Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-06-13, 20:46


    #8

    Upiekło mu się z tą nocą poza domem, aczkolwiek zrzucić to można było ponownie na szczęśliwą gwiazdę, która świeciła gdzieś nad jego głową. W ramach zadośćuczynienia sprawował się porządnie przez… dwa dni. Zachłanność i niecierpliwość wzięły górę, a w jego głowie pojawił się pewien plan, który od razu postanowił wprowadzić w życie. Szczerze powiedziawszy nastawiał się na problemy w jego realizacji (pomimo iż dopracowany był z najmniejszym szczegółem - no, do pewnego stopnia), ale wszystko poszło sprawnie. Najbardziej niepewnym punktem było zaangażowanie w konspirację pani Tillsley w taki sposób, aby nie zorientowała się, że w ogóle w jakiejkolwiek konspiracji uczestniczy. Ale rozegrał wszystko bezbłędnie i w ten oto sposób po prawie dwóch tygodniach knowań mógł przejść do punktu kulminacyjnego. Podjechał pod Come a Casa trochę wcześniej niż napisał Mari w smsie, ale zamiast iść po jej bagaż, skierował swoje kroki do kuchni restauracji, gdzie dopinał jeszcze ostatnie szczegóły planu z energetyczną Włoszką. Na odchodne odebrał od niej zapakowane na podróż przysmaki (chociaż zarzekał się, że absolutnie niczego nie potrzebuje, to jednak owa włoska gościnność była chyba rzeczywiście czymś więcej niż jedynie dwuznacznymi przekomarzankami). Z uśmiechem pożegnał panią Tillsley, bowiem czas swój wolał spędzić z jej młodszą wersją. Zastanawiając się, co takiego pysznego kryje się w pudełku trzymanym w rękach, ruszył po schodach, aby pogonić Mari, ale właśnie w tym momencie kobieta schodziła już na dół.
    - Zanim cokolwiek powiesz, uprzedzam, że to nie jest porwanie - odebrał od niej torbę, puścił przodem w drzwiach, żeby chwilę później zrównać z nią krok idąc w kierunku jego samochodu. - Inicjatywa całego przedsięwzięcia wyszła od twojej mamy... pośrednio. Ja tylko odrobinę ją natchnąłem i podsunąłem w odpowiednich momentach kilka pomysłów - ładna nazwa perfidnej manipulacji, ale co zrobić, że pani Tillsley była równie dobrodusznie naiwna jak jej córka? Już wiedział, po kim Mari odziedziczyła te cechy. Zapakował torbę do bagażnika, a następnie - oczywiście nie otworzywszy wcześniej drzwi przed Carlottą - usiadł za kierownicą. Dopiero po trzaśnięciu wszystkich drzwi podjął wątek: - Jednak po powrocie będę musiał ją przeprosić, bo niecnie ją oszukałem. Są dwie wersje okoliczności tego wyjazdu. Wolisz usłyszeć oficjalną czy prawdziwą? - zapytał z wesołym uśmieszkiem czającym się na ustach i wyjechał z parkingu na główną ulicę miasteczka.
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-06-14, 20:06


      – XXIII –

    Wariat
    To była jej pierwsza myśl, gdy przeczytała nadchodzące wiadomości. Nie wzięła tego na poważnie, więc dalej krzątała się po kuchni w celu przygotowania sobie jakiegoś późnego obiadu, bo dopiero niedawno wróciła z kolejnych spotkań, w których próbowała wynegocjować jak najlepsze ceny towarów do restauracji. Jednak cofnęła się by ponownie przeczytać wiadomości i zaczęła zastanawiać się czy aby na pewno nie są to żarty. Przy każdej innej osobie napisałaby jakąś śmieszną odpowiedź, jednak Jeremiah już nie raz udowodnił jej, że przy nim nie ma rzeczy niemożliwych i nawet jeśli nie będzie gotowa do wyjazdu to zabierze ją bez bagażu. Nie wiedziała gdzie jadą, na jak długo i co mają w planach, więc wrzucała tylko do torby coś wygodnego, jakiś podkoszulek i spodnie, coś na wieczorną kolację gdyby mieli się na nią wybrać, jakaś krótka sukienka, szpilki i najpotrzebniejsze kosmetyki. Nie lubiła takich niespodzianek bo nie potrafiła się do nich odpowiednio przygotować. Mając jeszcze kilka minut przebrała się w zwiewną, długą, letnią sukienkę a na nogi założyła sandały na koturnie. Właśnie wychodziła z mieszkania, gdy na ujrzała go na schodach, więc uśmiechnęła się i ostentacyjnie przekręciła klucz dwukrotnie, upewniając się że drzwi na pewno są zamknięte.
    - Całe szczęście. Gdyby to było porwanie nie dałbyś mi się nawet spakować – uniosła brew do góry z nadzieją, że zdradzi jej jaki jest ich cel podróży, jednak całą drogę do samochodu Jeremiah nie odezwał się ani razu. Samochód… Cóż, z tym konkretnie nie miała dobrych wspomnień, więc grzecznie usiadła na miejscu pasażera, zapięła pas i tym razem nie zamierzała przeszkadzać mu w prowadzeniu. – Gdybym nie miała okazji Cię chociaż trochę poznać uwierzyłabym, że tak było – odwróciła się za nim z wyraźnym uśmiechem, obserwując jak zamyka bagażnik by później usiąść za kierownicą. Wpatrywała się w niego z coraz większą podejrzliwością, jednak trudno było ukryć tę fascynację całą tą niespodzianką. Dałaby mu się porwać w każde miejsce, jednak była tak ciekawa, co Jer wymyślił. Czy ponownie ją zaskoczy? Była pewna, że tak będzie.
    - Wolę poznać obie wersje. Najpierw oficjalną, którą uraczyłeś moją mamę a potem tę prawdziwą – jego wesoły uśmiech był czymś zupełnie nowym dla niej. Nie krył się w nich cynizm, albo próba ukrycia swoich prawdziwym emocji. To był naprawdę szczery uśmiech, szczęśliwego faceta. – No powiedz mi, co jej nawymyślałeś. Czy powinnam się już obawiać pytań kim jesteś i kiedy ślub? Wiesz, że za chwilę cała moja rodzina będzie wiedziała o tym, że gdzieś z Tobą pojechałam? – plotki w ich rodzinie rozchodziły się szybciej niż najlepsza pizza w restauracji. Dlatego Mari raz jeszcze zerknęła na niego wyczekująco, bo nie była gotowa tłumaczyć się z ich relacji.

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-06-15, 16:42


    Niespodzianki były o tyle kłopotliwą kwestią, że nigdy nie wiadomo było, czego się spodziewać. Jeremiah z całego serca ich nienawidził, jeśli był ich adresatem. Nie chodziło o zażenowanie nieudanym wyskokiem. Po prostu Dohemy wolał kontrolować sytuację, niż być jej poddany. Co innego organizowanie niespodzianek innym. Tak jak teraz. Wyczekujące spojrzenie Mari tylko utwierdzało go w przekonaniu, że w swoim wariatkowie jest naczelnym wariatem, przy którym nigdy niczego nie można przewidzieć.
    - Ależ moja droga, to jest oficjalny wyjazd! - zaperzył się oburzony jej insynuacjami o jakichś jego niecnych planach wobec jej osoby! No doprawdy, przecież był porządnym obywatelem! - Można powiedzieć, że służbowy. Absolutnie bez żadnego podtekstu! Okazało się, że w ten weekend w Vancouver warsztaty dla właścicieli restauracji będzie prowadził sam Gordon Ramsey. Podrzuciłem twojej mamie kilka ulotek, barwnie poopowiadałem o jego sukcesie i zasugerowałem, że to może być duża szansa dla Come a Casa, gdyby jeden z jej przedstawicieli mógł liznąć ciekawych nowinek w tej dziedzinie. - I absolutnie nie powiedział wprost, że ma być to Mari, być może kilka razy napomknął nawet, że mógłby to być Dante? Operowanie słowem i ukrytymi między wierszami intencjami było prostym zabiegiem, kiedy poznało się podstawy. W ten oto sposób pani Tillsley zupełnie sama wpadła na to, że Mari dobrze zrobi taki wyjazd. Tak w ramach prezentu urodzinowego - stąd i niespodzianka. Ale to już sobie będą same wyjaśniać między sobą, Jeremy nie zamierzał wprowadzać jej we wszystkie tajniki swojego planu. Właściwie trochę go to bawiło. Bo w swoich planach nie uwzględnił żadnego szkolenia z jej udziałem. A to, jakie ona później wrażenia z warsztatów przedstawi rodzinie, Jeremy pozostawi jej własnej kreatywności. - Och, a czy ja właśnie w tym samym czasie i w tym samym mieście mam spotkanie z wydawnictwa? Tak jakoś się złożyło! - zrobił sztucznie zdziwioną i jednocześnie niewinną minę, zaskoczony bez reszty tym zbiegiem okoliczności. - Więc jako osoba pomocna zaproponowałem twojej mamie, że mogę podrzucić cię do Vancouver, skoro sam się tam wybieram - wzruszył obojętnie ramionami, wchodząc w rolę zwykłego znajomego rodziny, który wyświadcza przysługę jednej z Tillsleyów. Skoro to naprawdę była mafia, to istniało duże prawdopodobieństwo, że jeśli on pomoże jednemu z jej członków, zdobędzie przysługę u samego bossa? - Dlatego wracasz autobusem. Poważnie. Nawet kupiłem ci bilet powrotny. - Był śmiertelnie poważny. Jak już obmyślił plan,wypełniał go w stu procentach. Miał ją tylko do Vancouver dostarczyć, nie było mowy o powrocie. Ale to była wersja oficjalna (oficjalnie też miała wracać autobusem, ale przecież by jej nie kazał telepać się nim przez pół kraju! chociaż…?).
    Co się tyczyło tej mniej oficjalnej… Nie odrywając wzroku od szosy sięgnął do bocznych drzwi i wyciągnął z nich prostopadłościenne pudełko wielkości plastikowego opakowania na płytę CD (czym w rzeczywistości było), owinięte białym papierem ozdobnym i przewiązane dużą czerwoną wstążką. Przesunął prezent w jej stronę. - Buon compleanno - proszę, nauczył się nawet specjalnie dla niej włoskiego zwrotu, chociaż mógł dać sobie palca uciąć, że wypowiedział je nieprawidłowo. Trochę się pospieszył, ale nie był pewien, czy za tydzień będzie miał szansę do wręczenia jej tego osobiście. No i sytuacja z wyjazdowym weekendem była do tego idealna. Nie mógł pozwolić sobie na zmarnowanie takiej okazji! - Będziesz mogła otworzyć dopiero po powrocie. - Zagryzł wargi, czyżby po raz pierwszy w jej towarzystwie… zmieszany? Kto by pomyślał! - To jest wersja prawdziwa. - Dodał po chwili już bardziej rezolutnie i rzucił jej przelotne spojrzenie. - Jutro o dziesiątej naprawdę muszę być w Vancouver. Ale co się stanie wcześniej i później, zależy już tylko od naszego widzimisię… - ponownie zadziorny uśmiech. - Masz ostatnią szansę zrobić coś szalonego przed trzydziestką. Bo później to już tylko starość i łupanie w kręgosłupie - zażartował i zaśmiał się wesoło. Czyżby wiedział z doświadczenia...?
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-06-15, 17:17


    Przebiegły drań, który pomyślał o wszystkim. Mari z niedowierzaniem wsłuchiwała się w jego słowa, bo to ile musiał włożyć wysiłku w zaplanowanie tej intrygi było godne podziwu. Nie dość, że znalazł idealny powód dzięki któremu bez zbędnych pytań mógł ją zabrać gdzieś na weekend, to jeszcze obrócił to wszystko tak, że miał to być prezent urodzinowy od jej mamy. Dobrze, że kobieta nie miała pojęcia, na co się pisała i że zamiast na warsztaty z tak znaną osobą (tak, nawet Mari wiedziała kim jest Gordon) wręcz wciska swoją córkę w ramiona mężczyzny. I to bez ślubu! Po chwili jednak zaśmiała się z rozbawieniem, bo jego plan miał jedną małą skazę:
    - Moja mama naprawdę pomyślała, że wysłanie mnie na warsztaty gotowania będzie najlepszym pomysłem? – wiele zalet można było przypisać najstarszej córce Tillsleyów, ale umiejętności kulinarne na pewno nie znalazły się chociażby w pierwszej dziesiątce jej talentów. Nikt racjonalny nie zaprosiłby jej do kuchni i nawet taki restaurator nie byłby w stanie nauczyć ją najprostszych przepisów. Dobrze, że do rzucania naczyniami Mari była przyzwyczajona, sama kiedyś wycelowała jeden w swojego byłego chłopaka. Będzie musiała w drodze powrotnej poczytać o jakiś tajnikach kuchni Gordona, albo nowych technikach wykorzystywanych w gotowaniu. W końcu będzie musiała zdać matce całą relację, co pewnie też było zamierzone. Jeremiah uwielbiał budzić w niej ukryte pokłady kreatywności. – Jesteś geniuszem zła, ale nie wracam autobusem – zarzekła się, bo chociażby miała podstępem dostać się do jego samochodu, to nie da się zostawić w Vancouver sama by spędzić tyle godzin samotnie w autobusie. Rozniosły ten pojazd. Albo zwariowała i odwieźliby ją do najbliższego szpitala psychiatrycznego. Gdy w tak nieporadny acz urokliwy sposób złożył jej życzenia po włosku, chwyciła za prezent i już miała zabrać się za jego rozpakowywanie. Jej palce tak gładko chwyciły czerwoną wstążkę, ale postanowiła chociaż raz ustąpić i grzecznie odłożyła prezent na bok.
    - Cierpliwość też nie jest moją mocną stroną a Ty dzisiaj wystawiasz mnie kolejny raz na próbę – pokręciła głową i zbliżyła się w jego stronę, by od razu się zatrzymać. Pamiętała co wydarzyło się ostatnim razem, gdy jechali razem samochodem, więc tylko uśmiechnęła się, wbijając swoje spojrzenie w mężczyznę. – Skup się na drodze i uważaj, bo będzie buziak – z trudem powstrzymała rozbawienie po czum musnęła ustami jego policzek. Ten gest miał być podziękowaniem za wszystko; nie tylko za ładnie zapakowane pudełeczko, ale także za pamięć i wyciągnięcie ją chociaż na weekend z Deep Lakes. Jakby gdzieś podświadomie czuł, że właśnie teraz tego najbardziej potrzebuje.
    - Czyli mam rozumieć, że skoro to ja mam urodziny i to jest mój prezent mogę zażyczyć sobie w ten weekend WSZYSTKIEGO? – Jer nie musiał na nią patrzeć by domyślić się, że na jej ustach pojawił się zadziorny uśmiech a w oczach miała te diabelskie chochliki, które nigdy nie wróżyły nic dobrego. Naprawdę miała milion pomysłów na minutę jak mogą spędzić te dwa dni. Zignorowała komentarz na temat jej wieku, nie czuła się na trzydzieści lat, więc płakać nad zmianą cyfry z przodu będzie później. - Wiesz od czego moglibyśmy zacząć? Od tego, że musisz mi wynagrodzić ostatni samotny prysznic, gdy sam smacznie spałeś na mojej kanapie – przygryzła dolną wargę, zerkając na niego kątem oka. – Nie muszę dodawać, że nie mam pod sukienką stanika? – dodała jeszcze poprawiając materiał letniej, sięgającej do kostek sukienki.

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-06-15, 23:19


    Zacmokał z dezaprobatą. Z zapisków z kalendarza zdołał wyczytać między wierszami jej… brak umiejętności sprawnego gospodarowania produktami spożywczymi. Nie był laikiem, naprawdę się przygotował. - Skarbie, to nie są warsztaty kulinarne. Dotyczą szeroko pojętej działalności związanej z prowadzeniem własnego biznesu, jakim jest restauracja - wytłumaczył cierpliwie. - Marketing, zarządzanie, reklama, umiejętności miękkie, proces szkolenia pracowników, et cetera, et cetera. Jeśli jesteś zainteresowana, w schowku jest teczka z ulotkami i całym programem całego eventu. - Ugryzł się w język zdecydowanie za późno. Może jeszcze Mari będzie gotowa zostawić jego znamienite towarzystwo dla jakiegoś wrednego gogusia prowadzącego kilka restauracji? O nie, niedoczekanie! Z drugiej strony poczuwał się do obowiązku wytłumaczenia tej nieścisłości, którą mu zarzuciła. Przecież on przemyślał wszystko w swoim wrodzonym perfekcjonizmie. A teraz coś przyszło mu jeszcze do głowy. Proszę, jak bardzo elastyczny był w swoim postępowaniu! - Wiesz? Być może nawet uda mi się zaprowadzić cię na dwie godziny na te warsztaty, kiedy ja będę miał spotkanie ze sztywniakami z wydawnictwa. Zrobisz zdjęcie Ramseya na dowód dla mamy, a ja będę miał czyste sumienie. - No, powiedzmy, że czyste. Tym razem jednak zostawił Deep Lakes daleko za sobą. Obiecał sobie nie wracać myślami do miasteczka, ten weekend miał być wolny od wszelkich wątpliwości, wyrzutów. Bo chyba faktycznie był geniuszem zła, chociaż to, co oboje rozumieli pod tym określeniem, mogło się od siebie nieco różnić. - I nie podpadnę Tillsleyowej mafii. Całkiem lubię swoje życie i nie chciałbym się znaleźć w niekomfortowej sytuacji na dnie jeziora - dodał po chwili z rozbawieniem.
    Nie spodziewał się, że tak łatwo się podda jego prośbie, aby nie otwierać teraz prezentu. Miał nawet przygotowaną mowę przekonującą, ale na szczęście okazała się zbędna. Tak było lepiej. Tłumaczenie, że zamiast słuchania własnego głosu w głośnikach, woli szeptać jej grzeczne (i te mniej) słówka do ucha, pozostawił dla siebie. A buziak… no cóż. Trudno było zachować skupienie, kiedy zamiast czegoś tak zachowawczego, wolałby spijać smak jej ust w innych okolicznościach.
    - Znam twoją zachłanność i z całą jej świadomością odpowiadam - a i owszem. Żadne wyzwanie mi nie straszne. Tylko nie każ mi śpiewać, mam traumę z dzieciństwa i nie wyduszę z siebie nawet jednego melodyjnego dźwięku. - Postawienie granic było przecież ważne, prawda? Zwłaszcza tak… prostych do utrzymania.
    Kącik ust powędrował ku górze, kiedy rzucił przelotne spojrzenie na kobietę siedzącą obok. Co ona z nim robiła? Nie mógł przestać się uśmiechać, bo oczami wyobraźni już widział jak cienki materiał sukienki zsuwa się po aksamitnej oliwkowej skórze, aby z delikatnym podmuchem wylądować miękko na podłodze u jej stóp. Wciągnął głęboko powietrze przez usta, bo dopiero teraz uświadomił sobie, że jego plan naprawdę się udał. Będzie ją miał tylko dla siebie przez cały weekend. Bez uciekania po zdemolowaniu połowy mieszkania w trakcie namiętnych uniesień, bez spania w niewygodnej pozycji na ciasnej kanapie. Bez zastanawiania się, czy ktoś ich nie przyłapie. To było… ciekawe uczucie. - Prysznic, krawat, bałagan - cały pakiet. I - tak jak obiecałem - tym razem posprząta pokojówka.
    Na czuja sięgnął do jej kolana i podwinął tę działającą na wyobraźnię sukienkę, aby móc dotknąć jej skóry. - Prowadzisz auto? - zapytał enigmatycznie przesuwając dłonią w górę jej uda. - Bo jak odkryję, że nie masz też majtek, to krew do reszty odpłynie z mojego mózgu i skupienie na drodze będzie zerowe.
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-06-16, 09:32


    Kącik jej ust drgnął ku górze, bo jak widać nie tylko mama Tillsley dobrze znała swoją córkę, ale także Jeremiah pomyślał o wszystkim. Czy to w ogóle było możliwe, że przez tak krótki czas zdążył ją tak dobrze poznać? Nie mógł wyczytać tego wszystkiego z jej dziennika. Miała tam wiele cennych informacji, wiele przemyśleń, jednak większość to bo były suche daty, lista rzeczy do zrobienia bądź przypomnienia. Te kilka kartek z piosenkami bądź własnymi tekstami nie mogły zdradzać takich szczegółów. Gdy wspomniał o ulotkach przygotowanych w schowku, po raz kolejny uśmiechnęła się, bo przynajmniej oszczędził jej problemów ze znalezieniem jakiś informacji na temat całego tego kursu. Jednak im dłużej się im przyglądała tym bardziej chciała się tam znaleźć.
    - A mogę dostać więcej niż dwie godziny? Z tego co tutaj jest napisane to naprawdę fajna rzecz i mogłaby mi pomóc w dalszej pracy. Od jakiegoś czasu próbuję napędzić trochę reklamę naszej restauracji ale moja mama jest bardzo oporna na zmiany. Gdy powiem jej, że to rady Gordona to na pewno nie będzie protestować. Ona go uwielbia – co prawda restauracja miała się dobrze, nie narzekali na brak klientów, ale w głównej mierze byli to stali goście, którzy dobrze znali ofertę Come a Casa. Mari chciała dotrzeć jednak do większej grupy i jedynym jej pomysłem były social media, które jednak skupiały się na młodszej grupie klientów. Był też dobrze prosperujący catering, także jej pomysł, więc takie warsztaty pomogły by jej z organizacją i zarządzaniem. Czasami przecież gubiła się w natłoku obowiązków. A tę informację mógł w jej kalendarzu wyczytać wśród tych nieco chaotycznych notatek. – Ale spokojnie, wynagrodzę Ci ten czas – zerknęła na niego z uroczym uśmiechem, by Jeremiah nie poczuł się wykorzystany i wystawiony. On załatwi na spokojnie swoje spotkania z ludźmi z wydawnictwa a Mari pogłębi nieco swoją wiedzę, która na pewno w przyszłości zaprocentuje. W końcu ten lokal kiedyś w jednej czwartej będzie jej a nie sądziła że jej najmłodsze rodzeństwo będzie zainteresowane zarządzaniem. Jedynie Dante pracował tam dłużej i wiązał przyszłość z tym miejscem. Gdy Jeremiah wspomniał o pływaniu na dnie jeziora pokręciła tylko głową, bo pomimo że on podchodził do tego tak luźno i spokojnie, Mari czuła się dziwnie żartując w ten sposób. Burmistrz był jego ojcem i nie był to dobry temat do żartów.
    - Nie zabierać Cię na karaoke. Zapisane – w powietrzu zrobiła charakterystyczny znak, że odznacza to na liście rzeczy, na które nigdy się nie zgodzi. A szkoda, bo Mari dość często ze znajomymi wybierała się na piwo i karaoke. Sama dość ładnie śpiewała, potrafiła grać na gitarze jednak rozumiała stres ze śpiewaniem publicznie. Nie czuła tego, ale nie zamierzała go zmuszać. – Mam jednak nadzieję, że całkiem dobrze tańczysz. W piątek organizujemy imprezę urodzinową, bo Lindsay, moja najlepsza przyjaciółka ma urodziny dwa dni przede mną i zawsze robiłyśmy je razem. Będzie sporo osób, ale może uda nam się wymknąć do jakiejś loży, z dala od spojrzeń mojej i Twojej rodziny – Mari po prostu wyszła z założenia, że Jer pojawi się na imprezie. Nie znała powodów dla których miałby ukrywać ich znajomość a skoro będą w klubie jego znajomi, jej znajomi, ich rodziny to tylko dobra okazja by się spotkać. Nie miała pojęcia, że jego przyjście na jej rodziny wiązałoby się z wyjściem jego największego kłamstwa na jaw. Szybko jednak zmienili temat a jej myśli skupiły się tylko na jego dłoni sunącej po jej nagiej skórze.
    - Prowadzę. Kierowca ze mnie lepszy niż nawigator – uśmiechnęła się, bo przecież od skończenia osiemnastu lat prowadziła samochód. Najpierw pożyczany od ojca a potem swój. Ostatnio musiała poprosić go o powózkę, bo jej był w warsztacie, ale przecież nie pytanie o prawo jazdy było w jego wypowiedzi najważniejsze. – Jak chcesz możemy się zamienić. Kobiety mają lepszą koncentrację i potrafią robić wiele rzeczy jednocześnie – uśmiechnęła się kładąc dłoń na jego przedramieniu, po którym przesunęła w górę palcami. Ten facet jednym spojrzeniem, delikatnym dotykiem potrafił doprowadzić ją do szaleństwa. Miał w sobie coś, co przyciągało ją od pierwszej chwili gdy na siebie spojrzeli. Może to charyzma, niegrzeczny uśmiech albo pewność siebie? A może ta adrenalina, która towarzyszyła każdemu ich spotkaniu? Wywrócił jej świat do góry nogami i czuła, że tak szybko się po nim nie pozbiera. – Skup się na drodze, mam na sobie majtki, nie musisz sprawdzać – zaśmiała się, gdy jego dłoń podjechała jeszcze wyżej. A może chciała by jednak sprawdził? Na szczęście jej długa sukienka nieco ograniczała jego ruchy, ale mimo wszystko Jer był nieustępliwy. Dlatego przygryzła delikatnie dolną wargę i na chwilę zerknęła w boczną szybę. – By dojechać bezpiecznie na miejsce kierowca co jakiś czas powinien się zatrzymać i odprężyć. Zanim wjedziemy na drogę szybkiego ruchu może jakaś przerwa? – i absolutnie nie miała tutaj na myśli lunchu, który dostrzegła na tylnym siedzeniu samochodu.

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-06-16, 15:04


    Cholera. No i przesadził w tych swoich przechwalankach. Zrobił nadąsaną minę udając, że się zastanawia, ale ostatecznie skapitulował. - Nie wiem, czy moje konspiracje nie są aż za bardzo dopracowane. Właśnie zapędziłem się w kozi róg, a tak misternie skonstruowany plan obrócił się przeciwko mnie. - Pokręcił głową z rozbawieniem i zapewnieniem, że będzie się domagał wynagrodzenia dodatkowego czasu poświęconego na warsztaty. A zresztą, sam mógł na nich posiedzieć.
    Nagła refleksja przecięła jego tok myślowy i uświadomił sobie, że nie właściwie nie miałby nic przeciwko temu. Oczywiście, że wolałby mieć ją tylko na wyłączność, ale sam fakt obecności Mari obok był dla niego niezwykle uspokajającym doznaniem. Jakby nie patrzeć zaaranżował to wszystko po to, żeby spędzić z nią czas, a jego forma pozostawała już w ich zachciankach. A jeśli udział w warsztatach sprawi jej radość, to czemu nie? Miękniesz, stary, pomyślał rzucając kątem oka spojrzenie na Włoszkę w momencie, kiedy odhaczała w powietrzu jego nieumiejętność śpiewania. - Hej, do karaoke nic nie mam, o ile sam nie będę musiał śpiewać - rzucił lekko, jakby naprawdę brał pod uwagę wyjście z nią gdzieś na miasto. Zresztą, to przecież nie wykluczało się wzajemnie! Ona mogła śpiewać, on mógł słuchać i patrzeć! Dopuszczanie do siebie myśli wspólnego wyjścia gdzieś w Deep Lakes szybko się na nim zemściło zaproszeniem na urodzinową imprezę. - Z tym radzę sobie zdecydowanie lepiej. Co prawda mogę nie dorównać cheerleaderce na lodzie, ale wstydu ze mną w tańcu nie ma. - Znów niejednoznaczna odpowiedź z tajemniczym uśmiechem. Szczerze wątpił, czy uda mu się wyrwać z domu w ten wieczór. Istniała co prawda szansa, że delegacja jego żony faktycznie się przedłuży, ale… czy to było bezpieczne? Nie, stop! Miał nie analizować. Tą decyzją będzie się głowił po powrocie. A teraz wolał zmianę tematu na przyjemniejszy.
    - Naprawdę myślisz, że uwierzę ci na słowo? - Uniósł rękę tylko po to, żeby z palca wskazującego i środkowego zrobić niby-nóżki, którymi baaaardzo poowoooli zaczął maszerować po udzie Mari, ledwie muskając jej skórę opuszkami palców przy każdym “kroku”. Odruchowo zwolnił prędkość jazdy, nie kusząc tym razem niepotrzebnego zdarzenia. W końcu jeden z jego palców natrafił na materiał z dużym prawdopodobieństwem będący koronką i sugerujący, że kobieta ma na sobie majtki. Sygnał ten w połączeniu z jej propozycjami doprowadzał go do czystego szaleństwa. Zatrzymał samochód do zera i nie gasząc silnika zaciągnął hamulec ręczny. - Jesteś cholernie niemożliwa, wiesz? Chociaż mogłem przewidzieć, że po piętnastu minutach w moim towarzystwie zaczniesz szukać pretekstu, żeby się do mnie dobrać - pokręcił głową z rozbawieniem, ale szybkim ruchem odpiął klamrę pasa bezpieczeństwa, pochylił się i przyciągnął głowę Mari, aby móc ją pocałować. Tak po prostu, przy pracującym samochodzie stojącym na środku pasa. W momencie, kiedy jego język wsunął się łapczywie między wargi kobiety, Jeremy jak gdyby nic rozpiął jej pas i odsunął się nagle oddychając płytko. - Tylko że ja uwielbiam wystawiać twoją cierpliwość na próbę… - szepnął w jej usta, przypominając sobie tę energię między nimi, kiedy wyszedł wtedy z kuchni bez słowa i wrócił kilka dni później.
    Uśmiechnął się szelmowsko. - No dobrze. Skoro jesteś taka mądra z perspektywy pasażera, to się zamieniamy. Sprawdźmy, jak sobie poradzisz z małymi dystraktorami z mojej strony. I pamiętaj, że za dwie godziny mamy samolot z Prince George. O ile lubię spontaniczne zmiany planów, tak tym razem postarajmy się nie spóźnić.
    Otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz, żeby zamienić się miejscami z Carlottą. W momencie, kiedy wymijali się na przodzie samochodu, przyciągnął ją do siebie, lekko uniósł i skradając kolejny już pocałunek obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, żeby odstawić ją po drugiej stronie. Sukienka omiotła jego nogi, a on faktycznie upewnił się, że ta cholerna diablica nie założyła stanika. Zaśmiał się łobuzersko wsiadając do auta po stronie pasażera.
    - Widzisz, mój plan ma dużą lukę do zapełnienia między lądowaniem w Vancouver a powrotem do Deep Lakes. W związku z tym, że to twój wyjazd, masz prawo wyboru, gdzie spędzimy noc. Albo jakiś hotel w centrum, albo mały domek pod miastem nad zatoką Burrard? - zapytał, kiedy Mari już pewnie obchodziła się z nowym samochodem. Jedną ręką przeglądał telefon, a drugą odruchowo oparł o oparcie fotela kierowcy i zaczął nawijać jej włosy na palec. - No chyba, że samochód chcesz wykorzystać nie tylko do jazdy, kochania się, ale i spania? - odwrócił głowę w jej stronę uśmiechając się zaczepnie. W sumie już jedną noc spędzili na dwuosobowej kanapie w niewygodnych pozycjach, w samochodzie mogli się jednak ułożyć wygodniej. Teraz on miał możliwość obserwowania jej skupionej twarzy. I zamierzał z tego przywileju bezczelnie korzystać!
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-06-16, 16:08


    Obserwowała jego poczynania z uwagą, kompletnie zapominając o wcześniejszych rozmowach. O gotowaniu, restauracji, karaoke czy imprezie urodzinowej. Wszystko przestawała się liczyć gdy tak bezczelnie wpatrywała się w jego oczy. Może i ułamek sekundy, w którym Jeremiah odrywał swój wzrok od jezdni, jednak za każdym razem tak samo mocno przechodził ją dreszcz po plecach. Przy nim czuła się naprawdę dobrze i mógł ją wywieźć nawet na koniec świata, zupełnie jej to nie przeszkadzało.
    - Osiemnastu minut – poprawiła go z wyraźnym rozbawieniem, instynktownie odwracając głowę do tyłu by spojrzeć czy nic nie nadjeżdża. Czy ten człowiek był naprawdę na tyle szalony? Chwilami zastanawiała się, że po prostu brakuje mu którejś klepki odpowiadające za bezpieczeństwo. Wypominał jej, że zachowuje się bardzo beztrosko a sam zatrzymał samochód na środku jezdni. Nie dane jej było jednak protestować, bo ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku, który i Mari pozbawił resztki rozumu. – Drań – mruknęła z niezadowoleniem, gdy odpiął ich pasy i się po prostu od niej odsunął. – Ale kiedyś obróci się to przeciwko Tobie. Nie zapominaj do czego ja jestem zdolna – uśmiechnęła się zadziornie, bo przecież Jeremiah też nie był obojętny na jej poczynania. Dużo wysiłku kosztowało ją by przejąć kontrolę, by gra toczyła się według jej zasad, jednak jedna chwila nieuwagi i już to on górował. To było tak cholernie pociągające, że uzależniła się od tej adrenaliny, którą jej oferował. Przy nim nic nie było nudne. Kolejny raz zaśmiała się, gdy mijali się przed maską. Po ich rozmowie podczas poprzedniej przejażdżki samochodem nie spodziewała się, że będzie mogła jeszcze takiego oglądać. Beztroskiego, radosnego, żartującego. Zdecydowanie bardziej lubiła tę jego wersję. Siadając za kierownicą poprawiła najpierw fotel i lusterka, po czym zerknęła na mężczyznę w z wyraźnym zadowoleniem. Lubiła prowadzić samochód, czuła wtedy nieopisaną wolność. Chociaż w tym przypadku ograniczał ich czas, bo po usłyszeniu co ją czeka na miejscu, nie chciała spóźnić się na lot. Powoli ruszyła z miejsca, przez pierwszą minutę przyzwyczajając się do samochodu innego niż jej, po czym zerknęła na wyświetlacz telefonu, na którym przeglądał oferty noclegu.
    - Nie chcę wyjść na marudę, ale wolałabym coś wygodniejszego niż tylne siedzenie samochodu. Na szybki numerek jest wystarczające, ale do spania nie bardzo – uśmiechnęła się w jego stronę, czując się wyjątkowo zrelaksowaną. Jechali spokojną drogą gdzie tylko co jakiś czas mijał ich samochód z na przeciwka. Otaczały ich łąki i lasy a słońce przyjemnie ogrzewało jej policzki. W dodatku palce mężczyzny bawiły się jej ciemnymi lokami, co było jedną z jej ulubionych pieszczot. – Domek pod miastem brzmi znacznie lepiej. Nie jestem wielką fanką hoteli. Domki mają więcej magii i uroku. I przynajmniej ściany nie są takie cienkie – przygryzła dolną wargę by powstrzymać prowokacyjny uśmiech, po czym ponownie oderwała wzrok od jezdni by na niego spojrzeć. Chwilami Mari była przerażona tym jak szybko zaangażowała się w tą relację. Wcześniej ściśle trzymała się swoich zasada. Krótki romans, dobry seks i żadnego wspólnego nocowania. Żadnych randek, przytulania się i takich właśnie gestów. Łamała wszystkie te zasady dla niego, z każdą chwilą coraz bardziej pozwalając swojemu sercu brać górę nad rozumem. Skontrolowała to co się dzieje na drodze i po chwili położyła swoją dłoń na jego udzie. – To jakie mamy plany na wieczór poza wspólnym prysznicem i ćwiczeniem harcerskich węzłów z udziałem Twojego krawata? Może ja stawiam kolację a Ty drinki? – uniosła brew ku górze, bo Mari była w stanie zdecydowanie więcej wypić niż zjeść, więc nie wyszłaby na tym najgorzej. – Chociaż liczę też na urodzinowy masaż. Po tylu godzinach w drodze przyda mi się chwila relaksu. A wiem przecież do czego zdolne są Twoje dłonie – zmieniając bieg na wyższy zerknęła w jego stronę i ponownie położyła dłoń na jego nodze. Nie mogła się powstrzymać chociaż przed minimalnym kontaktem fizycznym. - Byłeś kiedyś we Włoszech?

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-06-16, 22:45


    Osiemnaście minut! To i tak o kilkanaście dłużej niż on, bo właściwie najchętniej zerwałby z niej tę kieckę jeszcze na schodach prowadzących do jej mieszkania, ale przecież się do tego nie przyzna, przynajmniej nie na trzeźwo. Po co jednak miałby się przyznawać, pewnie po przekroczeniu progu miejsca zakwaterowania i tak szybko pozbędzie się tej niepotrzebnej części garderoby. Zresztą, czekał z niecierpliwością, aż to testowanie jej granic obróci się przeciwko niemu. Ta groźba podziałała z odwrotnym skutkiem. A może właśnie tak miała podziałać?
    - Domek pod miastem… - mruczał pod nosem wybierając z dostępnych ofert pierwszy lepszy domek położony najbliżej brzegu. Udało mu się trafić nawet taki z obsługą! Jego konto odczuje to boleśnie, ale nie zamierzał zaprzątać sobie tym głowy, wręcz przeciwnie - dla tego komfortu i przyjemności mógł sobie pozwolić na odrobinę rozrzutności. Przyłożył telefon do ucha w oczekiwaniu na połączenie, aby dokonać rezerwacji last minute i czekając, aż ktoś odezwie się po drugiej stronie podjął jej wątek: - Księżniczko, dostaniesz, co zechcesz, mówię poważnie. Po co ustalać większe plany? - Przeniósł dłoń z włosów na kark Mari i zaczął kciukiem gładzić skórę w tej okolicy, co jakiś czas wczesując palce w jej włosy. - Może w pewnym momencie zachce ci się spacerów nago po plaży? A może stwierdzisz, że nie warto w ogóle wychodzić z łóżka? Mamy dwa dni i… halo? - przerwał, bo po drugiej stronie połączenia odezwał się w końcu kobiecy głos. Po kilku minutach wszystko już było ustalone. - Mówisz, masz - powiedział z satysfakcją, kiedy rozłączył się po dogadaniu wszystkich szczegółów zakwaterowania. - A co do Włoch... szczerze powiedziawszy nie wiem. Jak byłem dzieckiem rodzice zabierali nas w różne miejsca Europy, ale wtedy nie robiło mi różnicy czy to Italia, Hiszpania czy Francja - wzruszył ramionami. - A ty? Użyłaś kiedyś tego śpiewnego włoskiego w jego miejscu pochodzenia? - przesunął dłoń z jej karku na szyję i żuchwę.

    Reszta podróży do Prince George i samolotem do Vancouver minęła im na przekomarzankach słownych podszytych dwuznacznościami, chociaż w samolocie z uwagi na otaczających pasażerów musieli nieco powściągnąć swoje języki. Niezobowiązująca rozmowa o pierdołach wychodziła im nadzwyczaj dobrze, ale i cisza w jej towarzystwie była mu niestraszna. Czuł się dobrze. Swobodnie. Czy rozmawiali o pierdołach, czy rzucali podtekstami - rozpierała go dziwna energia i lekkość, jakiej nie potrafił zdefiniować ani ubrać słowami. Pociągająco interesująca. Wyjątkowa. A tak bardzo radosna. Nigdy w swojej książce nie użył określenia “motylki w brzuchu”, bo nie potrafił sobie tego wyobrazić i nawet teraz zwrot ten nie odzwierciedlał do końca tego, co działo się w jego duszy. Stan ten podobał mu się jednak coraz bardziej z każdą kolejną minutą spędzoną w jej towarzystwie, z każdym kolejnym słowem i dotykiem.
    Miał zamiar nakraść tego przez ten weekend do oporu.
    Dotarli na miejsce wypożyczonym samochodem w okolicach dwudziestej pierwszej. Mimo tylu godzin podróży, Jeremiah nie czuł się zmęczony. Kiedy Mari ogarniała się w domku, wyszedł na krótki spacer, żeby rozprostować kończyny i zadzwonić do dzieci - tak jak im obiecał przed wyjazdem. Po krótkiej rozmowie wrócił do domku i stanął na balkonie wpatrując się w majaczącą w oddali wyspę. Brakowało mu tego w Deep Lales. Tego ciężkiego i kłującego głęboko w pęcherzykach płucnych powietrza wiejącego przez wyspy znad oceanu. Oceanu brakowało mu chyba najbardziej, ale dopiero tutaj na nowo poczuł, że oddycha pełną piersią, i że wśród lasów, gór i jezior czuje się osaczony ich bezkresem. Ocean był głębszy i rozleglejszy, ale również na swój sposób wolny.
    - Znasz legendę o Vancouver? - zagaił nie odwracając się, kiedy usłyszał jej kroki na skrzypiącej pod stopami podłodze. - Podobno przy budowaniu miasta zwerbowano Indian z okolicznych wiosek. Siedmiuset pięćdziesięciu mężczyzn musiało własnymi rękami wyrąbać las, o który dbali wiekami z pokolenia na pokolenie ich dziadowie i pradziadowie. Po zakończonej pracy kolonizatorzy pozbyli się robotników co do jednego, a w odwecie ich żony nocami przechadzały się ulicami śpiewając pieśni przywołujące duchy sprawiedliwości. Dopóki ostatnia z kobiet nie zmarła, w mieście nie urodziło się żywe ani jedno dziecko płci męskiej - zakończył głębokim głosem, odpowiednio go modulując, aby dodać dramatyzmu i tak dość tragicznym słowom. - Do dziś w ludziach, zwłaszcza tych starszych, pozostało przekonanie, że jeśli kobieta jest w ciąży z chłopcem, powinna rodzić gdzie indziej, chociaż statystyki szpitalne nie odnotowały większej śmiertelności chłopców w porównaniu do innych miast. - Zamyślił się z poważną miną i dalej patrzył przed siebie. To miasto miało w sobie coś takiego, co wywoływało w nim dziwne sentymenty. Być może faktycznie krążyły nad nim duchy? Czyje? Indiańskich kobiet? Mężczyzn? Nienarodzonych chłopców? Przeszły go ciarki, ale czy od tego wyobrażenia, czy od chłodu wiejącego od wody? A może wyrzutów sumienia, że on też nie postępuje sprawiedliwie? Zacisnął mocno palce na barierce, o którą się opierał próbując uspokoić myśli i nabrał w płuca powietrza aż do bólu. Trochę pomogło.
    Odwrócił się nagle odzyskując rezon. - Nie wiem, po co ci to mówię. Właściwie byłaś tu kiedyś? - zagaił przyciągając ją bliżej do siebie. - Zresztą, nieważne… Zmęczona? Zrobiłaś rewizję domku? Ściany wystarczająco grube? Prysznic stoi na swoim miejscu… jeszcze...? - niby przypadkiem muskał ramiączko jej sukienki. Zupełnym przypadkiem.
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-06-16, 23:18


    Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że po odebraniu klucza od wynajętego domku i przekroczeniu jego progu Mari nie poczuła zmęczenia. Trud wielogodzinnej podróży najpierw samochodem, potem samolotem i znowu wypożyczonym samochodem, był odczuwalny. Dlatego zniknęła na chwilę w pokoju pod pretekstem rozpakowania rzeczy i rozejrzeniu się po wszystkich pomieszczeniach. Praktycznie nic poza łóżkiem, łazienką i może małą lodówką nie było im potrzebne. Zamiast rozpakować swoją torbę rzuciła się na duże, wygodne łóżko wpatrując się przez chwilę w sufit. To wszystko było tak szalone, że aż nieprawdopodobne. Rozmasowując swoje skronie, leniwie podniosła się z materaca i skierowała się w stronę małej, aczkolwiek w pełni wyposażonej kuchni. Nastawiła ekspres, wyjęła dwie filiżanki i czekając na kawę, zaczęła czuć się odrobinę winna. Taki wyjazd musiał go sporo kosztować. Wiedziała, że to urodzinowy prezent (przynajmniej po części), jednak zadowoliłaby się chociażby biwakiem w Deep Lakes. Byleby tylko mogła ten czas spędzać z nim. Kawa o tej godzinie nie była dobrym pomysłem, jednak w ich przypadku miała zbawienne korzyści. A żadne z nich nie zamierzało kłaść się do łóżka. Mieli przed sobą tak wspaniałe miejsce, że nie warto było marnować czasu. Odstawiając filiżanki na stolik przy wejściu na taras zachowywała się jak najciszej, chcąc go nieco zaskoczyć, jednak gdy tylko jedna z desek zaskrzypiała, Jeremiah już wiedział o jej obecności. A może od początku ją tutaj wyczuwał? Podchodząc bliżej przytuliła się do jego pleców, obejmując go mocno w pasie. Historia, którą opowiadał zmroziła jej krew w żyłach. Mari wierzyła w takie opowieści, jej babcia również obdarowywała ją i jej rodzeństwo legendami z rodzinnej miejscowości, więc przez chwilę po prostu stała i milczała, wsłuchując się w dźwięki dochodzące z oddali.
    - To przerażające co człowiek jest w stanie zrobić drugiemu człowiekowi dla własnego zysku… I dlaczego? Bo są inni, mają inny kolor skóry, wierzą w innego Boga? – westchnęła a gdy Jer odwrócił się w jej stronę, uśmiechnęła się delikatnie. Sama wyróżniała się od większości kobiet w Deep Lakes, ale nigdy nie odczuła na swojej skórze tego, że jest gorsza. Ale jeszcze dwadzieścia lat temu życie włoskich emigrantów nie było proste, tym bardziej podziwiała swoich dziadków, że dali radę pokonać wszystkie przeciwności losu. – Hm? – swoim pytaniem wyrwał ją nieco z rozmyślań, więc dopiero po kilku sekundach przypomniała sobie o co właściwie pytał i kiwnęła potwierdzająco głową. Nie były to jakieś długie wizyty ale miała okazję poznać miasto.
    - Aż trzy minuty nie nawiązałeś do seksu, to jakiś nowy rekord Dohemy? – dźgnęła go delikatnie palcem w bok, po czym zaśmiała się melodyjnie. Mało było ludzi przy których Mari czuła się tak komfortowo. Mogli rozmawiać na wszystkie tematy, mogli mówić wprost o swoich potrzebach i pomysłach. Nawet milczenie było całkiem przyjemne, więc uniosła dłoń i musnęła palcami jego policzek. – Chciałabym Ci kiedyś pokazać kawałek mojej historii. Ostatnio nie miałam za dużo czasu na dłuższe wakacje i nie ciągnęło mnie do tej części rodziny, która mieszka dalej we Włoszech. Ale chciałabym przejść się z Tobą po pięknych łąkach, upić się winem z jednej z okolicznych winnic. Kochać się pod gołym niebem wśród zapachu dojrzewających winogron. Polubiłbyś to miejsce. Może zainspirowałoby Cię do pisania? – to było chyba nierealne marzenie, bo oboje mieli problem by znaleźć wolny weekend a co dopiero więcej czasu by wyjechać nie tylko do innego miasta ale także na inny kontynent. W dodatku nawet nie była pewna czy Jeremy byłby zainteresowany by z nią tam jechać. Nie wiedzieli, co wydarzy się jutro a mieliby planować takie szaleństwo?
    - Nie spodziewałam się, że będzie tutaj taki ciepły wieczór – westchnęła odsuwając się od niego by odrzucić włosy na jedno ramię. Patrząc wprost w jego oczy pozwoliła sobie na zadziorny uśmiech po czym bez wahania zsunęła ze swoich barków ramiączka sukienki, która bezwładnie opadła wokół jej kostek. – Czekam na Ciebie w łazience – korzystając z okazji, że jego spojrzenie utknęło na chwilę na jej ciele, odwróciła się i skierowała swoje kroki w stronę łazienki. Odświeżenie się po podróży nie było głupim pomysłem, zwłaszcza jeśli mieli zjeść kolację poza domkiem.

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-06-17, 15:20


    Pokiwał głową na jej słowa. Sam co prawda sprowokował je swoją historią, ale nie chciał skupiać się na negatywnych emocjach. Dwa dni to długo i krótko, musiał wykorzystać je do ostatniego tchu, gdyby później miało mu to zostać odebrane, co pewnie prędzej czy później się stanie. - To tylko legenda, ale sama musisz przyznać, że jest w niej coś… przejmującego, w co można uwierzyć. - Legendy sprzed tysiąca lub więcej lat były odległe, te zaledwie sprzed dwustu nabierały zupełnie innego wydźwięku. Jeremiah usłyszał je od rdzennego Indianina, zrobiły na nim podwójne wrażenie. Może zabierze ją do jakichś lokalnych znajomych z któregoś rezerwatu? Siedząc przy ognisku na plaży zdecydowanie przyjemniej słucha się podobnych historii, zwłaszcza wypowiedzianych ustami członków plemienia.
    Nie dane mu było dłużej się nad tym roztrząsać, bo Mari skutecznie odbiła piłeczkę, którą wycelował w nią jeszcze w trakcie podróży na lotnisko. - Widzisz, jak się przy tobie rozwijam? Całe trzy minuty! A jeszcze niedawno trwało to zaledwie dwanaście sekund! - Jeszcze trochę i zamiast ukrytych seksualnych podtekstów pod ładną otoczką słów, zaczniemy rozmawiać na poważne tematy. Marzenia, pragnienia, uczucia…, pomyślał i... chwilę później właśnie to dostał. W pewnym sensie.
    Wizja wysnuta przez Mari była kusząca. Patrząc jej w oczy, kiedy o niej opowiadała, wyobrażał sobie słońce padające na twarz, ciepłe podmuchy powietrza poruszające trawami i małymi krzewami, a smak wina i zapach winogron uderzył w kubki smakowe i komórki węchowe z całą intensywnością, której realnie nie mógł przecież poczuć. Bodźce, bodźce, bodźce, reagował na nie zdecydowanie za mocno, ale to tylko i wyłącznie jej wina. Wszystkie jego zakończenia nerwowe były przez nią i przy niej bardziej wrażliwe na każdy jeden impuls. Po każdym jej słowie Jeremy przyciągał kobietę bliżej siebie, usilnie starając się skupić na wrażeniach, nie myślach o nieosiągalnych i niemożliwych do zrealizowania marzeniach, które pojawiały się co jakiś czas mącąc jego spokój. Rozmarzył się. Mógłby tak żyć, czemu nie? Gdyby nie obowiązki trzymające go w Deep Lakes...
    W zamyśleniu nie udało mu się odpowiedzieć przed zmianą tematu. Zagapił się na ułamek sekundy i już nie zdążył złapać jej za rękę, zanim mu uciekła. Odetchnął głęboko doprowadzając szalejące myśli i emocje do względnego porządku. Wchodząc do domku przeczesał włosy i pierwsze na co zwrócił uwagę, to filiżanki z kawą pozostawione na stoliku. Ujął za ucho jedną z nich rozglądając się po wnętrzu. Dźwięki dobiegające z prawej sugerowały, iż właśnie tam znajduje się Tillsley. Wystawianie na próbę jej cierpliwości to jedno, on sam zaczynał odczuwać tęsknotę, mimo iż wiedział, że kobieta znajduje się tuż za ścianą. To było niedorzeczne i irracjonalne. Powinien pozbyć się tego uczucia, bo przestawał mieć nad nim kontrolę.
    Tylko czy chciał?
    Zdjął koszulkę i spodnie, bo przecież w najbliższym czasie i tak nie będą mu potrzebne i cichutko podszedł z filiżanką kawy do łazienki, w której krzątała się Mari. Oparł się ramieniem o framugę drzwi i z lubością obserwował jej poczynania. - A ty z jakiej legendy czy mitu się urwałaś? Nie możesz być przecież rzeczywista. Rzymska westalka odziana w zwiewną białą szatę i wiankiem uplecionym ze świeżych wrzosów nałożonym na luźno spływające kaskadami po plecach włosy? - próbował sobie wyobrazić tę scenerię, ale nagie ciało Carlotty skutecznie go od tego rozpraszało. - Nieee, do grzecznych dziewic ci daleko. - Uśmiechnął się prowokująco i upił łyka kawy, jakby był poważnym sędzią w konkursie na miss świata. - A może sama Wenus wyłaniającą się z morskiej piany? - Na obrazie była rudowłosa. Absurd. Rudowłosa Włoszka w tamtym okresie? Mari zdecydowanie lepiej nadawałaby się do tej roli. - Wiesz, że w oryginale była Wenerą? - dodał z parsknięciem, bo zaczynał za bardzo płynąć z zawoalowanych komplementach. - Ale parszywi medycy upodobali ją sobie do nazwania chorób przenoszonych drogą płciową. Choć muszę przyznać, że Wenus brzmi bardziej romantycznie i poetycko. I nie kojarzy się tak jednoznacznie.
    Odstawił filiżankę na blat przy umywalce, po czym pozbył się resztek swojego ubioru, a następnie pociągnął Mari za rękę pod prysznic. Puścił z deszczownicy zimną wodę wprost na siebie i ochlapał ją telepiąc głową, gdy kropelki wody z jego włosów rozprysnęły się dookoła. Kiedy strumień nabrał odpowiedniej temperatury, Jeremiah namydlił ręce i powoli, ciesząc się każdą najmniejszą sekundą, przyłożył je na lędźwiach stojącej do niego tyłem Mari, żeby po chwili równie powolnymi ruchami zacząć błądzić dłońmi w górę jej pleców. - Wenus z piany spod prysznica. Moja własna Wenus... - uśmiechnął się przemieszczając dłonie z pleców na biodra i brzuch, żeby przysunąć jej ciepłe ciało jeszcze bliżej.
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-06-17, 19:13


    Bez problemu potrafiła wyobrazić sobie tę winnicę, te drzewa, pod którymi ukrywaliby się by chociaż na chwilę skryć się przed słonecznymi promieniami. Albo przed wzrokiem pracujących przy zbieraniu owoców robotników. Pokazałaby mu góry. Piękne, majestatyczne, intrygujące. Pokazałaby mu wioskę w której wychowali się jej dziadkowie, chociaż za pewne nie jest to już to samo miejsce, które pamiętała z dzieciństwa. Pęd cywilizacyjny zmieniał wszystko, nawet to małe włoskie miasteczko umieszczone prawie na końcu świata nie było już tym samym magicznym miasteczkiem. Teraz brylowali tam turyści i okoliczne przedsiębiorstwa. Tylko nieliczne gospodarstwa wciąż stawiały na tradycje. Rozmarzyła się przez chwilę, bo jednak wspólny wyjazd był dla niej odległym marzeniem. Nawet nie wiedziała czy samej udałoby się znaleźć odpowiednią ilość czasu i oszczędności. Bilety do Europy nie były tanie i nie mogła sobie pozwolić na takie zachcianki. Chyba dlatego nie oczekiwała od niego konkretnej odpowiedzi, nie chciała się zawieść gdyby nie udało im się tego zrealizować. Wiedziała, że Jeremiah obserwuje ją gdy krzątała się po łazience. Nie musiała długo na niego czekać, jednak słowa jakie wypowiedział w jej stronę ponownie wywoływały u niej szczery śmiech. Taki radosny i beztroski.
    - Dużo wiesz o mitologii – zauważyła, bo przecież nie raz udowadniał jej, że jest niezwykle inteligentnym facetem. Lubiła słuchać tych wszystkich ciekawostek, nawet jeśli dotyczyły czegoś odległego i z pozoru nieistotnego. – Gdybym miała wybierać chciałabym być włoską księżniczką, która przechadza się po przepięknych ogrodach i łamie serca żołnierzy. Albo mogłabym być potomkinią rzymskiej bogini wina, muzyki i zabawy. Bo chociaż znacznie ciekawiej byłoby zostać boginią wojny, sprawiać, że mężczyźni tracili głowy i z miłości podbijali kolejne miasta, to wolałabym kojarzyć się pozytywnie. Bez rozlewu krwi – promienny uśmiech pojawił się na jej twarzy, bo może jednak miała cechy z mitologicznych postaci? Jeremiah dał złapać się w jej sidła. Omamiła go swoim urokiem, prowokującymi gestami i ciałem. Może jednak pasowała do niej Wenus? Chwilę później nie dane jej było analizować mitologii rzymskiej, bo razem znaleźli się pod prysznicem. Zimna woda w pierwszej chwili wywołała na jej skórze gęsią skórkę, jednak szybko przyzwyczaiła się do temperatury. To było takie przyjemne czuć jego palce sunące po jej plecach. Z dokładnością przemierzał każdy centymetr jej ciała, zaciskając dłoń mocniej na jej zmęczonych barkach, sprawiając że westchnęła głęboko czując jak jej mięśnie się odprężają. Przyjemny zapach żelu do kąpieli drażnił jej nozdrza, ciepła woda otulała ich ciała i myśl, że dzisiaj nie muszą nigdzie się spieszyć była wyjątkowo uspokajająca. Tyle, że Mari nie grzeszyła cierpliwością, już w samochodzie miała ochotę zrzucić z niego ciuchy i kochać się na tylnym siedzeniu samochodu, więc nic dziwnego, że teraz gdy miała go na wyciągnięcie ręki chciała więcej.
    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-06-18, 09:52


    Uśmiechnął się nieskromnie przyznając rację. Nie myślał uświadamiać jej, że większość tych informacji wyniósł z różnych researchów przeprowadzanych do pisania kolejnych książek. Czasem używał ich świadomie, chcąc zaimponować ciekawostką. Innym razem wychodziło to całkiem naturalnie, wykorzystywał jedynie kontekst. Przy niej jednak większość rzeczy po prostu się działa... nieplanowana. Przecież nawet do głowy by mu nie przyszło, że wda się z nią w romans. Który mimo krótkiego czasu trwania zaliczył już kilka ostrych zwrotów i niebezpiecznie zmierzał ku katastrofie. Ale na razie nie myśleć. Nie. Myśleć. Przychodziło mu to coraz łatwiej, gdy wystarczyło zrobić krok i mógł dotknąć każdego elementu jej ciała i - co interesowało go coraz bardziej - jej duszy i umysłu...
    Ze swoim opisem również trafiła. Gdyby tylko umiał lepiej się skupić, bez trudu wyobraziłby sobie coś więcej oprócz - ponownie - zwiewnej szaty składającej się z kilku luźno powiązanych elementów, a których łatwo się pozbyć pojedynczymi pociągnięciami za skrawek materiału. Było w Tillsley coś majestatycznego, co nadawało jej królewskich rysów. A może już wyidealizował sobie jej obraz w głowie? Nie mógł jednak odmówić Mari dostojnego piękna, w którym zatracał się bez opamiętania.
    No i chyba został tym żołnierzem, który stracił głowę z jej powodu i wyruszył na wojnę o... wszystko. Uniósł kącik ust na ten wniosek. Nie było sensu z nim walczyć, a im bardziej wmawiał sobie, że to nie zabrnęło jeszcze tak daleko, tym większy czuł przed tym opór - wiedział dobrze, że to kłamstwo. Wszystkich dookoła mógł oszukać, siebie samego - to już nie przychodziło tak łatwo.
    Kolejny raz postawione pytanie - czy chciał...?
    Otóż niekoniecznie.
    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-06-18, 11:07


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-06-18, 14:49


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: