię, to zaraz jedna z moich brwi poszybowała w górę, ewidentnie rozbawiona tą paplaniną chłopaka i jego zakręceniem. No słuchajcie, nawet warga mi drgnęła delikatnie w górę, posyłając mu taki pół-uśmiech! I próbowałam wcale nie myśleć o tym, że to wcale nie było takie fajne, że znowu byłam w tym mieście, bo kojarzyło mi się ono jednak głównie z nieobecnym ojcem i już nieistniejącą matką; wiem, że tego nie wiedział i kompletnie nie był świadomy, że wraz z jego słowami poczułam ścisk w żołądku, ale no... - Nooo, fajnie - bąknęłam, czując że został mi jeden sposób na szybką zmianę tematu - Hej, wezmę te frytki jednak, okej? - i nawet nie czekając na jego odpowiedź, złapałam za tekturowe pudełeczko i wpakowałam sobie parę sztuk do buzi, przegryzając je powoli. Cieszyłam się więc, że rozmowa za moment faktycznie znowu skupiła się na nim (choć mój wzrok przez chwilę skupił się na tym sosie pomidorowym w kąciku jego ust, hehe) - W klubie? Ale w jakimś większym mieście, czy w Deep Lakes? - czy to było niegrzeczne że przez tych parę krótkich sekund zamiast w oczy chłopaka patrzyłam się na te jego usta? Połykając kolejną partię frytek wbijałam już spojrzenie w brązowe oczy Leo, żebym czasem na jakąś świruskę nie wyszła - Ale to ciekawe, że tak wszyscy w ogóle muzyką się zainteresowaliśmy, nie? W sensie, spotkałam Ernesta parę dni temu - o jezu, ja w ogóle myślę że Kavinsky to mnie teraz nienawidzi po tym spotkaniu, aaale noooo... Miałam wtedy chwilę słabości - Wy się dalej trzymacie w ogóle? - wtrąciłam jeszcze pytanie, zanim doszłam do najważniejszej części mojej wypowiedzi - Nooo, ale chodziło mi o to, że on rapuje, ty na didżejce, a ja... - a co ja taka nagle zwierzająca się chciałam zrobić? Co mu miałam powiedzieć teraz, że marzy mi sie kariera w radiu? - No ja w sumie to tylko słucham, ale tak dużo bym powiedziała - bez przerwy praktycznie. - A co studiujesz? - zarzuciłam kolejnym pytaniem, wyciskając małą paczuszkę keczupu obok frytek. Ej no, szedł mi chyba zajebiście ten wywiad z chłopakiem, jeszcze chwila moment i będę wiedziała absolutnie wszystko - Czekaj, zgadnę! - rzuciłam, łapiąc frytkę i maczając ją parokrotnie w sosie - Pewnie jakieś zarządzanie, żeby mieć i karierę artysty i biznesmena? - i może bym coś jeszcze dodała do tego, ale wtedy też chłopak zaproponował mi podwózkę, co... No zaskoczyło mnie niesamowicie i w sumie sama nie wiedziałam jaka powinna być moja odpowiedź. Czy on serio wyrywał laski (no w tym mnie teraz) na auto? Klasyk - Nie no... Nie chciałabym być problemem, a pewnie i tak już twoje fanki czekają pod twoim samochodem i się denerwują gdzie jesteś - rzuciłam, ponownie upijając trochę wody. Chociaż w sumie perspektywa wracania tym gorącym, śmierdzącym autobusem...

     
    imię / nick:bluemoon#2005
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    Chcę na starość hajs

    ZAJĘCIE


    i przejdę przez to cało sam

    UCZUCIA




      
    Leo
       Summerby

      
    "Chociaż ten małolat ma wybitny cel od gnoja Sporo zer i żona, bankowo ten bieg pokonam

      

      

      

      

      

      

    2020-06-27, 13:23


    Na moment aż przestałem jeść pizzę tak ochoczo, bo bym się chyba udławił. Znów była w Deep Lakes i brzmiało to tak jakby nie była to chwilowa akcja. Nie wakacyjny trip, a już realna przeprowadzka. Naprawdę chciałbym wiedzieć o co mi chodziło w tym konkretnym momencie kiedy się serio ucieszyłem słysząc jej słowa. Czemu mnie to cieszyło? Nic o niej nie wiedziałem, budując sobie jej aktualny obraz z dopisywaniem cech poznanych za dzieciaka, mimo to naprawdę chciałem aby to spotkanie nie było naszym ostatnim. Skoro mieszkaliśmy w jednym mieście nie miałem zamiaru tracić okazji tak jak robiłem to za dzieciaka. – Przeprowadzka? Brzmi poważniej niż wakacyjne odwiedziny – powiedziałem w końcu. Gotowy byłem zadać milion kolejnych pytań, ale nie chciałem jej stłamsić. Przeprowadzki z reguły miewają bardzo osobiste tło, a powrót do Deep Lakes po kilku latach wydaje się przeprowadzą właśnie z tego typu backgroundem. – Mam nadzieję, że ci się będzie dobrze mieszkało. – Uśmiechnąłem się, licząc na to, że jeszcze kiedyś będę miał czas i okazję zapytać o więcej. Dałem się nawet zgrabnie przepchnąć do innego tematu, który subtelnie zaczynał się od wreszcie zjedzenia czegoś przez Daisy. - Pewnie, smacznego. – Znów się uśmiechnąłem, podsuwając jej dyskretnie ketchup, co go dostałem w zestawie. I przeniosła temat na moją osobę, co mi w żaden sposób nie przeszkadzało. Nie to, że lubiłem gadać o sobie – bo nie lubiłem. Ale skoro pytała to wypadało odpowiadać złożonymi zdaniami, a nie jakimiś szybkimi bezokolicznikami. Liczyłem przecież, że i ona mi coś więcej opowie, a na pewno bym jej nie zachęcił swoimi lakonicznymi odpowiedziami. - W Deep Lakes. Raczej chciałbym grać na własną rękę a nie przywiązywać się do klubowego grania. Lokalne granie to przyjemny sposób na zarobienie pieniędzy na spełnienie tych marzeń – wytłumaczyłem, kończąc ten kawałek pizzy co go tyle męczyłem i wytarłem usta, bo jak Daisy się na nie tak zapatrzyła to pewnie dlatego, że cały byłem brudny. Popiłem wodą i nie bardzo miałem ochotę na coś więcej.
    O, z Kavinskim to ja sobie pogadam. Jak on mógł mi nie wspomnieć, że Daisy pojawiła się w Deep Lakes? Będzie chciał fajny bicik to sobie sam go będzie musiał wystukać. – Tak, jeszcze się wrzoda nie pozbyłem – odparłem, przypominając sobie ile razy zrobiliśmy sobie wstyd przed dziewczyną za dzieciaka. Teraz zapewne niewiele się zmieniło. – Wow, super, koniecznie musisz posłuchać sobie czegoś naszego. Nie to żeby było wybitne, ale skoro dużo słuchasz to może byś rzuciła nam jakąś radą. Niestety niewiele ludzi zna się na dobrej muzyce. Wiadomo fajnie jak się znajomi wypowiadają, ale to nie to samo co opinia kogoś kto ma pojęcia. I to też nie tak, że my robimy jakąś wybitną, znaczy no Kavinski to super nawija, ale mi nie zawsze kozak bity wychodzą. On to ratuje tymi swoimi tekstami, z reguły. – Serio się zafiksowałem na tym żeby coś jej naszego puścić, wierząc jej na słów, że dużo słucha, a co za tym szło na pewno miała pojęcia co i jak. Wpadłem też, oczywiście jak to ja, tym samym w jakiś tragiczny monolog, którego biedna musiała słuchać i łączyć wątki, które nawet mi było ciężko powiązać.
    Byłem w głębokim szoku jak tak szybko zgadła mój kierunek studiów, oczywiście nie oszukując, że było to całkowicie typowe. Z tą myślą nawet szedłem na te studia, więc tylko się głupkowato uśmiechnąłem i wbiłem wzrok w ziemie, po czym przeniosłem spojrzenie na nią dając jej samym spojrzeniem potwierdzenie jak wielką ma rację. – Jestem aż tak typowy? – zaśmiałem się nerwowo i równie nerwowo przetarłem ręce o uda. Nie chciałem przecież by wzięła mnie za jakiegoś gamonia. – Fanki? – Spojrzałem na nią tak serio zdziwiony, po czym rozejrzałem się po najbliższej okolicy. – Halo, fanki, tu jestem – powiedziałem nieco głośniej, wskazując na siebie palcem. Zwróciłem tylko uwagę jakiegoś starszego pana, który zajadał się hot dogiem. – Myślę, że nawet jeśli by istniały to przy takim rzęchu jakim jeżdżę żadna by się nie odważyła stanąć – powiedziałem już prosto do niej. Nie kłamałem. Ani nie wiedziałem o istnieniu żaden swoje fanki, Erni jakieś miał, ja niekoniecznie, a moje autko chociaż jeszcze jeździło to do najnowszych nie należy. – Ale mam działającą klimę, także nie nalegam, ale byłoby mi super miło gdybyś się dała podwieźć. – Skupiłem się na jej ślicznych oczach i na moment chyba mnie oderwało od rzeczywistości, bo dopiero gdy mrugnęła zdałem sobie sprawę, że halo ona cię widzi i widzi co wyprawiasz. A nie ładnie się tak w kogoś chamsko wpatrywać. – I fajnie jakbyś skusiła się na te pizze. Jest naprawdę dobra. – Poleciłem, widząc z jakim zapałem zjadła frytki mimo wcześniejszych prób przekonania mnie, że jadła. Teraz to już jej wcale nie wierzyłem, że nie była głodna.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:Cytryna
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    po co nam jakość w uśmiechu

    ZAJĘCIE


    skoro jesteśmy smutni

    UCZUCIA




      
    Daisy
       Miller

      
    "Dżentelmenów w moim życiu jest ciągły brak

      

      

      

      

      

      

    2020-06-30, 23:44


    Brzmiało poważniej, było poważniejsze, i choć próbowałam z całych sił tego po sobie nie poznać to czułam ten ścisk w żołądku i trochę mi humor zaczynał zjeżdżać. I jeszcze potem ten jego tekst, że ma nadzieję, że dobrze mi się tu będzie mieszkało, no po nim to już się nie powstrzymałam i tak krótko parsknęłam śmiechem, bo w mojej pojebanej sytuacji to naprawdę nie byłam aktualnie sobie wyobrazić, że tak, owszem, będzie mi się tu mieszkało dobrze. Zaraz jednak się zorientowałam co zrobiłam, więc chrząknęłam, licząc trochę, że to moje idiotyczne parsknięcie nie sprawi, że się zapyta co to za dość... Hm, niespotykana reakcja. - Wydaje mi się, że potrzebowałam zmiany otoczenia po prostu - i prawnego opiekuna bo wizja spędzenia ostatniego roku w bidulu to tak dwa na dziesięć mi się jawiła. Nie powiedziałam tego jednak bo choć z totalnej deprechy przechodziłam w poziom "może jak rzucę debilne żarty o mojej okropnej sytuacji to będzie lepiej?" to i tak Leo nie był, póki co hehe, osobą której zamierzałam w jakikolwiek sposób się zwierzać. - Ale nie wiem, może za rok już będę gdzie indziej - bo przecież za rok, pierwszego lipca (ekhm, tak tylko przypominam kiedy Daisy ma urodziny, kompletnie bez podtekstu) będę miała 19 lat i będę mogła decydować w pełni sama o sobie, a wtedy na bank nie zamierzam tu zostać. - O, to jak w Deep Lakes to może kiedyś przyjdę do ciebie jak będziesz miał set - no taki kłamczuch ze mnie bo ja nie miałam naaaajmniejszej ochoty się tam pojawiać, ale pewnie jego ego teraz wyszybowało do góry i myśli, że będę jedną z tych łatwych lasek, którym wystarczy że koleś jest odrobinę sławniejszy i że jest didżejem, dzięki czemu mogę się powyginać koło niego w klubie i że to od razu sprawi że na niego polecę, co nie? - Fajnie, że chcesz coś na własną rękę, bo takie granie w jednym klubie to chyba strasznie uwiązuje, nie? Chociaż czasem też spoko, bo ludzie większość czasu pijani to momentami pewnie nie ogarniają co się dzieje naokoło nich i kto co gra - nie byłam pewna, czy to nie wybrzmiało trochę na zasadzie "czyli jak grasz chujowo to i tak luz bo w sumie każdy tam nafurany chodzi, pewnie puszczasz playlistę z laptopa i gra gitara", ale jeśli tak to... Trochę nieświadomie, chociaż wiadomo - mnie nie interesowało czy go obrażałam, bo to facet, a wiadomo, #killallmen2020.
    Ale co z tego jeśli za moment Leo mnie rozbawił i teraz uśmiechnęłam się szerzej, słysząc o tym pieszczotliwym przezwisku Ernesta. A jeszcze gorsze było to, że ja się w ogóle nie zorientowałam że się uśmiechałam! - Przyjaźń kwitnie? - rzuciłam, po czym dopiero po wsadzeniu kolejnej porcji frytek do buzi zorientowałam się, że te usta to są tak dziwnie rozciągnięte, dlatego już po połknięciu wróciłam do swojej opanowanej miny. Po chwili też chłopak zarzucił tym swoim monologiem, który mnie szczerze zaskoczył, też tym jak wspomniał że niewiele osób zna się na dobrej muzyce i matko, jak ja to POCZUŁAM. Domyślałam się, że on jako muzyk to miał jednak trochę większe doświadczenie i znajomość w muzyce niż każdy inny śmiertelnik, co mnie strasznie denerwowało, bo on? Ze wszystkich ludzi to musi być koleś, który wyrywa laski i zdradza z innymi??? -Nie no, ja bym powiedziała że praktycznie nikt nie zna się na dobrej muzyce, bo zatrzymują się na mainstreamie. I jasne, tam też można znaleźć coś dobrego, ale zdecydowanie bardziej wolę alternatywnych muzyków, bo oni mają odwagę eksperymentować, nie zastanawiają się nad tym, czy jeśli wypuszczą trochę inny kawałek to nagle cały fanbase się obrazi, bo to nie jest to do czego byli przyzwyczajeni. I nie wiem, jakaś... Taka bardziej szczera jest ich muzyka, nie muszą się podlizywać wielkim wytwórniom, nooooo... Duszę jakąś taką mają, bardziej im ufam - o wow, nie spodziewałam się, że powiem aż tyle, to chyba akurat ten temat mi tak podpasował, chociaż przyznam, poczułam się po tym trochę nieswojo bo dawno nie tworzyłam tylu zdań na raz, serio. Raczej odpowiadałam zdawkowo, krótko, nie wchodziłam w szczegóły, a tutaj proszę! Takie ciekawostki się wydarzają kiedy chcesz ograć gracza.
    Boooooże, co on tutaj za w ogóle typowe gierki odwalał, że on niby taki nerwowy, że niby trochę nieśmiały i że co, może miałam jeszcze uwierzyć, że ma tą soft stronę charakteru? Ale spoko, jeśli tak się chciał bawić to ja również byłam w stanie przywdziać różne maski. I choć miałam jakiś cięty komentarz w głowie (tak właśnie wierzysz w swoją karierę didżeja że na zaś trzymasz safe option?), to postanowiłam jednak udawać miłą - No wiesz, jak nie didżej to zawsze będziesz mógł być księgowym, w sumie fajnie bo myślisz o przyszłości - albo okej, SPRÓBUJĘ udawać miłą, bo tak trochę ironicznie mi to wyszło - Za dnia biznesmen, w nocy gwiazda klubów, chcesz być damską wersją Hanny Montany? - szczerze? To był chyba pierwsza, no może druga, poważniejsza próba rzucenia żartem od tych trzech tygodni. Zaraz jednak poruszył temat tych fanek i ja wiem, że on to tylko teraz tak udawał, ale jak już mówiłam - będę płynąć z nurtem - Eeee tam, kręcisz mnie teraz, pewnie się gdzieś ukrywają, albo jak masz set w klubie to kolejka na parę kilometrów, co? - ale chciałam mu powiedzieć, że noooo fanki, te fanki które zdradziłeś, bo poleciałeś do kolejnej, tak jak swojej dziewczynie zrobiłeś, kojarzysz fakty?, wy serio nie macie pojęcia jak to kusiłooooo. Tak samo jak zaczynała kusić jego działająca klima, spojrzałam raz jeszcze na zegarek w telefonie i w sumie gdybym miała jechać autobusem, to tak na dobrą sprawę już bym musiała się zbierać. Tylko, Jezu, czy on naprawdę próbował mnie teraz wyrwać, posyłając mi te długie spojrzenia? Szybko przechodził do tematu, miałam tylko nadzieję, że zapłatę za przejazd to brał jednak w gotówce, niekoniecznie w jakichś innych czynnościach. Zastanowiłam się chwilę, ale jednak ta klimatyzacja i brak obcego ciała obok mnie w tym ścisku wygrał - Oooookej, no w sumie i tak jedziemy w tą samą stronę - ale przyznam, trochę się stresowałam tą całą drogą, bo... O czym my będziemy rozmawiać? Tutaj łatwo mi szło uciekanie od pytań o mnie, ale to jednak będzie godzina w aucie. Może po prostu pójdę spać? - Och, nie, dzięki, nie mam kasy za bardzo, w sensie teraz przy sobie, to nie będę miała jak ci oddać za to jedzenie, a przecież jeszcze za gaz, no mam w domu kasę, ale nie teraz tutaj - okej, teraz to ja się zaplątałam, jak mi zaproponował tą pizzę i trochę się zarumieniłam, mocno licząc że GŁADKO wybrnęłam z tego, że nie mam pieniędzy i że wiem, że muszę mu się dorzucić. Bo nie chciałam żeby sobie pomyślał że ja jakaś pijawka jestem i chcę go naciągnąć, czy coś.

     
    imię / nick:bluemoon#2005
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    Chcę na starość hajs

    ZAJĘCIE


    i przejdę przez to cało sam

    UCZUCIA




      
    Leo
       Summerby

      
    "Chociaż ten małolat ma wybitny cel od gnoja Sporo zer i żona, bankowo ten bieg pokonam

      

      

      

      

      

      

    2020-07-02, 21:13


    Czy uwierzyłem w jej uzasadnienie? Powiedźmy, że się starałem. Wiadomo, że najchętniej to bym chciał aby mówiła mi prawdę i samą prawdę, bo można mi ufać i takie tak, ale widziała mnie pierwszy raz od kilku lat i dystans był jak najbardziej wskazany. Sam nie miałem zamiaru zarzucać jej jakimiś historyjkami z mojego życia, a i niewiele o sobie wiedzieliśmy jeszcze za czasów gdy przejeżdżała do Deep Lakes. Chyba zdałem sobie wtedy sprawę, że tak naprawdę to nic o sobie nie wiedzieliśmy a ja jeszcze jak jakiś świr ją zaczepiłem i pytałam o życie. Nawet jeśli działało to w dwie strony, bo i ona zadawała pytania, ale to ja pierwszy zacząłem, dlatego tylko mi należy się ten tytuł. Jednak kiedy wspomniała, że za rok ma plan już tu nie być to nie powiem – miałem nadzieje, że kłamie. Aż zrobiłem nieco przejętą minę, całkowicie nieświadomie, a gdy już zdałem sobie z niej sprawę to szybko spróbowałem zmienić swój wyraz twarzy. Nie ma się jednak co oszukiwać, na pewno to dostrzegła. – W sumie kto by nie chciał uciec z Deep Lakes – mruknąłem, próbując wybrnąć z tej lamerskiej miny jakby chodziło o mnie, a nie o to, że wiedziałem, że rok za nic mi nie wystarczy by ją poznać i spędzić z nią więcej czasu. Co to jest rok? Nic. Bo ze mnie to wcale nie taki szybki chłopak jak niektórzy myślą. I jak myśli Daisy, ale tego jeszcze nie wiedziałem. – Nie wiem czy cię wpuszczą do klubu – odpowiedziałem starając się zabrzmieć neutralnie, lekko się przy tym uśmiechając. – Chyba, że jednak poczekasz trochę dłużej z wyjazdem – dodałem, patrząc na nią naprawdę zbyt długo i ze zbyt wielką nadzieją. Szybko więc odwróciłem wzrok gdzieś na bok, szukając w zablokowanym mózgu zdania, które zmieni wydźwięk moich głupich słów. – Znaczy już mnie słyszałaś, co nie? Dziś. Może to nie ten sam klimat, ale powiedźmy, że nie było źle. Znaczy nie wiem, możesz uważać, że było słabe. Mogę ci kiedyś podesłać coś mojego, tak żebyś sobie mogła przesłuchać sama zamiast… zamiast no wychodzić do klubu czy coś. – Spojrzałem na nią wreszcie i uśmiechnąłem się w najdurniejszy ze sposobów, bo co ja się będę oszukiwał, że nie robiłem z siebie właśnie debila przed Daisy. Robiłem, ona było tego świadkiem i zgrywanie kogoś innego byłoby teraz nie na miejscu. – Sorry, po prostu nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze będę mógł coś tobie zgrać – wytłumaczyłem wreszcie, przechylając szalę z napisem debil na stronę wygraną
    Gram w klubie właściwie tylko po to żeby zarabiać na graniu. Gdybym zamiast tego pracował jako kelner czy coś pewnie nie miałbym kiedy tworzyć. – Nie chciałem jej zarzucać historii rodzinnej, i tego, że czasu wiecznie mi brak, i że oprócz studiowania pracuję podwójnie i jeszcze kleje te bity dla Kavinskiego. Ofiary nie będę z siebie robił, bo pewnie na takiego bym wyszedł, więc chyba lepiej jak pomyśli, że ja to wszystko dla pieniędzy. Może kiedyś będę miał jeszcze okazję się jej wytłumaczyć. I nie powiem pomyślałem sobie, że pewnie jej się nie podobało jak grałem, ale jako że każdy ma prawo mieć własną opinię to dyskutować na ten temat z nią nie chciałem. – Masz rację. Po pewnym czasie mógłbym im puściłbyś piosenkę z Krainy Lodu a oni bawiliby się lepiej niż przy czymkolwiek innym. - Nie kłamałem, ale też nigdy nie próbowałem. Chociaż pewnie kiedyś spróbuję, jakiegoś ostatniego dnia pracy tam. To jest plan.
    Pokiwałem tylko głową na jej pytanie o przyjaźni, bo tak mnie ten jej uśmiech zafascynował, że nie byłem w stanie czegoś z sensownego z siebie wydusić. Nie to, że wcześniej mówiłem z sensem, ale teraz to już właściwie mógłbym tylko jakieś dźwięki bliżej nieokreślone z siebie wydawać. A tego nie chciałem ani ja, ani tym bardziej Daisy. Przejście na temat muzyki wydawało się czymś co nie peszy ani mnie ani jej, więc był to bezpieczny grunt na rozmowę. Oceniłem to najbardziej ze względu na to ile mówiła, bo chyba aż tak wielu zdań na raz to jeszcze od niej dziś nie słyszałem. Uśmiechnąłem się mimowolnie gdzieś w połowie jej wypowiedzi nie tylko dlatego, że miała podobne zdanie do mojego, ale i dlatego, że chciała mówić. A jak się chce przy innym człowieku mówić to znaczy, że się go nawet trochę toleruje. A ja chciałem żeby Daisy mnie po dzisiejszym dniu chociaż tolerowała. – Najgorzej jak muzyk robi muzykę dla ludzi. Wychodzę z założenia, że muzykę zawsze powinieneś robić dla siebie. Jak się ludziom spodoba to super, ale jak nie to przynajmniej nie masz sobie nic do zarzucenia. Ale fajnie, że masz tak stabilnie ustawioną opinię o muzyce. Mało ludzi traktuje muzykę w taki sposób. – Byłem serio pod wrażeniem jej uzewnętrznienia się, nie wspominając już o tym jak dobrze porozmawiać z kimś o sztuce kto rzeczywiście wie co mówi i ma o tym jakieś pojęcie.
    Zaśmiałem się na wizję mnie jako księgowego, nawet jeśli czasem o tym myślałem. Nie chciałem jej jednak teraz mówić o tym, że na studiach zostałem tylko dla mamy i że to wszystko to z myślą o niej i o rodzinie, bo jakbym postawił wszystko na muzykę i by się nie udało to myślę, że skończyłbym pod mostem. I to tak serio. Nie wspominając o tym, co by się stało z moją młodszą siostrą, która zostałaby sama z ojcem. – Zależy w której wersji musiałbym nosić blond włosy – powiedziałem i pomyślałem o tym, bo Montana to super wyglądała i w jednych i w drugich a ja siebie jako blondyna to nie widziałem. Już mi dwa blond wrzody wystarczą w zespole.
    Na jej słowa o fankach uśmiechnąłem się, kręcąc głową, bo nawet jeśli bym je miał to bym nie zauważył. – Fajnie na pewno jest mieć fanów swojej muzyki, ale chyba posiadanie fanek w stylu tych, co koczują ci pod autem niekoniecznie mnie kręci – powiedziałem szczerze, nigdy nawet nie myśląc o tym, że kiedyś dojdę do momentu kiedy tego typu fanki pojawią się w moim życiu. Nawet tacy normalni fani wydawali się być po za zasięgiem. Będą kochać Erniego, może nawet Flinek trochę uwagi zgarnie, ale ja chciałem tylko stać w tle i robić najlepszą robotę na jaką mnie stać. Tyle.
    - Daisy – przerwałem jej dość stanowczo, ale spokojnie, bo głupio mi się zrobiło jak zaczęła o tych pieniądzach. Nie wiem czy wyszedłem na takiego co liczy każdego dolara czy miała po prostu takie podejście, jednak nie chciałem by myślała, że ja będę oczekiwał czegokolwiek w zamian. – Nie musisz mi nic oddawać. Ani za jedzenie ani za cokolwiek. Miło cię wreszcie widzieć i uznaj ten jakże wyszukany wspólny posiłek i powrót do domu jako coś w stylu powitania. – Miałem nadzieję, że to zamknie temat pieniędzy, bo moje argumentu byłby nie od przebicia. – Więc jak już zjesz ten kawałek – podsunąłem jej znów jedzenie pod nos - to możemy wracać. Chyba, że czekasz jeszcze na występ kogoś specjalnego? – dopytałem. Nie chciałem jej wyrywać z imprezy, a skoro tu przyjechała to może w repertuarze był ktoś kogo szczególnie chciała posłuchać. A dla mnie czy wrócę za godzinę czy za cztery żadnej różnicy nie robiło. Może tylko dzięki czterem spędziłbym z nią więcej czasu, co na pewno było lepszą perspektywą.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:Cytryna
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    po co nam jakość w uśmiechu

    ZAJĘCIE


    skoro jesteśmy smutni

    UCZUCIA




      
    Daisy
       Miller

      
    "Dżentelmenów w moim życiu jest ciągły brak

      

      

      

      

      

      

    2020-07-05, 16:15


    Powiem szczerze, że bardzo ciężko mi było rozgryźć Leo. Z jednej strony w głowie miałam obraz chłopaka, który zachowuje się najgorzej na świecie w stronę lasek, ale z drugiej strony wydawał się być teraz takim miłym kolesiem. I to jest właśnie powód dlaczego właśnie faceci mnie tak przerażali, bo popatrzcie jak bardzo potrafili się zmieniać, byleby się dorwać do majtek drugiej dziewczyny. Ale serio, gdybym nie słyszała o tym co Leo odwalił swojej dziewczynie to bym może i uwierzyła, że jest taki sympatyczny i dobry, szczególnie jak jeszcze zrobił tą wielce przejętą minę. Chyba, że wątpi w swoje możliwości wyrwania mnie w rok (słusznie zresztą, bo ja już sobie postanowiłam przecież że odpłacę mu pięknym za nadobne) i dlatego mu się ten mój pomysł ucieczki za rok nie podobał. - Pewnie jak już będziesz sławnym didżejem to Deep Lakes będzie dla ciebie za małe i znając życie wyprowadzisz się jeszcze przede mną - odpowiedziałam, niech sobie chłopak myśli że ja to zrozumiałam jego zawiedzioną minę w taki sposób, że po prostu on się martwi, że utknie tu na zawsze, czy coś. I potem przez chwilę w ogóle nie zczaiłam o co mu chodzi i dlaczego mieliby mnie do klubu nie wpuścić, że co, ja jakaś niegodna jestem? I dopiero po paru sekundach się zorientowałam, że no taaaaaaaak, nie jestem jeszcze pełnoletnia. Tylko że ja miałam taki magiczny plastik, który skutecznie ułatwiał mi życie jakiś czas temu i ciągle trzymałam go w portfelu - Mam jeszcze inne rozwiązanie, podrobiony dowód - wzruszyłam ramionami, jak gdyby nigdy nic. W końcu jeszcze rok, dwa lata temu bardzo często z niego korzystałam, na samym początku po to żeby kupować szybciej alkohol, potem gdy już pożegnałam się z nałogami to po to, by właśnie do klubów mnie wpuszczali; bo owszem, lubiłam tam chodzić, nawet jeśli miałam być totalnie trzeźwa. Moje alter ego nazywające się Maeve Henderson miała wiele przygód na swoim koncie - Jest wiele sposobów, dla chcącego nic trudnego - a za rok to już dawno będzie po mojej misji przecież, nie zamierzałam się z nim męczyć tak długo. Szczerze mówiąc dawałam naszej znajomości jeszcze jakiś miesiąc, góra dwa, aż nie wyjdzie jego prawdziwa twarz - Bo serio nie wiem co by się musiało wydarzyć, żebym tu została, no... Na dłużej - ja oczami wyobraźni już widziałam siebie podróżującą po Francji, albo Hiszpanii, poznając małe miasteczka w Czechach i pracując gdzieś w Rosji. Na razie ciężko mi się patrzyło na Deep Lakes, nie myśląc o tym że do niedawna mieszkał tu mój ojciec, który po prostu zapadł się pod ziemię. - Noooo słyszałam, tak tak - lol, no w sumie to nie kłamałam, bo takie mocne pięć minut na bank słyszałam jego granie, aż nie wyszłam z pola festiwalu - Ale przecież nie będę się ograniczać do jednego razu - dobra, Daisy, spokój, musiałam się aż skarcić w głowie, bo widząc jak chłopak miotał się w swojej wypowiedzi sprawiało, że uśmiech pojawiał się na mojej twarzy i że w ogóle jakoś tak w środku mi się... Milej robiło? To przez ostatnie wydarzenia się jakoś bardziej emocjonalna robiłam, przejdzie mi, chwilowa słabość. - To znaczy wiesz, wydaje mi się że już nigdy nie przebijesz tych koncertów śmietnikowych, co nie? Bo to jednak była klasa sama w sobie, kompletnie inna jakość, ale... Ale możesz mi podesłać parę swoich kawałków - wyciągnęłam swój telefon, podsuwając w jego stronę - Wpisz swój numer, no żebyś mógł mi podesłać - i żeby nie było: robiłam to totalnie tylko i wyłączenie po to, żeby dać mu złudną nadzieję na coś więcej, okej? Okej. Uzgodnione. I to wcale nie jest tak, że tłumaczyłam się teraz sama przed sobą. - Noooo jasne, w końcu trzeba jakoś zarabiać - sama zaczynałam to coraz boleśniej odczuwać i dochodziłam do momentu w życiu w którym już na poważnie musiałam znaleźć robotę - A no to nie jest przecież złe, że połączyłeś miłe z pożytecznym - skończyłam jeść właśnie frytki, popijając je jeszcze wodą, co nie było może najmądrzejsze, bo w ostatniej chwili połknęłam łyk napoju, wypuszczając z siebie takie ciche parsknięcie śmiechu, gdy wspomniał o tej Krainie Lodu. - Ej ale totalnie taki banger mógłby z tego wyjść! - w połączeniu z piksą na przykład. Czekaj, nie, już dawno nie nachodziły mnie takie myśli, skąd to się wzięło? Dobrze, że przeskoczyliśmy na temat muzyki, serio, bo tam jednak czułam się najbardziej swobodnie - Doookładnie! Jak widzę muzyków, którzy ślepo podążają za nowymi trendami, nawet jeśli sami nie czują się dobrze w tym stylu, to czuję taki zgrzyt w środku... Zdecydowanie lepiej mi się obserwuje artystę, który poszukuje czegoś, eksperymentuje, nawet jeśli nie zawsze wszystko mu wychodzi to wiem, że próbuje i że nie opada na laurach. Też masa artystów robi sztukę typowo dla kasy, wiesz, zakładają z góry że jak najszybciej muszą nazbierać fanów tylko i wyłącznie po to, żeby zarabiać pieniądze... I jakby no wiem, że kasa jest potrzebna w życiu, ale nigdy nie powinna być tym co motywuje muzyka do robienia czegoś - wzruszyłam ramionami, uśmiechając się ciągle nieznacznie bo jeszcze mi rzucił komplementem, ale no musiałam być twarda! I nieustannie przypominać sobie, że podobne rzeczy to on pewnie każdej innej dziewczynie też mówił - Aaaa dziękuję, to wszystko to konsekwencje tego, że za dużo czasu spędzam w słuchawkach - taka prawda, bo z nimi to praktycznie jestem nierozłączna. - No jako gwiazda musiałbyś być blondynem, nie słyszałeś? Ponoć blondes have more fun, to akurat na koncerty by ci pasowało - a może dlatego ja miałam tyle pecha w życiu? Bo w sumie serio blondynki miały chyba jakoś lżej w życiu, może się powinnam przefarbować?
    Westchnęłam bo z tymi fankami to totalnie nie szedł w tą stronę co ja bym chciała, ale najwyraźniej serio chciał udawać takiego "dobrego chłopaka", no niech mu będzie - Teeeeraaaaz tak mówisz. Ale dobraaaaa, niech będzie że ci wierzę - błagam, jakiego kolesia nie jarałyby dziewczyny gotowe zrobić dla niego wszystko? No właśnie. Zaraz jednak temat się zmienił, a ja nie wiem czemu... Jakoś tak nieswojo się poczułam i poruszyłam się na ławce słysząc swoje imię z padające z jego ust. Totalnie nie byłam w stanie określić co ja takiego poczułam, aleeee... Było to dziwne. Normalnie ciągnęłabym temat, że w żadnym wypadku, oddam ci połowę, poczekaj, już wyciągam portfel, ale byłam wybita z rytmu przez coś tak zwykłego jak własne imię, że po prostu pokiwałam powoli głową. - Okeeej, dobra... - no było mi dalej dziwnie, ale chyba gorzej by było gdybym dalej się spierała czy i ile powinnam mu była oddać - Nieeee, nie czekam już. Właściwie to przyjechałam tu byleby się wyrwać z Deep Lakes na popołudnie. - złapałam za ten kawałek pizzy, w ogóle nie myśląc o tym czy wychodzę właśnie na największego obżarciucha na świecie, bo właśnie byłam po zjedzeniu frytek, teraz pizza... - Ale to jakoś ci się odwdzięczę za to, okej?

     
    imię / nick:bluemoon#2005
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    Chcę na starość hajs

    ZAJĘCIE


    i przejdę przez to cało sam

    UCZUCIA




      
    Leo
       Summerby

      
    "Chociaż ten małolat ma wybitny cel od gnoja Sporo zer i żona, bankowo ten bieg pokonam

      

      

      

      

      

      

    2020-07-06, 22:26


    Może gdyby się tak nie uparła żeby go nienawidzić byłoby jej łatwiej? Tak tylko sugeruję, Leosiek przecież nie ma najmniejszego pojęcia, co ona sobie tam w głowie o nim założyła i jaki ambitny plan na niego miała. Taki dobry chłopak, a jak zwykle musi na zołzy trafić.
    Ale kamień z serca, mi w sensie Leo, spadł kiedy powiedźmy, że uwierzyła w to, że chodziło o mnie. Nie była głupia, doskonale to wiedziałem, ale szanowałem ludzi, którzy czując potrzebę uwierzenia rozmówcy po prostu grali według jego reguł. O ile było to tak niewinne jak właśnie to co stało się między nami. Nie mówię o prawdziwych kłamstwach, bo nimi się po prostu brzydziłem. A moje nie było aż takie złe, prawda? – Myślę, że w rok nie zostanę kimś na tyle sławnym żeby Deep Lakes zrobiło się do mnie za małe – zaśmiałem się, niebezpieczne chwytając się tej informacji o wyprowadzce w przeciągu dwunastu miesięcy. Naprawdę sobie zaraz pomyśli, że jestem jakimś psycholem, nawet jeśli trochę się przy niej tak zachowywałem. Musiałem odpuścić ten temat, zejść na inny, żeby tylko już nie drążyć tematu jej wprowadzki, wyprowadzki i wszystkiego, co do tego zmierzało. – Po za tym Deep Lakes jest świetne. Małe, ale ma swój urok. – Dobra, moja mama zawsze tak mówiła, kochała to miejsce, więc nawet jakbym dostał możliwość mieszkania na drugim końcu świata wracałbym tu kilka razy do roku żeby tylko pielęgnować jej miłość do rodzinnego miasteczka.
    Spojrzałem na nią z niedowierzaniem, ale takim połączonym z uśmiechem zadziornym i przychyloną głową. – No ładnie – skomentowałem, pozwalając sobie na śmiech z powodu tej informacji o podrabianym dowodzie. – Nie wiem czy warto dla mnie tak ryzykować. – Wciąż trochę się śmiałem, ale jak sobie zdałem sprawę z idiotycznego wydźwięku mojego zdania to w głowie dokonałem jakiegoś samobiczowania czy czegoś podobnego. W każdym razie bolało, bo boleć miało. – Lepiej jak ci coś podeślę – odparłem mimochodem, przerywając kolejny temat, który zdawał się pogrążać mnie równie mocno co ten o przeprowadzce. Może jakbym się tak na nią nie gapił to łatwiej byłoby mi się skupić, ale wciąż miała w sobie coś, co nie pozwalało mi oderwać od niej wzroku choćby świat wokół się palił. I chyba znów się na nią zapatrzyłem, bo nie dotarły do mnie jej następne słowa. Znaczy dotarły, ale trochę tak zamroczone. Jak ja teraz. – W miasteczku nic się nie dzieje, to cię pewnie nic nie zatrzyma – odpowiedziałem w końcu, nie myśląc nawet o tym, że to ja mógłbym ją zatrzymać. Chciałbym, ale jak uda mi się chociaż z nią na nowo zaprzyjaźnić co by mnie czasem odwiedziła to będę spełniony. Szczególnie, że sam nie miałem pewności gdzie będę za rok.
    - Pewnie, każdy kto zna się na muzyce, wie że raz nie wystarczy by poczuć wszystko co można poczuć podczas… - Czy ona zawsze miała takie śliczne oczy? Pewnie, że miała, ale teraz w tym słońcu jakoś tak wyjątkowo błyszczą i trochę jakby rozjaśniały przez ten czas co jej nie widziałem. A może byłem daltonistom jako dzieciak? – podczas słuchania muzyki. No. Podczas słuchania. – Chwyciłem wodę, co by chociaż na chwilę móc z wyraźnego powodu uciec spojrzeniem gdzieś gdzie nie wpatruje się w nią. Upiłem kilka łyków, zdecydowanie zbyt łapczywych niż powinienem, po czym odłożyłem butelkę i chwyciłem telefon co wyciągnęła w moją stronę. – Znasz jeszcze jakiegoś Leo? Bo nie wiem czy się wpisać z nazwiskiem? – podpytałem uprzejmie, bo ja sam w życiu poznałem kilku to nie chciałem żeby nie była pewna, który to ja. W końcu zrobiłem tak jak poleciła i oddałem jej telefon. – Jak będziesz chciała dostać jakąś próbkę to napisz. Ja nie wezmę od ciebie numeru żebyś w razie czego mogła mnie ignorować po tym dniu - zażartowałem, ale jak każdy żart miał w sobie trochę prawdy. Lubiłem dawać ludziom szansę na ewentualną ucieczkę, nie każdy musiał mnie lubić i chcieć spędzać za mną czas. A szczególnie Daisy, która widziała mnie pierwszy raz od kilku lat i miała totalnie prawo po moim dzisiejszym zachowaniu nie chcieć mnie widzieć po raz kolejny. – Mam jednak nadzieję, że napiszesz. – Uśmiechnąłem się całkowicie szczerze. Chciałem dać jej do zrozumienia, że mimo wszystko będę czekał na jakąś wiadomość. Do tego z nadzieją. Jestem skończony.
    - Skoro tak ci się podoba ten pomysł, sama musisz próbować coś tworzyć. Mogę ci użyć mój sprzęt – zaproponowałem gotowy pomóc jej przy ewentualnych niedociągnięciach czy wytłumaczeniu który suwak robi co. Nie powiem, że taka perspektywa spędzenia z nią czasu była niemal wymarzona, przede wszystkim z tego względu, że obydwoje lubiliśmy muzykę. Co było widać po temacie rozmowy, który jako jedyny ożywił nas tak bardzo, że buzie to nam się mogły nie zamykać. Jak ktoś tak nas z boku posłuchał to pewnie uznał nas za muzyczne buce. – Wiem, że to mało wyszukane, ale wow. Oprócz chłopaków rzadko mogę pogadać z kimś o muzyce w ten sposób. – Aż mi się oczy zaświeciły z wrażenia, bo to że chłopaki tak gloryfikują sztukę to oczywiste, ale mało osób, które przypadkowo spotykam, mówią o niej w taki sposób. - Myślę, że zasługujesz na to bardziej niż ja. – Wyciągnąłem z kieszeni plakietkę artysta i wstałem co by założyć jej na szyję. Nie dotykałem jej nigdzie oczywiście, nawet jeśli z chęcią sam bym jej ją poprawił i wyprostował. Musiała się przecież dumnie w niej prezentować, gdyż zasługiwała na to bardziej niż ja w tym momencie. – Zachowaj sobie na pamiątkę – dodałem, co by nie miała zaraz zamiaru mi tego oddawać. Niby lubiłem zbierać ta plakietki, nawet jeśli to kawałek plastiku, ale tym razem gotów byłem ją poświęcić na rzecz kogoś kto mówi o muzyce w o wiele lepszy sposób niż ja kiedykolwiek będę. – Na koncertach jest ciemnej to rzeczywiście lepiej jakbym na nich był blondynem – zaśmiałem się, chociaż w sumie od jakiegoś czasu to cały czas się przy niej śmiałem, poważniejąc tylko na krótkie momenty żenady samym sobą albo wtedy gdy Daisy powiedziała coś na co nie wypadało mi się śmiać.
    - Smacznego. – Posłałem jej ciepły uśmiech gdy wzięła się za tą pizzą, widząc, że wciąż na naszym stoliku stoją piwka i sałatka. – Tego już pewnie nie skonsumujemy – powiedziałem bardziej do siebie niż do niej, po czym zacząłem się rozglądać za jakąś dwójką, która może z tego skorzystać. Wypatrzyłem parę dziadków, którzy pochylali się nad… szachami? To ktoś przychodzi na festiwale pograć w szachy? Fascynujące. – Zaraz wrócę – oznajmiłem, po czym wstałem i zabierając ze sobą szklane butelki i sałatkę zaniosłem je prosto na stolik wybranej dwójki. Oznajmiłem krótko, że my i tak już nie zjemy i że na pewno zrobią z tego lepszy użytek niż my. Podziękowali z szerokim uśmiechem, otworzyli piwka i kontynuowali rozgrywkę. Wróciłem do Daisy, a widząc ją kończoną jedzenie uśmiechnęłam się i zanotowałem żeby nie wierzyć jej jak mówi, że nie jest głodna. – To wracamy? – zapytałem, dając jej możliwość ewentualnego przedłużenia biesiady na terenie festiwalu.
     
    imię / nick:Mańka
    multi:Cytryna
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: