Witaj na forum
nieznajomy
  • REGULAMIN
  • OGŁOSZENIA
  • DO ADMINISTRACJI
  • REZERWACJE
  • ZAMÓWIENIA
  • NIEOBECNOŚCI
  • ZARAZ WRACAM
  • KTO ZAGRA?
  • ZAJĘTE WIZERUNKI
  • MIEJSCA PRACY
  • DZIELNICE MIESZKALNE
  • SPIS LOKACJI
  • POSZUKIWANIA
  • RODZINY FABULARNE
  • POZIOMY MISTRZA GRY
  • WĄTEK KRYMINALNY
  • pogoda


    Smithers, BC, Canada
    newsy
  • Witamy w Deep Lakes ♥
  • Nowy numer Deep Lakes News już dostępny!
    Przypominamy o możliwości wysłania gorących ploteczek na konto DL NEWS w wiadomości prywatnej!
  • Poszukiwani moderatorzy - więcej informacji w ogłoszeniu


  • Poprzedni temat «» Następny temat




    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-05-28, 10:02


    #13

    Sicily nigdy nie stroniła od imprez. Może i przez ostatnie 5 lat zamieniła te z głośną muzyką i chmarą nieznanych osób na te bardziej rodzinne, ale zawsze się na nich stawiała. Potrzebowała kontaktu z innymi ludźmi, a mając dziecko nie mogła skazać sama siebie na bycie pustelnikiem. Dlatego też, gdy mały podrósł na tyle, by jego matka mogła wybyć na imprezę do Prince Groege- zrobiła to. W DL za dużo osób ją znało, a i po ostatnich nerwach nie chciała się natknąć na pewne osobniki. Urodziny jednej z kumpel były dobrym pretekstem, by wystroić się pewnie w jakąś kieckę od YSL, zrobić mocniejszy makijaż i zwyczajnie zaszaleć. W samym klubie zdążyła wyzerować może 3 drinki. Znała umiar, a poza tym musiała trzymać pion, żeby sobie wstydu nie narobić.
    Zadowolona ze swojej rozmowy z jadącym po nią Carneyem z podniesioną głową wróciła do klubu. W zasadzie to humor miała lepszy niż jak wchodziła do niego pierwszy raz. Na trzeźwo na pewno nie dokonałaby takiego cudu. Ba, na trzeźwo nie pomyliłaby numeru, a już na pewno nie wysłałaby dwóch zdjęć do Carney’a. Nie w obecnej sytuacji. Odrzuciła włosy na plecy i na starcie podeszła do baru, gdzie wychyliła dwa shooty, żeby na nowo wprawić się w atmosferę panującą dookoła jej. Spojrzała na zegarek na telefonie. Zostało jej jakieś 10 minut. Nie powinna tego robić, ale chuj. Odwróciła się na szpilce i ruszyła w tłum. Jaszczurka Si podpowiadała jej, by przetestować ów zazdrość, o której była mowa w wiadomościach. I wcale nie zatrzymała się gdzieś na brzegu, by Carney szybko mógł ją zgarnąć. Nie, ona poszła do samego serca sali. Kawałki się zmieniały, a ona dalej tkwiła w tym samym miejscu. Dalej bawiła się tak samo jak na początku, a na dodatek nikt nie suszył jej głowy o powrót do domu. Zupełnie jak małe dziecko w Disney World. Nie ograniczało jej nic, zupełnie tak, jakby była sama. Miała wrażenie, że muzyka przeszywa jej ciało od czubka głowy do samych stóp i zwyczajnie pozwalała się nieść rytmowi. Nikomu chyba nie trzeba objaśniać, że ruszała się tak, by przyciągnąć najwięcej spojrzeń. Zawsze tak było. W innym przypadku nie zwróciłaby na siebie uwagi Woolvetta, gdy byli jeszcze w liceum. Teraz była już dorosła i świadoma swego ciała. Czemu więc tego nie wykorzystać? Czemu nie miałaby płynnie ruszać biodrami i klatką piersiową w rytm skoro wie, że robi to dobrze? Czemu nie miałaby rzucać figlarnych uśmiechów i trzepotać rzęsami, skoro na to łapali się zapewne młodsi od niej chłopcy? Czemu miałaby stać pod ścianą, skoro wystroiła się jak stróż w Boże Ciało i ewidentnie przyciągała uwagę? I w reszcie czemu nie miałaby tego robić widząc i czując na sobie spojrzenie Carney’a? Całe szczęście był od niej na tyle daleko, by ta mogła jeszcze poużywać tego, co odziedziczyła po matce. Dostanie jej się za to pogłowie, ale teraz się tym nie martwiła. Teraz zwyczajnie się bawiła w najlepsze z otaczającymi ją ludźmi. No lubiła się z nim drażnić, lubiła.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-05-29, 00:12




    Sam nie do końca wiedział co nim kierowało kiedy w połowie pisania z Sicily po prostu ubrał się i wsiadł do samochodu. Szczeniakiem w ogóle się nie przejmował. To znaczy przejmował się, bo nie dawał mu spać. Nie potrafił mały debil uszanować że ktoś może pracować fizycznie i potrzebuje snu i tylko w noc ma ten czas na sen. Teraz Grace miała nocny dyżur, ale i ona normalnie spała w nocy. Nagle kolejny problem spadł mu na głowę i chyba musiał jakoś to wszystko odreagować. Niczego nie chciał prowokować, bo po prostu nabija się z pijanej Si, a to że była na to wszystko tak podatna to chyba już tylko i wyłącznie jej wina. Choć musiał przyznać że na zdjęciach wyglądała naprawdę dobrze. I właśnie to sprawiło, że wsiadł do tego auta. Chciał ją stamtąd zabrać, jaka część jego musiała to zrobić. Zdjęcia, tak jak i esemesy usunął. Po co miało mu to zalegać w telefonie? Kusić los? I tak wystarczająco przesadzał z tym wyjazdem. Wiedział że ten chłopak na niego doniesie, ale liczył że będzie to rano. Odpisał, że jedzie po znajomych. I jechał. W sumie nie wiedział czy będzie transportował do domu samą Si, czy też jej koleżanki. Ale nie okłamał narzeczonej, prawda? Prawda. Podjechał pod ten klub i serio liczył, że nie będzie musiał wchodzić do środka. Napiła, zadzwonił kilka razy. Ale nic. Trochę przeklinał pod nosem, ale ostatecznie wykupił wstęp i wszedł do klubu. Nie chodził do klubów od dawna, a jak pił to tylko w barach. Nie lubił tańczyć. Kiedyś bujał się pewnie za Si, kiedy ona odwalała całą robotę. Nie zobaczył jej od razu. Chwilę mu to zajęło. Szukał po stolikach, bo miał nadzieję że tam właśnie ją znajdzie. Jednak szybko się przeliczył. Zobaczył ją... i z niewyjaśnionego powodu tak się zdenerwował. Na początku tylko stał, miażdżąc ją spojrzeniem. Miał nadzieję że w ten sposób sprowadzi ją na ziemię. Nic takiego jednak się nie stało i nie powinno być to dla niego wielkim zdziwieniem. Westchnął ciężko, nie chciał spędzić całej nocy na czekaniu na nią jak jakiś kołek. Nie był szoferem który grzecznie poczeka. Przyjechał po nią i ją stąd zabiera. Nie będzie na nią czekał. Przejście przez tłum nie był trudny, gorzej było przebić się przez kilku gapiów, ale miał przewagę. Był trzeźwy. Złapał ją za rękę i lekko pociągnął w swoją stronę. - Koniec zabawy. - oznajmił i nie zamierzał słuchać sprzeciwu. Nie użył nawet grama siły. Nie taki miał plan. Chciał stąd wyjść i chyba musiał zapalić. Poprowadził ją na brzeg parkietu gdzie było znacznie mniej ludzi. - Idziemy po Twoją torebkę, kurtkę, koleżanki czy co chcesz jeszcze zabrać i wychodzimy.
      
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-05-29, 13:14


    Wcięta Si jest czym innym niż trzeźwa Si. Trzeźwa Si posłusznie ugnie kark i będzie czekać gdzieś z boku na kogoś kto po nią przyjedzie. Zrobiona Si lubi grać na nerwach, drażnić się i wzbudzać zazdrość, ewentualnie złość – jak w tym przypadku. Żadne spojrzenia, krzyżowanie rąk na piersiach nie robiły na niej wrażenia. Wręcz przeciwnie, ukazywała białe ząbki w zadziornym uśmiechu i dokładała do pieca wijąc się, czy nawet dając porwać temu i owemu. Dotykało, czy też łapało ją wielu w ciągu jednego wieczora. W końcu są w klubie, takie rzeczy są nieuniknione. Dlatego też, gdy poczuła jak znów ktoś jej dotyka, obróciła się zarzucając przy tym włosami. Myślała, że dalej pogra na emocjach Cara, a tu się okazało, że zrobił to Car na jej emocjach. Nie chciała się z nim szarpać. Ona była wcięta, dookoła pijani ludzie i sam trzeźwy Carney. To mogłoby się serio źle skończyć. Nie chciała skończyć tego dnia na poczekalni w szpitalu, a potem wyjść na jeszcze gorszą niż już to zrobiła. Skoro ją już trzymał przy sobie, to znak, że trzeba pakować zabawki i wracać do domu. Spojrzała na byłego maślanymi oczami i kiwnęła posłusznie głową. Nie musiała dyskutować, bo wiedziała, że i tak jej się to nie uda. Jedyne co tym by wskórała, to samotny powrót Carney’a do Deep Lakes. A tego nie chciała. Zaczesała kosmyk wyprostowanych włosów za ucho i skinęła głową. –Skoczę do szatni po rzeczy i wracam. Płaszcz i torebka, zajmie mi to chwilę. –powiedziała potulnie i klepnęła chłopaka delikatnie w ramię. Nie było tutaj miejsca na zbędne dyskusje, pytanie czy pójdzie z nią. Nie miała stać w kolejce 2 godziny. Może coś około 30 minut, jak ludzi się uzbiera. Pora była taka, że faktycznie ustawił się ogonek i nie szło tego przeskoczyć. Na szybkości napisała wiadomość do znajomych, że wraca z Carem. Jeszcze była na tyle rozsądna, żeby poinformować o takich sprawach. Narzuciła na ramiona beżowy płaszcz, a torebkę chwyciła w dłoń. Patrząc w ekran telefonu wróciła na Salę (a raczej jej początek), gdzie ciśnienie jej skoczyło niemiłosiernie, gdy tylko oderwała wzrok od telefonu. Zablokowała ekran i zaklęła pod nosem. Tego na jej warcie nie będzie. Przejechała językiem po górnej szczęce, zupełnie tak, jakby chciała sprawdzić, czy z kłów spływa już jad. Chwilę tak stała i obserwowała rozwój sytuacji. Jakaś dziwka na ropę próbowała nieudolnie robić to samo co ona kilka lat temu. Żal jej serce ścisnął widząc te dzikie pląsy. –Ok, bitch. Koniec zabawy mruknęła sama do siebie. Odrzuciła włosy na plecy i ruszyła w stronę Carney’a. Nie dotknęła byłego. Jej ręka powędrowała w kierunku cizi, ewidentnie zrobionej bardziej niż sama Sicily. Delikatnie dotknęła barku dziewczyny i odsunęła ją od Woolvett’a –Zabieraj stąd te tlenione kudły i bazarową podróbkę Black Opium. Jeszcze raz dotkniesz mojego faceta , a do burdelu wrócisz w metalowej skrzynce. – warknęła, gdy tylko udało jej się stanąć między Carem, a panną. –Poszukaj sobie kogoś – urwała i zjechała dziewczynę wzrokiem – komu też potrzebna jest proteza twarzy. Chociaż w twoim przypadku i tak to nic nie pomoże. –Czy bała się, że tamta się na nią rzuci? Nie. W tej chwili była do tego stopnia trzeźwa, że z łatwością uniknęłaby jakiegokolwiek ciosu. Złączyła palce lewej dłoni przed twarzą cizi, gdy tamta zaczęła coś szczekać jadaczką. –Shhh… Nie nadwyrężaj ust, bo jeszcze ci się dzisiaj przydadzą, cariño – no była kulturalna, prawda? Prawda. Uśmiechnęła się jadowicie i przestąpiła z nogi na nogę – No już, już. Nie ma cię tu.– machnęła ręką w stronę dziewczyny, po czym odwróciła się w stronę Carney’a. Uniosła brew i spojrzała na niego z miną mówiącą „serio?”. Po chwili jednak kąciki jej ust uniosły się ku górze, bo w sumie tak samo traktowała każdego pustaka, który próbował odbić jej Cara w liceum.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-05-29, 16:31


    Nie miał ochoty i czasu na zabawy, ani na podchody. Gdyby jakiś pijany frajer próbowałby go powstrzymać, to po prostu wybiłby mu zęby. Mimo wszystko miał jednocześnie przewagę nad tymi ludźmi, ale też nie. Bo z jednej strony był trzeźwy, a dzięki temu miał większą kontrole nad swoim ciałem. Ale z drugiej strony taki jeden z drugim debilem pod wpływem alkoholu, albo bóg jeden wie czego ma w sobie tyle odwagi... a jednocześnie nie odczuje tak szybko bólu. Mimo to miał to gdzieś i cieszył się, że Sicily nie próbuje swoich sztuczek, tylko posłusznie schodzi z parkietu. Dawno wyrósł z chodzenia na takie imprezy. a kiedy wychodził z Grace w Vancouver to ona bawiła się z koleżankami, a on grzał kanapę z chłopakami i musiał być naprawdę wcięty by wyjść na parkiet. - Poczekam tu. - mógłby wyjść na zewnątrz i tam na nią poczekać. Ale obawiał się, że za chwilę znów będzie musiał ją ściągać z parkietu bo zrobi mu na złość i pod jego nieobecność po prostu wróci do zabawy. A on nie miał ochoty na zabawy. Nie miał w sobie tyle cierpliwości co kiedyś... w sumie kiedyś też nie miał. A kto jak kto, ale Sicily wiedziała o tym najlepiej. Tyle lat się z nim męczyła w końcu. Carney serio nie miał ochoty na zabawę ani tą prowadzaną przez Si, a już na pewno nie na tańce z jakąś flądrą. To też jej mówił, że nie jest tu dla zabawy, że nie chce z nią tańczyć, ani gadać. Ale ona chyba za dużo wciągnęła i nie rozumiała słowa nie. I nagle proszę księżniczka z księżyca się pojawiła. Carney uderzył się w czoło, bo ostatnie czego potrzebował to rozróby wywołanej przez dwie pijane laski. Patrzy na to wszystko za pleców Si i tylko złapał ją w pasie gdyby przyszło jej na myśl żeby się na dziewczynę rzucić. Boże święty myślał że macierzyństwo ją czegoś nauczyło. Ale nic z tych rzeczy, nawet ją lekko nad ziemię podniósł w obawie że niczym mały byk ruszy by staranować zagubioną dziewczynę. - Jezu, dość wariatki! - warknął w końcu, a kiedy dziewczyna się oddaliła, to Carney puścił Si. - Jesteś niemożliwa. - wywrócił oczami, bo serio. On był bardziej niż obojętny względem tamtej dziewczyny. Ale no już nic nie mówił. - Wychodzimy, bo jeszcze chwila, a wylądujemy na komisariacie. - miała płaszczyk torebkę. Więc sądzę że nie robiła problemow z wyjściem. Nawet był na tyle miły, by otworzyć jej drzwi od strony pasażera. - Schlałaś się jak świnia Si. A w tej mini wyglądasz jak łatwy towar. Nie rób tak więcej. - już nawet nie komentował tego że w środku nazwała go swoim facetem. Nie komentował też jej kozaków, który podkreślała tylko jak krótką miała tą sukienkę. Nie wierzył w to wszystko. Kobiety nagle nie mogą nosić spodni? Bo co? Z jakiego powodu? Czekał aż wsiądzie, ale księżniczka jak zwykle musi mieć długi ogon.
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-05-29, 23:25


    Objęła się rękoma, gdy szła za Carem. No nie tak to wyglądało w jej pijanej wyobraźni. Całe szczęście smagnięcie nocnym powietrzem i wcześniejszy wzrost poziomu adrenaliny sprawił, że czuła się, tak jakby wypiła maksymalnie dwa piwa. Lekko podchmielona, ale bez tragedii. Oparła jedną dłoń o dach auta, a drugą o drzwi pasażera. Spojrzała na Cara, gdy ten stwierdził, że to najlepszy moment, by ją ojebać z góry na dół. Nie schlała się jak świnia i nie miała zamiaru teraz uprawiać dyskusji na ten temat. Powinien wiedzieć do czego zdolna jest panna Marshall jeśli chodzi o alkohol i, że trzy drinki jej nie urobią do tego stopnia, że nie wie nic o Bożym świecie. Zacisnęła lekko szczęki. – Konstantynopolitańczykowianeczka i nie mów mi, że jestem schlana jak świnia – syknęła. Klasyczny test, który i ich nie ominął, kiedy to wracali z imprez, a rodzice sprawdzali, czy coś pili. Nie miała zamiaru tłumaczyć się z tego co gadała kilka chwil wcześniej. Nawet jeśli nazwała go swoim facetem przy jakiejś raszpli, to czy to grzech? Równie dobrze mogła zrobić coś gorszego, skoro już telefon w ręku trzymała. O tym już nikt nie pomyślał. Nie miała też zamiaru rzucać się na nikogo z łapami. Może i rodzeństwo ma problemy z wyładowywaniem emocji, ale wiedzą kiedy mogą sobie pozwolić, a kiedy nie. Wsiadła do auta i zgarnęła płaszcz, by przypadkiem nie przyciąć go drzwiami. Wygodnie umościła się na fotelu i zapięła pas. Oparła łokieć o drzwi i w milczeniu patrzyła jak mijają kolejne budynki, światła zmieniają barwy i gdzieś tam obok przemknie auto. Ciepło, cisza, zmęczenie i siedzenie pasażera sprawiły, że w końcu odpłynęła. Może i dobrze, bo prędzej, czy później musiałaby się odezwać. Obudziło ją dopiero trzepnięcie drzwiami. Jeszcze zaspana spojrzała przez okno i na pewno nie byli pod jej domem, ani gdzieś blisko Deep Lakes. Podciągnęła się na fotelu i odpięła pas. Z początku nie chciała wysiadać. Po prostu chciała dotrzeć do domu w jednym kawałku. Naprawdę nie chciała się już kłócić, czy słuchać pouczeń. I jeśli w ten sposób miałoby się to wszystko skończyć, proszę bardzo. Wiecznie będą się drzeć i udawać, że jest dobrze tylko przy małym. Już nie miała sił z tym walczyć, bo czuła, że wali głową w mur. Mimo wszystko otworzyła te cholerne drzwi i wcale nimi nie trzepnęła jak Carney, a przymknęła delikatnie. Otuliła się płaszczem i podeszła do byłego. Oparła się plecami o samochód i wyciągnęła z torebki paczkę papierosów, by i ona mogła zapalić. Zaciągnęła się i przymknęła oczy. Od czego zacząć rozmowę? Widziała, że jest wkurwiony i nie musiała pytać, na co. Doskonale wiedziała na co, a raczej na kogo. – Czemu postanowiłeś przyjechać? – zapytała cicho w końcu i spojrzała kątem oka na chłopaka. –Równie dobrze mogłeś olać całą tą sprawę i przekręcić się na drugi bok. Najwyżej wróciłabym z dziewczynami – wzruszyła ramionami i pokręciła głową. Strzepnęła popiół z papierosa , po tym jak kolejny raz się zaciągnęła. Ostatnio przecież dosadnie dał jej do zrozumienia, jakie ma do niej podejście. Nienawidził jej. Nie mogła się przesłyszeć, czy źle zrozumieć, bo wrzasnął jej to prosto w twarz. Stąd też nie rozumiała tej troski z jego strony. Wtedy, w szpitalu. Teraz przyjeżdża po nią w środku nocy. Co będzie następne? Drugi nawet nie przejąłby się faktem, że Si jest w innym mieście łatwym kąskiem do ustrzelenia. Stwierdziłby, że skoro dzieciak ma opiekę, to nie będzie się mieszać. W końcu to jego ex. Jedno nie pasowało jej do drugiego, a ciągłe domyślania i nadzieje nie dawały jej spokoju. Owszem, nie była to odpowiednia pora, ale skoro już tu byli i cuda działy się, gdy była pod wpływem, to może i teraz jej się uda. Zaciągnęła się trzeci raz i powoli wypuściła dym z ust.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-05-30, 20:14


    W sumie cieszył się że ostatecznie zasnęła w samochodzie i że nieco wytrzeźwiała z tego wszystkiego. Nie powinien więc mieć takiego problemu z odstawieniem jej do domu. Ściszył nieco muzykę i jechał przed siebie co jakiś czas na nią zerkając. Wmawiał sobie, że tylko kontroluje czy jeszcze oddycha, bo nie chciał zgonu w swoim aucie. Ale tak naprawdę po prostu nie mógł się powstrzymać. Ile to razy wracali już tak z imprez. Nie raz w samochodzie nie było takiej ciszy. Bo to Si darła się na niego że przywalił jakiegoś szczura, a to jakaś laska za długo się gapiła, a jeszcze inna go zagadywała. Wtedy i on wyciągał artylerię swoich pretensji. Bo sukienka za krótka, bo dekolt za odważny. Innym razem za dużo wypiła, a jeszcze innym chciała iść na imprezę, a potem się nie bawiła. Raz jedno było trzeźwa, potem drugie pijane. Jakoś się uzupełniali i jedno z nich stało zawsze na straży tego drugiego. Carney mimo wszystko wolał częściej byś tym świadomym i nawet chętnie kierował kiedy jechali poza Deep Lakes. W swoim miasteczku imprezowali na domówkach, blisko domu, więc co im groziło. W Prince wolał jednak mieć nad wszystkim kontrole, szczególnie nad Si.
    Musiał sobie zapalić, a w aucie nigdy nie palił i pewnie to się nie zmieni. Dlatego też w połowie drogi po prostu zjechał na pobocze przy jakiś lasku i wysiadł z samochodu. Nie kontrolował tego czy zamyka drzwi głośno czy cicho. Po prostu taki odruch. Wygrzebał więc paczkę papierosów i po chwili raczył się już jego paskudnym smakiem. Patrzył sobie na lasek i tak sobie kopcił i zorientował się że nie śpi dopiero jak usłyszał dźwięk otwierających się drzwi. - A to pytanie? Czy początek kłótni? - rzucił, a potem zerknął na nią. Gdyby podniosła teraz głowę, zobaczyłaby że ma z niej lekką bekę. Może był zły i cała ta sytuacja była nieco szalona. Ale znał ją na tyle, że wiedział iż potrafi z najmniejszego dialogu wyłapać powód do kłótni. Przez prawie sześć lat zdążyli się siebie nauczyć na pamięć, a jak się okazuje rozłąka nie zmieniła aż tak wiele. - A ty byś to olała i poszłabyś spać? Całą noc zastanawiałbym się czy wróciłaś do domu. - rzucił całkowicie poważnie, a potem wyrzucił papierosa i go zdeptał, ale nie ruszył się z miejsca. - Nie jesteś za stara żeby się tak ubierać? - oczywiście żartował sobie, ale nawet milimetr jego ciała tego nie zdradzał, a już na pewno nie poważy ton głosu. Złapał za materiał jej sukienki koło uda i delikatnie za niego pociągnął, by podkreślić co ma na myśli.
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-05-31, 15:41


    Tak, Si i Car stanowczo nie byli jedną z tych słodkich park, które nic tylko sobie z dzióbków spijały. Oboje pokazywali sobie rogi kiedy to było możliwe. Jedynymi sytuacjami, w których się nie kłócili, to chyba seks i sen. Chociaż i w pierwszym przypadku Si potrafiła warknąć, gdy Car na siłę rozśmieszał ją swoim śmiechem. Mimo ciągłych sprzeczek i tego, że całe liceum miało ich dość to jednak jedno o drugiego potrafiło się zatroszczyć, co z resztą zostało do dziś, jak widać na załączonym obrazku.
    Marshall ściągnęła brwi, gdy Carney odpowiedział pytaniem na pytanie. Zadarła głowę do góry, bo wiedziała do czego pije. Próbowała udać złą z tego powodu, że od razu nie uzyskała odpowiedzi, ale zwyczajnie jej kąciki drżały, by unieść się do góry. W końcu dała za wygraną i zaśmiała się pod nosem. Przechyliła się w jego stronę tak, by trącić go barkiem w ramię. Nie poczuł pewnie tego aż tak, jak tego Si by chciała. Nic na to nie poradzi, że jest przy nim kurczakiem w czarnej sukience.
    -Bo nie spałam – rzuciła cicho i kopnęła niewidzialny kamyk. Do dzisiaj cofa jej się na zapach melisy, którą faszerowała ją matka, tylko po to, by jej córka się nie wykończyła jeszcze przed urodzeniem dziecka. - Schlebia mi, że o mnie myślisz – zacytowała fragment jednej z wiadomości i uśmiechnęła się szeroko. Zawsze miała dobrą pamięć do szczegółów i potem rzucała takimi tekstami w odpowiednich momentach. – A tak serio, to cieszę się, że gdzieś tam mimo wszystko nadal jesteś w stanie mi pomóc – dodała już kompletnie poważnie. Mając na myśli „mimo wszystko” chodziło jej o zerwanie, ukrycie dziecka, kłótnię i nawet te strzelenie w twarz. – I zobacz, zamiast leżeć i się zastanawiać, wdychasz świeże powietrze i patrzysz na lasek. Jak Ci się włączy chęć podziwiania piękna, to nawet duży wóz zobaczysz na niebie… Już nie wspominając o tym kto obok Ciebie stoi. – dodała pół żartem pół serio i zaciągnęła się tytoniem. Faktycznie, dym z papierosa można zaliczyć do świeżego powietrza, ale już nie czepiajmy się szczegółów. Spuściła wzrok, gdy Woolvett złapał za jej sukienkę i lekko obciągnął ją w dół. –Może i stara, ale ciało godne eksponowania – odpowiedziała zgodnie z prawdą i wzruszyła ramionami. Dumna była z tego jaki trud włożyła w doprowadzeniu się do tego stanu po ciąży i nie miała zamiaru nosić worka po kartoflach z tego tytułu. –Ale jak dla Ciebie to za krótko, to zawsze możesz mi zawiązać swoją bluzę na biodrach – odpowiedziała zaczepnie i spojrzała z figlarnym uśmiechem na Carney’a. W końcu tak zachowywał się w liceum, gdy Sicily postanowiła błyszczeć nogą na szkolnych korytarzach – poza tym plecy też mam kompletnie gołe, co daje dwie bluzy – zaśmiała się pod nosem. No cóż, pod pojęciem kompletnie gołe znajdował się przekaz podprogowy.
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     





    27

    wiek


    Se wychodzę, nie za nią

    ZAJĘCIE


    Po chodniku idę

    UCZUCIA




      
    Carney
       Woolvett

      
    "Piwo moje paliwo to ono sprawia że Nawet gdy chodzę krzywo kochanie nie złość się

      

      

      

      

      

      

    2020-06-02, 23:29


    Nie byli parą idealną, byli dwójką dzieciaków, która wtedy jeszcze nie wiedziała co oznacza tak naprawdę miłość i prawdziwy związek. Liczyła się zabawa, seks i cła masa zazdrości. Awantury, obrażanie się i robienie sobie na złość. Ale jeśli dziś ktoś spyta Carneya czy kochał Sicily, to odpowiedź będzie oczywista i nawet się nie zawaha. Kochał ją jak nikogo innego, kochał tak samo mocno jak go wkurzała na każdym kroku. I nie był pewny czy kiedyś pokocha kogoś w tej beztroski i prosty sposób.
    Carney wiedział, ze nie zachwyci się jego odpowiedzią, wiedział jakiej oczekiwała, a raczej domyślał się. Jednak nie mógł tego powiedzieć, nawet jeśli myślał w taki sposób. Nie ważne w sumie było to w jakich kategoriach teraz myślał o swojej ex. Miał narzeczoną i nawet jeśli miałby ochotę zerwać z Sicily tą sukienkę i wziąć ją na masce. To nie zrobił tego. Wiele można mu zarzucić, naprawdę ma za uszami nie jedno. Ale nigdy nie zdradził. - Jesteś matką mojego syna, przyjdzie mi do usranej śmierci o tobie myśleć. - nie tylko z tego powodu, ale tą wiadomość miał już zachować dla siebie. Si była ważną osobą w jego życiu i to się nigdy nie zmieni niezależnie jak postanowi go jeszcze zranić. Każdy zapamiętuje swoją pierwszą miłość. A to nie był licealny związek na pięć minut. A na kilka długich lat. Kto wie co byłoby teraz z nimi gdyby ojciec nigdy nie wyrzucił go z domu. Byliby w tym samym miejscu co teraz? Szczerze wątpię. Z tego całego wywodu si po prostu się zaśmiał, a potem zadarł głowę by spojrzeć na niego. Faktycznie, było pełne gwiazd. Szczególnie tu było je widać. Ciemność w lesie sprzyjała, tak samo jak bezchmurne niego.
    - Jak na złość nie mam żadnej bluzy. Ale... nic się nie zmieniłaś. Dalej lubisz świecić tyłkiem i dalej lubisz mnie denerwować. - nie mógł się nie zaśmiać, a potem otworzył bagażnik, by zaraz wrócić do niej z kocem. Zmusił ją by odsunęła się od samochodu, zabrał jej papierosa i zdeptał go na asfalcie, nie chciał odpowiadać za pożar w lecie. A potem owinął ją szczelnie w koc. - Tak powinna chodzić na imprezy matka mojego syna. Z kim Ty tam w ogóle byłaś? - jakby wiedział, że zadaje się z Naną... to by się załamał!!!
     
    imię / nick:Becky#0259
    multi:Nana
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 3
     





    27

    wiek


    prowadzi własny biznes

    ZAJĘCIE


    patrzy w Carney'a jak w obrazek

    UCZUCIA




      
    Sicily
       Marshall

      
    "Bésame, bésame, bésame. Así, así, Y yo te llevo a tu final feliz

      

      

      

      

      

      

    2020-06-03, 13:34


    Gdyby ktoś zadał Sicily to samo pytanie, bez zastanowienia odpowiedziałaby przecząco. Przecząco, bo pytanie zadane w czasie przeszłym. A ona nadal kocha Carney’a tylko nie mówi tego dostatecznie głośno. Wiedzą o tym może 4 osoby. Reszta jest zdania, że sprawa zamknięta, a Marshall idzie do przodu. Ot żeńska wersja Wokulskiego nam się trafiła. Całe szczęście Carney w żadnym stopniu nie przypomina Łęckiej. Kocha kogoś, kto z pozoru nie odwzajemnia jej uczuć, bo przecież nie daje jej nawet delikatnych sygnałów. Stąd też nie zadowoliła ją odpowiedź Carney’a. Gdzieś tam w tym głupiutkim rozumku ma cichą nadzieję, że nie wszystko stracone. Cóż, czego innego miała się spodziewać? Jej były ma narzeczoną, pod koniec sierpnia biorą ślub, a ona będzie wszystkiego w tym czasie doglądać..
    -Każdy powód jest dobry –odparła z lekkim uśmiechem i wzruszyła ramionami. Pewnie gdyby alkohol nie szumiał w jej żyłach, to rzuciłaby jakimś depresyjnym tekstem w stylu „ja myślę o Tobie cały czas” albo „gdyby nie Noah pewnie byś nie myślał”, a cała pogodna atmosfera zdechłaby w ułamku sekundy. I nawet jeśli faktycznie cały czas myślała o byłym i tym co by było, gdyby gumka nie pękła i wyjechała z nim. Czy, gdyby jednak mu powiedziała o ciąży. Czy miliard innych opcji, które przychodziły jej do głowy, to lepiej, żeby zostawiała to dla siebie. Zaśmiała się na tekst o tym, że się nie zmieniła.
    -Jakim tyłkiem? To znaczy, ja wiem, że przyciąga uwagę, ale bielizny mi nie widać – zaprotestowała i zaśmiała się wesoło. Och, mogłaby godzinami dyskutować nad swoim ubiorem. Oboje się w tym wyćwiczyli . - A poza tym, kto się czubi ten się lubi. – dodała i strzepnęła popiół z papierosa. Powiodła wzrokiem za Carem i uniosła lekko brew – No nie gadaj, że… no, bo już myślałam, że jak kiedyś metrówkę wyciągniesz, by znów pokazać o ile za krótka jest sukienka – powiedziała widząc, że w ręku Carney’a zamiast metrówki jest kocyk. Niechętnie odepchnęła się od samochodu i pozwoliła otulić kocem. Przez cały ten czas patrzyła na niego, tak jak małe dzieci patrzą na swoich rodziców, gdy ci poprawiają ich ubrania. Westchnęła i spojrzała po sobie. Koc sięgał jej do kolan. Pięknie. Pokręciła głową i mimo wszystko zaśmiała się z tej sytuacji – Krata à la Burberry może zdać egzamin, ale nie wiem jak będę wyglądać w takim fasonie – odparła. Oczywiście na pytanie z kim była w klubie odpowiedziała wymijająco, że z koleżankami z liceum. Przecież Car by ją rozniósł za trzymanie się z Naną. Szybko też zaproponowała, by powoli się zwijali- zwyczajnie chciała uniknąć drążenia tematu. Si na miejscu pasażera, to dj Si. Pewnie zmieniała muzykę, póki Carney nie dał jej po łapach jak małemu dziecku, na co się tylko zaśmiała i już siedziała spokojnie. Nie chciała wysiadać z auta, gdy podjechali pod jej dom, ale nie miała innego wyjścia. Grzecznie podziękowała za podwózkę i pewnie na pożegnanie cmoknęła go w policzek, zostawiając na nim pieczątkę w kształcie swoich ust. Koca oczywiście nie oddała, bo przecież nie może świecić tyłkiem na swoim podwórku.
    /zt x2 <3
     
    imię / nick:Oset#5986
    multi:-
    poziom mistrza grySTOPIEŃ 2
     


    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: