Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    17

    wiek


    Mówią, że jestem szalona

    ZAJĘCIE


    Ale każdy artysta jest szalony

    UCZUCIA




      
    Estelle
       Wyatt

      
    "Symetria jest taka nudna

      

      

      

      

      

      

    2020-07-15, 22:36


    Blondynka przez chwilę zaczęła się zastanawiać, jak zareagowałby Noah gdyby mu powiedziała o dziecku? Była przekonana, że na pewno z radości by nie skakał, ale nic dziwnego, w końcu który rodzic by się cieszył?
    Faktycznie, Oscar ustawił się idealnie. Na jej głowie było zabieranie Patcha do weterynarza, karmienie go i dbanie o niego, żeby był szczęśliwym dzieckiem. Gdy tak teraz siedziała, zaczęła się zastanawiać czy właśnie nie popełniła wtopy życia... Chociaż z drugiej strony, gdyby pies należał do Oscara, ona by się z pieskiem bawiła, a on tylko dbał o to, by pies miał warunki do godnego życia. Może kiedyś uda im się zamienić rolami?
    — To chyba nic takiego, wiesz? Każdy facet woli rolę tego rodzica od zabawy, żeby poczuć się fajnym — Odparła, szturchając chłopaka w bok i posłała mu jedno ze spojrzeń wyrażających dezaprobatę i wywróciła teatralnie oczami, a w tym była dobra, jako członkini kółka teatralnego!
    — Gdybyś miał chociaż pozostałości instynktu samozachowawczego to byś się ze mną nie spotykał — Powiedziała uśmiechając się z uroczym rozbawieniem. Słyszała, że ludzie jej podobni, czyli cisi i na pierwszy rzut oka nie zwracający na siebie uwagi, byli najbardziej niebezpieczni, bo tak naprawdę nikt nie wiedział, co chodziło im po głowie, a Estelle tyle razy chodziła z głową w chmurach, że zdążyłaby już obmyślić kilka doskonałych planów, jak pozbyć się zwłok.
    Była ciekawa co myślał sobie Patch, gdy tak grzecznie siedział, a oni rozmawiali na jego temat, jakby naprawdę był odpowiedzialny za zło całego świata, a on przecież był tylko atencyjnym pieskiem, potrzebującym miłości.
    Dziewczyna wysłuchała uważnie tego, co do powiedzenia miał Oscar w tym temacie i starała się notować każde możliwe słowo, co nie było takie proste bo w niektórych momentach jej mózg tak po prostu się wyłączał i zamiast skupiać się na słowach, skupiała się na gestach chłopaka, a później łączyła wszystko w jedną, prawdopodobnie niespójną całość. I tak, wciąż nie podejrzewała, że w babeczkach było zielone.
    — Prawda jest taka, że Łajka wcale nie była pierwszym psem w kosmosie, Łajka planowała to wszystko a wysłała tam człowieka, który krył się pod pseudonimem związanym z jej imieniem. To jest genialne, Oscar. Wiesz, że gdybyśmy to udokumentowali naukowo, dostalibyśmy Nobla? Jak Maria Skłodowska-Curie — Odparła, łamiąc polskie nazwisko kobiety na różne możliwe sposoby. Nie jej wina, że w Polsce mięli dziwne nazwiska!
    Wszystko brzmiało tak pięknie i idealnie, szkoda, że prawdopodobnie nigdy do tego nie dojdzie, bo gdy największa euforia, nie wiadomo czym wywołana, zaczną myśleć normalnie i nawet nie wpadną na coś takiego.
    — Masz rację. Odstawimy go do domu, a później... No zabierzesz mnie gdzieś. Pamiętaj, że ma nie być nudno — Taki warunek, bo inaczej nigdzie nie pójdzie! Znaczy, pewnie by poszła, ale mogła chociaż sobie pogadać, bo obydwoje wiedzieli, że Estelle, chociaż ułożona i grzeczna, to w dobrym towarzystwie chętnie wychodziła, a z nim nigdy się nie nudziła.
    — Niby podoba, ale nie wiem, bo... Faceci też mi się podobają — Odparła, już nie tak śmiało i pozytywnie, jak kilka minut temu. Niby była to normalna sprawa, bo miał prawo jej się podobać tak naprawdę każdy, ale... No właśnie, było jedno ale — Temi była starsza i pewnie wolała osobowy w swoim wieku i pewnie facetów.
     
    imię / nick:Hellheim
    multi:D,D,A
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    16

    wiek


    Uczeń

    ZAJĘCIE


    skomplikowane

    UCZUCIA




      
    Oscar
       Jones

      
    "Words are cheap. The biggest thing you can say is 'elephant'.

      

      

      

      

      

      

    2020-07-16, 00:16


    - No pewnie, ale ja nie muszę czuć się fajny. Ja JESTEM fajny. - oznajmił jej tę życiową prawdę skromnego człowieka, unosząc przy tym dłoń i wskazując na siebie kciukiem, jakby Estelle miała jeszcze nie załapać, że na pewno o Jonesie mowa.
    - Mhmm. Prawda. - przyznał. - Dzika dziewczyna z lasu, prawdziwa potomkini Deeplake'owskich wiedźm, do tego córka człowieka który potrafi skręcić kark samym spojrzeniem. Brzmi jak obietnica wspaniałej przygody i rychłej śmierci. - na jego ustach pojawił się radosny uśmiech, kiedy tak się tej wiedźmie przyglądał. No, bo pasowałaby. Na taką, która rozmawia ze zwierzętami, pomaga roślinom rosnąć, a kiedy ktoś szkodzi lasowi to takiego jegomościa zmienia w karalucha.
    Estelle byłaby perfekcyjną strażniczką lasu.
    - Cholera. - pokiwał lekko głową na słowa Estelki, widocznie w głowie łącząc kropki. Po drodze połowa tych kropek mu uciekła w taki sposób, że cała ta opowieść nawet brzmiała całkiem logicznie. - To trzeba przeszperać jakieś strony NASA, a najlepiej to iść do strefy 51. Tam na bank same psy pracują. I dlatego żaden człowiek nie ma tam wstępu. Tylko wtajemniczeni ludzie strzegą przejazdu. - zapewnił, przekonany do swojej teorii. Kończąc mowę, znów opuścił dłonie, analizując to wszystko w mętny sposób, który gdzieś w jego umyśle wydawał się mieć sens. W sumie to nawet zieleni za bardzo do podobnych rozkmin nie potrzebował, tego typu przemyślenia dość często z niego wypływały. Choć nie byłoby mu pewnie aż tak wesoło. Choć może?
    - Słońce mego świata, czy kiedyś ci było przy mnie nudno? - uśmiech na jego twarzy zaraz się poszerzył, a trybiki w głowie zaczęły pracować ze zdwojoną prędkością, Jones zaczynał kombinować.
    Tym bardziej, że zaczął mu doskwierać głód już na poważnie, a w tej okolicy to na bank nic nie zjedzą, cokolwiek by robili.
    - Ale bym pickę wsunął. - mruknął pod nosem. Albo burgerka. Albo jakiegoś maczka, czy kfc.
    - Czy istnieje w Deep Lakes człowiek szczęśliwie zakochany? - mruknął na słowa dziewczyny po chwili. - Bądź pierwszym i upiecz jej babeczki, temu miastu się tu przyda.
    Dodał zaraz. No dobra, było też kilka par, a niebawem będzie i jedna, której by wcale mogło nie być i świat byłby lepszy. Ale całe to miasto jakoś tak nagle wydało mu się totalnie samotne.
    - Chodź, zbierajmy się. Najpierw jakiś maczek, kfc, cokolwiek. Znaczy najpierw Patch, a jeśli twojego taty nie będzie to zrobię ci wjazd na lodówkę. - dodał z bezczelnym uśmiechem. - A jak będzie to maczek, a potem się zobaczy.
     
    imię / nick:Bertie #9056
    multi:Kuba
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    17

    wiek


    Mówią, że jestem szalona

    ZAJĘCIE


    Ale każdy artysta jest szalony

    UCZUCIA




      
    Estelle
       Wyatt

      
    "Symetria jest taka nudna

      

      

      

      

      

      

    2020-07-16, 11:27


    Zrobiła minę, jakby naprawdę nie dostrzegała żadnego fajnego człowieka w okolicy. — No nie jestem pewna, Oscar... Nikogo nie widzę — Westchnęła, rozkładając w geście bezradności dłonie.
    Zaśmiała się na te drobne uwagi dotyczące jej pochodzenia i przyłożyła rękę do czoła, uśmiechając się delikatnie i kręcąc głową. Przysunęła się do chłopaka, przykładając mu dłoń do czoła, jakby starała się sprawdzić czy gadanie o wiedźmach spowodowane jest wysoką gorączką, ale cóż, gorączki nie było. Musiała szukać innej przyczyny.
    — Myślisz, że dlaczego policjanci nazywani są psiarnią? To wszystko ma ze sobą powiązanie, Trójkąt Bermudzki też ma z tym związek. Wszystko trzyma się logicznie kupy — W ostateczności dzięki tym babeczkom udało im się dojść do tego, że tak naprawdę światem rządziły czworonogi, a ludzie byli tylko marionetkami w ich łapach. Musiała przyznać, że zwierzęta to potrafią się świetnie kamuflować, skoro jako pierwsi odkryli tę tajemnicę, a przecież wiele osób przed nimi mogło próbować. Najwidoczniej ciastka miały jakąś magiczną moc pobudzającą szare komórki do działania, coś pięknego.
    — Księżycu mego świata, nigdy i mam nadzieję, że tym razem również się nie zawiodę — Odparła tym samym tonem, który chłopak skierował do niej i podniosła tyłek z ziemi. Otrzepała spodenki na tyłku, żeby piasek nigdzie nie łaskotał. Pochyliła się nad Oscarem, wyciągając do niego dłoń, żeby podnieść go z ziemi i tym samym trochę pogonić, żeby szybciej się ruszał.
    W końcu, maczek, kfc, burgerek albo kebabik same się nie wciągną, a oni musieli odstawić jeszcze psa, Estelle pewnie będzie musiała się przebrać, bo nie chciała żeby jej piasek ze spodenek wypadał, a Jones chciał obrabować jeszcze lodówkę Wyattów.
    — Nie ma tutaj szczęśliwie zakochanych ludzi, jedyne co rozumie to pizza i jedzenie, reszta to zbędne rzeczy — Odparła z uśmiechem na ustach.
    Musiała ogarnąć jeszcze psa, którego luzem nie chciała puszczać, bo co jeśli by się nie słuchał? Dlatego biedak został skazany na smycz, ale tylko na trochę, bo gdy dojdą do domu Estelle, puści go luzem. Musieli tylko pokonać ten najgorszy kawałek dzielący klif od domu dziewczyny, a reszta to już z górki.
    Poszli więc przed siebie, znając życie rozważając jeszcze jakieś dziwne teorie, a gdy odstawili psa, Estelle się ogarnęła, a Oscar obrabował lodówkę, mogli ruszyć gdzieś dalej, na miasto w celu zjedzenia pizzy albo mcdonalda.

    z/t x2
     
    imię / nick:Hellheim
    multi:D,D,A
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 1
     





    18

    wiek


    znajdziesz mnie na stacji paliw

    ZAJĘCIE


    i like him more than i like myself

    UCZUCIA




      
    Jordan
       Caron

      
    "innego końca świata nie będzie

      

      

      

      

      

      

    2020-07-24, 23:27


    4 rano


    Pomiędzy śliskimi trawy źdźbłami snuje się ten sam czas, który wstążką wiatru owiewa jej kostki - czwarta nad ranem to już taka nieludzka pora kiedy wszystkie strachy i lęki, te same, co je całymi dniami trzymasz zamknięte głęboko z tyłu głowy, wypełzają ochoczo bo ich już nic nie trzyma. Bezsenność jest najgorszą chorobą, bezkształtnym cieniem syczącym wprost do ucha swoje litanie zmęczenia. Przykrótkie dresy, ale to przecież taka stylówka i szeleszczący po barkach ortalion - poznajcie się. Ty i reszta świata.
    Była zmęczona, jak można nie być zmęczonym kiedy ten czasu moment, ta sekunda, uderzenie serca pomiędzy wdechem a wydechem planety, już nie noc ale wcale jeszcze nie świta. Jasność mdłego błękitu nieba razi zmęczone oczy wypłowiałym odcieniem akwareli - błądząc ścieżynką wąską, wydeptaną pewnie przez przypadkowych turystów, mruży powieki cienkie jak upstrzone wytartym już brokatem gilzy. Bezsenność jest najgorszym wrogiem, nie do zwyciężenia nawet jeśli położysz się w ciszy i zupełnym bezruchu śledząc po raz tysiąc pierwszy wszystkie spoiny kasetonów na suficie w pokoju. W tej ciszy ogromnej, bezbrzeżnej, nieproszony maestro konstruuje scherzo z koszmaru zapraszając rytmiczne kapanie niedokręconego kranu, trzeszczące deski bramki w ogródku z tyłu domu, jęk sprężyn materaca - nagle stawała się cholernym nietoperzem, zdolnym niemal usłyszeć oddech śpiących sąsiadów.
    Nie będzie przecież tak leżeć.
    Mówił, żeby oglądać Deep Lakes nocą, że piękne, a ona przecież zawsze chciała zobaczyć piękno. Upośledzona przyglądała się wszystkiemu za bardzo, zadając zbyt wiele pytań i błąkała się pomiędzy tymi mrugającymi lampami, pomiędzy pustoszejącymi barami, gdzieś w oddali zostawiając te ulice, zajazdy, 7-eleven z zepsutym neonem pod którym ktoś zasnął. Dalej między drzewa, przecież to niebezpieczne, ale czy to niebezpieczne? W głowie toczyć pytanie co jest gorsze, bycie samemu ze sobą w zimnej ciemności pokoju, otulona paszczą pościeli wyczekując pierwszych promieni słońca wślizgujących się ciepłymi brzuszkami na parapet, czy ten spacer po parku, leniwych chmur podróż po niebie brudnym i szarym choć to przecież lato.
    W głowie nucąc melodię tańczyła tak w pół kroku sama ze sobą, lipiec, przed piątą a jakby już październik, wszystko już było, kamienie, patyki, świerszcze, żaby, cała rapsodia dźwięków natury, tylko deszczu i deszczu aż brakowało w tej chwili. Nie była wcale przekonana, czy to nie omam przypadkiem, kiedy tak krocząc jak bura kotka po wilgotnych kępach trawy widziała jego profil rysujący się pagórkiem nosa i brody na tle jaśniejącego horyzontu. Może to już ten stan, kiedy podświadomość ma tak strasznie dość bycia samemu ze sobą, że pcha naprzód jakąkolwiek wizje byle tylko czymś zająć poplątane zmęczeniem nitki neuronów? Splatając ramiona na piersi zatrzymała się w bezpiecznej oddali przyglądając temu jak jasność słońca za horyzontem, odbijającego się dopiero co od chmur wplata w miedziane kosmyki rozwianych poranną bryzą włosów swoje imię. Jeszcze nie świta, a jakby żarliwe pióra słonecznego ognia były już tu, tu, przed oczami.
    - Nie zimno Ci? - zapytała z bezpiecznego dystansu. Głupio tak całkiem z majakami gadać, ale z drugiej strony - kto ją tu zobaczy? Nikt zupełnie, to gadać będzie, chyba, że omam nie zdecyduje się odpowiedzieć. Palcem w oku podłubała jakby to mogło niespełnioną senność z niego wyłuskać i przechyliła głowę jak pies, tyleż zaintrygowany co zupełnie nie mający pojęcia co się dzieje.
     
    imię / nick:jaron
    multi:Dylan Aleksander
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    22

    wiek


    maluję

    ZAJĘCIE


    głównie lęk i niechęć

    UCZUCIA




      
    Jacob
       Clements

      
    "Zło przestaje istnieć, gdy się zażyje parę gramów

      

      

      

      

      

      

    2020-07-26, 21:57


    Przywykł do szeptów. Często je słyszał. Szeptały obrazy, szeptała szafa, szeptały okna. Czasem szeptało coś w jego głowie, ten Demon, Szatan. Czasem szepty dochodziły tak zewsząd, jak i znikąd. Czasem próbował je odnaleźć, choć jakaś część jego rozumiała, że są gdzieś poza jego postrzeganiem. Nie tracił czasu na ubieranie, z łóżka wstał tak, jak w nim leżał, patrząc w sufit, a raczej patrząc w malunek na nim, który przybił tam za dnia, żeby pamiętać kim jest. Bo malunek był swoistym autoportretem, choć składał się z bardzo wielu, bardzo małych istnień, bo szepty były częścią niego i ich istnienie także składało się na niego.
    Końcówki długich, luźnych, jasnych spodni mokły od wilgotnej trawy i krzewów, kiedy szedł między drzewami. Kroki jakie stawiał były nerwowe i jakby pokraczne, jakby nie do końca widział co jest przed nim, lub dookoła niego. Szedł, bo był wołany, nie wiedział za czym, choć wiedział, że dzieje się coś złego. Aż nie dotarł na miejsce. Nie rozumiał jeszcze szeptów, jeszcze były odległe, ale wiedział, że to tu, czuł, że to tu. Dopiero dotarł do niego chłód, choć nie przejmował się nim, tylko jego ciało się przejmowało. Dygotało pod luźną bluzką, lekko brudną od farby jak prawie wszystkie jego ubrania, wszystkie poza białymi koszulami, eleganckimi spodniami, poza tym w czym wychodził do Ojca lub do ludzi, żeby nie przynosić wstydu Ojcu. Choć wstyd zawsze przecież przynosił.
    Podszedł bliżej, jeden krok za drugim. Wchodził na cypel, nie bardzo rozglądając się dookoła, nie do końca wiedząc, że po obu jego stronach w tej chwili jest przepaść i, że idzie przed siebie ku przepaści.
    To już.
    Nie wiedział, co. Był głupi, nigdy nie rozumiał tak wiele, jak wiele rozumieć powinien, choć po jego plecach przeszedł zimny dreszcz, zimniejszy niż tutejsze powietrze. Nagie stopy znalazły w końcu miejsce na jednym z wystających elementów skałki, a szepty, wciąż niejasne, zbyt mnogie stały się głośniejsze.
    - Nie rozumiem. - odezwał się z pokorą, bo powinien rozumieć, ale był zbyt głupi. Siadł na kamieniach, niewiele się zastanawiając, zamknął oczy, szepty się gniewały, bo powinien rozumieć, bo zbliża się coś groźnego. Silny wiatr uderzył w jego ciało. Korowód umarłych przebiegł przez niego. Wzywał go? Może miał to zobaczyć, może miał to poczuć, może miał być świadkiem czegoś przerażającego.
    - Nie zimno ci?
    Nie do końca wiedział skąd dotarł głos. Podniósł się powoli i rozglądał i choć wiedział, że jakaś postać tam jest to nie w pełni ją widział. Szeroko otwarte powieki walczyły z wiatrem, oczy starały się dostrzegać to, co powinny widzieć.
    - Będzie zimno po wieki. - powiedział, przyjmując to, bo rozumiał co ten głos mówił, rozumiał że on chce go już zabrać i, że już zawsze będzie wichura, tylko dużo straszniejsza, dużo gorsza. Wiedział, że powinien iść za tym głosem, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa, choć przecież zawsze był im posłuszny. Czemu nie chciał iść? Od zawsze wiedział, co go czeka. A jednak, kiedy nadeszła pora, jego ciało było sparaliżowane, a serce które powinno za chwilę zatrzymać się na wieki zaczęło bić o wiele zbyt szybko.
     
    imię / nick:Bertie #9056
    multi:Oscar
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    znajdziesz mnie na stacji paliw

    ZAJĘCIE


    i like him more than i like myself

    UCZUCIA




      
    Jordan
       Caron

      
    "innego końca świata nie będzie

      

      

      

      

      

      

    2020-07-27, 00:10


    Im dłużej wytężała wzrok tym bardziej dostrzegała kuriozum tego omamu. W poplamionej koszulce, spodniach ewidentnie od piżamy - nigdy nie kwestionowała bujności swoich wyobrażeń. Co tu zresztą kwestionować kiedy się nie śpi przez tyle długich godzin, tyle nocy, tyle dni, na krawędzi postrzegania już się pojawiają te fioletowe i zielone plany w odcieniu toksycznej zieleni. Bladzi chłopcy z sinymi ustami i włosami czesanymi wiatrem to zupełnie nic, co mogło ją zaskoczyć, a chyba powinno.
    Potykając się o kamień, śmieszna imitacja baleriny, nieporadnie chwyciła równowagę niby ptak zestrzelony z nieba połamane skrzydła rozkładając na boki. To jakiś znak od losu, żeby przed omamem klękać może, ale dresów szkoda, co jak co ale swoje dresy szanowała wysoce.
    Będzie zimno po wieki.
    Łuk jej brwi zachwiał się pod naporem niezrozumienia echem tłukącego się w jej czaszce, ale taki to już był poranek bezrozumny. Ani on z szeptów wiatru, istot, szeptów szeptów swoich myśli nie mógł wyłuskać sensu ani ona w fakcie podchodzenia bliżej.
    - Powieki. - powtórzyła po nim, choć chyba nie do końca miał to na myśli. Miał powieki, możliwe, że zimne bo jakieś takie zasnute błękitnym cieniem. Podobny makijaż z niewyspania, ciemnych sińców mogłaby się dopatrzeć u samej siebie gdyby jeszcze zdarzało się jej spoglądać w lustro, ale... przecież bała się luster. Luster i w nich wszystkiego, głupie to, jak wszystko co podszyte w jej głowie było grubą wełną strachu, ale głupiość strachów wcale nie czyniła ich mniej strasznymi.
    Droga krzyżowa między tymi skałkami w stronę widma o bladej skórze szepczącego w chłodny poranek odpowiedzi na pytania, których nikt nie zadał. Czy omam może mieć omam?
    - Nie spodziewałam się kogoś dziś spotkać. - powiedziała zrównując się z nieznajomym po czym niewiele myśląc usiadła całkiem blisko na jednym z kamieni. Może i cała sytuacja wydawałaby się niepoprawna, nieodpowiedzialna i zupełnie odarta z sensu, kto gada z obcym człowiekiem na klifie pośrodku nocy i niczego? Ale była czwarta rano, a czwarta rano to godzina magiczna przecież i rządzi się swoimi prawami. Dekret zmęczenia i szlachecki przywilej odrealnienia z braku snu pozwalały na więcej, na niezadawanie podstawowych pytań, na zrobienie tego jednego kroku nad wątpliwościami i granicą ludzkiej przyzwoitości, a zupełną abstrakcją czynów.
     
    imię / nick:jaron
    multi:Dylan Aleksander
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     





    22

    wiek


    maluję

    ZAJĘCIE


    głównie lęk i niechęć

    UCZUCIA




      
    Jacob
       Clements

      
    "Zło przestaje istnieć, gdy się zażyje parę gramów

      

      

      

      

      

      

    2020-07-30, 23:52


    Zbliżała się do niego postać. Rozmyta i eteryczna z początku, widział ją, ale nie do końca rozumiał co widzi, że widzi człowieka. Zwykłego i paskudnie ludzkiego w tej nadludzkiej otoczce. Patrzył, długo i w milczeniu, drżąc na całym ciele z zimna, usiłując słuchać i rozumieć, usiłując pojąć, co się dzieje, co złości głosy, gdzie są, co miał zobaczyć. Czy to już koniec?
    Siadła przed nim, bardzo blisko i powoli dotarł do niego absurd tej sytuacji. Była tak bardzo obca wokół tego burzliwego wiatru i tak bardzo nie na miejscu. Ale przecież była tu z jakiejś przyczyny, prawda? Może ją też tu sprowadzili. Teraz to ich teren, nic nie dzieje się bez ich przyzwolenia, bez ich woli.
    Powieki.
    Wypowiedziała to jak jedno słowo i nic już nie rozumiał. Odwrócił wzrok, rozglądał się, wsłuchiwał. Może to nie ona powiedziała, a może za szybko, może to było potwierdzenie jego słów, tylko nie dosłyszał przerwy między wyrazami.
    - Co tu robisz?
    Odpowiedział na jej kolejne słowa. Podciągnął jedną z nóg ku górze, bliżej piersi. Nie rozumiał i nie był pewien, czy chce rozumieć. Nie podobało mu się, że ktoś obcy pojawia się w tej jego przestrzeni, choć nie mógł wściekać się na Nich, tego robić mu nie wolno, musi się poddać, musi czekać, próbować zrozumieć, choć jest w tym wszystkim tak absolutnie głupi.
    - Kazali ci przyjść? - wyrzucił z siebie w końcu kolejne pytanie. - Rozumiesz?
    Chciałby rozumieć, więc chciałby, żeby ona rozumiała. Choć nie sądził, nie pasowała tu jeszcze bardziej chyba niż on sam.
     
    imię / nick:Bertie #9056
    multi:Oscar
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    18

    wiek


    znajdziesz mnie na stacji paliw

    ZAJĘCIE


    i like him more than i like myself

    UCZUCIA




      
    Jordan
       Caron

      
    "innego końca świata nie będzie

      

      

      

      

      

      

    2020-08-16, 23:32


    I patrzyli na siebie, jak dwóch zawieszonych w oczekiwaniu stangretów doglądających chybotliwych powozów własnych myśli. On zastanawiając się nad prawdziwością jej istnienia, ona coraz bardziej kwestionująca nieprawdziwość swojej wizji. Widziała przecież, że trząsł się. W tym nadludzkim stanie o czwartej rano byłaby niemal w stanie wyczuć drżenie powietrza wywołane jego niespokojnymi mięśniami, próbującymi zakomunikować tańcem, że zaraz, że już więcej nie dadzą rady, że koniec.
    - Nie wiem w sumie. - wzruszyła ramionami prostując nogi przed sobą i wsadzając ręce w kieszenie z szeleszczącego ortalionu. Normalnie nie przyszłoby jej pewnie do głowy siadać sobie z nieznajomym na klifie, a co dopiero w ogóle wdawać się z nim w jakiekolwiek, głębsze czy nie, dyskusje. A jednak siedziała, patrzyła w dal na niewzruszoną taflę wody i szukała w sobie resztek odruchów samozachowawczych, których jednak nawet okruchy nie ostały się w poimprezowej głowie.- Tak się przysiadłam bo... - bo w sumie czemu, bo nie wiem czemu, bo kto lubi siedzieć sam? Każdy. Ale czy on był sam? Wyglądał na zaangażowanego w głęboką wewnętrzną dyskusję.
    - Hm? - z zamyślenia wyrwało ją jego kolejne pytanie. Zmarszczyła brwi, kto kazał? Jej spojrzenie odruchowo raz jeszcze przebiegło po jego odzieniu i zmarnowanej fizis, czy on skądś uciekł..? Czy ktoś go szukał? Czy on powinien być tu sam?
    - Nikt mi zasadniczo nic nie kazał. - przechyliła głowę przyglądając się jego zmęczonej twarzy- Jestem Jordan. Czemu tu siedzisz sam? Nie jest C zimno? - uśmiechnęła się lekko, niepewnie raczej- Wyglądasz jakby Ci było zimno. - no ciekawe po czym to poznała, po sinych wargach czy stopach wyglądających na drętwiejące.- Masz. - powiedziała rozpinając swój szeleszczący ortalion w niezdrowych kolorach i zdjęła go z pleców po to, by wyciągnąć do niego w geście oferty - Załóż. - trochę jak propozycja, ale trochę jak żądanie.
     
    imię / nick:jaron
    multi:Dylan Aleksander
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 0
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: