Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    29

    wiek


    let's have some fun, this beat is sick

    ZAJĘCIE


    I wanna take a ride on your disco stick

    UCZUCIA




      
    Hannah
       Mayfair

      
    "she's made of outer space and her lips are like the galaxy's edge and her kiss the color of a constellation...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-24, 17:29


    Na słowa Carlotty uśmiechnęła się tylko przebiegle, bo… Włoszka miała rację. A ona sama była przecież dziennikarką, specjalistką od zadawania trudnych i niewygodnych pytań. Nie powinna więc mieć jakiegokolwiek problemu z drążeniem tematu - świadomość czego nie tylko poprawiła jej humor, ale też przegoniła kłębiące się we wnętrzu jej głowy ponure myśli. Spojrzała więc na kobietę z wdzięcznością, układając usta w kształt małego serduszka. Nie wiedziała jak brunetka to robiła, ale… zawsze wiedziała co powiedzieć, jak do niej dotrzeć. A był to naprawdę wyjątkowy talent, bo z natury Hania nie była skłonna do zwierzeń i nie lubiła się uzewnętrzniać. Mari jednak za każdym razem udawało się coś z niej wyciągnąć. Może powinna poważnie zastanowić się nad zmianą ścieżki zawodowej i pracą terapeuty czy psychologa? Z ogromną łatwością wprowadzała bowiem ludzi w dobry nastrój.
    “Kochanie, myślę, że szaleństwa dostarczasz mu aż nadto. Wszystko wszystkim, ale na nudę u Twojego boku po prostu nie sposób narzekać” mruknęła, szczerząc się w uśmiechu. Brunetka miała charakter, była ognista, żywiołowa. Jeremiasz mógłby i poderwać pięć różnych kobiet, ale żadna (ani wszystkie na raz) nie zapewniłaby mu tylu wrażeń. Była tego pewna. Tillsley była absolutnie wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. “Zapewniam Cię, że nic takiego się nie stanie. Dohemy musiałby być skończonym głupcem, a serio… ten facet ma łeb na karku i TO spojrzenie, ilekroć tylko na Ciebie patrzy. Zresztą, jak raz spróbujesz szampana to nie wracasz do najtańszego wina z dyskontu. Porównanie może kiepskie, ale wiesz co mam na myśli. Jesteś pieprzoną boginią, Mari. Cholernym Ferrari. Piękna, mądra, seksowna. Konkurencja, co? Nie znam takiego słowa” dodała bojowo, podrywając się z miejsca w nagłym przypływie energii. “A teraz proszę skończyć ze smutkami i negatywnymi myślami. No już moja droga, głowa do góry, cycki do przodu. Dolej mi wódki, idziemy tańczyć” zawołała radośnie, w jakichś pięć sekund przechodząc z trybu zmęczona i skołowana do come mr. dj song pon the replay, come mr. dj won’t you turn the music up, który był zdecydowanie jej ulubionym ze wszystkich.
    “Oczywiście, że będę. Zabieram Emsi i Thomasa na falafele, a Ty w tym czasie zamykasz się z Jeremiaszem w sypialni i bawicie się we dwoje” skwitowała ze śmiechem, sięgając po leżący na ławce przenośny głośniczek i kilkoma wprawnymi ruchami, parując go ze swoim telefonem, a następnie puszczając swoją imprezową składankę, którą jakże by inaczej, rozpoczynała młodziutka Rihanna.
    “Och, naprawdę tak sądzisz?” zapytała, na moment rozpływając się w zachwycie. Nogi jednak same się jej rwały do tańca, to też nie było co przedłużać uczuciowej rozmowy w nieskończoność. “Wrócimy do tego tematu później, a teraz chodź. Może jak zakręcisz tyłkiem to panowie w końcu do nas wrócą” niczym mała dziewczynka wystawiła jej język, a potem złapała ją za rękę i pociągnęła do pozycji pionowej, w ten sposób poniekąd ją zmuszając, aby dołączyła do jej pijackich pląsów, bo… co to była za zabawa tańczyć w pojedynkę?
     
    imię / nick:sashayaway / Hania
    multi:Sia!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-08-24, 22:08


    Jeremiasz roztrząsał się nad melodramatycznością (czy też jej brakiem) profilu brata - do głowy by mu nawet nie przyszło ani obijanie mu mordy, ani rzucanie wściekłych spojrzeń. Sytuacja ich dylematów wyglądała trochę inaczej - on zdradził żonę, oszukał kochankę, dla której ostatecznie się rozwiódł, chociaż po drodze i tak zranił ją o wiele razy za dużo. Brandon był tylko rozdarty między dwoma kobietami, przy czym z żadną nie był związany. W tych okolicznościach nawet nie miał prawa krzywo spojrzeć na brata, bo skala moralnych rozterek sprzyjała jednak temu starszemu z Dohemych.
    - Uprzedzałem, że ta terapia będzie trudna - podniósł obie dłonie do góry w geście “przecież nawet jednym słowem nie obiecałem pocieszenia czy dobrych rad”. A jeśli Brandon do otrząśnięcia się potrzebował także terapii szokowej w formie fizycznej, to Jeremiah - oczywiście dla dobra brata! - mógł mu obić twarz i bez konkretnego powodu. Ale wtedy musiałby się liczyć z wściekłością pań przy ognisku, a to już mogło nie być takie przyjemne.
    Wydawał z siebie ciche pomruki, kiedy Brandon opowiadał o relacji z Elle, ale jeszcze nie przetrawił tego w swoim umyśle, żeby udzielić jakiejś konkretnej rady, dlatego uczepił się tego fragmentu, na który był w stanie odpowiedzieć bez większego zastanowienia: - O! I to jest ważna informacja, powiedziałbym nawet, że rozwiewa wszelkie wątpliwości i przechyla szalę zwycięstwa na stronę Hannah! Bo nie wierzę, że z nią też nie sypiasz. - Zebrało mu się na klaunowanie w bardzo słabym momencie, ale nie mógł się powstrzymać, żeby trochę dopiec bratu. Z drugiej strony sam wiedział, jakie trudne są wybory jeśli chodziło o relacje z kobietami, a szczególnie ponoszenie ich konsekwencji i niepewność nieznanego. Przeniósł wzrok na Brandona, który akurat w tym momencie zaczął ziewać. No serio? - Hej, hej! - poklepał brata po policzku niezbyt delikatnie, żeby go rozbudzić. - Nie śpimy! Jak tu zaśniemy, to te tam nas tu zostawią jak nic i będą bawić się same. Zasnąłem nie tak dawno temu na małej kanapie i przez cały dzień odczuwałem tego skutki. A w twoim wieku to już w ogóle chodziłbyś złamany przez tydzień. - Po twarzy szturchnął go znów w ramię, ale już wpadł w nastrój do przemyśleń przyszłości i odetchnął głęboko, bo mimo iż nie rozumiał do końca dylematu brata, tak sam zastanawiał się nad własnym życiem. - Dobra, sorry, na poważnie też umiem. Trudna sprawa. Musisz sobie odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: tęsknisz do tamtego życia czy do tamtej kobiety? - Jakby się zastanowić, Jeremiasz o tyle “tęsknił” do poprzedniego życia w małżeństwie, że miał od czasu do czasu z kim zostawić na dłużej dzieci, kiedy dały mu już tak popalić po dwóch tygodniach z nimi sam na sam, że jeszcze godzina w ich towarzystwie i by je pewnie rozszarpał. A tak dzieciaki spędzały czas z matką, a on ładował akumulatory na kolejne dwa tygodnie. Teraz nie miał takiego komfortu, chociaż nie zamierzał narzekać; przynajmniej nie na głos. Ale czy wróciłby do tamtych dni? Nigdy w życiu. - Eliza i Hannah to dwa różne światy. Elle jest matką twojej córki i zawsze będzie dla ciebie ważna, bo rozstaliście się przez trudności z Maevą. Łatwiej by było, gdyby któreś z was… - przerwał, bo chyba się zapędził. Sugerowanie zdrady Brandonowi albo Elle było jak proszenie się o kłopoty. Co nie zmienia faktu, że naprawdę łatwiej by było, gdyby któreś z nich złamało serce temu drugiemu. - Sam wiesz - wzruszył ramionami. - Hannah… to wolny duch. Nie znam jej za bardzo, ale widzę, że w jej towarzystwie zachowujesz się swobodnie. Takiego luzu w relacji z kobietą nie widziałem u ciebie nigdy wcześniej. No i Mari jej ufa. A skoro ona jej ufa, to ja też jej ufam, bo nie zaprzyjaźniłaby się z żadną wredną zołzą… - prawda? W razie gdyby jednak Hannah okazała się wredną zołzą, to Jeremiah zgoni to zapewnienie na alkohol. - Nie mówiąc już o tym, że wymyśliły intrygę, przez którą gadamy teraz ze sobą szczerze po raz drugi w ciągu kilku godzin. A to i tak więcej niż przez poprzednie trzydzieści lat. To nie mogą być złe kobiety. - Tylko czy my jesteśmy wystarczająco dobrzy dla nich…?, pomyślał patrząc w ciemną przestrzeń lasu przed sobą.
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-25, 09:17


    Spojrzała na przyjaciółkę z rozbawieniem, bo nie do końca chodziło że Mari nie dostarczała jemu szaleństwa a że w którym momencie stwierdzi, że nie to nie jest to czego oczekuje od życia. Kto raz zaznał wolności nie będzie chciał wrócić do stabilności, ale skoro Hannah była taka pewna tego wszystkiego to musiała uwierzyć jej na słowo. Nawet promiennie się do niej uśmiechnęła będąc wdzięczną za to, że gdy sama traciła wiarę w siebie to ona powodowała, że znów stawała się tą silną kobietą, której nie straszne żadne problemy. Jednak te porównania… Zaczęła się tak śmiać. Radośnie, szczerze, beztrosko.
    - Po pierwszym porównaniu byłam Ci w stanie uwierzyć, ale to… – machnęła ręką w powietrzu wyraźnie rozbawiona tymi komplementami. Już druga osoba mówiła jej, że jest boginią, Jeremiah również się tak do niej zwracał ale przecież Hannah też to widziała podczas ich tamtej nocy. – Jesteś wariatką wiesz? Jeszcze większą niż ja – kolejny uśmiech na jej twarzy, który skierowany był tylko dla niej. Niewiele myśląc przyciągnęła ją do siebie i mocno przytuliła chcąc chociaż w taki sposób podziękować za te piękne słowa. To Mari miała podnosić ją na duchu i obiecywać, że cała ta sprawa z Brandonem to na pewno jedno wielkie nieporozumienie i na pewno wszystko im się ułoży. Zamiast tego sama wpadła w gorszy humor a wszystko za sprawą, że jako jedyna z tego towarzystwa nic nie piła. To było dziwne, zazwyczaj Mari jako pierwsza polewała pierwszą kolejkę i szalała do białego rana. Teraz nie dość że odstawiła alkohol w każdej postaci to jeszcze ktoś musiał mieć oko na śpiące dzieci. – Brzmi to jak świetny plan. Ale musisz ich zabrać jeszcze do kina, dawno nie mieliśmy trochę czasu dla siebie, więc to może potrwać – poruszyła zabawnie brwiami i obserwowała jak Hannah podrywa się z miejsca, włącza muzykę i zaczyna tańczyć. Kolejny głośny śmiech wydobył się z jej ust i nawet klasnęła w dłonie zanim sama została poderwana na nogi.
    - Myślę, że musieliby jeszcze to widzieć. Ale cieszę się, że zacieśniają braterskie więzi, bałam się, że się pobiją i wylądują w jeziorze próbując się utopić – nie trudno było dać się porwać muzyce, nawet na trzeźwo. Mari uwielbiała wszystko co z tym związane; śpiewała, grała na gitarze, pisała własne piosenki i uwielbiała tańczyć. Nie trwało to długo gdy obie dały się porwać a Rihanna zmieniła się w jakąś latynoską piosenkę, do której obie kręciły biodrami, wygłupiając się i śmiejąc. Muzyka chyba w końcu zwróciła uwagę Panów, bo Jeremy wychylił się zza samochodu a Mari tylko zalotnie się do niego uśmiechnęła. – Długo będziecie tam tak smęcić? Ja wiem, że macie swoje lata na karku, ale może ruszycie tutaj swoje stare tyłki? – krzyknęła głośniej by oboje mogli ją usłyszeć. Czy Mari i Hannah naprawdę miały bawić się same?

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    29

    wiek


    let's have some fun, this beat is sick

    ZAJĘCIE


    I wanna take a ride on your disco stick

    UCZUCIA




      
    Hannah
       Mayfair

      
    "she's made of outer space and her lips are like the galaxy's edge and her kiss the color of a constellation...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-25, 21:57


    Właśnie na tym polegała ich przyjaźń. Gdy jedna z nich była zmęczona, zdołowana, zdezorientowana - druga robiła wszystko, aby pierwszą wyciągnąć z dołka. To było takie oczywiste, niewymuszone, naturalne. Ich znajomość może nie zaczęła się najlepiej, ale hej. W tej chwili nie miało to już żadnego znaczenia. Mari i Hania były dla siebie jak siostry. Wspierały się, pomagały. Kiedy trzeba było całowały w czółko i pacały po głowie, innym razem dawały sobie motywacyjne kopniaki w tyłek. Razem się śmiały, razem płakały. A podobne problemy i doświadczenia tylko je do siebie zbliżały. Sprawiały, że ich więź stawała się jeszcze głębsza, jeszcze bardziej znacząca.
    Kiedy na twarzy Włoszki pojawił się więc szeroki uśmiech, Mayfair pisnęła radośnie, bo w takich chwilach jak ta, wiedziała, że warto było się nagadać, że nie na darmo strzępiła sobie język. Jej motywacyjna pogadanka nie tylko poprawiła Tillsley humor, ale też tchnęła w nią nową energię i chęci do działania, co cieszyło ją niezmiernie, bo osobiście, nic nie było dla niej gorsze niż stagnacja. Z entuzjazmem pokiwała zatem głową, przybierając na twarz swój najbardziej pogodny wyraz. Życie jest za krótkie na smutki, czyż nie?
    “To Mari to najszczersza prawda. Koniec kropka” zaśmiała się, wystawiając brunetce język. Niby miała na karku niemalże trzydzieści lat, ale czasem zachowywała się jak mała dziewczynka. Zdaje się, że w przeciwieństwie do większości dorosłych, Hania nigdy nie straciła tej dziecięcej radości. Nawet, gdy było ciężko potrafiła zachować optymizm i hart ducha. “Wiem, słońce. I kiedyś przez to pewnie zakują mnie w kaftan, ale nie martwmy się teraz o to. Noc jest jeszcze młoda, alkoholu pozostało do wypicia sporo, a mi… a mi naprawdę bardzo chce się tańczyć” rzuciła lekko, opróżniając zawartość swojego kubeczka. Nie była już pewna po raz który, ale ilość spożytego alkoholu wystarczyła, aby przyjemnie szumiało jej w głowie, a świat wydawał się jakiś taki… weselszy.
    “Jasna sprawa. Dobre jedzonko, kino, plac zabaw. Oferuję pełen pakiet” odparła, w pewnym momencie łapiąc ciemnowłosą pod rękę i okręcając wokół jej własnej osi. A gdy ta z gracją zakończyła swój piruet spojrzała na nią z uznaniem, z trudem powstrzymując kolejny wybuch wesołości. Czy było coś, czego Carlotta nie umiała? Szczerze w to wątpiła.
    “Ja też się cieszę, bardzo. Gdyby tak jeszcze udało im się dogadać z Willem… byłabym przeszczęśliwa” nawet stan upojenia alkoholowego nie zwalniał jej z zamartwiania się o najmłodszego z braci. Wierzyła jednak w to, że skoro Brandon i Jeremiah odnaleźli nić porozumienia… powoli, powolutku, małymi kroczkami… całej reszcie też uda się dogadać. Nie od razu Rzym zbudowano.
    “Stare, ale bardzo seksowne tyłki. No chodźcie tutaj do nas, czekamy” dołączyła do nawoływań przyjaciółki, ani na moment nie przestając pląsać do rytmu, a gdy z głośników poleciało hips don’t lie nagle wstąpiło w nią prawdziwe, imprezowe zwierze - nie zastanawiając się ani chwili zdjęła zarzuconą na ramiona koszulę, przewiązała ją w talii jak prowizoryczną spódnicę i bez skrępowania zaczęła kręcić biodrami, uwalniając swoją wewnętrzną Shakirę.
     
    imię / nick:sashayaway / Hania
    multi:Sia!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    36

    wiek


    właściciel warsztatu samochodowego i wypożyczalni sprzętu wodnego

    ZAJĘCIE


    ---

    UCZUCIA




      
    Brandon
       Dohemy

      
    "Keep your face to the sunshine and you cannot see a shadow.

      

      

      

      

      

      

    2020-08-25, 23:46


    No tak, uprzedzał. Chociaż w zasadzie wcale nie musiał bo sugerując się stanem upojenia Jeremiasza - starszy Dohemy nie powinien raczej spodziewać się po nim mądrych rad, błyskotliwych uwag, czy racjonalnych argumentów. W sumie... Chyba też ich nawet jakoś bardzo nie potrzebował bo i bez tego zaczął mu się powoli udzielać jego głupkowaty nastój. Sklepany po twarzy wziął i dla odmiany to on zasadził bratu kuksańca w ramię, na tyle mocnego by boleśnie go odczuł. No co? Nazbierało mu się już dzisiaj.
    - Na pewno jest to jej ogromny atut. - skwitował tylko uśmiechnąwszy się pod nosem. Tym większy, że w łóżku była cudowna o czym jednak nie czuł potrzeby przy Jeremiaszu wspomnieć.
    - I uważaj sobie, smrodzie bo jak ci za te podśmiechujki skopię zaraz tę twoją chudą, błazeńską dupę to zostaniesz kaleką zanim jeszcze w ogóle tych "moich lat" dożyjesz. - i w sumie niewiele brakowało by spełnił swoją prośbę bo to co Jeremiah zasugerował mu zaledwie parę chwil potem dość mocno go wzburzyło. Najgorsze w tym wszystkim było to, że... skurczybyk miał rację. Gdyby jedno z nich silnie skrzywdziło drugie - zdecydowanie łatwiej byłoby im zerwać łączącą ich więź i to tak raz na zawsze. Skrzywił się więc tylko mimowolnie, a potem odstawił pustą butelkę gdzieś w kącie bagażnika (bo hej, Jeremiasz sobie sprzątnie) i podniósł z niego dupsko prostując zastałe kości. Wysłuchał też do końca jego monologu od czasu do czasu w delikatnej zadumie kiwając mu lekko głową.
    - W przypadku Hani jedno co wiem na pewno to to, że... nie chcę tego kończyć. Nie wiem, może to tylko chwilowe zauroczenie ale ona naprawdę pomaga mi zapomnieć o przeszłości i skupić się na tym co ważne. U jej boku wszystko wydaje się łatwiejsze, a problemy życia codziennego jakoś tak... przestają mieć znaczenie. - ewentualny związek powinien być jednak obopólną korzyścią, nie chciał by pomyślała że jest z nią po to by zapomnieć o byłej. To naprawdę było coś więcej, po prostu było jeszcze za wcześnie by mógł określić to mianem jakiegoś głębszego uczucia. - Dzięki niej czuję, że znowu żyję. - a że stał teraz przed bagażnikiem to i mógł zerknąć kątem oka na bawiące się w najlepsze w obozowisku dziewczyny. Chyba czas zmienić lokum, tam panują ciekawsze nastroje. O nawet ich wołali.
    - Wariatki... - mruknął w rozbawieniu pod nosem. Oby tylko dzieciaki Jeremiasza miały mocny sen bo przyjdzie im je jeszcze bawić po nocy. - Kiedy ty nazywasz mnie staruszkiem to jedno ale kiedy zaczyna robić to twoja kobieta to już chyba znak, że trzeba jej pokazać kto z tego towarzystwa jest tutaj prawdziwym królem parkietu. - tak naprawdę to wcale nie on bo tancerzem był raczej bardzo przeciętnym, a alkohol we krwi niczego nie ułatwiał (przynajmniej jeśli chodzi o koordynację ruchową). Tak czy siak skinął głową do brata zarządzając powrót, a kiedy byli już całkiem blisko tanecznym krokiem wbił się między pląsające panie. Oczywiście zaraz niemalże przylgnął do pleców Mayfair bo tak ładnie wywijała bioderkami, że nie sposób było się oprzeć... Poza tym co tu ukrywać? Jeśli chodzi o taniec - grinding zawsze wygrywał wszystko.
     
    imię / nick:---
    multi:Elias, Riley
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-08-26, 20:46


    Typowo braterskie utarczki, bez których by się oczywiście nie obeszło. Zapomniał w tym wszystkim, że miał trzymać język za zębami przynajmniej do końca dzisiejszego dnia, ale obaj w żyłach mieli już odpowiednią ilość promili, żeby nie rozpamiętywać takich niuansów. Być może dlatego Jeremiasz zareagował przesadnie na uderzenie brata. I do tego pocierając obolałe miejsce prawie palnął: Sam sobie uważaj! Jak powiem mamie, że mnie pobiłeś, to wyrzuci cię z domu na zbity pysk! Zawsze byłem jej ulubionym dzieckiem!, ale ostatecznie parsknął tylko śmiechem. Powstrzymał jednak dalsze komentarze, bo zrobiło się już poważniej i - co tu dużo mówić - śmieszki nie pasowały do poruszanych tematów.
    Powaga jednak długo się go nie trzymała. Po alkoholu miał tendencję do wpadania w jeden konkretny typ nastroju - raz był chamsko-agresywny, innym razem nostalgiczny, a pech chciał, że tym razem zebrało mu się na śmieszki, dlatego po wysłuchaniu tego, co Brandon miał do powiedzenia, znów podjął lekko: - No to korzystaj, korzystaj! Bliżej ci już do grobu, niż młodzieńczych szaleństw, więc to ostatnia szansa, żeby wziąć coś dla siebie od życia, zanim zwyrodnienie kręgosłupa odbierze ci nie tylko władzę w stawach! - palnął nie przemyślawszy wcześniej swoich słów i odruchowo schował twarz za ramieniem, żeby znów nie oberwać za głupie gadki.
    - Była cheerleaderką na lodzie, nie masz przy niej szans! - zawołał za bratem, który już zdążył się oddalić od samochodu. Jeremiasz za pamięci sprzątnął tę butelkę zostawioną przez Brandona - przez chwilę nawet zastanawiał się, czy nie podrzucić im czegoś w ramach odwetu do namiotu, ale po pierwsze: był już na to trochę za stary, a po drugie - i ważniejsze - jutro wszyscy by wiedzieli, że właśnie on dopuścił się tego niewinnego żarciku i obie panie jak nic wysuszą mu za to głowę. Gra niewarta świeczki. Najwyżej w dzień podpuści do czegoś Thomasa. Albo Emily - jej chyba wszystko puszczą płazem. Świetnie, świetnie. Grunt to w odpowiedni sposób wykorzystać urok córki!
    Zabrał koce z bagażnika, ale wracając do ogniska doszedł do wniosku, że są wcale niepotrzebne, bo dziewczyny skutecznie podgrzewały atmosferę swoimi wdziękami. Odłożył okrycia na wolne krzesło i sam oblizując usta wykrzywione w szelmowskim uśmiechu zbliżył się do tańczącej Mari. Oplatając ją w talii dopasował się do jej ruchów. Zwykle był przeciwnikiem okazywania sobie mniej lub bardziej intymnych czułości przy publiczności, ale pozostałej dwójce to w niczym nie przeszkadzało, a alkohol poluzował hamulce także u niego. Po jednym czy drugim piruecie w wykonaniu Mari złączył ich wargi w gorącym pocałunku, a dłońmi zsunął napastliwie do jej pośladków. Wystarczająco długo robił za tego względnie przyzwoitego, a cierpliwość nigdy nie była jego mocną stroną.
    W którymś momencie mooooże przez przypadek wpadł na brata i równie przez przypadek niechcący popchnął go w stronę ogniska. Oczywiście nie na tyle, żeby jego tyłek wylądował w środku żaru, ale z cichą fascynacją obserwował koordynację ruchową brata w duchu obstawiając - wpadnie/nie wpadnie? Nie wpadł! Jeremiah nie był rozczarowany. Wystarczyło, że osiągnął to, co chciał - Brandon zrobił kilka chwiejnych kroków w kierunku ogniska. - Oj, chyba moja wina, przepraszam! - rzucił niezbyt szczerze. Ale hej! Był przecież pod wpływem, a to wystarczające usprawiedliwienie! - Hania, polecam ci go zgarniać na namiot, póki nie zaczął odprawiać szamańskich tańców nad ogniskiem. Ostatnim razem nie skończyło się to dobrze, a dzisiaj wolałbym uniknąć nieprzewidzianych wypadków. - “Ostatnim razem” też go wepchnął na palenisko. Z tym, że sam się potknął i odczuł to boleśniej od Brandona, ale cóż, czasem trzeba było ponieść konsekwencje swojej głupoty. A Jeremiasz niestety niezbyt często uczył się na swoich błędach. Tym razem jednak miał swój cel w wygonieniu brata i Hannah - oni mieli swój własny namiot, Jeremiah z Mari zostali rozdzieleni między dwa namioty “dziewczyn” i “chłopaków”, a ponieważ nie mogli odejść za daleko od obozowiska, w razie gdyby któreś z dzieciaków się obudziło, jedyną opcją na odrobinę prywatności było pozbycie się tamtej dwójki. Mrugnął do Hannah porozumiewawczo przyciągając Mari jeszcze bliżej siebie, ale nie spodziewał się, żeby jedno czy drugie oponowało przed takim rozwojem wydarzeń.
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-28, 09:20


    Klasnęła z zadowoleniem w dłonie bo była pewna, że Hannah sprawi się wyśmienicie w roli jednodniowej niani a oni będą mieli trochę czasu dla siebie. Nawet najlepszy ojciec, którym niewątpliwie jest Jeremiah, musi zrobić sobie wolne i totalnie się zrelaksować. A Mari na pewno mu w tym pomoże, więc na jej twarzy pojawił się chytry uśmiech, bo już miała na to plan. Na wspomnienie o Willu, zresztą kolejną dzisiejszego dnia, chciała zapytać przyjaciółki o co tak w ogóle chodzi między braćmi. Bo Jer i Brandon dogadywali się w miarę dobrze, nawet jak na rodzeństwo które za sobą nie przepada nie było tego widać, ale skoro oboje mieli problem z najmłodszym bratem… Skomplikowana rodzina. Niestety zanim zadała pytanie staruszkowie w końcu ruszyli się z miejsca i ku uciesze dziewczyn poczuli ten imprezowy klimat.
    - Czyżbyś się stęsknił? – zaśmiała się czując dłonie mężczyzny wokół jej talii. Przez chwilę zastanawiała się co stało się z jej mężczyzną i kiedy zdążyli go podmienić, bo nie przypominał samego siebie. W dobrym słowa tego znaczeniu. Był czuły, tryskał dobrą energią i nawet obecność jego brata nie powodowała spięcia jego mięśni. Naprawdę cieszyła się, że ten wyjazd ułożył się tak dobrze a oni mogli cieszyć się wolnym czasem, zwłaszcza dopóki dzieci spały. Gdy Jer otulił ją swoimi ramionami zapomniała o otaczającym ją świecie, zresztą działo się tak za każdym razem gdy byli razem. Kącik jej ust uniósł się ku górze gdy napotkała jego spojrzenie w którym widziała te niegrzeczne iskierki. Gdyby stała przodem do drugiej pary pewnie machnęłaby ręką by pogonić ich do ich namiotu albo jakiś spacer. Chociaż nie, biorąc pod uwagę ich upojenie alkoholem bezpieczniej było gdyby nie wybierali się na nocne wycieczki po lesie. Odwzajemniła pocałunek zaciskając swoje palce na materiale jego koszulki, przez chwilę go przy sobie zatrzymując. I z rozbawieniem obserwowała te braterskie przepychanki, bo dokładnie tak powinni się zachowywać. Rodziny się nie wybiera, ale ostatecznie to na nią zawsze można liczyć, więc gdzieś w pamięci zanotowała sobie by pomóc Hannah w pogodzeniu ich z najmłodszym bratem. Kto by pomyślał, że te dwie kobiety będą miały taki zbawienny wpływ na ich rodzinę. Korzystając z tego, że Jeremy nabijał się z Brandona, sięgnęła po jeden koc którym się otuliła i ponownie podeszła do mężczyzny, otulając go swoimi ramionami. – Chodź, mam ochotę pomoczyć stopy w jeziorze – uśmiechnęła się zadziornie, bo nad brzegiem jeziora będą mieli trochę prywatności i spokojnie będą widzieć namioty w których śpią dzieci. A później, po nocnej kąpieli w jeziorze będą mogli ogrzać się przy ognisku, co było nie tylko miłe ale cholernie romantyczne.

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    29

    wiek


    let's have some fun, this beat is sick

    ZAJĘCIE


    I wanna take a ride on your disco stick

    UCZUCIA




      
    Hannah
       Mayfair

      
    "she's made of outer space and her lips are like the galaxy's edge and her kiss the color of a constellation...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-30, 16:57


    Z ogromnym entuzjazmem przyjęła pojawienie się obydwu panów. Co pewnie, po części napędzane było tym przyjemnym szumem w głowie i wypitym alkoholem, po części zaś faktem, że chyba się za nimi dwoma po prostu stęskniła. Lubiła ich - z wiadomych powodów o wiele mocniej starszego - a przebywanie w ich towarzystwie było takie wesołe i swobodne. Zwłaszcza, gdy miała Mari u boku i we czwórkę mogli się razem śmiać, bawić i żartować. Muzyka więc w najlepsze grała, a z jej twarzy ani na moment nie schodził przepiękny uśmiech. Ba, pewnie jedynie się poszerzył, gdy Brandon położył ręce na jej biodrach i przyciągnął ją do siebie, pozwalając na to, aby bezwstydnie ocierała się tyłkiem o jego podbrzusze. Całe szczęście - dzieci już spały, bo gdyby wciąż biegały wokół ogniska… no naprawdę kiepska byłaby z niej ciotka, a tak? Pozory zachowane!
    Kątem oka dostrzegła, że Carlotta i Jeremiasz również przesadnie się nie krępują, oddając mniejszym i większym czułościom, co było dla niej jak wyraźny sygnał, że to odpowiedni moment, aby złapać swojego faceta za rękę, zaprowadzić do obozowiska i zrobić to, do czego zabierali się od dobrych dwóch godzin, a czego ze względu na osobistą kulturę zrobić okazji jeszcze nie mieli. A jeśli w jej głowie wciąż były jeszcze jakieś wątpliwości, młodszy Dohemy szybko je rozwiał. Spojrzała więc tylko na niego z wdzięcznością, zaśmiała się pod nosem, a potem pożegnawszy się z przyjaciółmi, chwyciła Brandona za dłoń, splatając ze sobą ich palce, a potem cicho, po cichutku, starając się nie narobić jakiegokolwiek hałasu, wślizgnęli się do swojego namiotu, a Hania nie chcąc tracić ani minuty dłużej, bez zapowiedzi wpiła się w usta mężczyzny, łącząc je w głębokim, namiętnym pocałunku, który to zapoczątkował nerwowe zrywanie z siebie ubrań, roziskrzone spojrzenia, przyspieszone oddechy i te przyjemne dreszcze, przebiegające wzdłuż kręgosłupa.
     
    imię / nick:sashayaway / Hania
    multi:Sia!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: