Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-07-13, 22:00


    Była niemiłosiernie wdzięczna policjantce, że nie maczała palców w sprawy jej rodziny. Gdyby Drake wpadł miałaby powtórkę z rozrywki. Społeczny ostracyzm do momentu uprawomocnienia się wyroku i ucieczka do nowego miejsca. Pocieszające chociaż jest to, że poza Drakem nikt więcej nie trudni się brudnymi interesami, więc na Deep Lakes skończyłoby się uciekanie. Lepiej jednak dla wszystkich byłoby, żeby Drake do końca cieszył się wolnością. Ostatnie czego chce, to widzieć brata w pomarańczowym kombinezonie. Widok ojca w tym wydaniu kompletnie miażdży jej psychikę. Widok brata rozjechałby ją po całości. Przez to wszystko nieufna zazwyczaj Si, ufała Electrze chyba do granic możliwości. Nawet jeśli faktycznie już nie miały czasu na paplanie o tyłkach facetów i wspólne wypady do klubów, bo każda miała swoje życie i swoje problemy.
    Zaśmiała się słysząc o przebraniu klauna. Sytuacja była poważna jak każde przestępstwa, ale oprawa nomen omen komiczna. –To jak czerwony kombinezon i maska Salvadora Dalego w „Domie z Papieru” – stwierdziła i pokręciła głową. Ludzi serio ogranicza tylko ich wyobraźnia. Nic więcej. Chociaż myślała, że przebieranki spotykane są tylko w filmach, albo serialach. Szybko powaga do niej wróciła, bo Electra zapewniła, że zostanie wysłany w nocy patrol w tej sprawie, co zrzuciło kamień z serca kobiecie. Nawet przyłożyła dłoń do klaki piersiowej i odetchnęła na tą wiadomość. Słysząc prośbę uśmiechnęła się delikatnie, rozumiała kobietę, w końcu też tak jakby była matką tyle, że dla młodszego rodzeństwa. –Spokojnie, mam pięcioletniego syna. Już nie spieszno mi do ryzykownych wybryków, aczkolwiek skok ze spadochronem nadal mam niezaliczony. – odpowiedziała próbując nieco rozładować sytuację. Zamknęła klapę laptopa i wsunęła go do torby. –Poza tym, bałabym się w takiej sytuacji nawet psy tam same zostawić. Nie wiem co to za psychol, a jeśli byłby wstanie skrzywdzić zwierzę, to człowieka tak dwa razy. – skrzywiła się na stwierdzenie, ale cóż, taka była prawda.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    pracuję w policji, wychowuję dzieci

    ZAJĘCIE


    i nie mam czasu żeby oglądać się wstecz

    UCZUCIA




      
    Electra
       Reeves

      
    "zbuduję ci dom, będziesz miała schron, taki szałas na hałas

      

      

      

      

      

      

    2020-07-15, 13:21


    U Electry poczucie sprawiedliwości i potrzeba wprowadzania ładu społecznego były silniejsze, niż osobiste sympatie – ale póki nie miała rzeczywistych przesłanek, żeby wnikać w życie Marshallów, nie robiła tego. Wiedziała jednak, że, jeśli któregoś dnia na Drake’a wpłynie jakiś donos lub zostanie przyłapany na gorącym uczynku – ona pomoże, ale śledztwu, a nie jemu. Generalnie uważała narkotyki za świństwo, a ludzi, którzy nimi obracali, za zwyczajnie chciwych i żywiących się nieszczęściem innych. Zadziwiało ją, że istnieją osoby, które chcą pchać się w ten biznes i nie mają żadnych wyrzutów sumienia. Najprawdopodobniej jednak to tylko kwestia wychowania i zdobytego zawodu. Gdyby miała ojca dilera, a nie policjanta, może dzisiaj też trudniłaby się uzależnianiem niewinnej młodzieży. Cóż, przynajmniej Sicily prowadziła legalny biznes i Electra mogła się z nią zadawać bez wyrzutów sumienia. Może nawet powinna ją wyciągnąć na jakąś kawę, żeby nieco powspominać szkolne lata i wyciągnąć z niej najnowsze ploteczki. Reeves już nieco wypadła z obiegu i nie miała pojęcia kto, z kim, gdzie i kiedy.
    - Dokładnie. Tylko że my mieliśmy najprawdziwszego pajaca, wiesz, z rudą czupryną, czerwonym nosem i w kolorowych gaciach. Zero powagi – wyjaśniła z rozbawieniem. Tęskniła za sprawami z Prince George. Tam coś się działo, tam miała dużo do roboty, wszystko było jakieś ciekawsze i bardziej… żywe. Tutaj rozwiązanie jednej zagadki ciągnęło się miesiącami. Zupełnie tak, jakby czas w Deep Lakes płynął inaczej. I jakby to miasteczko zostało w ogóle wyrwane z Kanady i pozostawione w jakiejś niezależnej od nikogo i niczego przestrzeni. - Skok ze spadochronem to całkiem niezłe doświadczenie. I o wiele mniej ryzykowne, niż prowadzenie prywatnych śledztw – zaśmiała się, odkładając płytkę na brzeg biurka i naklejając zaraz na nią kolorową karteczkę z jakimś krótkim opisem. - Coś w tym jest. W każdym razie – zajmiemy się sprawą, myślę, że to nie będzie trudne. Zaczniemy od patrolu, jeśli nie będzie efektów, pewnie popytamy w dzielnicy, czy nikt nie widział nikogo podobnego i czy facet nie załapał się na inne monitoringi. Będę cię informować. Tamten numer jest aktualny? – upewniła się, bo w zasadzie doszła do wniosku, że bardzo dawno nie kontaktowała się z Sicily. - Może po wszystkim wyskoczymy na jakąś kawę? – zaproponowała, bo chyba należało ten stracony czas choć troszkę nadrobić.
     
    imię / nick:moonie#9386
    multi:Grace, Aurora, Emerald
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-07-22, 19:55


    Sicily również potępiała te gówno, którym handluje jej brat, a wcześniej robił to ojciec. I to już nie przez to, że jest to zaraza wśród młodzieży, a przez to, że te kolorowe tabletki i białe proszki zwyczajnie spieprzyły koncertowo jej dzieciństwo. Bo prawda jest taka, że klientami nie są dzieciaki w wieku 14 lat, a podlotki, które odpowiadają same za siebie. Tak było w Ottawie i tak jest tutaj. Mimo wszystko, będzie kryć brata do ostatniej chwili. Brata ma się tylko jednego, a ten wystarczająco nastawiał karku, tylko po to, by ona i jej matka miały wygodne życie. Jest mu to winna i tyle.
    -Boże, cały czas powtarzam, że nie powinno się łączyć takich elementów jak te cyrkowe pajace z przestępstwami. Dlatego nie oglądam wiadomości, ani nawet nie słucham. Jak ja potem mam dziecku tłumaczyć, że myszka w Disneylandzie nie chce mu zrobić krzywdy? – uniosła brew i mimo wszystko zaśmiała się z wizji Noaha bojącego się Myszki Miki. W sumie, czasem jak obiją jej się o oczy takie wiadomości, to cieszy się, że Deep Lakes jest na tyle leniwe, by wydarzeniem historycznym było morderstwo burmistrza. Żadnych napadów, psychopatów przebranych za pajaców, czy postacie z bajek.
    -Wiem właśnie i dlatego chcę spróbować – przyznała ożywiona na słowa policjantki. Zawsze gdy mówiła o takich ryzykownych zachciankach, to budziła się w niej ta dziecinna fascynacja adrenaliną. – Z tym, że zaraz w głowie pali mi się lampeczka, że mam dziecko i co będzie jak spadochron się nie otworzy, albo inne cholerstwo się stanie? – westchnęła ciężko i wydęła usta w podkówkę. O ile sumienie pozwalało jej chodzić na imprezy, to troszeczkę ją blokowało, jeśli chodzi o takie wymysły.
    -Tak, ten sam odkąd pamiętam. Wszystko przez to, że mam słabą głowę do cyferek. – uśmiechnęła się i puściła kobiecie oczko. No cóż, już w liceum było to widać, kiedy na matmie przy liczbie pi zatrzymywała się na pierwszej cyfrze po przecinku.
    -O, chętnie. Dawno nie miałyśmy okazji pogadać o wszystkim i niczym, czy nawet powspominać stare, dobre czasy – przyznała z odrobiną zakłopotania w głosie, bo zawsze jeśli chodziło o zaniedbanie relacji, to miała wrażenie, że to jej wina. Nie chcąc zabierać Elce cennego czasu, podniosła się z miejsca i zapewne podziękowała miło za poświęcenie kilku chwil i zajęcie się sprawą, po czym prowadzona przez kobietę wyszła znów na poczekalnię, gdzie oddała te wszystkie plakietki.
    2xzt
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    17

    wiek


    uczę się / dorabiam

    ZAJĘCIE


    przyjmijmy, że nie mam serca, ok?

    UCZUCIA




      
    Edith
       Vance

      
    "bad decisions made with good intentions are still bad decisions

      

      

      

      

      

      

    2020-08-21, 21:28


    #1

    Być może powinna poczekać, aż wszystko potoczy się tak, jak miało się potoczyć - oficjalną drogą urzędową, z zachowaniem wszystkich należnych procedur. Zostawić to w rękach prawnika matki, który w pewnym sensie był teraz również jej prawnikiem, w dodatku pomógł jej z domknięciem tej części formalności, o których nie myślała, pilnując pogrzebowych. Usiąść na dupie i nie myśleć, po prostu zdać się na Jim'a, jak mama ze wszystkim, co dotyczyło rozwodów. Cały problem był z siedzeniem w miejscu, łażeniem po pokoju w wynajętym mieszkaniu i odbijaniem się od ścian. Minęło trochę czasu. Dość, najpewniej, by żyjący krewny zapoznał się z postanowieniem sądu ustanawiającym go jej prawnym opiekunem. Nie była w szoku, oceniała swoją zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji jako prawidłową - na tym polu nawet psycholog, z którym naturalną koleją rzeczy przyszło jej rozmawiać któregoś ze zlewających się ze sobą dni po śmierci matki nie dopatrzył się uchybień - i nawet, jeśli nie dała nikomu okazji, by podjąć próbę wyperswadowania jej tej decyzji, to przecież nie zniknęła bez słowa. Na którymś z postojów zdążyła nawet rozmówić się z Jimem, kolejny raz z rzędu zapewnić, że wszystko w najlepszym porządku. Samochodem z Toronto do Vancouver było ponad dwa tysiące mil. Ze czterdzieści godzin jazdy. Z Vancouver do Deep Lakes, z którego uciekła jej matka, wyrywając się w wielki świat, kilka kolejnych. Podzieliła sobie podróż na etapy, rozplanowała postoje, wydatki, wszystko, co było jej potrzebne zgarnęła do samochodu - i tych parę dni, które zeszły jej na pokonywaniu tego dystansu, zdecydowanie mogła uznać za dobre. Droga nie pozwalała na brak skupienia i błądzenie myślami gdzieś daleko. Nocowała w motelach.

    W Deep Lakes znalazła się w godzinach, w których normalni ludzie tkwili w pracy. Miała za sobą jakieś sześć godzin za kółkiem, marzyła o zjedzeniu czegoś bardziej treściwego, niż kanapki, a skierowała się, cóż za zaskoczenie, na komisariat. Tam pracował. Miała imię, nazwisko i adres. Szukanie dokładnego miejsca, w którym mieszkał Logan Smith, z uwagi na porę zostawiła sobie na później. Nie zastałaby go przecież, jeśli jego życie miało choć pozór regularności, tą zaś zawsze kojarzyła z pracą. No i komisariat było jednak łatwiej znaleźć. Zaparkowała przepisowo. Kilka minut spacerku dla rozprostowania nóg później, w myśl zasady "koniec języka za przewodnika" była już w środku. Bez oczekiwań, planów, wyobrażonej wersji spotkania, za to z kopią sądowych papierów w zabranej ze sobą teczce. Chyba chciała sprawdzić, jak daleko doprowadzi ją jego nazwisko. Doprowadziło do sali przesłuchań, chwilowo pustej i niezajętej. Którą, swoją drogą, obserwowała od środka ze sporym zainteresowaniem - do tej pory widywała je najwyżej w serialach. Zajęła krzesło pozwalające przyglądać się szybie - i czekała, zgodnie z tym, co jej polecono. A to już było dużo, i wynikało najpewniej ze zwykłej ludzkiej życzliwości, na którą odpowiedziała bladym uśmiechem. Starała się, naprawdę się starała, wyglądać tego dnia trochę mniej niż zwykle jak burzowa chmura.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    36

    wiek


    Pan policjant porządku pilnuje

    ZAJĘCIE


    Praca

    UCZUCIA




      
    Logan
       Smith

      
    "Give it up boy, give it up or you're gonna die...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-21, 22:12


    #2 Jak umilić sobie dzień w pracy...

    Spokojnie spacerował po komisariacie popijając kawę, nie to, że się opieprzał, tylko akurat dzisiejszy dzień należał do wyjątkowo spokojnych, więc gdy tylko zakończył papierkową robotę, to mógł zrobić sobie chwilę przerwy. Niestety ta długo nie potrwała, zdążył tylko opuścić stołówkę wraz z kubkiem gorącego napoju i już został napadnięty przez jedną z koleżanek.
    - Fuck… - cicho skomentował to, że ktoś czeka na niego w jednym z pomieszczeń. Chociaż na pewno żadne przesłuchanie to nie było, gdyż dostałby do ręki od razu kolejną stertę papierów. Chcąc nie chcąc ruszył w stronę pokoju, gdzie owa osoba miała na niego czekać, nie wiedział nic, po za tym, że jest to jakaś młoda dziewczyna.
    - Sierżant Logan Smith – przedstawił się wchodząc do pokoju przesłuchań – ponoć pani chciała się ze mną widzieć?
    Była to standardowa formułka jaką rzucał, gdy widywał się z kimś służbowo, ze świadkami, a to z pokrzywdzonymi. Dziewczyna niepokojąco kogoś mu przypominała, ale to na pewno nikt ,kogo znał dobrze, a może jednak? Być może gdzieś widział młodą damę, gdy przesłuchiwał parę miesięcy temu kilku uczniów z pobliskiego liceum w związku z jedną ze spraw? Nieee… Ona była podobna hmm… do jego byłej małżonki, ale to raczej nie możliwe, tamta zapadła się pod ziemię zaraz po rozwodzie, a po drugie była ze dwadzieścia lat starsza od dziewczyny, no i niższa.
    Zajął krzesło naprzeciwko dziewczyny – W czym dokładnie mógłbym pomóc?
     
    imię / nick:Turbo
    multi:x
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    17

    wiek


    uczę się / dorabiam

    ZAJĘCIE


    przyjmijmy, że nie mam serca, ok?

    UCZUCIA




      
    Edith
       Vance

      
    "bad decisions made with good intentions are still bad decisions

      

      

      

      

      

      

    2020-08-21, 23:17


    Żadnego splatania przed sobą rąk. Mowa ciała była ważna, a zależało jej dzisiaj, żeby wyglądać tak przyjaźnie i nieszkodliwie, jak to tylko możliwe. Cudów nie zdziała, ale jeśli coś tam u góry słuchało modlitw, to młodej naprawdę by się teraz przydało uwzględnienie tej o dobre pierwsze wrażenie. Denerwowała się. Bardzo. Bardziej, niż myślała. Odstawiła teczkę na stół i na dźwięk głosu poderwała się z miejsca. Oczy, niebieskie z wyraźną ciemną obwódką wokół tęczówki, świdrowały wchodzącego do pomieszczenia mężczyznę wyjątkowo uważnym spojrzeniem. Miał podobne. Chyba nie powinna aż tak się na niego gapić. Co się, o zgrozo, mówi w takich chwilach?
    - Tak, chciałam. Znaczy dalej chcę. Tylko to długa i poplątana historia - parsknęła nerwowo, przerywając potok słów na chwilę niezbędną dla zaczerpnięcia oddechu.
    - Edith Vance - kontynuowała niemal natychmiast, odpowiadając na przedstawienie się własnym imieniem i nazwiskiem. Ugryzła się w język na tyle, żeby nie kiwnąć głową i nie wymamrotać, że imię i nazwisko się zgadza. Choć przecież kusiło. Trochę. W nerwach język młodej Vance żył tak jakby własnym życiem i proponował, by wypowiedzieć na głos różne nie do końca przemyślane głupoty. Opadła na krzesło, ciężko, bez wdzięku matki. Wysoka, patykowata, raczej nie mogła rywalizować z Lauren urodą, ale podobieństwo i tak było dostrzegalne.
    - Mogło być gorzej. To tak na pocieszenie, słowem wstępu - chyba jednak nie ugryzła się w ten język wystarczająco skutecznie - na pewno nie są to najbardziej składne pierwsze słowa, które słyszy się od córki, i taka informacja to z pewnością w życiu mężczyzny jest jakiś szok, może być nieco zaskakująca - przesunęła teczkę w jego kierunku, nie przerywając wypowiedzi - ale z pozytywów, to największą część tego szoku powinna już dawno załatwić dokumentacja. Odbierasz sądową korespondencję, prawda? Odbiera pan? Jeszcze nie wiem, jak się do ciebie zwracać, na takie okazje powinni rozdawać instrukcje.
    I zamilkła. Istotnie, mogło być gorzej. Mogła, dajmy na to, spaprać to trochę bardziej. Elokwencję i obycie diabli wzięli, zostawał chyba tylko słowotok. Aż dziwne, że nie wkradł się w to wszystko wesoły-niewesoły, suchy jak pustynia żart o tym, że przynajmniej etap pieluch to już przeszłość, bo dziecko mu się trafiło od razu odchowane.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    36

    wiek


    Pan policjant porządku pilnuje

    ZAJĘCIE


    Praca

    UCZUCIA




      
    Logan
       Smith

      
    "Give it up boy, give it up or you're gonna die...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-22, 00:06


    Taaak, ta młoda dama zachowywała się bardzo dziwnie, Kanadyjczyk już nawet zaczął podejrzewać, iż jest pod wpływem jakichś substancji psychoaktywnych, w końcu to dość popularne wśród młodzieży.
    - W takim razie, słucham - położył telefon na stole, który właśnie zaintonował nadejście SMS-a, od nowej partnerki z pracy. Tak, dziewczyna się przedstawiła, czego wymagała grzeczność, a on jakoś zakodowane miał dziwnym trafem nazwisko w głowie – Lauren? – rzucił cicho. Przez jego głowę przebiegł miliard myśli i obrazów. Tak, jego była małżonka nosiła takie nazwisko panieńskie zanim się pobrali, no i ponownie gdy się rozwiedli, no i tyle ją widzieli. Dlatego ta osoba wydawała mu się znajoma.
    Gorzej? Przebiegło mu przez myśl, zaś gdy dziewczyna zaczęła dalszą część swojego wywodu, jego twarz zdawała się bardziej przybierać barwę kredy, co musiało wyglądać śmiesznie na tle czarnych ścian sali przesłuchań. Zresztą, jej słowa mało co do niego docierały, był w takim jakby szoku.
    - Co jaka córka? No znałem Lauren, więc chyba jesteś, no… eee… jej córką… Jaka korespondencja? Jakie instrukcje? – z jego ust zaczął płynąć potok słów. Dopiero po chwili zauważył teczkę, która to przesunęła się w jego kierunku. Otworzył i zerknął, a jego twarz coraz bardziej przypominała ścianę oddziału psychiatrycznego w szpitalu. Jakieś tam papiery, których to miał wystarczająco dużo w pracy, ale te były dziwne. Akt urodzenia, a w nim dane dziewczyny, jej matki i jego. Wróć, skąd u licha wziął się tam Kanadyjczyk? W rubryce ojciec było wypisane czarno na białym: Logan Smith. Rzucił okiem na kolejne strony, a tam w cale nie było lepiej.
    - Ustanawia się jako prawnego opiekuna małoletniej Edith Vance, Logana Smith – ojca… - czytał pod nosem. Gdyby ktoś mu teraz zrobił zdjęcie, to miałby na nim bardzo głupią minę, takiego karpika. Spojrzał jeszcze raz na akt urodzenia.
    - Fuck… Ale skąd? Jak co? Gdzie? Kiedy – mówił do siebie. No data urodzenia by się zgadzała, jakieś trzy, albo i cztery miesiące po rozwodzie, może trochę więcej. No ale jak szybko obliczył, to poczęcie nastąpiło wtedy, gdy oboje byli jeszcze w związku małżeńskim.
    - Eee… Muszę iść zapalić – aktualnie tylko to potrafił z siebie wyrzucić.
     
    imię / nick:Turbo
    multi:x
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    17

    wiek


    uczę się / dorabiam

    ZAJĘCIE


    przyjmijmy, że nie mam serca, ok?

    UCZUCIA




      
    Edith
       Vance

      
    "bad decisions made with good intentions are still bad decisions

      

      

      

      

      

      

    2020-08-22, 14:12


    Wyjść zapalić. No cóż, nie mogła powiedzieć, by nie była to uzasadniona reakcja. Papierosy podobno okłamują nerwy, i tak dalej, więc kiwnęła głową, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
    - Mogło. Właściwie to nie przyjąłeś tego tak najgorzej - spokojnie, bez krzyków, z jednym przekleństwem i zauważalną dezorientacją. Dowód, że nie tylko ją zjada stres działał w cudownie uspokajający sposób i młoda zaczynała odzyskiwać przynajmniej część zwykłego opanowania. Na ogólną zdolność porozumiewania się i nie zrażania do siebie ludzi drastycznie się to nie przekładało, ale jakiś początek był.
    - Gwarantuję, że gdyby nadal żyła, to nie spadłabym ci na głowę w taki sposób - może i stwierdziła to zupełnie wypranym z emocji głosem (taktyczny odwrót od nieprzyjemnych tematów), ale widać było, że odpuszczenie odruchu chowania przejawów zagubienia za kpiną wymagało od niej starań. Dużych. Właściwie to nie tak, że nie chciała go poznać - kiedyś się nawet zastanawiała, jak by to było spotkać swojego ojca. Na długo zanim przeszła do porządku dziennego nad faktem, że jej matki nie stworzono do życia bez miłości i po prostu tak już ma, że goni za nią ślepo. Gdzieś po drodze uznała, że pewnie będzie podobny do tych, których zwykle wybierała sobie Lauren - czyli w typie podpory, którą może opleść bluszcz. Jeżeli czegoś była pewna, to tego, że nie zamierza być bluszczem.
    - Źle się do tego zabrałam, nie? Zaczynanie od takiej bomby mogło być średnim pomysłem, pierwsza i prawdopodobnie ostatnia, bo nie zamierzam mieszać w twoim życiu bardziej, niż to konieczne, po prostu mogę potrzebować, żebyś raz na jakiś czas coś podpisał. Na pełną zdolność do czynności prawnych muszę poczekać z półtora roku, do dziewiętnastki. Zgoda prawnego opiekuna będzie mi pewnie potrzebna, żeby coś wynająć, zamierzam się też rozejrzeć po okolicy, żeby zobaczyć, dlaczego mama tak bardzo chciała się stąd wyrwać, ale, powtórzę się, nie utrudnię ci życia. Jeśli chcesz, zupełnie nic się w nim nie zmieni, będzie tak, jakby mnie nie było - to była szczera propozycja, nie miała wobec Logana Smitha żadnych oczekiwań. Może już na starcie spodziewała się odrzucenia i przezornie szykowała grunt pod najmniej sprzyjającą wersję, bo sporo w tym było podkreślania, że przecież go nie osaczy i nie zawiśnie na nim, rzeczywiście potrzebując opieki.
    - Nie wiem, o której kończysz pracę, ale proponuję wyjść coś zjeść, kiedy będziesz miał czas. Rozmowy nad jedzeniem wypadają chyba jakoś lepiej.
     
    imię / nick:-
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    36

    wiek


    Pan policjant porządku pilnuje

    ZAJĘCIE


    Praca

    UCZUCIA




      
    Logan
       Smith

      
    "Give it up boy, give it up or you're gonna die...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-26, 20:10


    W jego głowie krążyły miliardy myśli. Dlaczego Lauren nic mu nie powiedziała, bo z tego co zdążył przeczytać i obliczyć, to w ciąży była jeszcze przed rozwodem, który to jakoś skomplikowany nie był i zakończył się na pierwszej rozprawie. Kolejnym z jego pytań było, czemu nic nie wiedział przez te lata i co się z nią działo, no i oczywiście z ich córką. Jak to dziwnie brzmi… Po rozwodzie nie był z żadną kobietą dłużej niż cztery lata, w sumie mężem był krócej, ale mniejsza. On, człowiek żyjący ostatnimi czasami głównie pracą, a tu zostaje nagle ojcem. Tato… Jak to dziwnie brzmi. Zaraz po ślubie planowali wspólną, długą przyszłość z Lauren, ale wyszło jak wyszło. Myśleli o dziecku, ale nieco później, gdyż oboje dopiero wkraczali w dorosłe życie. Cóż, przeszłości nie zmieni.
    - Kończę za dwie godziny – wyjął z kieszeni karteczkę, na której zanotował numer telefonu.
    - Dzwoń lub napisz smsa, zresztą jak Ci wygodniej – podał dziewczynie karteczkę z zanotowanym ciągiem cyferek – myślę, że Come a Casa będzie odpowiedni miejscem.
    Ta restauracja była jednym z jego ulubionych miejsc, mógł tam w ciszy i spokoju zjeść posiłek w akompaniamencie kieliszka dobrego wina.
    Otworzył drzwi i wypuścił z pomieszczenia córkę i ruszył za nią w kierunku wyjścia z komisariatu.
    - To do zobaczenia – rzucił, a sam wyjął w tym czasie papierosa i go odpalił. Jak na ten dzień, to emocji już starczy, no ale jeszcze zgodził się zjeść wspólnie z Edith posiłek i dogadać się odnośnie opieki nad małoletnią.

    Niecałe dwie godziny później zakończył służbę i udał się do mieszkania, gdzie wziął szybki prysznic, po czym jeszcze raz na szybko przejrzał papiery, które dostał pocztą, a nie zdążył ich przejrzeć. Były to co prawda te same dokumenty, które miała ze sobą Edith, ale wtedy był jeszcze zbyt dużym szoku.

    z/t
     
    imię / nick:Turbo
    multi:x
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: