Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-07-30, 10:56


    #24 (ale w jednolitej koszuli, nie w jakieś ciapki :/ przyznaję bez bicia, że nie chciało mi się szukać)

    Wiadomość o kolacji w ciemno Jeremiah potraktował jako żart. Często dostawał spam na pocztę elektroniczną w podobnym tonie, dlatego wiedział, żeby takie zaproszenia traktować z dużą dozą sceptycyzmu. A jednak restauracja oferująca nietypową usługę istniała w rzeczywistości i na ich stronie internetowej odnalazł nawet informacje o podobnych akcjach organizowanych wśród różnych grup zawodowych, aby podnieść status lokalu wyszukaną klientelą. Dobre sobie.
    Restauracja - przynajmniej na zdjęciach - prezentowała się nader elegancko, chociaż wiszące nisko nad stolikami kryształowe żyrandole trąciły nie tyle dobrym gustem, co próbą podniesienia renomy lokalu przesadzonym zabiegiem - jakże skromnym zdaniem Jeremiaha - sprawiającym wrażenie przerostu formy nad treścią. Albo on dał się ponieść w wyobraźni i postawił poprzeczkę gdzieś pomiędzy lokalem z kilkoma gwiazdkami Michelin a ulubioną restauracją królowej Elżbiety. Niemniej nie zamierzał narzekać! Czasowo zgrało mu się to idealnie z aktualnymi zawirowaniami. Mógł to wykorzystać, a spożywanie posiłków w ciemno było bardzo w jego stylu.
    Po krótkim telefonie utwierdzającym go w przekonaniu, że z restauracją na pewno wszystko jest w porządku, zdecydował się zaprosić na tę kolację Mari. Wybór był oczywisty, chociaż pierwszy raz w życiu Jeremiah był lekko poddenerwowany, gdy jechał na tylnym siedzeniu taksówki pod mieszkanie kobiety. Wybrał ten rodzaj transportu, bo naprawdę nie wiedział, czego się spodziewać. Czy podadzą wina? A może jakiś inny alkohol? Co prawda zdarzało mu się samemu jeździć po niewielkiej ilości alkoholu, ale nie zrobiłby tego Mari. Zwłaszcza po wydarzeniach, jakie odcisnęły swoje piętno na życiu nie tylko Carlotty, ale dużej części miasteczka. Czasem warto było postąpić bardziej odpowiedzialnie niż zwykle, dlatego o umówionej godzinie taksówka zatrzymała się pod Come a Casa, aby odebrać Mari i zawieźć ich niecodzienne elegancką parę pod równie niecodzienną restaurację.
    W trakcie dość długiej podróży prowadzili niezobowiązującą pogawędkę, która - w odróżnieniu od tamtej w parku - wcale nie wydała mu się nieistotna. Wręcz przeciwnie - interesował go najmniejszy szczegół. Oto jak zmienia się perspektywa, gdy serce masz choć odrobinę mniej rozdarte, chociaż wcale nie uspokojone!
    - Gotowa? - podał jej ramię, aby mogła się na nim wesprzeć w trakcie krótkiego spaceru z taksówki do budynku restauracji. Idąc oświetloną po bokach alejką Jeremiah odnosił wrażenie, że to jakaś farsa i zaraz ktoś wyskoczy do niego ze śmiechem i ukrytą kamerą. Nic takiego nie miało miejsca. - Sam nie wiem, co tam zastanę, więc traktuję to jako swego rodzaju… pikantną przygodę. Tego smaku zawsze czuję niedosyt. Gorąco liczę na to, że się nie zawiodę. - Uśmiechnął się do niej jedynie błyskiem przelotnego spojrzenia, bo twarz przybrała wyraz pełnej powagi godnej dżentelmena, jakim - przez wzgląd na swój strój i charakter miejsca - przez chwilę naprawdę się poczuł. - Mademoiselle… - Skłonił się lekko otwierając przed nią duże drewniane drzwi, po których spodziewał się głośnego skrzypnięcia zawiasów, ale był w błędzie; od samego przedsionka przywitała ich cicha melodia pianina, ciepłe światło odbijających się od tych nieszczęsnych kryształów żarówek oraz elegancki młody kelner, który po usłyszeniu nazwiska, zaprowadził ich do zarezerwowanego wcześniej stolika. Dosuwajac dla niej krzesło Jeremiah nie mógł oprzeć się pokusie, aby delikatnym gestem nie dotknąć jej ramienia przy przechodzeniu na swoje miejsce. Czuł, że jego osobowość nie pasuje do tego miejsca, ale zamierzał się świetnie bawić mimo to. W końcu towarzystwo miał najlepsze z możliwych do tego celu. Kelner zapowiedział, że wróci za kilka minut z pierwszym tajemniczym posiłkiem i dał im chwilę dla siebie.
    - Otrzymałem zapewnienie, że wszystkie potrawy i dodatki są jadalne, ale gdybyś czegoś nie chciała lub nie mogła - zrobił krótką wymowną pauzę - próbować, napisz to w formularzu, zastąpią ten składnik czymś innym. - Sięgnął po leżącą przed nim kartkę, przeleciał na szybko wzrokiem listę alergenów i puste miejsce na dopisanie własnych uwag, ale nic tam nie zawarł, po czym przesunął papier w stronę Mari. Nie mógł się nie uśmiechnąć do wspomnień, kiedy w podobnych okolicznościach prowadzili jakże uroczą podwójną konserwację w Come a Casa.
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-07-30, 12:06



    W każdym innym przypadku z przymrużeniem oka potraktowałaby wskazówkę o eleganckiej sukience, bo gdzie w tym mieście mogliby się wybrać na randkę w takim wydaniu? Pewnie nigdzie, ale to był Jeremiah Dohemy, który nie raz udowodnił jej że z nim wszystko jest możliwe. Stojąc przed swoją szafą przez godzinę zastanawiała się, co mogłaby na siebie założyć. Czarna długa sukienka? Oklepana i po ostatnich wydarzeniach zbyt często decydowała się na takie stonowane kolory. Coś letniego i zwiewnego? Miała przeczucie, że to nie wystarczające, więc wyciągnęła sukienkę, którą kupiła z myślą o czarno białej imprezie, na którą ostatecznie poszła w czerwieni. Wyglądała elegancko a biały kolor tak cudownie kontrastował z jej ciemniejszą karnacją i kruczo czarnymi włosami, które lekko pofalowane opadały na jej ramiona. Do tego ulubiona czerwona szminka i kilka kropel perfum trzymanych na specjalną okazję sprawiły, że czuła się naprawdę cudownie. Pierwszy raz od kilku tygodni mogła zostawić wszystkie problemy za drzwiami swojego mieszkania i świetnie bawić się na randce. Trochę zaprzeczało to ich ostatnim ustaleniom, że Mari potrzebuje czasu a Jeremiah da jej nieco przestrzeni, ale to tylko jedna randka. Jedna niewinna randka.
    - Mało Ci pikanterii w życiu? – z trudem powstrzymała rozbawienie jednocześnie drocząc się z nim swoim zalotnym spojrzeniem. Od razu gdy go zobaczyła wiedziała, że to spotkanie nie będzie niewinne, bo jak miała trzymać ręce przy sobie, gdy wyglądał tak elegancko? Miała ochotę poprosić taksówkarza by zawrócił i poczekał na nich pod jej mieszkaniem, ale przecież chciał pikanterii. Mają cały wieczór by doprowadzać swoje zmysły do granic wytrzymałości i obiecała sobie, że tym razem to ona będzie tą silniejszą i nie da się uwieść. Gdyby wcześniej wiedziała, że by odzyskać swoją pewność siebie i te ogniste spojrzenie wystarczy wskoczyć w elegancką kieckę i wysokie szpilki to już dawno by to zrobiła! Pozwoliła prowadzić się w stronę restauracji, w której nigdy wcześniej nie była. Nic dziwnego, że rozglądała się dookoła z zachwytem wymalowanym na twarzy, bo nikt wcześniej nie zabrał jej do tak eleganckiego lokalu. Cieszyła się, że posłuchała swojej intuicji i nie wybrała kwiecistej sukienki, która w ogóle nie pasowałaby do tego miejsca. Siedząc naprzeciwko mężczyzny odebrała od niego formularz i tylko rzuciła okiem na odpowiednie kratki, bez zawahania przekreślając miejsce na własne uwagi. – Jak już ustaliliśmy na początku naszej znajomości nie boję się nowych wyzwań i mam zamiar dzisiaj spróbować nowych rzeczy – nie odrywała od niego spojrzenia, gdy przesuwała kawałek kartki ponownie w jego kierunku. Mari również przypomniała sobie te ich pikantne liściki, które pisali podczas z pozoru niewinnej kawy. – Chciałam tylko zauważyć, że Twój krawat nie umknął dzisiaj moje uwadze… - posłała w jego stronę zadziorny uśmiech po czym przygryzła wargę, sugerując mu że to będzie jedyna część jego dzisiejszego stroju, który przyda im się później.
    Ciekawe czy można poprosić o deser na wynos…

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-07-30, 18:39


    - Ostatnio najadłem się goryczy i soli, słodycz jest zbyt mdła, a za pikanterią zawsze kryją się najciekawsze doznania. - Powrót do lekkich słownych potyczek przyniósł Jeremiahowi nie lada orzeźwienie. Czy nie tak powinien wyglądać ich początek? Bez krętactw, manipulacji i karczemnych awantur? Teraz mógł już tylko gdybać, czasu nie cofnie, może jedynie walczyć o lepsze jutro.
    - Wiedziałem, że docenisz - zrobił sztucznie skromną minę poprawiając wspomniany przez nią element swojej garderoby z wyraźnym namaszczeniem. - Muszę przyznać, że jak zobaczyłem cię w tej białej sukience, pomyślałem, że to na pewno niewinność na pokuszenie. Taki sygnał czarnym pasem - “nie tym razem, Dohemy, łapy przy sobie” podbite czerwienią ust “ale próbować możesz”. Cieszę się, że na wstępie ustaliliśmy jednak przebieg dzisiejszego wieczoru. To wiele ułatwia. - Chociaż naprawdę starał się zachować twarz dżentelmena, prowokujący uśmiech wkradł mu się na usta bez pozwolenia. - Ale na razie - pochylił się w jej stronę, aby nikt nie mógł usłyszeć jego kolejnych słów - rączki na stolik, Tillsley, i grzecznie, proszę, grzecznie! - Wyprostował się widząc, że kelner przynosi do ich stolika pierwsze zamówienie przykryte srebrną pokrywą. Na tacy znajdowały się także dwie pary opasek na oczy, aby podczas próbowania kolejnych elementów kolacji nie mogli dojrzeć tego, co znajduje się na talerzach.
    Kelner przedstawił proste zasady - talerz z potrawą stoi przed nimi. Po prawej stronie talerza znajduje się szklanka z wodą, gdyby potrzebowali przepłukać usta. Po lewej kieliszek wypełniony napojem pasującym do dania postawionego przed nimi. Oboje w danym momencie spożywają to samo. Na jeden posiłek mają piętnaście minut, po których do stolika podchodzi kelner i wymienia jeden talerz na drugi. Małe porcje, nic gorącego, aby przez przypadek nie zrobili sobie krzywdy - Jeremiah uśmiechnął się łobuzersko rzucając szybkie spojrzenie na Mari. Gdyby w międzyczasie czegokolwiek potrzebowali, tutaj - postawił przed sobą na brzegu stolika - znajduje się dzwonek do ich dyspozycji.
    Po usłyszeniu potwierdzenia, że są gotowi, każde z nich założyło miękkie opaski na oczy, a czerń przed oczami obudziła w Jeremiahu najpierw zdezorientowanie, po chwili zalała go fala bodźców słuchowo-zapachowych, a wyobraźnia pozwoliła sobie na swobodne łączenie przypadkowych impulsów z osobą Mari - bo czyż przez korzenny aromat lekkich kadzideł nie przebijał się uwodzicielski zapach pobudzający jego zmysły, od kiedy tylko kobieta nie wsiadła do taksówki?
    Ciekawe, czy zauważą, gdyby jedna z opasek zniknęła...
    Sunąc lewą ręką po stole natrafił na kieliszek - od niego zamierzał rozpocząć swoją kolację, ale naczynie okazało się puste. Więc tradycyjnie rozpoczęli od przystawki. Nie spieszył się jednak z posiłkiem. Odstawiając kieliszek na swoje miejsce, palcami powędrował ostrożnie dalej, aby odnaleźć po omacku jej dłonie. - Posiłki w ciemno aż proszą się o jakąś rywalizację. Co powiesz na małe wyzwanie? - zapytał lekko starając się brzmieć jak najbardziej niewinnie. Czy to nie on przypadkiem wychodził lepiej na ich zakładach? Miałeś nie wywierać presji, hę? - Trzy potrawy, trzy strzały. Nieparzyście, ktoś musi wygrać bez remisu. Żeby nie było, że od razu mam jakieś nieczyste myśli - tu się uśmiechnął, chociaż Mari nie mogła tego dostrzec, o ile nie podglądała! - możesz przedstawić własne warunki wygranej bądź przegranej. Oddam ci nawet pierwszeństwo wygłaszania werdyktu przy każdym daniu. - Podkładał się? Nie do końca. Coś czuł, że w swoim życiu miał możliwość skosztowania więcej potraw z różnych kręgów kulinarnych niż Mari, więc szanse były wyrównane. A on nie miał pojęcia, jaką kuchnię upodobała sobie ta restauracja. Czuł jednak zapach świeżej bazylii. Czyżby naprawdę wpakował się w rywalizację polegającą na zgadywaniu włoskich dań w ciemno?
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-07-30, 19:51


    Musiała się z nim zgodzić, bo w życiu ich obojga ostatnio było zbyt dużo goryczy, która zagnieździła się w ich sercach. Trudno było też poddawać wątpliwości fakt, że Mari miała w tym także swój udział. Nigdy nie próbowała spojrzeć na całą tę sytuację z jego perspektywy i chociaż ani na chwilę nikt nie zrzucał winy na nią, to potrafiła zrozumieć jego determinację w ochranianiu rodziny. Dzieci były dla niego najważniejsze i za to nie mogła go krytykować. Sama też miała dość użalania się nad sobą, świadomie pozwoliła sobie na romans a przecież na początku ostrzegał ją przed tym. Dzisiejszego wieczora jednak nie mieli o tym myśleć, pierwszy raz zostawiając całą przeszłość za sobą. Mari nie chciała rozmawiać o problemach w ich relacji, bo chociaż te nie znikną to dzisiaj nie musieli nad nimi pracować. Jego małżeństwo, jej problemy z zajściem w ciążę. Wszystko to było ważne, ale to był czas tylko dla nich. I trzeba przyznać, że skutecznie od pierwszych chwil poczuła się tak jak na początku ich znajomości - zaintrygowana.
    Gdy kelner objaśniał jej zasady dodała do listy zaskoczenie, bo jednak nie tego się spodziewała. Słyszała kiedyś o podobnych atrakcjach jednak zarzekała się, że nie jest na tyle szalona by tego spróbować. Aż pożałowała, że nie wpisała na tę listę potraw które samą nazwą ją obrzydzały. Niestety owego formularza nie było już w zasięgu jej wzroku, więc sięgnęła po opaskę tak delikatną w dotyku, że od razu jej myśli wybiegły ku deserowi. Gdyby tak wzięli jego krawat i tę opaskę… Grzecznie Tillsley grzmiało jej w głowie, gdy próbowała przyzwyczaić się do otaczającej ją ciemności.
    - Nie byłbyś sobą, gdybyś nie dodał do tego nutki rywalizacji? – zaśmiała się, próbując sobie przypomnieć instrukcje kelnera. Ostrożnie wodząc palcami po stole odnalazła kieliszek, który był pusty. Obok leżał widelec, który złapała w palce i najpierw powąchała potrawę, zadziwiająco szybko wyłapując całą gamę zapachów. Cytryna, bazylia, pomidory. To było nowe ale i ekscytujące doświadczenie. Delikatna muzyka w tle skutecznie tłumiła rozmowy innych gości a Mari zaczęła się zastanawiać czy ktoś siedzi przy pianinie czy może muzyka odtwarzana jest z głośników. Że też nie zwracała uwagi na takie szczegóły. – Skoro to wzywanie w ciemno, nagroda też niech taka będzie. Przegrany będzie musiał spełnić życzenie wygranego. Bez ograniczeń, aczkolwiek w granicach rozsądku – zaznaczyła z delikatnym uśmiechem, którego Jeremiah zobaczyć nie mógł, jednak poznał ją na tyle dobrze by wyobrazić ją sobie w ten sposób. Kosztując potrawy wszystko stało się jasne. Jeśli chciał rywalizować z nią w takich smakach to już mógł przygotowywać się na porażkę. Jeden kęs a ona już wyczuła smak bakłażana i mozzarelli. Do tego oliwa z oliwek i limonka, która nie była cytryną jaka przyszła jej na myśl jedynie po zapachu. Wiedziała co to za potrawa, więc dokończyła swoje danie co zajęło jej niestety więcej czasu niż normalnie, a pozbawiona wzroku nie była pewna nawet czy aby wszystkiego skosztowała. Ostrożnie sięgnęła w przeciwnym kierunku od kieliszka i złapała szklaneczkę z wodą by przepłukać usta. Wygodnie opierając się o krzesło wysunęła stopę ze szpilki i prowokująco przesunęła ją wzdłuż wewnętrznej strony jego łydki.
    - Jak to jest, że zakładasz się ponownie nie odbierając poprzedniej nagrody? Nawet nie powiedziałeś mi w co się wpakowałam i jaką Twoją fantazję mam do spełnienia? Tylko zaznaczam... Jeśli to trójkąt to ja wybieram do niej osobę – ściszyła swój głos, chociaż była pewna, że nikt się nimi interesuje. W końcu byli jedną z wielu anonimowych par, która wybrała się tutaj na randkę. Żartowała czy nie? Pozbawiony wzroku Jeremy raczej nie mógł być tego taki pewien. – Nadziewany mozzarellą bakłażan z pesto. Nawet zaryzykowałabym, że to zielone bazyliowe pesto – jej głos rozpierała duma, chociaż gdyby się pomyliła byłaby naprawdę zaskoczona. – Może i moja technika gotowania jest do bani, ale znam te smaki. Wychowałam się na nich. – węch, słuch, smak, dotyk. Wszystkie te zmysły działały bardziej intensywniej, więc by nie zapomnieć, że mimo wszystko znajdują się na sali pełnej ludzi skupiła się na rozmowie o potrawach niż na wyobrażaniu sobie jak smakowałby deser podany na jego ciele.

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-07-31, 08:27


    Niewinny uśmiech wypisał na jego ustach odpowiedź, całkowicie zapominając, że oboje mają zasłonięte oczy. Jeden element ograniczający komunikację, pobudzający za to zmysły i wyobraźnię. - Umowa stoi - jego ton sugerował pełne przekonanie, że wygra. A pomysł na odebranie swojej wygranej już był w ogródku i witał się z gąską! Właściwie odpływając w fantazję zapomniał, że są w restauracji i powinien chociaż spróbować tego dania, zamiast obchodzić się zapachem, ale co tam. Niech ona wygra pierwszą konkurencję.
    - Powiedzmy, że chcę cię przywiązać - krawatem, paskiem, tym pieprzonym czarnym fragmentem sukni; wymowna pauza - do siebie - łóżka, balustrady balkonu, modernistycznego kaloryfera w twojej łazience; kolejna pauza - niespełnionymi obietnicami. Jesteś honorowa do bólu i wywiążesz się z danego raz słowa. A ja nie jestem pewien, czy bardziej mnie to wkurwia, czy podnieca - ktoś tu mówił o zachowywaniu się grzecznie? To wszystko przez tę stopę, która działała na niego tym bardziej, że nie widział dosłownie nic oprócz delikatnej poświaty wokół styku materiału opaski z jego skórą. Ostatnim odruchem powstrzymał się przed sięgnięciem pod stolik. Zrobił to tylko tylko dlatego, że zaskoczyła go propozycją trójkąta. Jakże on żałował, że nie może zobaczyć jej twarzy! Po samym głosie jego interpretacja szalała w różnych wariacjach. Jeremiah - w ferworze negatywnych emocji i zdarzeń - zapomniał o tym zakładzie na śmierć! Właściwie miał na myśli coś zupełnie innego, ale… cholera, jeszcze zdąży to kiedyś zrealizować! Skoro ona sama zaproponowała trójkąt, nie mógł odmówić sobie tej przyjemności! - Znam ją? - wypalił bez zastanowienia, ale nie miało to większego znaczenia. Co prawda Mari nie zasugerowała, że to kobieta, jednak dla Jeremiaha to było oczywiste. Jako stuprocentowy heteryk nie wyobrażał sobie seksu z facetem. Nie, bo nie i bez gadania. No i nie zniósłby tego, że inny mężczyzna mógłby mieć tę kobietę, szczególnie w jego obecności. Nie, żadne kurwa szczególnie. W ogóle! - Mam trzy wymagania. Po pierwsze musi być pełnoletnia, a najlepiej dwadzieścia pięć plus - nie chciał się bawić w pruderyjne dziewczyny, które jeszcze same do końca nie wiedzą, czego chcą, ale nie spodziewał się, żeby Mari podsuwała mu kogoś takiego. - Po drugie - nie jest laską żadnego mojego kumpla - o co trudno nie było, będąc rodzicem nie ma się za wielu znajomych. - Po trzecie… - czy było w ogóle jakieś trzecie? nagle coś wpadło mu do głowy i uśmiechnął się szatańsko, czego znów Mari nie mogła zauważyć, ale głos bez dwóch zdań zdradzał jego intencje. - Ja wybieram miejsce. I czas - dodał po chwili namysłu. - Ustalcie sobie granice i te sprawy, i daj mi znać wcześniej, zanim wszystko przygotuję - oznajmił to takim tonem, jakby rozmawiali najwyżej o odhaczeniu listy rzeczy do zrobienia przed wakacyjnym wyjazdem, chociaż w środku zawrzało. Dlaczego, do kurwy nędzy, miał tak wybujałą wyobraźnię?! Na dłuższą chwilę zastygł w bezruchu i pozwalał sobie na tę namiastkę przyjemności płynącej z dzikiej fantazji.
    Nawet nie zdążył spróbować swojej przystawki, zanim kelner wymienił jeden talerz na drugi, zajął się jedynie szklanką wody, którą opróżnił kilkoma łykami, tak bardzo zaschło mu w gardle. Żeby rozgrywka nie skończyła się po drugiej rundzie, musiał ją wygrać. Zaczął od kieliszka. Bez trudu rozpoznał ulubione musujące wino jego matki, które namiętnie przywoziła z każdej podróży do Francji i raczyła nim swoją rodzinę czy tego chcieli, czy nie. A co zwykle do niego przygotowywała? Były dwie opcje, ale aby być pewnym, musiał spróbować. Sięgnął po sztućce, jednak nabranie dania na widelec okazało się niemożliwe. Zainteresował go jednak dźwięk wydany przy uderzeniu metalu o… no właśnie.
    Czyż nie byli w wykwintnej restauracji? Czyż nie powinni zachowywać się w sposób… elegancki? Ale jak ma smakować potrawy wszystkimi zmysłami, kiedy nie można ich dotknąć? Pieprzyć to. On nie był dżentelmenem, konwenanse nigdy się go nie trzymały. Wymacał brzeg talerza i sięgnął do niego palcami. Po dotyku już wiedział, z czym ma do czynienia, niemniej bez skrępowania uniósł jedną porcję do ust i już nie miał żadnych wątpliwości. - Polecam palcami, te małże w sosie z białego wina z szafranem są warte grzechu złamania zasad etykiety - zakomunikował tuż po ostentacyjnym oblizaniu palców po smacznym kęsie, nie dając jej szansy na przedstawienie swojej odpowiedzi. Z cichym brzękiem odłożył pustą muszlę na talerz. Nie był pewien co do tego szafranu, właściwie palnął to tylko dlatego, że gdzieś widział tę nazwę i być może ta przyprawa tylko mu się przyśniła, ale co tam! Zależało mu, żeby wygrać, więc odrobinę nagiął zasady gry, które sam ustalił. To chyba nie było kłamstwo? Jedynie mały falstart!
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-07-31, 12:06


    Chcę Cię przywiązać do siebie. Dlaczego biorąc pod uwagę ostatnie tygodnie w ogóle nie zabrzmiało to w jego ustach dwuznaczne? Może dlatego że pozbawiona była wzroku i nie mogła dostrzec tego niebezpiecznego uśmiechu, który pojawiał się zawsze na jego twarzy gdy zaczynał świntuszyć. Zazwyczaj jednym spojrzeniem mogła odczytać te niewerbalne znaki jednak teraz? Teraz była pozbawiona tej umiejętności. Przywiązać do siebie. Czy dlatego zgodził się zrobić jej dziecko? Czy chciał ją w ten sposób do końca życia przywiązać do siebie, być w jej życiu nawet gdy ona sama tego nie będzie chciała? Nie miała pojęcia dlaczego wydało jej się to kurewsko egoistyczne gdy sama dwa tygodnie temu zachowywała się tak samo. Nic dziwnego, że opuściła swoją nogę przerywając tę niebezpieczną wędrówkę i skupiła się na jego kolejnych słowach. Oczywiście, że była honorowa. To była ich rodzinna cecha i właśnie tego nauczyła ją babcia. Poza tym, że w każdej sytuacji powinna zachowywać się jak dama, co niestety nie zawsze jej wychodziło. Zwłaszcza przy nim. Czy oni naprawdę rozmawiali o potencjalnym trójkącie podczas kolacji w restauracji? I dlaczego na jej twarzy widać było tak zadowolony uśmiech, którego na całe szczęście Jeremy nie mógł zobaczyć. Atmosfera pomiędzy nimi zgęstniała, więc ponownie odnalazła szklankę z wodą i upiła z niej kojący łyk.
    - A kto powiedział, że to kobieta? – musiała, po prostu musiała nieco się z nim podroczyć, bo spodziewała się tego, że w życiu nie zgodziłby się na trójkąt z innym mężczyzną. Żaden tego nie chciał a skoro to jego fantazja to bez wątpienia widziała w niej dwie kobiety. Tylko czy aby Mari na pewno była gotowa tego spróbować? Sama potrzebowała nieco pikanterii w swoim życiu a to… Cóż, etap eksperymentów na studia ją ominął, więc póki była jeszcze młoda może warto było wpisać to na swoją listę dokonań? Słuchała jego warunków i nie powiedział nic czego nie umiałaby zaakceptować. Właściwie dał jej wolną rękę, co niezwykle jej się podobało. Tylko nie wiedziała, na którą z opcji powinna się zdecydować. Wybrać kogoś kto na pewno by mu się spodobał (co nie byłoby mądre patrząc, że Jeremiah jest jedynie facetem) albo kogoś kto nie mógłby zawrócić mu w głowie. – Nie boisz się, że będziemy się bawić wystarczająco dobrze bez Twojego udziału? – rzuciła prowokacyjnie, ukrywając w tym także swoje obawy. Bo czy chciała widzieć go z inną kobietą nawet jeśli miałaby być to jedynie zabawa pozbawiona emocji i uczuć? Co prawda powiedział jej, że przez dziesięć lat swojego małżeństwa nigdy nie zdradził swojej żony a ona była pierwszą kobietą która namieszała jemu w głowie, więc ryzyko że zmieni swój obiekt zainteresowań był znikomy… Z drugiej strony czy mając taką kobietę jak Mari można szybko się odkochać? Wątpliwe, więc tylko uśmiechnęła się, bo naprawdę o tym rozmawiali. O trójkącie.
    Nawet nie zauważyła gdy kelner wymienił ich posiłek. Z tą przystawką było znacznie trudniej, bo albo było ona tak mała, że nie mogła odnaleźć ją widelcem, albo ktoś robił sobie z nich żarty. Raz za razem próbowała widelcem nabić potrawę i gdy kolejny raz usłyszała dźwięk widelca uderzającego w talerz poczuła lekką irytację. Wtedy też usłyszała jego słowa, które wprawiły ją w jeszcze większą irytację, bo Jeremy odgadł potrawę zanim ona zdążyła jej posmakować. Jeśli oboje mieli rację to był remis czyli o zwycięstwie miała zadecydować ostatnia przystawka.
    - Jakbyśmy potrzebowali więcej afrodyzjaków... – zaśmiała się idąc za jego radą i ujęła małże w palce. Nigdy nie miała odwagi ich skosztować, czego pożałowała zaraz po ich posmakowaniu. Konsystencja nie była zachęcająca jednak smak… Och był przepyszny. Nie zważając na dobre maniery oblizała palce i nie miała wątpliwości, że Jeremiah zna te smaki. Nawet oczami wyobraźni próbowała wyobrazić sobie jak owa potrwa prezentuje się na talerzu a trzeba przyznać, że odebranie jej wzroku znacznie to ułatwiało. Nie musieli długo czekać by charakterystyczny brzdęk talerzy uzmysłowił im, że postawiono przed nimi kolejną przystawkę. To ciekawe jak słuch wyostrza się, gdy wzrok pogrążony jest w ciemności. Mari była pewna, że jest w stanie wyczuć kroki zbliżającego się kelnera. Zanim posmakowała najważniejszej przystawki, która miała decydujący punkt, zbliżyła się w stronę mężczyzny i po omacku odszukała jego dłoń. – Myślisz, że zauważyliby gdybyśmy nie oddali jednej z opasek? – szepnęła a Jer mógł sobie tylko wyobrazić ten szatański uśmiech na jej twarzy. Nie miała pojęcia, że on sam myślał o tym zaraz gdy usiedli przy stoliku.

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    32

    wiek


    morderstwo to ciekawy motyw literacki

    ZAJĘCIE


    ale w realnym życiu lepiej kochać niż umierać

    UCZUCIA




      
    Jeremiah
       Dohemy

      
    "towers of gold are still too little, these hands could hold the world but it'll never be enough

      

      

      

      

      

      

    2020-07-31, 23:34


    Ostatnio, gdy znalazłaś się pomiędzy dwoma samcami naładowanymi testosteronem, skończyło się to dla nich w szpitalu, z TEGO pobojowiska jeden z nas jak nic wyszedłby martwy. Zatrzymał jednak ten komentarz dla siebie. Dla niego czarny humor nie był niczym niezwykłym, ale po śmierci Masona Jeremiah nie zamierzał wystawiać cierpliwości Mari na próbę. - Nah, walory estetyczne dwóch kobiecych sylwetek bezdyskusyjnie wygrywają z tymi męskimi. Bawimy się niegrzecznie, ale w dobrym guście. - Zacmokał wczuwając się w rolę konesera prawdziwej sztuki. Bo chyba się nie martwisz o to, że jakakolwiek inna kobieta oprócz ciebie będzie w stanie zawrócić mi w głowie? O ile wypowiedziałby te słowa drocząc się, tak resztki zdrowego rozsądku zatrzymały go przed ich zwerbalizowaniem. Mógł prowokować ją inaczej, niekoniecznie poddawać w wątpliwość jej uczucia, których - jak zresztą sama mu wspomniała - nie była jeszcze pewna. - Skarbie… - jak mu brakowało dźwięku tego słowa wypowiedzianego z jednej strony z nonszalancją, a z drugiej tak, jakby ukryta w nim była wartość prawdziwego skarbu! - Jak myślisz? Jak bardzo by mi to przeszkadzało? - zaśmiał się z odrobiną tej samej prowokacji, którą ona uraczyła jego, bo ze zwykłego uśmiechu przecież nie mogła rozpoznać, na ile żartuje, a na ile mówi serio. Dwie kobiety bawiące się świetnie na jego oczach? Czy musiał coś dodawać? - Tak tylko zaznaczę, że każde wystarczająco dobrze może zawsze ewoluować w zdecydowanie lepiej, na przykład za sprawą mojej skromnej osoby! - Dotknął dumnie dłonią klatki piersiowej, ale i tego nie mogła zauważyć. Jak mógł być tak pewny siebie, że nie doszukiwał się konkurencji dla siebie u innej kobiety, skoro biseksualizm wcale nie był taki rzadki? Cóż, odpowiedź była prosta: żadna kobieta nie da jej tego, co może dać jej on - dziecka. Jakoś w tej jego męskiej logice nie załapał, że dzieckiem jeszcze nie zmusi Mari do nawiązania relacji nie tylko opartej na posiadaniu wspólnego potomstwa, ale także na miłości, zaufaniu i partnerstwie, które już mogła otrzymać od każdej kobiety… Nie spodziewał się jednak, że Carlotta ma w sobie aż tyle szaleństwa, aby poważnie rozważać takie propozycje, mimo iż padły one z jej ust. Ale skoro słowo się rzekło, a ona naprawdę jest taka honorowa… ręką odnalazł jej przedramię, na którym położył dłoń. - Jeśli naprawdę tego chcesz i masz kogoś zaufanego, kogo nie boisz się w to wciągnąć, z mojej strony możesz liczyć na urozmaicenie tej zabawy - tym razem nawet bez konieczności widzenia mimiki rozmówcy mogła odebrać jasny przekaz, że Jeremiah mówi poważnie, o ile ona będzie pewna swoich przekonań w tej gestii. To, co działo się między nimi w łóżku to jedno, ale nie zmusiłby jej do czegoś, z czym czułaby się źle. Bo że on wstydu nie miał żadnego, już chyba było oczywiste.
    Zadrżał pod wpływem jej niespodziewanego dotyku, ale momentalnie zareagował ściskając lekko jej palce. - Obiecałem nie kłamać - przynajmniej tobie i o tobie - ale jeśli pozwolisz mi na drobne rozminięcie się z prawdą, zdobędę dla ciebie jedną z tych opasek bez uciekania się do kradzieży… - kolejne wyzwanie, tym razem rzucone samemu sobie. Gdyby dane jej było dostrzec błysk w jego oku towarzyszący tym słowom, jak nic wyczytałaby z tego spojrzenia, że tok myślowy już pędzi i szuka sposobu osiągnięcia zamierzonego celu, którego jeszcze nawet nie było. Ta niezdrowa chęć przesuwania jakichś granic włączała mu się tylko przy Mari, chociaż nie traktował tego jako próby zaimponowania jej swoim zachowaniem. Raczej szukał okazji do rozładowania napięcia, które gromadziło się w nim przy każdym dotyku, słowie, zapachu jej perfum przebijających się przez wszystkie inne bodźce, gdy odgarniała włosy z twarzy lub poruszyła nadgarstkiem nieco bliżej niego. A wyłączenie wzroku tylko nasilało ten stan, obniżając próg wrażliwości na impulsy napływające z pozostałych zmysłów.
    Cofnął rękę, bowiem nadeszła pora na następną rundę. Sięgając po kolejną potrawę wsadził palec w coś miękkiego, aksamitnego. Krem. Więc deser na koniec, wyśmienicie. Odnalazł dłonią ostatnią potrawę. - To… - Bez dwóch zdań był przekonany, że po przełknięciu pierwszego kęsa gorzkiej czekolady na tyle języka pozostał ostry smak chili. Parsknął śmiechem, bo w uszach zadzwoniły mu własne słowa o potrzebie pikanterii. Czyżby jego szczęśliwa gwiazda po kilku tygodniach ukrycia za jakimś perfidnym ciałem niebieskim, ponownie zaczęła świecić nad jego głową? - Babeczka czekoladowa z chili. Czuję też kandyzowaną pomarańczę, ale równie dobrze może to być wytwór mojej wyobraźni, bo od tej ciemności zaczynam mieć urojenia. Chyba że twoje ciche jęki przyjemności brzmią tak intensywnie nie tylko w mojej głowie…? W każdym razie wygrałem - z satysfakcją ściągnął opaskę i przez chwilę jego wzrok przyzwyczajał się do jasności panującej w restauracji. - Nie martw się, jeszcze kiedyś mnie pokonasz, chociaż nie licz na specjalne względy. - Pochylił się nad stolikiem, złapał za jeden z czarnych końców paska przewiązanego w talii kobiety i pociągnął go lekko w swoją stronę z najniewinniejszym uśmiechem na jaki było go stać po tej dziwnej kolacji pełnej różnorakich wrażeń.
     
    imię / nick:A.
    multi:w życiu!
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    30

    wiek


    Managerka Come a Casa

    ZAJĘCIE


    Kochać... jak to łatwo powiedzieć

    UCZUCIA




      
    Carlotta Mari
       Tillsley

      
    "A strong woman is one who is able to smile this morning like she wasn't crying last night...

      

      

      

      

      

      

    2020-08-01, 21:37


    Miał rację. Dwóch mężczyzn może i było fantazją wielu kobiet, jednak Mari nie była tym zainteresowana. Już nie chodziło o fakt, że buchający w Jeremiah`u testosteron skutecznie popsułby im zabawę ale dwóch mężczyzn razem. Nie. To jej nie grało. Za to druga piękna kobieta mogłaby być ciekawym i nowym doświadczeniem, zwłaszcza że w młodości nie miała zbyt wielu okazji do eksperymentowania. Co prawda nie miała wątpliwości, co do swojej seksualności i tego, że bardziej podobają jej się mężczyźni, którzy pociągali ją fizycznie. Była ciekawa co z tego wyniknie. Naprawdę ciekawa.
    - Skarbie, Ross Geller też był pewien, że w ogóle nie będzie mu to przeszkadzało – znów triumfalny uśmiech pojawił się na jej twarzy i znów… Jer nie miał okazji go dostrzec. Miała jednak nadzieję, że wyczuł jej żartobliwy ton, w końcu nie miała zamiaru wymieniać go na kobietę, nawet najbardziej olśniewającą i gorącą. Fakt, że mimo przegranego zakładu dalej troszczył się o jej komfort było urocze i tylko przekonało ją do tego, że chce spróbować. W każdej będzie mogła się wycofać jeśli poczuje się źle w tej sytuacji. Na razie postanowiła nie wybiegać aż tak bardzo w przyszłość, aczkolwiek do głowy przyszła jej jedna osoba, którą mogła w to wciągnąć. Co prawda nie była pewna czy obdarzyłaby ją stu procentowym zaufaniem, bo poza jednym pijackim spotkaniem nie łączyło je zbyt wiele, ale nadawała się do tego idealnie. Hannah jest piękną kobietą, która na pewno zaspokoi walory estetyczne ich trójkąta a przy okazji była pewna, że na pewno nie będzie miała w planach odbić jej mężczyzny. Może i nie znały się dobrze, ale była pewna że jest honorowa i przy okazji umie się dobrze bawić.
    Ich zaciśnięte dłonie napawały ją spokojem. Nie rozumiała jakim cudem czując się przy nim tak bezpiecznie dalej nie umiała się przełamać by po prostu z nim być. Całą sobą. Może to brak podpisanych papierów rozwodowych? Albo ogromna odpowiedzialność wiążąca się z jego dziećmi? Przecież jeśli miałaby na poważnie pojawić się w ich życiu nie mogła z dnia na dzień zniknąć. W dodatku cała ta sprawa z dzieckiem… Tak bardzo go pragnęła, że przysłoniło jej to ostatnio zdrowy rozsądek. Te sprawy musiała poukładać sobie w głowie zanim pozwoli sobie na pełne zaangażowanie. Zaufanie przyjdzie z czasem, przynajmniej miała taką nadzieję. Przez całe to rozmyślanie kompletnie zapomniała o podanym deserze.
    Cholera. Nie. Nie. Nie.
    Jej duma nie zniosłaby kolejnego przegranego zakładu. Słuchała jego pewnego siebie głosu przy okazji zanurzając łyżeczkę w deserze i… i zamarła. Jeremiah się pomylił. Nie dałaby sobie za to ręki uciąć, ale tak szybko wydał swoją opinię na temat podanej babeczki, która nie do końca nią była. Mari zanurzyła łyżeczkę głębiej smakując pysznej, płynnej czekolady. – Czasami warto skupić się na doprowadzeniu wygranej do końca niż za wcześnie cieszyć się zwycięstwem. To nie babeczka. To suflet. – ściągając z oczu opaskę potrzebowała kilku chwil by przyzwyczaić wzrok do jasności. W duchu modliła się by miała rację. By chociaż tym razem udało jej się wygrać i gdy w końcu stojący talerz zrobił się bardziej wyraźny, uśmiechnęła się dumnie. – Nie przejmuj się. Zadbam by Twoja przegrana była równie przyjemna jak ta moja. To zresztą ciekawe, że tak ciężko czasami odróżnić zwycięzcy od przegranego – spoglądała wprost w jego oczu, kciukiem wycierając z kącika ust pozostałości po czekoladzie po czym w prowokujący sposób oblizała palec. Ten facet sprawiał, że wszystko przy nim nabierało drugiego dna. Już zapomniała jak przyjemnym uczuciem jest ta dwuznaczna zabawa, jak beztrosko mogą sobie żartować bez obawy, że ktoś będzie na nich nieprzychylnie spoglądać. Liczyło się tu i teraz, więc dokończyła swój deser i z wyczekiwaniem obserwowała na jego poczynania w zdobyciu opaski na oczy, która tej nocy może im się jeszcze przydać.

    zt.

     
    imię / nick:stokrotka
    multi:nie
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: