Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    17

    wiek


    uczę sie

    ZAJĘCIE


    .

    UCZUCIA




      
    Olivia
       Walsh

      
    "Oh, crap...

      

      

      

      

      

      

    2020-05-10, 11:28


    Olivia "Liv" Walsh
    Zendaya Coleman

    Data urodzenia

    23.12.2003

    Miejsce urodzenia

    Deep Lakes

    Dzielnica

    WITCHES' HILL - LAKEWOOD

    Zawód

    wciąż się uczy

    Miejsce pracy

    -

    grupa

    SHERRALYN

    biografia
    Kompletna katastrofa.
    I tak, wiem, pani Dawson, że temat wypracowania miał brzmieć Najważniejszy dzień w moim życiu. Ale umówmy się, kompletna katastrofa opisuje moje życie dużo bardziej trafnie. W dodatku nie odnosi się tylko do jednego dnia, a raczej do całokształtu. I nie ma najmniejszego sensu temu zaprzeczać. Nawet pani powinna doskonale o tym wiedzieć. Bo przecież nie muszę chyba przypominać wypadku na stołówce... Choć mam nadzieję, że nie sprawił on, że miałaby pani zapałać dożywotnią nienawiścią do zielonego groszku. Groszek jest naprawdę w porządku. No i nie jest niczemu winien...
    Oczywiście, wiem, odbiegam od tematu, obniżona ocena, bla, bla. Wróćmy więc.
    Cała ta kompletna katastrofa zaczęła się od dnia, którego właściwie nawet nie powinnam tutaj opisywać, bo przecież nie mogę go nijak pamiętać. Ale umówmy się, narodziny to jest dosyć istotny dzień, okej? W moim przypadku okazał się być trochę zapowiedzią wszystkiego tego, co najgorsze. Podobno pospieszyłam się z przychodzeniem na świat, dając popis swojej niecierpliwości i zaskoczyłam wszystkich, postanawiając urodzić się w przededniu Wigilii. Widocznie jakoś niespecjalnie obchodziły mnie całe te świąteczne przygotowania, niedokończona pieczeń w piekarniku i to, że mamie zostały do upieczenia jeszcze przynajmniej trzy ciasta. Właściwie... można powiedzieć, że w jakiś sposób zrobiłam wszystkim przysługę - ciasta mamy raczej rzadko należały do tych udanych. Ale o tym miałam okazję przekonać się dopiero parę lat później. Swoją drogą... czy pierwsze w życiu rozczarowanie ciastem przygotowanym przez matkę można uznać za ważny dzień? Bo przecież jest w tym jakaś symbolika, jakieś drugie dno, inne takie... Matka powinna być osobą, która kojarzy się ze wszystkim, co najlepsze. Ciasto też raczej nikomu nie kojarzy się źle. Skoro więc mowa o cieście przygotowanym przez własną matkę, to powinno być ono najlepszym, co nas w życiu spotyka, prawda? Próbując pierwszego w życiu ciasta pewnie mamy jakichś kilka lat, więc nie kojarzymy tego jeszcze aż tak świadomie, ale w jakiś sposób na pewno zdajemy sobie z tego sprawę. Myślimy sobie "hej, to ciasto przygotowane przez moją mamę, a skoro moja mama jest super i ciasto też jest super, to ciasto przygotowane przez nią musi być podwójnie super". No i teraz wyobraźmy sobie ten potworny smak rozczarowania, kiedy okazuje się nagle, że w cieście nie ma ani grama cukru. Nic. Zero. Bo to akurat mamie zdarzało się notorycznie. Czasami zapominała też o innych składnikach, ale ten brak cukru chyba najlepiej oddaje smak rozczarowania.
    Można więc chyba powiedzieć, że po raz pierwszy zasmakowałam rozczarowania, zanim jeszcze nauczyłam się porządnie mówić.
    Na pewno nie był to jednak ostatni raz. Zdarzyło mi się też polizać mydło, bo byłam pewna, że skoro pachnie tak pięknie owocami, to smakować będzie równie dobrze. No cóż... nie smakowało. Próba złapania pszczoły po tym, jak już starszym znajomym udało się wmówić mi, że jeśli mi się uda, to spełni ona moje trzy życzenia, też nie wypadła jakoś najlepiej. Podobnie jak pierwsza próba przygotowania kolacji dla rodziców, która omal nie zakończyła się pożarem kuchni. Choć wtedy to raczej oni mieli okazję zasmakować rozczarowania, tym razem w postaci zwęglonych tostów. Podobno były pyszne, ale po latach jakoś tak trochę trudno mi w to uwierzyć...
    Mówiąc najprościej - umówmy się, nigdy nie było ze mną łatwo. Właściwie trochę się dziwię, że rodzice nie doszli nigdy do wniosku, że najłatwiej byłoby zapakować mnie w jakiś elegancki karton i podrzucić na próg nielubianym sąsiadom... Albo wywieźć mnie do innego hrabstwa, tak dla pewności, że nikt mnie po kilku dniach nie odda. Chociaż możliwe, że dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że to i tak nic nie da. Za to mama w końcu znalazła inne rozwiązanie - pewnego pięknego dnia spakowała się, wyszła z domu i tyle ją widzieliśmy. Wiemy przynajmniej, że gdzieś za progiem nie porwali jej kosmici, nie pożarły niedźwiedzie i nie zapadła się pod ziemię. Od czasu do czasu zdarza jej się wysłać jakąś kartkę świąteczną. Średnio raz na dwa lata, kiedy już przypomina sobie, że ma w Deep Lakes jakieś dzieci i męża, którego z nimi zostawiła. Całkiem miło z jej strony. Przynajmniej nie skąpi tych kilku centów na znaczek od czasu do czasu...
    I jasne, pani Dawson, odejście matki prawdopodobnie jest dniem, który musiał jakoś szczególnie wpłynąć na moje życie i który powinien mocno wyryć mi się w pamięci. Ale... no serio, miałam wtedy jakieś dziesięć lat. A w telewizji leciała akurat moja ulubiona kreskówka. Powiedzmy sobie szczerze, pewnie dopiero gdzieś tak po tygodniu zorientowałam się, że mama nie poszła jednak po płatki do sklepu. Pewnie dotarło to do mnie mniej więcej w momencie, gdy któryś dzień z rzędu nie miał kto pomóc mi ogarnąć jakoś włosów. Swoją drogą... trochę się dziwię, że nikt nie nasłał wtedy na ojca opieki społecznej. Bo przecież widziała pani, co potrafi się dziać z moimi włosami, gdy mają gorszy dzień... To znaczy... właściwie zawsze. One zawsze mają gorszy dzień, przynajmniej coś nas ze sobą łączy. W każdym razie, proszę sobie teraz wyobrazić taką dziesięciolatkę z totalnym chaosem na głowie - pewnie brakowało tylko gałęzi powplatanych we włosy... - zapewne w kompletnie niedopasowanych ubraniach, po raz kolejny przynoszącą ze sobą do szkoły tonę słodyczy w formie drugiego śniadania... Nie, żebym narzekała, te słodycze były całkiem w porządku, ale... no, musi pani przyznać, że to nie mogło wyglądać zbyt dobrze. A tacie pewnie mimo wszystko będę musiała kiedyś zafundować jakiś pomnik, jak już skończę szkołę i dorobię się wreszcie fortuny. Bo zdecydowanie mu się należy. Choćby za to, że wreszcie jednak nauczył się ogarniać dzieciaki. No i przede wszystkim za to, że nie wziął przykładu z matki i nie nawiał z miasta.
    Chociaż zgaduję, że przynajmniej kilka razy musiało przejść mu to przez myśl...
    Jeżeli chodzi o wszelkie szkolne katastrofy z moim udziałem... chyba nie ma sensu, żebym opisywała je w tym wypracowaniu. O większości z nich i tak już pani słyszała. Bo trudno byłoby nie słyszeć o spektakularnym wybuchu na chemii, który sprawił, że na resztę dnia trzeba było odwołać wszystkie zajęcia, bo przez śmierdzący dym nie dało się wysiedzieć w szkole... Trudno byłoby nie usłyszeć też o uczennicy, która drzwiczkami od szafki zupełnie przypadkiem znokautowała zawodnika szkolnej drużyny... W dniu ważnego meczu... Który przegraliśmy...
    Ujmując to najprościej - było tego sporo. I tak, wiem, że większość nauczycieli planuje już, w jaki sposób uczci dzień, w którym wreszcie wyjdę z tej szkoły i w którym będą mogli odetchnąć z ulgą, nie obawiając się dłużej o swoje życie i zdrowie... Ale powiem pani jedno - na pewno nikt po mnie nie będzie robił tak świetnych zdjęć do gazetki szkolnej. Nikt też nie przebije mojego artykułu na temat teorii spiskowych dotyczących jedzenia w szkolnej stołówce. Sama się pani przekona... I to właśnie będzie ten dzień, w którym wszyscy jeszcze za mną zatęsknicie, plując sobie w brodę, że do tej pory nie docenialiście mnie tak, jak powinniście.
    ciekawostki
    - Na co dzień nosi soczewki kontaktowe, jednak czasami (często) można ją zobaczyć również w okularach. Zawsze wtedy, gdy wstanie zbyt późno, by zająć się soczewkami, gdy jedna z nich przepadnie rano w odpływie, gdy po prostu o nich zapomni...
    - Czasami zdarza jej się zresztą zapomnieć i o okularach, i o soczewkach. To z kolei nigdy nie kończy się zbyt dobrze... I prawdopodobnie kwestią zwykłego przypadku jest to, że jeszcze nigdy w takiej sytuacji nie zrobiła sobie krzywdy jakoś poważniej.
    - Zawsze chciała mieć psa. Przypomina o tym fakcie regularnie, mniej więcej kilka razy w tygodniu. Podobno jednak nie jest dość odpowiedzialna, by zająć się czworonogiem (co oczywiście kompletnie nie ma nic wspólnego z prawdą...)
    - Od dwóch lat jest wegetarianką.
    - By właściwie spożytkować i ukierunkować jej nadmierną energię w szkole, została zaangażowana do pomocy przy szkolnej gazetce. Zwykle robi zdjęcia, czasami zdarzy jej się napisać również jakiś artykuł. To znaczy... artykuły pisuje dość często, nie zawsze jednak opiekun gazetki godzi się na publikowanie tych zbyt kontrowersyjnych...
    - W wieku siedemnastu lat wciąż jeszcze kompletnie nie wie, czym chciałaby zająć się w przyszłości. Ma na to zdecydowanie zbyt wiele pomysłów.
    - Zdecydowanie zbyt często bywa o niej głośno w szkole, jednak raczej daleko jej do grona tych popularnych dzieciaków.
    - Mniej więcej od roku prowadzi swój podcast. Do tej pory skupiał się on głównie na życiu szkolnym i zabawnych anegdotkach związanych z poszczególnymi osobami, od niedawna jednak postanowiła pobawić się w żeńską wersję Sherlocka Holmesa i pogrzebać przy sprawie tajemniczej śmierci burmistrza.
    - Wciąż jeszcze nie ma prawa jazdy, choć nie poddaje się i próbuje. Mimo, że wyraźnie bycie kierowcą nie jest jej zbytnio pisane...
     
    imię / nick:.
    multi:.
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    welcome

    wiek


    to

    ZAJĘCIE


    Deep Lakes

    UCZUCIA




      
    Deep
       Lakes

      
    "the land of the silver birch

      

      

      

      

      

      

    2020-05-10, 12:37


    akcept
    witaj na forum Twoja karta właśnie została zaakceptowana, więc jesteś teraz prawowitym mieszkańcem Deep Lakes! Zanim jednak pójdziesz na fabułę, proponujemy założyć potrzebne tematy takie jak kalendarz i relacje. Masz trzy dni na rozpoczęcie rozgrywki.
    Baw się dobrze!
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: