Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu
  • 07.08 Deep Lakes ma trzy miesiące! Zapraszamy do udziału w sierpniowym wyzwaniu - i dziękujemy za cały Wasz wkład w forum!


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-09-14, 21:58


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-15, 02:27


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
      
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-09-15, 19:53


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-16, 11:08


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
      
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-09-16, 20:54


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-20, 14:32


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
      
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-09-21, 00:06


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-22, 01:53


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
      
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-09-23, 00:08


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-26, 02:03


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
      
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-09-26, 17:44


    Ukryta Wiadomo��:
    Je�li jeste� *zarejestrowanym u�ytkownikiem* musisz odpowiedzie� w tym temacie �eby zobaczy� t� wiadomo��
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-26, 20:16


    Woda była letnia. Absolutnie przeciwieństwo temperatury emocjonalnej Ree. Weszła pod deszczownicę, oferując zerowej publiczności te wszystkie odruchowe czynności, od odgięcia głowy do tyłu i zaczesywania włosów z pomocą łagodnego strumienia, poprzez zakrywanie i przecieranie twarzy dłońmi, aż po oparcie się plecami o ścianę i zjazd (plecami) aż do przykucu, opartego o tę ścianę. To wszystko były wszelako odruchy – a w głowie tłukły się armie sprzecznych myśli i plątały zagadki.
    Gdybyż mogła rzucić scenariuszem swojego życia i wykrzyczeć po prostu „Zion, zanim to zajedzie za daleko i nie będzie się dało odkręcić – u podstaw naszego „my” było pewne… oszustwo? może nie – ale pewna gra. Tak, rozgrywałam ciebie jak melodię do improwizacji, wędrując sobie śpiewnie to tu, to tam, gdzie było fajnie,żeby na koniec zaciągnąć cię do kulminacji i zostawić potrzebującym… ale to było dawno i nieprawda. To – nieprawda!”
    Super.
    Wzięła w dłoń jakiś tam… płyn do kąpieli, zerknęła kontrolnie, ale nie starannie, na pewno po prostu był do ciała, do włosów, do twarzy, do makijażu, do pielęgnacji roślin doniczkowych i do uszczelniania platform wiertniczych. W końcu to płyn Ziona – który pewnie rechocze sobie tam, jasna cholera, po prostu ma z niej bekę…
    I dobrze! Nawet okej – gdyby dało się w tej jego kpinie wbić chorągiewkę swego zwycięstwa, zwycięstwa prawdy! Zion – cokolwiek chcesz o mnie powiedzieć, ja mówię jedno:

    Co mu powiedzieć?
    – Szlag szlag szlag…
    Przecież właśnie tego nie można powiedzieć! I coś, co tak rewelacyjnie wychodziło z Baxterami – jej aktorstwo, ich samcze otumanienie, jej rozgrywanie ich typów psychologicznych, jeden łatwy, ale tęĻy, drugi z zakrętami i niespodziankami, ale za to trudniejszy do przywiązania do siebie – to wszystko nagle co! Nagle można to spłukać, niech zawiruje nad odpływem i znika, tak?
    Nie powie Zionowi, że miał być jej trofeum, że takich jak on ona odznacza w kalendarzyku kolorkowym systemem „warto –nie warto – jeszcze trochę wyciśniemy” – takich jak on, ale nie jego – i dlaczego?
    Bo tego też mu nie powie: że rozpadła się przy nim, że otworzyła się, ba – że on przedarł się przez wszystkie zasieki i wjechał czołgiem do samego serca dowodzenia i wszystko pomieszał – i stąd teraz jej totalne pogubienie?
    nie tylko stąd.
    Nie tylko o to chodzi, że czemu sama go wpuściła? Czego jej brakuje w życiu, które do tej pory wiodła?
    No??
    No to po co robić wyjątki i akurat kolesia złapanego na żyłkę na gali boksu dopuszczać tak głęboko?
    A nieprawda – nie dopuszczała go świadomie. Może to była chwila jej słabości, że miał łatwo, że wdarł się tak totalnie, że nawet nie zdążyły się powłączać alarmy przy kolejnych śluzach, grodziach, bramach…
    Teraz ani mu się nie ma jak przyznać, że oszalała na jego punkcie – bo też to nie było wcale jedyną prawdą – ani nie ma jak się przyznać przed sobą samą, że powinna działać wyłącznie z pobudek ekonomicznych, bo tak zarabia na życie. Ani pomyśleć o tym, że można po prostu się raz zabujać, ale i tak czerpać z tego korzyści – i potem tylko jakoś się odbujać, czy co?
    Za tym zaś szło pytanie – czy tego będzie chciała? czy będzie potrafiła?
    Więc może teraz właśnie – właśnie teraz! – uciąć temu wszystkiemu łeb tuż przy aorcie i nie zasilać już, nie żīwić tego układu niczym, wykąpać się, dać mu jeszcze w twarz (żeby myślał, że to on coś zrobił źle), zażądać jakiegoś tiszerta i pójść sobie? I zostawić go w nieskończonym zastanawianiu, co jej strzeliło do głowy – i trudno?
    Nie. Tak też nie.
    Nie ma – Kurwa mać, no… – dobrego wyjścia.
    Za to jest wejście – właśnie drzwi łazienki się otwarły i wlazł Zion Sullivan. Typ, który nawet nie był świadomy, że w jej delikatnym centrum sterowania życiem usiadł sobie na setkach guziczków, dźwigienek i przełączniczków, i totalnie rozprogramował cały system!
    Rrrrrr!
    Odwróciła się odruchowo, gdy stuknięcie szklanki obwieściło bezczelnie jego „jestem u siebie, więc sobie pukam, co chcę, ale nie przeszkadzaj sobie”. Nie, nie miała pomysłu, ani na to jak grać, ani na to czy grać, bo ledwo miała siły śledzić chaotyczne myśli.
    Za to patrzyła na niego, odruchowo trzymając piąstki pod brodą i przedramionami zakrywając piersi (ciekawy odruch w kontekście niedawnej bliskości) i… co?
    – Co znowu?… Dl… ale jak „będzie mi wstyd”? – wyrwało jej się, to śmieszne – a jeszcze śmieszniejsze, że podeszła do granicy brodzika i oparła się obiema dłońmi o przeciwległe ściany w efekcie rozkładając na boki te ramiona, które przed chwilą „chroniły” jej piersi. Zaczęła mówić, a nie mogła skończyć. Nie powie przecież „Niczego mi nie wstyd” – choć może…? Nie: nie. Nie powie też „To tobie powinno być wstyd” – no bo czego?
    Na szczęście sam Zion zaproponował zmianę tematu. Alkohol wpity łapczywie też się ucieszył w żyłach.
    – Co to jest? Czekajczekaj – powstrzymała go dłonią, jakby wstęp pod (jego) prysznic wymagał bileciku. – Co… – „co to tam miałeś?” ha, zapytałaby, ale wepchał się jak do siebie, jeszcze zabrał jej ten żel, a razem z żelem – klucz do tej sceny.
    Ree po prostu prychnęła śmiechem i nawet jeśli to się jej wyrwało i chciała w pół sekundy potem cofnąć to, albo obrócić w kpinę z jego czegoś-tam, to po sekundzie – milczała, za to patrząc sobie z bliska i jakby od nowa na coś, na co nie dało się teraz nie patrzeć.
    Bogowie – zazdrośćcie…
    Półbogowie i herosi –w ogóle… idźcie sobie. Sio.
    – Wiesz… – samo się powiedziało. Dłoń też sama się uniosła do jego klatki piersiowej, jakby nie kochała się z nim przez ostatnie kwadranse, ba – jakby nie walczyli. Może po prostu… na razie zostawić wszystkie tamte problemy? – No właśnie – odciąć się. Nawet jeśli są realne – niech sobie „nieistnieją”. Hm?
    Przekrzywiła główkę lekko na bok i całkiem świadomie uśmiechnęła się.
    Booooże, jaka ulga!
    Ta dłoń, przez ostatnie sekundy zastygła na jego klatce piersiowej wyrzeźbionej tak, że… no – więc ta dłoń po prostu przewędrowała sobie w górę, na jego ramię, a stamtąd na rękę. A co –nie można? Potrzebowała się za coś zaczepić, żeby się odwrócić dokładnie przodem do niego. I trzymała dalej, nad jego lewym łokciem, bo jakoś tak – nie dało się nie mieć dłoni właśnie tam.
    – Dobra, Zion: fajnie że masz pastę do zębów w tabletkach.
    I – pac! – klasnęła otwartą dłonią leciutko w jego pierś, jakby mówiła mu „Trzymaj się, ja lecę!” – po czym (nie bez wysiłku) odwróciła się, żeby wyjść z kabiny z wyraźnym celem. – Pasta do zębów „Xanax” i płyn do płukania ust i przełyku „Smirnoff”, tak? Gdzie ty to trzymałeś…
    Oj tak. Oooooj, tak tak. Wszystkie te straszne węzełki sytuacji po prostu wywali się za okno. Bezczelnie. Igrając sobie ze wszystkiego. Plany, zasady, to co jutro, to kim on naprawdę jest – to wszystko potem, potem, potem. Potem!
      
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-09-27, 00:53


    Było w tych rozterkach coś przejmująco uroczego i świadczyło, moi drodzy, o tym, że z tej Ree to tak nie do końca zła kobieta była.
    Jakichkolwiek by nie miała względem niego planów - złych, dobrych, zorientowanych na zysk albo dobrą zabawę, a jeszcze gorzej (lepiej?) uczucia lub krzywdę - zweryfikowała je (częściowo, umówmy się) i szybko pożałowała braku szczerości. I chociaż nie było w nim nic złego, choćby dlatego, że i Zion nie mówił całej prawdy, a przede wszystkim - bo nie obiecywali sobie nic poza tą nocą, to jednak jakieś tam wyrzuty sumienia nią targnęły, a ona czuła się winna... przynajmniej przemyślenia tej sytuacji, zważenia na szali wszystkich za i przeciw, i przedyskutowania ich z samą sobą. I skoro tak bardzo się nad tym głowiła, zamiast wcierać w siebie ten okropny żel (okropny w znaczeniu: uniwersalny, bo pachniał ładnie) i zmywać wstyd ostatnich kilkudziesięciu minut, znaczyło to mniej więcej tyle - że nie, nie była czarnym charakterem. Owszem, obrała sobie wyjątkowo niecodzienną... Albo nie. Obrała sobie wyjątkowo dyskusyjną ścieżkę kariery - hedonistyczną nieco, bardziej kontrowersyjną, ale w sumie opartą na wymianie dóbr; obrała ją sobie, ale miała zupełnie naturalne odczucia i odruchy, a gdyby Zion mógł i miał jej coś doradzić, to powiedziałby, żeby nie mówiła nic i płynęła z flow. W Ree zatem jakieś tam człowieczeństwo i uczuciowość się obudziły, a u Ziona... nie. Zion takich odruchów nie miał - być może powinien je mieć - i był święcie przekonany, że jeśli w jakiś sposób zawinił, to... pozwalając się spoliczkować, bo to wyzwoliło w nim zapasy innych, pokręconych nieco emocji i finał był taki jaki był, ze słodko wyjęczaną prośbą o zniszczenie na czele. To chyba ta różnica w doświadczeniu - podczas gdy ona jeszcze do niedawna była nastoletnim wulkanem hormonów, emocji i temperamentu, Sullivan miał to wszystko już dawno za sobą i mógł być bardziej stonowany, chłodniejszy i zdystansowany. To po prostu przychodzi z wiekiem.
    Być może jednak ludzkim odruchem byłoby pozostawić jej tę dłuższą chwilę w samotności, ale... właściwie to po co? Przecież nic się nie stało, nie? No właśnie.
    Ale do kabiny nie zajrzał - ani w pierwszej chwili, ani w drugiej, ani nawet piątej czy siódmej; nie zajrzał, a korciło, bo jako koneser krajobrazów pięknych i jeszcze piękniejszych spodziewał się widoków przynajmniej imponujących i nie zajrzał, chyba właśnie w ten sposób pozostawiając jej w tej łazience jakiś skrawek intymności, chociaż bardziej prawdopodobne, że była to jakaś transakcja wiązana, bo nie spodziewał się, że będzie go śledzić. Patrzyła więc, jak odkręcał słoiczek, wprawiając plastikowe ząbki w ten przyjemny stukot (Zion go lubił, ale lubił mnóstwo dziwnych rzeczy, więc nie powinna oceniać. Albo powinna?), jak wysypywał sobie na dłoń podłużne, charakterystyczne tabletki, jak wsuwał je do ust, jak mielił je (i jeszcze raz - charakterystyczny dźwięk) i jak popijał je dużym łykiem alkoholu z a'la kryształowej szklanki, mierząc się wzrokiem w dużym, zaparowanym zleksza, łazienkowym lustrze. - No wiesz - mruknął, usłyszawszy jej słowa, bo właściwie to sam miał pustkę i zaraz zerknął w stronę kabiny - kolejny raz przez ramię, tak miękko, nonszalancko jakby, bez zainteresowania i... Znów mogła na własne oczy zobaczyć, jak to zainteresowanie na jego twarzy zaczęło się rysować. Ściągnął brwi, napawając się obrazem spod deszczownicy i moglaby sobie pomyśleć, że dlatego poczuł się jakby zaproszony do wejścia, ale to wcale nie była jej wina. Wszedłby tam tak czy siak, nawet gdyby szlochała w rogu. miał chęć wziąć prysznic.
    - Przestań - syknął, przepychając się jakoś dziwnie między nią, ścianą łazienki, a tymi zasuwanymi drzwiami, po drodze wyciągając jej z dłoni tę butelkę. Woda przyjemnie uderzyła w napiętą skórę, łechtając ślady - te świeższe po jej paznokciach i bardziej dojrzałe, z przeszłości, o których nie lubił rozmawiać - a on zaraz zaczął ją mydlić, leniwymi ruchami kreśląc coraz większe kręgi po swoim brzuchu, klatce piersiowej i barkach. I tak - czuł na sobie jej wzrok, chociaż sam trzymał ją tylko w kąciku oka, ale to przecież wcale nie tak, że nie chciał, żeby na niego patrzyła. Nie podglądaj - dobre sobie; i wtedy parsknęła, może i krótko, ale za to melodyjnie i wesoło, a za nią parsknął i on, przekrzywiając twarz w jej stronę. - Ostra z Ciebie sztuka, Tess - rzucił nagle już zupełnie obojętnym tonem głosu i za chwilę wrócił spojrzeniem na swoje ciało, żeby nie pominąć żadnego punktu. A może po prostu podążył wzrokiem za jej dłonią?
    Kolejny raz przeszedł go ten przyjemny dreszcz podekscytowania, wysyłając sygnał do całego ciała, że to jeszcze nie był ostatni atak, obywatele, szykujcie się do kontrofensywy! i przerwał na moment "swoje sprawy". Polubił jej dotyk. Polubił przede wszystkim dlatego, że mienił się wieloma odcieniami i nawet teraz czuł go jakoś inaczej - niby czule, ale zaczepnie, ale nie w tym sensie, tylko... i pac.
    - Co? - uniósł brew do góry, szybko mieląc w głowie to, co powiedziała, a ponieważ czasu było mało, to spróbował złapać ją za rękę, ale i to nie wypaliło, bo zaraz przed oczami wyrosły mu jej plecy (a przede wszystkim ładne pośladki, umówmy się - to na nie patrzył), więc... - Tess! - podniósł nieco głos i podążył za nią - po drodze chaotycznym ruchem odstawił butelkę na półeczkę, strącając inną - ale zatrzymał się u progu kabiny. - Tess! - znów warknął, mierząc ją wzrokiem; na interwencję było już pewnie za późno, bo słoiczek odstawił na zaszczytne miejsce obok szklanki, jeszcze zanim do niej dołączył i żeby go nie znaleźć, musiałaby... po prostu tego nie chcieć, więc mógł tylko tak wpływać na jej decyzję. Chociaż... wcale nie był pewien, czy chciał to robić. - Wiesz, że to zabawa dla dorosłych, nie? - popijanie xanaxu alkoholem, bo przecież nie ostry seks w hotelowym pokoju - Nie zrób sobie krzywdy. Nie skończyłem z Tobą jeszcze - polecił - tak, polecił: szorstko i chłodno, chociaż mogła być spokojna i przez "jeszcze" wcale nie rozumieć tego wieczoru (zresztą, brali xannies na litość Boską, więc libido zaraz zacznie wołać o litość, nawet jeśli od samego patrzenia znów rosło, na co z kolei ona mogła patrzyć sama), a na przykład poranek. Albo prędzej południe.
    Naprawdę, Zion? Naprawdę jej nie zatrzymasz?
    No naprawdę. I tu też, jak na dłoni, było widać ten panujący pomiędzy nimi kontrast. Ona się zadręczała kłamstwem i dalszym rozwojem sytuacji, a on dopisywał jej kolejne punkty w tym nieistniejącym rankingu na zajebistość. Bo skoro xanax, to pewnie i białe, a jeśli białe, to... - Naprawdę ostra z Ciebie sztuka, Tess - bąknął i wrócił pod natrysk, żeby dokończyć to, co zaczął. I może powinien jej pilnować, żeby nie opędzlowała całego słoiczka, ale wyjątkowo jej w tej kwestii ufał. W końcu czemu miałaby sobie zrobić krzywdę?
    W końcu nic się nie stało, nie?
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    20

    wiek


    bezrobotna - ale pieniążki mnie lubią (z wzajemnością)

    ZAJĘCIE


    I can love any one. It's a gift. And a curse.

    UCZUCIA




      
    Ree
       Burrows

      
    "I will find you. Or you'll find me first.

      

      

      

      

      

      

    2020-09-27, 02:59


    Oj no taaaak, była trochę dzieciakiem – i lubiła pobywać trochę dzieciakiem, wmawiała sobie (skutecznie), że to poza jest, że stać ją i przed sobą samą na tę pozę, i przed mężczyznami, wszak byli to obiekci wewnątrz dość prości w obsłudze, acz na zewnątrz posiadali te kilka(set) przycisków i czujniczków, w tym i czujniczek opisany jako „dziewczynka” – czy jak tam nazwać tę dziewczynę, która bawi się swoją lewo co pożegnaną nastoletniością, która zachowuje się pozornie dziecinnie, a w gruncie rzeczy – właśnie perfidnie, nawet jeśli jest to jeszcze częściowo manifestacja naturalnego talentu, a nie tylko gry, jak wtedy, gdy pewna Dolores Haze czytała sobie na trawie i niby nic nie robiła, tylko była –była na przykład pełna znaczeń, jednocześnie podlotek i kobieta, na zawsze niejasna i trudna do namierzenia w tej swojej Haze, i osobliwie skomplikowana, niby prościutka jak słoneczny poranek i lektura w ogrodzie, a już powleczona obietnicą tej mieszaniny rozkoszy i cierpienia, pełna takich i innych Dolores. A więc czy to instynkt –i pewne dziewczyny, w tym i Ree, tak mają – czy intencja, panna Burrows weszła teraz w tę oto tonację, gdy wymykała się spod prysznica i rosnących reprymend mężczyzny, żeby jawnie, bezczelnie i przypadkiem tylko inwazyjnie sięgnąć po Niedobre Rzeczy.
    „Przestań” – och, nie można jej było lepiej zachęcić! „Ostra z ciebie sztuka” – ach, tylko mu machnęła łapką, czując już, jak ponad niedawne pomieszanie unosi się to cholernie uzależniające poczucie bycia na tego czy innego mężczyzny (a obecnie – tego) pierwszym planie.
    Ktoś powie – „traci czujność”. Ależ tak! Co jej po czujności, gdy się za nią woła z taką troską? „Zabaw dla dorosłych”? – no cudo-tekst!
    – Pfff… też mi!… – obróciła się jeszcze idąc ku niemu, omiotła wzrokiem jednocześnie pośpiesznie i leniwie (owszem: da się tak) i płynnie kontynuowała pełny obrót, co dało figurę jak z teledysków typu „The way you make me feel”: powab, tak zwana „niewinna pokusa”, ale wolna od bezczelnej prowokacji, na skali estetycznej – przeciwna do wulgarności. A że akurat Ree Burrows miała czym okręcać – i że akurat była naga – i że w tym dwusekundowym tańcu mokre włosy zatańczyły też – to nie jej wina.
    – Proooosz-cię… – pufnęła lekceważąco – i ten ton! On jej „Nie zrób sobie krzywdy” i „Nie skończyłem z tobą jeszcze”, no to ona mu – A co, sam chcesz mi ją zrobić? – i jakby nigdy nic, nie patrząc na jego reakcję, sięgnęła po słoiczek. Co my tu mamy…
    – Nie skończyłeś… – powtórzyła zadumana, wysypując na dłoń nadmiernym gestem siedem tabletek i gładząc je sobie opuszkami palca wskazującego i środkowego, bo to miłe w dotyku tabletkę. Wyizolowała jedną, resztę tuk-tuk wsypała z powrotem, odwracając się lekko ku niemu z miseczką dłoni na wysokości ust – To brzmi, jakby to co ci chodzi po głowie, miało mnie jakoś… – siup! połknięte; gdzie ta szklaneczka? i czy coś zostało? – …przestraszyć, czy… – i popite. I tak – było to trochę na pokaz. Jak w takim stanie, w takim momencie i w takim miejscu nagi mężczyzna mówi nagiej dziewczynie, która przed chwilą jeszcze miotała się wewnętrznie ze strachu, że to on ją uzależnił od siebie, a nie odwrotnie, i że może ją w takim razie chcieć mieć lub odechcieć – że jest z niej ostra sztuka, to co do cholery ona ma zrobić, jak nie utwierdzać go?
    – A co: boisz się pokaleczyć? – jeszcze mu wystrzeliła z uśmiechem tyleż bezczelnym, że rozkwitłym w dolinie niedawnych rozterek i poczucia winy, na popiołach niedawnej erupcji; żyzny obszar, doprawdy. Jakie ziarno nie rzuci – zakwitnie odurzająco. Nie planowała brać dziś w nocy xanaxu, a sama miała w torebce być może i to, co przemknęło też i Zionowi przez głowę, a czemu dane będzie, lub nie dane niebawem, później lub nigdy wyjść na światło dzienne, i to tylko na ten momencik, w którym spotkanie karty kredytowej z lusterkiem wyznaczy prościutką drogę do odlotu.
    Alkohol ruszył żyłami już wcześniej, a teraz miało minąć te dwadzieścia minut, i będzie…
    – Całkiem nieźle – sapnęła sobie, przymykając oczy, potem odwróciła się do lustra (odruch), a potem ruszyła z powrotem pod prysznic, już nie tracąc ani na sekundę widoku, jaki się tam dla niej otwierał. Wahania, wątpliwości, trzęsiączkę emocji i obaw da się spłukać, oddalić, zapomnieć. Natomiast teraz – teraz! Teraz, proszę państwa, Ree czuła, że to ma sens. Głęboki i zajebisty sens, wyrzeźbiony poruszającymi się przed jej oczyma mięśniami w setkach napięć i rozluźnień pod skórą potraktowaną żelem do wszystkiego – a więc i do… wszystkiego, tak?
    – Masz zamiar wchłonąć całą tę buteleczkę? To twój problem, że jesteś taki… – rozłożyła ręce na boki i potrząsnęła dłońmi udającymi próbę chwycenia przekraczającego możliwości gabarytu – …wielki jakiś. A ja tu byłam pierwsza i w takim razie – stanęła przed nim, zadzierając głowę i demonstracyjnie nic sobie nie robiąc z tego, że woda leciała jej na czubek głowy, czesząc włosy i myśli w dół – proszę:
    I wyprostowała się jak baletnica, przez co to się wypięło w przód, a tamto w tył. Wyjęła mu z ręki żel, uformowała mu tę dłoń w miseczkę i wypełniła ją zawartością o fajnym zapachu, fajnym kolorze i fajnej konsystencji. Cały czas patrzyła mu w twarz, chyba celowo tak zadzierając głowę, żeby ciągnęła w górę szyję, a za nią resztę sylwetki, uśmiechnięta – a poważna w tym uśmiechu. – No? Co tak stoisz? Sam się nabłyszczyłeś jak jakiś mityczny tytan, a ja to co? – i szturchnęła go wzrokiem: najpierw w miseczkę dłoni, potem w oczy, a potem zjechała spojrzeniem w dół, gdzie wraz z ciepłą wodą bezpowrotnie spływały wątpliwości, opory i niepotrzebne teraz wewnętrzne napomnienia.
      
     
    imię / nick:Ree
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-09-27, 17:03


    Nieee, to nie tak przecież. Owszem - ostatnich kilkanaście minut w wykonaniu Ree Burrows (a właściwie to Tess Barrough, musiała długo nad tym myśleć) odrobinę zachwiało zionową wiarą w jej dojrzałość (patrz - dorosłość) i dzięki temu pozwoliło spojrzeć na nią łagodniej (co okazało się być błędem, skoro odebrała to jako straszną potwarz i zniewagę, tak na marginesie), ale ogólnie rzecz biorąc - miał ją za - zgoda - dziewczynę, ale dziewczynę dojrzałą i młodą, ale nie za młodą; te za młode nie bywają w takich miejscach, a te niedojrzałe wcale się tak nie pieprzą, więc z czystym sumieniem mógł sobie patrzyć w lustro. W końcu nawet tam, skąd pochodził, jakieś zasady istniały.
    Ale czy nie kręcił go ten kontrast pomiędzy Tess-pościelową, a Tess-łazienkową? No kręcił i chociaż guziki miał trochę inaczej zaprojektowane, to z błyskiem w oku patrzył na nią, gdy tak mocno starała się ukryć pod kołderką pozorów, dziewczęcych uśmiechów i zmanierowanych ruchów tę całą wulgarność i zniszczenie, na które mu pozwoliła i którym - mimo wszystko - zawróciła mu w głowie. A że z kołderkami zwykle jest tak, że jak się ją w jedno miejsce podciągnie, to w innym zaczyna jej brakować, no to cóż - mógł karmić pamięć i wyobraźnie widokami: tymi pięknymi i piękniejszymi właśnie, z których każdy kolejny sprawiał, że tego materiału coraz bardziej brakowało. Przynajmniej po jego.
    - Mówię serio - wtrącił i z automatu jakoś zagryzł mocno wargę, gdy tak lekkomyślnie, prowokacyjnie właśnie bardzo i zupełnie niehumanitarnie względem męskiej, spaczonej wyobraźni, zatrzepotała włosami w tym krótkim obrocie. Okropna była - albo niewinnie i przypadkowo, albo już sie pewnych rzeczy nauczyła i zaczynała je obracać w jego stronę, chociaż gdyby nawet w pasji, z jaką ściskał te włosy jeszcze jakiś czas temu, odnalazła coś na wzór fascynacji nimi, to musiałaby z miejsca odebrać jakiś dyplom z behawiorystyki. I to doktorski, najlepiej z Harvardu czy innego Yale. Ale... z równowagi nie udało jej się go wyprowadzić - ani tym, ani capnięciem słoika, ani nawet słowami, które nastawione były tylko i wyłącznie na pokuszenie męskiego ego, bo przecież nie po to, żeby jeszcze mocniej tupnąć nóżką. Jeszcze do niej nie dotarło, że jej nie zatrzymywał, ewidentnie. - Nie, nie skończyłem - powtórzył tym samym tonem i dla efektu zazgrzytał do tego zębami, gdy szczęka ułożyła mu się w wąską linię irytacji; śledził każdy jej ruch, licząc w myślach te tabletki (wyszło mu cztery, widocznie trzy wpadły głębiej do tej miseczki). - I co? Przestraszyłaś się? - prychnął kpiąco, przewracając oczami. Mogła się chociaż nachylić i zalać to kranówką, ale wtedy wcale nie byłaby Ree, a i on z taką Ree znudziłby się jakby bardziej. Im bardziej była cool - tym lepiej; tym lepszą zabawę to zwiastowało, a ludzie w miasteczku byli przecież tacy nudni.
    - Pokaleczyć? Nie - parsknął znowu, a ponieważ zawracał do tej kabiny, to znów na nią zerknął przez ramię, tym razem tym zabliźnionym profilem i znad dzieła sztuki więziennej mrugnął do niej zaczepnie. - Ale że się szybko stępisz? - w sensie zaczniesz sobie robić nadzieje, dziecino, a nadziei nie ma ani jednej i lepiej, żebyś o tym nie pamiętała, więc bądź ostra, ostra, najostrzejsza jak potrafisz!; urwał milczeniem, a potem stukotem plastiku o te półeczki, żeby móc je wreszcie spokojnie zostawić i wrócić do higieny. Rozparł się jakoś dziwnie o przeciwległe ściany ramionami i zmrużył oczy, relaksując się razem z letnimi strumieniami ciepłej wody, chłostającej go łaskawie po skórze. Najchętniej dałby sobie tak kilka minut, trochę mniej niż tych jej dwadzieścia, ale trochę więcej, niż miała sama dla siebie; dałby je sobie, no ale dane (za dużo tego dawania) mu to nie było, bo stanęła w strumieniu i tej wody nagle zrobiło się mniej. Przerzucił na nią leniwie spojrzenie, opuszczając przynajmniej tę rękę, w której dzierżył żel i pokręcił głową. Ja Ci mogłem przerwać, ale Ty mnie?
    No więc... Chyba mogła, bo roześmiał się rubasznie, jakby zamienili się miejscami i to on żył, żerując na starych wdowach, dajmy na to. - Oj, wielki, wielki - wypluł przez śmiech i nawet na moment nie pomyślał o tym, że powinien być dojrzalszy; zresztą - nawet nie miał na to czasu, bo Ree - ach, Ree - chyba przypomniała sobie o planie i postanowiła mu zamieszać w głowie. Zajrzał jej w oczy głęboko, jakby gdzieś na ich dnie szukał jej duszy, ukrytej pod tymi wszystkimi tęczówkami, rogówkami i całą resztą ciał i ciałek, o których Zion nie miał pojęcia; patrzył tak, żeby przerzucić ciężar skrępowania na nią, bo na ułamek chwili poczuł się, jakby miała przewagę, a przecież mieć jej nie mogła, więc jak nie inaczej - to właśnie tak, cap, oczami ją.
    Nie bez walki oddał jej więc dłoń, więc musiała się trochę posiłować ze ściągnięciem zapartego o ściankę ramienia, ale z pomocą przyszło to wypięte w przód i tamto wypięte w tył. Zion skapitulował i z pewną dozą rozbawienia zezował odtąd pomiędzy jej twarzą - naturalnie uroczą, z bliska jakby jeszcze mocniej - a wielką dłonią, którą smukłymi palcami próbowała ułożyć w pasujący jej kształt i w którą wlewała ten żel. I chociaż wszystkie znaki na niebie podpowiadały, że właściwie to powinien, bo skóra taka gładka, a noc już nie taka młoda, to... - A Ty się ociągasz - wyszczerzył się cwaniacko i poprowadził rękę w dół, żeby skończyć swój prysznic tam, gdzie zaczynało się wszystko. - Dziesięć minut byłaś tu sama i teraz mam to skończyć. Zwariowałaś? - cały czas świecił do niej zębami i to nawet wtedy, gdy mijając ją, nachylił się do jej twarzy, tak jakby już miał ją pocałować, ale że tego nie zrobił, to właściwie nie trzeba mówić (pisać w zasadzie). No więc wyminął ją, spłukując niedbale resztę piany, a potem wyszedł z kabiny i zerwawszy z wieszaka pierwszy, lepszy ręcznik wyszedł z łazienki na poszukiwanie bokserek. Przecież to on rządzi, Tess, zapomniałaś?
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: