Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-08-26, 19:51


    02.

    Do samego końca zastanawiał się, czy w ogóle wypadało mu poprosić Się o pomoc w takiej kwestii. Oczywiście nie miał żadnych niecnych intencji, ale umówmy się - szczególnie w takich małych mieścinach jak Deep Lakes, kilkugodzinny wypad z mężatką raczej nie wzbudzał zbyt pozytywnych skojarzeń. Na szczęście pani - to ważne - pani Gallagher wcale tak mocno nie oponowała i właśnie dlatego wydawało mu się, że wszystko gra. W końcu gdyby w pełnym zawstydzeniu mu odmówiła, no to znaczyłoby, że linię przekroczył, a tak... wszystko grało, no. Wszystko grało i właśnie dlatego wcale nie zastanowił się nad tym, dlaczego nie stawiała oporów. Od zawsze wydawało mu się, że żyła w idealnym małżeństwie, a odkąd zaczęła spodziewać się dziecka, to przez pięć minut nawet pozazdrościł jej normalności, żeby potem na kilka dni zniknąć i poszukać sobie kłopotów gdzieś z dala od Deep Lakes.
    Ponieważ wybierali się w stosunkowo daleką podróż, umówili się rano - Sullivan o odpowiedniej porze zaparkował pod jej domem, a kilkanaście minut później grzali już autostradą w kierunku najbliższego miasta bogatego w wielką galerię handlową. Rozmawiali oczywiście o jakichś pierdołach, popijając lurowatą kawę ze stacji benzynowej, a może nawet i nie, jeśli Sii przypadkiem zdarzyło się uciąć komara. Właściwie to wcale by się nie zdziwił, noszenie pod sercem brzdąca (właściwie to który był to miesiąc?) musiało być męczące.
    Zatrzymał się w końcu na ogromnym parkingu przed centrum handlowym urządzonym na wzór amerykańskich - z rzędem sklepów wszelkiej maści i długim wężem wózków, ustawionym wzdłuż chodnika. Zanim ją zbudził, odwrócił się jeszcze na tylne siedzenie, żeby sięgnąć po kurtkę i dopiero potem wyłączył radio. - Nie chcę Ci psuć rozrywki, ale dojechaliśmy - mruknął cicho i wyjątkowo, jak na siebie, łagodnie, łącząc to z chrząknięciem. - Zaczniemy od kuchni, zgoda? Na nią nie mam wcale pomysłu, więc lepiej się z nią rozprawić, zanim zacznę marudzić - zaproponował i kiwnął głową w kierunku jakiegoś losowego szyldu z "kuchnia" w nazwie, żeby za chwilę wyskoczyć na zewnątrz z dużego i bezpiecznego suva.
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    29

    wiek


    za każdym razem, kiedy tylko na niego patrzę

    ZAJĘCIE


    serce pęka mi z bólu, rozpada się na milion kawałeczków

    UCZUCIA




      
    Sia
       Gallagher

      
    "And it's breaking over me a thousand miles down to the sea bed I found the place to rest my head...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-26, 20:46


    Gdyby tylko wiedziała o jego rozterkach pewnie kazałaby mu się popukać po głowie, no bo… co zdrożnego było we wspólnym wypadzie po sklepach meblowych? Zwłaszcza, że nie znali się tydzień czy dwa, a obecność mężczyzny w życiu Sii nie była jakąś wielką, słodką tajemnicą. Kiedy więc do niej zadzwonił z pytaniem, czy nie pomogłaby mu w urządzeniu mieszkania, nie miała żadnych wątpliwości. Dzień wcześniej uprzedziła o wszystkim męża, przygotowała odpowiedni strój (nie chciała zaczynać poranka od płaczu, że w nic już się nie mieści, jest wielka jak wieloryb, żadne spodnie na nią nie pasują i znowu musi iść w luźnej sukience, a nie swoich ulubionych, obcisłych, skórzanych portkach) i z uśmiechem władowała się do łóżka. Myśl o zakupach była przyjemna, poprawiała jej humor. Pozwalała choć na moment oderwać się od prywatnych kryzysów i smuteczków, co… było wszystkim tym, czego teraz potrzebowała.
    Kiedy więc Zion zaparkował na jej podjeździe zarzuciła kurtkę na ramiona, złapała za torebkę i energicznym krokiem ruszyła w kierunku auta, momentalnie ładując się na fotel pasażera. Ciążowy brzuszek był już wyraźnie zaokrąglony, na szczęście zapięcie się pasami nie sprawiło jej większych problemów. Uśmiechając się od ucha, spojrzała na siedzącego obok bruneta i jak to miała w zwyczaju, zaczęła wesoło paplać, podpytując o to, czego tak właściwie potrzebuje, jaki styl wnętrz mu się najbardziej podoba i czy zgodnie z jej prośbą, dokładnie zmierzył wszystkie pomieszczenia. O ile łóżko do sypialni czy szafka RTV do salonu nie stanowiły większego wyzwania, tak kuchnia to był prawdziwy orzech do zgryzienia. Bez znajomości umiejscowienia pionów kanalizacyjnych, przyłączy wody, prądu i gazu - zaprojektowanie czegokolwiek graniczyło z cudem. Słuchała więc Sullivana uważnie, ba, pewnie nawet skrzętnie coś notowała w notesie. W pewnym momencie jednak film się jej urwał, a jej mikro-drzemka przeobraziła się w półtoragodzinne leżakowanie. Całe szczęście, mężczyzna wykazał się ogromną wyrozumiałością i zamiast brzęczeć jej nad uchem, pozwolił zregenerować siły.
    “Och, wybacz. Ostatnio spanie i jedzenie to moje dwie ulubione, życiowe aktywności” zaśmiała się, przecierając zapuchnięte oczy. “Ależ jak pan sobie życzy, na pierwszy ogień kuchnia” pokiwała głową, gramoląc się z fotela, co łatwe wcale nie było. Aż strach pomyśleć, jak będzie to wyglądało, gdy wejdzie w trzeci trymestr! Chwilowo jednak wolała się tym nie zadręczać. Stanęła na równe nogi i z Sullivanem u boku, ruszyła w stronę galerii, rozglądając się dookoła. Nigdy w tym miejscu nie była, nie bardzo wiedziała, co, gdzie i jak. Mężczyzna jednak posiadał doskonałą orientację w terenie, a także umiejętność czytania tabliczek, które dla Sii od zawsze były jedną wielką niewiadomą, szybko więc dotarli do odpowiedniego działu. “Okej, najpierw podstawa. Co masz zamiar robić w kuchni? Jak często gotujesz? Korzystasz z kuchenki, mikrofali czy piekarnika? A może używasz wszystkich na raz? Zapraszasz gości? Potrzebujesz lodówki z zamrażarką, czy wystarczy sama lodówka? Stół z krzesłami, a może wyspa i dwa barowe stołki?” zarzuciła go gradem pytań, podchodząc do próbnika, do którego przymocowane zostały wszystkie dostępne fronty szafek, blaty, uchwyty oraz zawiasy.
     
    imię / nick:sashayaway / Hania
    multi:Hania!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-08-27, 15:46


    I pewnie by się po niej popukał. Niestety, Sia nie mogła brać pod uwagę jednej istotnej rzeczy - otóż wszystkie relacje, w których Zion, a wcześniej Vinnie, żył - wcale nie były oparte na takich naturalnych, ludzkich stosunkach; owszem - jej opowiadał czasem o byłej narzeczonej i nieszczęśliwym związku, który zaprowadził go aż do Deep Lakes, ale to przecież wszystko było bujdą. Co więcej - w jego najbliższym otoczeniu chyba tylko rodzice byli uczuciowo zdrowi, a cała reszta jego znajomych, przyjaciół czy biznesowych partnerów żyła w układach. Mniej lub bardziej otwartych, opartych przede wszystkim na szybkim seksie i tanich doznaniach, także na dobrą sprawę nawet nie miał gdzie szukać odpowiedzi na pytanie, czy aby na pewno zachowywał się poprawnie. Więc jeśli bzdurnie wydawało mu się, że mógłby rzucać Holdenowi rękawicę, no to trudno było mu to zweryfikować i żył w tej niepewności, mimo wszystko nie chcąc zaburzać miru gallagherowego domostwa.
    Bo przecież byli szczęśliwi. Nawet jeśli coś ją trapiło, to Sia nie dawała tego po sobie poznać - była uśmiechnięta, może trochę zaspana, ale za to rozgadana jak zwykle i co więcej - od początku skupiona na celu podróży, a nie rozpraszaczach. Oczywiście to mogłoby wzbudzać podejrzenia, przynajmniej u tych najbardziej wytrawnych obserwatorów, ale przecież Zion wcale nim nie był, a poza tym - dotąd chyba nigdy nie dzielili ze sobą takich dramatów. To znaczy - on co jakiś czas rzucał jej szczątkowe porcje wiadomości, którymi mogłaby zaspokoić swoją ciekawość co do jego osoby, ale podejrzewam, że Gallagher była bardziej wstrzemięźliwa i nie zasypywała mu głowy swoimi problemami, choćby dlatego, że była kobietą skromną i empatyczną.
    W ramach rewanżu więc wcale nie budził jej, gdy snuli się tą cholerną autostradą, a na dodatek - nie rwał na złamanie karku i z iście ojcowską czułością muskał pedał hamulca, gdy wymagała tego sytuacja. Przede wszystkim należy jednak nadmienić, że prowadził wyjątkowo ostrożnie, jak na swój pokręcony tyłek. Jakkolwiek by to bowiem nie brzmiało - okropnie stresowała go odpowiedzialność za zdrowie Sii i jej pociechy, dlatego za plamę na honorze wziąłby nawet zgubiony w sklepie kosmyk włosów. - Szkoda, że faceci nie mogą zachodzić w ciążę - przyznał przewrotnie, puszczając jej oko i uroczo się uśmiechnął, jakby z troską i jakąś przyjacielską czułością. Nie żeby zazdrościł jej bóli kręgosłupa, nudności, wahań nastrojów i całej reszty ciążowych przywar, ale musiała przyznać, że spanie i jedzenie w duecie brzmiało bardzo kusząco. Może z fotela wygramolić jej się więc nie pomógł, bo na to nie wpadł, ale drzwi już otworzył jej z iście dżentelmeńską gracją i nawet pozwolił jej narzucić tempo spaceru, gdy wolno stąpali w kierunku odpowiedniego sklepu, działu i regału. - Zamierzam, e... - zaciął się, żeby podrapać się po świeżo przystrzyżonym, tępym policzku i opuścił bezradnie ręce w dół. Jedyne co przychodziło mu do głowy, niestety nie nadawało się na temat do rozmowy dlatego postanowił ugryźć go inaczej. - Nie, nie zapraszam gości. Właściwie to chciałbym się nauczyć gotować, ale nie chcę być profesjonalistą, więc chyba nie potrzebuję tony sprzętu. Poza tym... - westchnął żałośnie, zaglądając do jednej z lodówek. - Czy to naprawdę musi być takie trudne? - zapytał, unosząc brew i siląc się na jakiś dramatyczny wyraz twarzy, choć tak naprawdę to trochę - no właśnie - dramatyzował i chciał ją trochę rozbawić. - Jak Ty się w ogóle... No wiesz, czujesz? - dodał po krótkiej chwili, słusznie przypominając sobie o tym, że nie powinni ograniczać się do wybierania mebli. Przecież to i tak zrobi ktoś za niego.
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    29

    wiek


    za każdym razem, kiedy tylko na niego patrzę

    ZAJĘCIE


    serce pęka mi z bólu, rozpada się na milion kawałeczków

    UCZUCIA




      
    Sia
       Gallagher

      
    "And it's breaking over me a thousand miles down to the sea bed I found the place to rest my head...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-27, 19:11


    Sia wyznawała jedną, bardzo prostą zasadę. Nie chciała, żeby ktoś wchodził jej z butami do łóżka - sama więc nie interesowała się życiem erotycznym innych osób. Nie miało zatem dla niej większego znaczenia czy przyjaciel regularnie uprawiał samomiłość, żył w sekretnym, monogamicznym związku czy co tydzień posuwał inną panienkę - wolnoć Tomku w swoim domku! Dopóki nikogo nie krzywdził, wszystko było dla niej jak w najlepszym porządku. Zwłaszcza, że nigdy nie dawał jej dać do zrozumienia, że mógłby chcieć od niej czegoś więcej. Nie gapił się bezwstydnie na jej tyłek w opiętych jeansach, nie rzucał dwuznacznych komentarzy. Czuła się przy nim dobrze, lekko i swobodnie. Nie obawiała się tego, że gdy zostaną sam na sam nagle stanie się nieustępliwy i korzystając z nieobecności męża, będzie próbował coś ugrać. Gdyby się martwiła, nigdy nie wsiadłaby z nim do samochodu. Zwłaszcza, że długie lata spędzone w Meksyku wyczuliły ją na tym punkcie niemiłosiernie i teraz, gdy nie miała do dyspozycji swojego auta, zamiast wezwać taksówkę czy zamówić Ubera, wolała zadzwonić po kogoś zaufanego i poprosić o podwózkę.
    Byli szczęśliwi? Skoro Zion właśnie w ten sposób ich postrzegał znaczyło to tyle, że albo byli wybitnymi wręcz aktorami, albo bardzo dobrze chronili swoją prywatność. Niemniej jednak, mężczyzna miał rację. Gallagher nie narzekała do osób, które się żalą, opowiadają o tym, jak to im ciężko, źle i niedobrze. Bez względu na to, jak mocno życie dawało jej w kość - gryzła się w język, przytakiwała, uśmiechała. Uważała, że im mniej osób wie o rodzinnych problemach tym lepiej, bo… przecież każdy ma swoje własne zmartwienia. Po co więc zaprzątać komuś głowę? Po co obarczać go ciężarem małżeńskich dramatów? W rozwiązaniu trapiących ją kwestii nijak nie pomoże, a jedynie niepotrzebnie będzie się zadręczać. Co oczywiście w jej przypadku działało tylko w jedną stronę, bo sama bardzo chętnie wspierała innych dobrym słowem i pokrzepiającą poradą.
    “Jestem tego samego zdania. Powiem więcej, chętnie byśmy się z Wami zamieniły” zaśmiała się dźwięcznie, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Całe szczęście, humor jej dopisywał, bo w przeciwnym razie uraczyłaby go tyradą o comiesięcznych krwawieniach, porannych (dlaczego w ogóle ktoś nazwał je porannymi, skoro trwają one cały dzień?!) mdłościach, rozstępach, nabrzmiałych piersiach i innych, bliskich jej sercu atrakcjach. Zamiast tego jednak wyszczerzyła się w uśmiechu, poczochrała go po włosach i pozwoliła zaprowadzić się do sklepu, który… co tu dużo ukrywać, wprawił ją w niemały zachwyt i ekstazę, bo jak chyba każda kobieta, uwielbiała zakupy, a oglądanie kolorowych poduszek, szafek, stołów i dywanów sprawiało jej wiele radości.
    “Zamieszasz, co e…?” powtórzyła po nim, wydymając dolną wargę. Była naprawdę ciekawa, co takiego chodziło mu po głowie! “Mój drogi, lepiej trafić nie mogłeś. Pozwól, że zostanę Twoim mistrzem. Gdybym mogła sobie przyznać order w jakiejś dziedzinie, z pewnością byłoby to gotowanie” skwitowała pogodnie. “Najpierw podstawa. Lodówka i zamrażarka, zlew - w zupełności wystarczy Ci jedno bądź półtorakomorowy, piekarnik, płyta indukcyjna, okap. Opcjonalnie, mirofalówka i zmywarka. Meble muszą być ustawne, pomieścić garnki i narzędzia, ale też zapewnić odpowiednią ilość blatu roboczego. W końcu gdzieś musisz kroić te wszystkie warzywa, nadziewać mięsa i tak dalej” kontynuowała swój przydługawy monolog, przerywając dopiero, gdy mężczyzna zapytał o jej samopoczucie. “Jak wieloryb. Nie mieszczę się już w żadne spodnie, a na samą myśl, że mogłabym kupić takie specjalne, ciążowe, z wysokim stanem robi mi się słabo” przyznała, wyginając usta w podkówkę. “Poza tym, wczoraj ze wzruszenia popłakałam się na reklamie proszku do prania. Całe szczęście, Holdena nie było wtedy w domu, bo jeszcze by pomyślał, że jestem nienormalna” mruknęła, zabawnie marszcząc nosek. “Strasznie cieszę się, że zabrałeś mnie ze sobą, wiesz? To naprawdę miła odmiana po kilku tygodniach spędzonych w czterech ścianach” odparła, z wdzięcznością ściskając jego dłoń.
     
    imię / nick:sashayaway / Hania
    multi:Hania!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-08-28, 16:07


    O Jezu, w życiu! To w ogóle nie wchodziło w rachubę i podejrzewam, że gdyby chciała poczuć na sobie jego spojrzenie w ten męski sposób, to zawiedziona zarzucałaby mu fascynację facetami jednak. Zion mógł mieć zupełnie inne wartości, niż te, którymi kierowała się w życiu ciemnowłosa, ale to też nie tak, że był kompletnym jaskiniowcem. Zresztą... Nawet gdyby był, to sądzę, że Sia szybciutko by go nauczyła, biorąc pod uwagę jej obrotny i zaradny ton głosu, gdy rozmawiali o meblach, na których to przecież on powinien znać się lepiej, jako facet właśnie. Nie traktował jej może jak młodszej siostry, bo na to znali się zbyt krótko, a on takiej relacji zresztą nie znał, ale jeśli miał jakiegoś powiernika w życiu kanadyjskim to była nim właśnie ona i mogła być spokojna, że nie zamieniłby tego na nic innego. Wbrew pozorom bowiem, była to jedna z tych rzeczy, których od zawsze mu brakowało, ale o tym nie wiedział.
    I to dlatego, między innymi, bardzo... świątobliwie? To chyba dobre słowo; to dlatego bardzo świątobliwie podchodził do jej małżeństwa, przynajmniej w takim sensie, że widział je idealnym, szczęśliwym i tak dalej. I tak - miała rację - była dobrą aktorką, a Zion niestety niezbyt dobrze radził sobie z odczytywaniem kłamstwa. No, przynajmniej na takie tematy, albo kiedy nie można było wyegzekwować prawdy w znacznie bardziej inwazyjny sposób. W każdym razie, chyba nie mogła mu się dziwić, bo nawet teraz - kiedy mogła grzmieć pod niebiosa albo przynajmniej grymasić, wciąż się uśmiechała, zachowywała pogodny ton głosu i tak dalej. Umówmy się - pewnie nawet wariograf miałby problem z rozszyfrowaniem jej problemów.
    - Aha. Teraz jest moment na pogadankę o okresach, podpaskach i mdłościach, czy dasz się przekupić deserem i będzie taryfa ulgowa? - wyszczerzył się w odpowiedzi całkiem sympatycznie, jakby czytając jej w myślach. Nie mogła być pierwszą kobietą, której opowiedział te mądrości, a i on raczej nie był pierwszym facetem, od którego wysłuchała podobną deklarację, także raczej trafił swój na swego i nie było o czym gadać. Zresztą - jak dotąd był słowny, więc czy warto było ryzykować deserem w imię wykładu z biologii?
    - Zamierzam korzystać z kuchni, Gallagher. Co to za przesłuchanie? - uśmiechnął się z rozbrajającą szczerością i uszczypnął ją w ramię, choć przez materiał kurtki czy innej bluzy pewnie na nic się to zdało. I dobrze w sumie, o czym tu rozmawiać, nie? - Właściwie to Ty mnie zainspirowałaś i to wcale nie jest wazelina. Ten indyk? Jezu... - zmrużyl nawet oczy w teatralnym grymasie, chociaż kiepski był w te klocki, dlatego przypominał bardziej standuppera, niż faceta z reklamy jakiegoś serka do smarowania. I to wszystko dlatego, że raz czy drugi przyniosła mu świąteczną kanapkę, naprawdę - więcej nie było mu trzeba. - Więc jak będziesz gotowa do walki, to przeprowadzisz mi szkolenie, zgoda? - dodał jeszcze, zerkając na nią porozumiewawczo i wcale nie mogła wątpić w to, że nie otworzy jej za kilka tygodni czy miesięcy z tą śmieszną, kucharską czapką na głowie. Samorozwój, czy coś. - Mikrofalówka nie jest rakotwórcza? Poza tym... to zabiera miejsce, a ja nie mam hali magazynowej, więc... Zmywarka pewnie zmieści się do szafki? - zadawał jej pytania, które pasowało raczej zadać jakiemuś pomocnikowi, no ale musiała mu wybaczyć - póki co prowadziła go za rączkę, ale na następnych zakupach to dopiero jej pokaże! - Te takie z szelkami? Nie, nie rób sobie tego. Już widzę, jak Holden lata za Tobą z telefonem, żeby zrobić Ci zdjęcie na pamiątkę. Albo osiem - nie zawsze o nim wspominał, ale skoro sama przypomniała o istnieniu swojego męża, to nie widział przeszkód - łączyła ich raczej szorstka, męska relacja, a Gallagher raczej nie pałał takim zaufaniem do Ziona, jakim pałała jego żona. Po męsku jednak dobrze by rozumiał, gdyby z czystej sympatii chciał uwieczniać i takie kreacje. Sam by tak robił. - Czyli zakładasz, że ja tak nie pomyślę? - zapytał z cwaniackim błyskiem w oku, ale jeśli chciała mu w ramach rewanżu przywalić, to nawet się nie uchylił. Trochę mu się należało. - To ja się cieszę, że się zgodziłaś. Sam bym tego nie ogarnął - przytaknął, ściskając delikatnie jej dłoń, gdy przechadzali się alejką. - Obiecuję Cię za bardzo nie zmęczyć. No i nie marudzić. - dodał jeszcze, a potem zaczepili jakiegoś kolesia i zajęli się wybieraniem lodówki czy innej zmywarki.
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    29

    wiek


    za każdym razem, kiedy tylko na niego patrzę

    ZAJĘCIE


    serce pęka mi z bólu, rozpada się na milion kawałeczków

    UCZUCIA




      
    Sia
       Gallagher

      
    "And it's breaking over me a thousand miles down to the sea bed I found the place to rest my head...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-30, 17:30


    I takie podejście bardzo sobie ceniła! Bo dla odmiany miło było mieć w swoim życiu faceta, który nie był mężem, a jednak Sia mogła czuć się przy nim bezpiecznie. Bawić się, śmiać, swobodnie żartować. Nie przejmować się makijażem, ubiorem, rozczochranymi włosami. Nie zastanawiać się, czy jej zachowanie zostanie mylnie zinterpretowane i ktoś uroczy uśmiech błąkający się na jej twarzy potraktuje jako zaproszenie do bezwstydnego flirtu albo jeszcze gorzej, uzna je za zgodę do wepchnięcia w jej usta swojego języka. Nie wszyscy pojawiający się na jej drodze panowie to rozumieli, nie wszyscy się z tym zgadzali, a ona nie miała siły i cierpliwości, żeby po raz tysięczny to tłumaczyć. Właśnie dlatego tak bardzo się cieszyła, że ma Ziona. Respektował jej granice, do niczego nie zmuszał, nie naciskał. Inni tylko mogliby się od niego uczyć manier.
    “Masz szczęście, że kocham słodycze” zaśmiała się, w ten sposób ucinając temat wspomnianych przez niego mdłości, podpasek i innych, kobiecych bolączek. Zwłaszcza, że biedak pewnie jeszcze nie raz się nasłucha. W końcu znajdzie się taka, która go usidli, a on nim się spostrzeże, sam będzie tonął w pieluchach, znosząc ciążowe humorki swej wybranki. “A bo ja wiem, zabrzmiało to trochę tak, jakbyś kuchnię stawiał dla picu, a jedyne na czym Ci zależy to solidne blaty, znajdujące się na odpowiedniej wysokości, żeby… reszty się domyśl” zażartowała, szturchając go łokciem w żebra. Nie na tyle mocno, żeby zabolało, ale wystarczająco, aby odczuł jej jawną zniewagę.
    Przekomarzanie się z jej strony nie trwało jednak długo, bo kiedy tylko brunet wspomniał, że to ona go zainspirowała… momentalnie zrobiło się jej jakoś tak ciepło na serduszku, a jej twarz rozjaśnił promienny uśmiech. Posłała mu przeciągłe spojrzenie, a widoczne w jej oczach radosne iskierki wyrażały jedno - najprawdziwszą uciechę i dumę.
    “Okej, poddaję się. Oficjalnie zostałam kupiona” zaśmiała się głośno. “Z miłą chęcią przeprowadzę szkolenie. Nauczę Cię przygotowywać indyka i nie tylko. Kuchnia meksykańska, hiszpańska, włoska. Zrobimy sobie prawdziwą ucztę smaków” obiecała, uśmiechając się od ucha do ucha.
    Na wzmiankę o mikrofali wzruszyła jedynie ramionami, bo hej. Wszyscy na coś umrzemy, a kuchennego sprzętu nigdy nie za dużo. Rozumiała jednak to, że Sullivana ogranicza metraż jego mieszkania. Ona mając do dyspozycji cały dom, nie musiała tak bardzo obawiać się o to, że podczas urządzania zabraknie jej cennych centymetrów.
    “Może nie tyle szafki, co do samej obudowy, ale tak. Możesz wziąć mniejszą, czterdziestkę albo standardową, sześćdziesiątkę. Myślę, że ta pierwsza w zupełności Ci wystarczy. Lepiej wstawić zmywarkę codziennie niż przez trzy dni czekać aż się zapełni” pokiwała głową. Sama należała do tych dziwnych ludzi, którzy uwielbiają ręcznie myć naczynia. Nie wiedząc czemu, niesamowicie ją to relaksowało.
    Parsknęła słysząc o szelkach. Jakoś ciężko jej było uwierzyć w to, że Holden mógłby latać za nią z aparatem i robić zdjęcia, gdy paradowałaby w najbrzydszych spodniach światach, ale cóż. Mogła się mylić. Mąż nie raz i nie dwa - potrafił ją zaskoczyć. Pokręciła więc z niedowierzaniem głową. “Ale z Ciebie złośliwiec, no wiesz” oburzyła się na żarty. Po jej minie było jednak widać, że wcale nie ma mu niczego za złe. “Daj spokój, nie przejmuj się. Jak będę miała dość to zawinę się na dział materacy i utnę sobie krótką drzemkę. Kobiety z brzuchem raczej nie przegonią” zachichotała. “A skoro już tak sobie gadamy, opowiadaj co tam u Ciebie? Dawno się nie widzieliśmy, pewnie nazbierały się jakieś zaległości” podsunęła lekko.
     
    imię / nick:sashayaway / Hania
    multi:Hania!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    32

    wiek


    sprzedaje alkohol

    ZAJĘCIE


    i rozwiązuje spory

    UCZUCIA




      
    zion
       sullivan

      
    "S

      

      

      

      

      

      

    2020-08-30, 19:49


    Z tymi manierami to sam Zion pewnie by się nie rozpędzał, ale faktycznie, jeśli chodziło o utrzymywanie bezpiecznych granic i zachowywanie zdrowego rozsądku, to lepiej trafić nie mogła. Zresztą, sama Sia wywiązywała się ze swojej części umowy i respektowała narzucone zasady, także o porozumieniach nie mogło być mowy, a oni stanowili całkiem udany duet przyjaciół. Coś jak Pinkie i Mózg, tylko że raz na jakiś czas zamieniali się rolami. A tym razem Mózgiem była Gallagher.
    - Ała - syknął cicho, w teatralnym geście chroniąc się przed ewentualnym kolejnym ciosem ciemnowłosej i pokręcił głową. - Czyli to prawda, że kobietom w ciąży tylko jedno w głowie. Odnotowane - zaśmiał się z własnego żartu, ale nie był dla niej złośliwy, czy coś w tym stylu, więc mogła być spokojna o swój obraz w jego oczach. Nawet jeśli się nie znał, to przynajmniej próbował zrozumieć i wiedział, że to hormony, czy coś. - Ale nawet jeśli - dodał od razu, pokazując na nią palcem, jakby chciał jej nim pogrozić. - to nie zazdrość. Na razie nie ma żadnej kandydatki na testy - uśmiechnął się nieco, zaspokajając przynajmniej w części jej ciekawość. Bo przecież pytała o to, a nie o kuchnię, nie?
    Ucieszył się, kiedy tak radośnie przyjęła wcale nie tak wymagający komplement, no i przede wszystkim przystała na tę propozycję. Nawet jeśli kompletnie mu to nie pasowało i miałby się na dodatek okazać parszywym beztalenciem, to warto było spróbować, choćby po to, żeby potem... nie wiem, na tinderze sobie dopisać, że jest się aspirującym kucharzem, czy coś w tym stylu. To zawsze działa przecież.
    - Poszło łatwiej niż myślałem - odetchnął głośno w iście teatralnym geście i uśmiechnął się do niej całkiem czarująco. - Wystarczy, że dojdziemy do etapu, w którym nikogo nie otruję i przy okazji nie spalę chaty. A cała reszta to będzie... Sukces - postanowił trochę zastopować jej konie, bo kreśliła przed nim trudne zadania, ale w gruncie rzeczy to chyba nawet miał ochotę spróbować i Meksyku, i Włoch. Dla siebie.
    "Zmywarka - czterdziestka" - check. Tak do końca to nie wiedział, co miała na myśli, ale kilka minut później wszystko wyjaśni mu jakiś miły i łasy na jego pieniądze pan (Boże, co Ci ludzie mieli do tych jego pieniędzy ostatnio). Tworzona na wyświetlaczu iphone lista powoli zaczynała się więc zapełniać, choć to było zasługą tylko i wyłącznie Sii, dlatego mogła być pewna, że nawet na tym dziale z materacami by jej nie zostawił. Doceniał ją i to bardzo. - Może nawet Ci zapłacą? Wiesz, jako testerce? - podrzucił zabawnie brwiami do góry, a potem westchnął ciszej, gdy zapytała o niego. Mógł się tego spodziewać, ale liczył, że w ferworze walki uda mu się uniknąć spowiedzi. Sia jednak nie wybaczała. - No wiesz, po staremu i tak dalej - to musiała być jakaś standardowa formułka, po której brunetka spoglądała na niego w specyficzny sposób, a on wymiękał i zaczynał się rozgadywać. - Przychodzi do mnie ostatnio dziennikarka z radia... Do sklepu, żeby nie było, okay? - poprawił się natychmiast, dostrzegając cień zaczepnego uśmiechu na twarzy Sii i znów pokiwał głową. - No więc przychodzi do mnie ta dziennikarka i chce, żebym zrobił z nią jakiś wywiad w radio. Wiesz, o sklepie i w ogóle - wyjaśnił powierzchownie, zwierzając się z chyba najświeższego problemu, nie licząc może bóli w kręgosłupie albo niesubordynacji podopiecznych. - No ale spójrz na mnie. Ja - do radia? Proszę Cię. Co za pomysł - machnął ręką, mając nadzieję, że go poprze, jak przystało na dobrą przyjaciółkę i że zaproponuje odstraszenie krnąbrnej dziennikarki.
     
    imię / nick:Zion
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: