To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Deep Lakes

Poza miastem - nasze rendez vous

Brandon Dohemy - 2020-08-23, 22:27
Temat postu: nasze rendez vous
#retyniewiem
outfit

Zabawne było to, że nie stresował się wcale randką samą w sobie, a tym by znowu się na nią przypadkiem nie spóźnić. Poważnie, cały dzień pilnował telefonu, a nawet ustawił sobie trzy budziki, jeden po drugim (każdy jeden w piętnastominutowym odstępie czasu) by mieć pewność, że po powrocie do domu zdąży jeszcze wziąć szybki prysznic, ubrać się, wypachnić i z zapasem czasu dotrzeć pod dom Mayfair gdzie zobowiązał się ją odebrać. Prawie mu nawet wyszło. Prawie bo w połowie drogi zorientował się, że nie zabrał ze sobą telefonu, a że bez telefonu to w tych czasach jak bez ręki - musiał zawrócić, a potem jeszcze raz nadrobić stracone kilometry. Nie spóźnił się.. jakoś bardzo. Przybył pod jej drzwi zaledwie pięć minut po czasie i osobiście uważał to za jedno ze swoich największych osiągnięć. Poważnie.
Kiedy sięgał dłonią do dzwonka przeszło mu nawet przez myśl czy na pewno odpowiednio się ubrał. Rzadko zakładał garnitury, chyba tylko na wesela i pogrzeby. Wychodził zresztą z założenia, że na randce powinien wyglądać schludnie i szykownie ale bez przesadnej wyniosłości. Swoboda też była ważna, może nawet w tym wszystkim najważniejsza. Gdy tylko otworzyła przed nim drzwi - niemal natychmiast omiótł ją uważnym spojrzeniem by zobaczyć jak bardzo przyćmi go swoim pięknem, a potem uśmiechnął się półgębkiem i pocałował ją króciutko na przywitanie. Gdy już uporała się z zamknięciem mieszkania - odprowadził ją do samochodu. Ba, otworzył jej drzwi jak księżniczce, którą niezaprzeczalnie była, a potem zamknąwszy je za nią obszedł auto i sam usiadł za kierownicą.
- Nie zadawaj pytań, obiecałem sobie trzymać dzielnie gębę na kłódkę i dopóki nie dotrzemy na miejsce - nic ci nie powiem. - a pewnie zaznaczył to głośno bo doskonale wiedział jak słabą była jego wola kiedy stawała do konfrontacji z przebiegłą panną Mayfair. Totalnie nie miał z nią szans.
Nie jechali wcale długo, po części dlatego, że miejsce docelowe znajdowało się zaledwie kilkanaście kilometrów za Deep Lakes, a po części dlatego że on jak to on - na niektórych odcinkach trasy niemal dwukrotnie przekroczył dozwoloną prędkość. Nie dlatego, że się spieszył - tak po prostu jeździł na co dzień. Hannah jeśli jeszcze nie przywykła do tego po ostatnim tripie na biwak (chociaż tam i tak trochę się powstrzymywał przed ostrzejszym depnięciem w gaz nie chcąc by wzięła go za jakiegoś drogowego pirata) to dziś miała fantastyczną okazję by podenerwować się trochę przy każdym chociażby manewrze wyprzedzania. Z drugiej strony... Wyglądała mu raczej na taką, która mimo wszystko lubiła ostrą jazdę więc może akurat przypadnie jej to do gustu. Zwolnił dopiero gdy zbliżali się do zakrętu, a tam zboczyli w leśną ścieżkę i dojechali nią do niemalże samego brzegu ogromnego jeziora. Samochód zatrzymał jak najbliżej pomostu co by stąpając po gałęziach i szyszkach nie skręciła sobie czasem kostki, a potem wysiadł i otworzył jej drzwi pomagając jej wysiąść z samochodu.
- Uwaga, nierówny teren. - parsknął krótkim śmiechem kiedy wspierała dłoń na jego wyciągniętej dłoni, a potem wyciągnął ku niej ramię by mogła go pod nie złapać. Poprowadził ją przez pomost, do którego umocowane były różnorakiej maści łodzie i łajby ostatecznie wstrzymując dopiero na samym jego końcu gdzie po powierzchni dryfował zamocowany do drewnianej, mocnej konstrukcji, bały, nowiutki jacht. Niezbyt duży, dostosowany bardziej na wycieczki po jeziorach ale za to bardzo dobrze wyposażony. Na górze niewielki aneks kuchenny z całym sprzętem, lożą, stołem i sprzętem rtv, na dole zaś prócz - najważniejszej - sypialni również w pełni wyposażona łazienka. Kiedy weszli do środka szybko okazało się, że mają też swojego kucharza, którego jednak po dogadaniu ostatnich szczegółów Dohemy odprawił do domu. Kolacja była już gotowa, a on na pokładzie nie nie życzył sobie dziś nikogo prócz tej jednej, jedynej, najważniejszej kobiety. Gdy weszli już na pokład na chwilę przyciągnął ślicznotkę ku sobie i złożył na jej wargach pożądliwy pocałunek. Nie był w stanie się powstrzymać, a powinien jeśli zamierzali zrobić to wszystko we właściwej kolejności... Tj. najpierw kolacja i rozmowa, a dopiero potem zwiedzanie najciekawszych zakamarków luksusowego jachtu. Odsunął się od niej z poweselałym uśmiechem, a potem poprowadził ją w stronę kabiny.
- Rozgość się, a ja w międzyczasie odpłynę troszkę od brzegu. - to jest na pełne jezioro oczywiście.

Hannah Mayfair - 2020-08-23, 23:44

#46

włosy + makijaż
outfit

Ubranie się zazwyczaj zajmowało jej jakieś pięć, maksymalnie dziesięć minut. Jej garderoba była skomponowana w taki sposób, że nie miało znaczenia czy wygrzebie z szafy pierwszą lepszą koszulkę i jeansowe szorty, czy też złapie za przypadkową bluzkę i wiszącą z samego brzegu spódnicę - wychodząc do pracy, do sklepu czy na spotkanie z przyjaciółmi zawsze wyglądała dobrze. Tym razem jednak chciała czegoś więcej, chciała pokazać się Brandonowi z jak najlepszej strony. Zazwyczaj mężczyzna widział ją bez grama makijażu, w sportowym stroju, rozczochraną, z kropelkami potu na czole. Dzisiejszy wieczór był zaś doskonałą okazją do tego, żeby zaprezentować mu się w całej krasie. Założyć idealnie dopasowaną sukienkę, wykonać staranny makijaż, ułożyć włosy. Wszystko po to, żeby dostrzec na jego twarzy pełne zachwytu spojrzenie i ten cholernie seksowny, zadowolony uśmiech. Hania dwoiła się więc i troiła, biegała po domu, zakładała kolejne kreacje, zdejmowała i co rusz z przerażeniem zerkała na zegarek, mierząc się z myślą, że chyba pierwszy raz w życiu nie zdąży na czas. Chwała, że Brandon zjawił się tych pięć minut później, bo gdy podjeżdżał pod jej dom dopiero kończyła tuszować rzęsy i pryskała się ulubionymi perfumami.
Dźwięk dzwonka do drzwi sprawił, że zerwała się na równe nogi. Po raz ostatni spojrzała na swoje odbicie w lustrze, zgarnęła leżącą na łóżku torebkę i pognała mu otworzyć, a kiedy tylko go zobaczyła… momentalnie zmiękły jej kolana, a na twarzy pojawił się błogi wyraz. Odwzajemniła jego pocałunek, zamknęła za sobą mieszkanie i cały czas przepięknie się uśmiechając, pozwoliła się Dohemy’emu zaprowadzić do auta, od razu wskakując na fotel pasażera (co w tak obcisłej kiecce było naprawdę nie lada wyczynem!).
“Świetnie wyglądasz. Cieszę się, że to nie ja prowadzę, bo nie byłabym w stanie skupić się na drodze” mruknęła, przygryzając wargę. Gdy tylko wyjechał z podjazdu i włączył się do ruchu, przez moment przyglądała mu się jak płynnie zwiększa prędkość i wrzuca coraz to wyższe biegi. Jeśli spodziewał się, że będzie ze strachu piszczała - nic bardziej mylnego. Lubiła prędkość i wiatr we włosach przez co za każdym razem, kiedy tylko słyszała przyjemne wycie silnika uśmiech na jej twarzy jeszcze się poszerzał. Nie próbowała jednak walczyć z rosnącą ekscytacją. Patrząc na wprost i obserwując drogę, położyła mu dłoń na kolanie, co choć było naprawdę niewinnym gestem i tak sprawiło, że poczuła charakterystyczny prąd biegnący wzdłuż kręgosłupa.
“W porządku, żadnych pytań” zaśmiała się, bo choć z natury była ciekawska, niespodzianki wprost uwielbiała. Właśnie dlatego, nawet nie próbowała zgadywać dokąd ją zabiera. Miała jedynie nadzieję, że nie na pieszą wycieczkę w góry, bo jej nogi w butach na wysokich obcasach nijak by tego nie zniosły. Całe szczęście, jego elegancka marynarka wskazywała na coś o wiele bardziej wykwintnego, co cieszyło ją na maksa, bo naprawdę rzadko miała okazję do zrobienia czegoś tak niezwykle eleganckiego i z klasą.
“Tym razem nie wzięłam maści na stłuczenia. Trzymaj mocno” mruknęła po wyjściu z samochodu, niepewnym krokiem przedzierając się przez te wszystkie nierówności. Z takim wsparciem udało się jej jednak szczęśliwie dotrzeć do celu i nie dalej jak dwie minuty później, stała już na pokładzie jachtu, tak bardzo wzruszona i przejęta, że mowę jej odebrało, co nie zdarzało się zbyt często. Tak bardzo się postarał, wszystko zaplanował, przygotował. Była pod niesamowitym wrażeniem. Aż nie wiedziała na co patrzeć. Wow. Po prostu… wow. Jeśli wcześniej jej imponował, tak teraz… przylgnęła mocno do jego ust, całą sobą odwzajemniając pocałunek, a gdy w końcu się od siebie oderwali, spojrzała mu prosto w oczy i czule pogłaskała po policzku.
“Jesteś niesamowity, wiesz? To wszystko… brak mi słów” rzuciła ze ściśniętym gardłem. Nikt nigdy nie zrobił dla niej czegoś podobnego. Dla większości facetów szczytem możliwości było wspólne wyjście do knajpy, a on załatwił jacht, kucharza, kolację. Potraktował ją jak prawdziwą księżniczkę, co było z jego strony tak niesamowicie szarmanckie, słodkie i urocze, że o rany. Niby była taka elokwentna, taka wygadana, a jednak w jej słowniku brakowało odpowiednich określeń dla tego, jak wiele dla niej zrobił.
“Za sterem wyglądasz cholernie seksownie. Nie byłam świadoma tego, że kręcą mnie marynarze, a tu się okazuje, że tak… i to jak” zaśmiała się dźwięcznie, opierając o metalową barierkę i chłonąc widoki, które były równie cudowne, jak i cała reszta.

Brandon Dohemy - 2020-08-24, 11:12

Ona nie byłaby w stanie skupić się na drodze? Co powiedzieć miał on kiedy siedziała obok niego w tej przylegającej do ciała, podkreślającej wszystkie jej walory kiecce i jeszcze dłonią w pozornie niewinnym geście gładziła go po kolanie? Na szczęście na miejsce dojechali cali i zdrowi, nie zawinęli się autem na żadnym przydrożnym drzewie ani nie dachowali w rowie. To chyba dobrze świadczy o nim jako o kierowcy? Komentarz o maści na stłuczenia przyjął z malującym się na twarzy rozbawieniem.
- Bez obaw, gdyby było trzeba - nosiłbym cię na rękach i cały dzisiejszy wieczór. - kiedy znaleźli się już na pokładzie przyglądał jej się ukradkiem z boku rejestrując wszystkie jej reakcje. Bo kto wie? Może trochę z tym jachtem przesadził? Wiecie jak to jest, kiedy ktoś pieniędzy ma niewiele - kolacja w najdroższej restauracji w okolicy będzie dla jego wybranki spełnieniem wszystkich marzeń. Kiedy ktoś jednak ma tych pieniędzy zdecydowanie za dużo, jak było w przypadku Brandona - randka na wystawnym jachcie, na samym środku jeziora może być uznana za zuchwalstwo czy po prostu zwykłą próbę przekupstwa. Na jego szczęście Hannah wyglądała na zachwyconą dlatego też odrzucił na bok wszystkie swe ewentualne wątpliwości i posłał jej poweselały uśmiech.
Swoją drogą - nie on był niesamowity, a ona. To dla niej tak bardzo się starał.
- No popatrz... A ja byłem pewien, że syreny istnieją tylko w legendach, a tu proszę, jedna stoi mi na pokładzie i nic nawet nie czyniąc sprawia, że nie mogę oderwać od niej wzroku i co chwilę zbaczam z wyznaczonego kursu. - szczęśliwie siedział za tym sterem jeszcze przez krótką tylko chwilę, apotem zatrzymał jacht i podniósł się z fotela podążając z wolna w stronę stojącej przy barierkach damy. Otoczył ją od tyłu swoimi silnymi ramionami i nachyliwszy się odrobinę złożył na jej szyi delikatny, czuły pocałunek. Słońce było co prawda jeszcze całkiem wysoko ale powoli chyliło się już ku zachodowi. Prawdziwie magicznie zrobi się dopiero wówczas gdy czerwono-pomarańczowa tarcza zacznie chować się za linią horyzontu barwiąc swym niezwykłym blaskiem ciemniejące niebo, a potem odbije się w lustrze jeziora i tworząc ten niepowtarzalny klimat. Akurat latem Dohemy bardzo często spędzał wieczory dryfując po jeziorze, nawet jeśli zwykle była to jedynie mała łódka napędzana tylko i wyłącznie siłą jego mięśni. Naoglądał się w swoim życiu trochę tych zachodów, ten dzisiejszy będzie o tyle wyjątkowy, że mógł podzielić się tym doświadczeniem z kimś na kim mu zależało.
- Szczerze? Nie mam pojęcia co właściwie przygotowano nam dziś na kolację... Dałem szefowi wolną rękę. - mruknął cicho dłońmi bezwstydnie obłapiając jej skryte pod materiałem białej sukni ciało. Już teraz miał ochotę ją z niej zedrzeć... Po prostu coś sobie wcześniej obiecał i zamierzał się tego trzymać. - Ale bez obaw, wspomniałem że jesteś weganką. - tym bardziej nie wiedział czego się spodziewać, zwłaszcza że dzisiejszego wieczoru mieli to samo menu. Powinien się bać?

Hannah Mayfair - 2020-08-24, 16:47

Piękny, nowy, błyszczący. Bez dwóch zdań, jacht był świetny, a Hannah niesamowicie cieszyła się na myśl o ich morskiej przeprawie i wykwintnej kolacji na samym środku jeziora. Gdyby jednak ktoś ją zapytał, przyznałaby szczerze, że miejsce randki czy rodzaj transportu - choć w każdym calu doskonałe - wcale nie były jej głównym źródłem zachwytu. O wiele bardziej działało na nią bowiem to, że Brandon o niej pomyślał, wszystko zaplanował, przygotował. Poświęcił swój czas i energię i zorganizował tak wyjątkową niespodziankę. A przecież wcale nie musiał tego robić. Mógł po prostu zabrać ją do kina czy na spacer po parku, a jednak. Stanął na wysokości zadania, postarał się. Zadbał o to, żeby ich pierwsza oficjalna randka była niezapomniana. Zadowolony uśmiech więc ani na moment nie schodził z jej twarzy, a ilekroć tylko na niego spoglądała, w jej oczach paliły się te radosne, podekscytowane iskierki.
Gdy nazwał ją syreną, spojrzała na niego z ukosa i zaśmiała się cicho. Dobrze pamiętała wszystkie zasłyszane przed laty opowieści o córkach wody, które co jakiś czas wypływały na brzeg i swoimi pięknymi ciałami oraz słodkimi głosami prowadziły marynarzy na zgubę, czerpiąc niesamowitą przyjemność z ich rozpaczliwego nawoływania o pomoc. Szczęśliwie, choć uwielbiała pływać i jak się dziś okazało, niesamowicie kręcili ją mężczyźni w mundurach - a właściwie jeden, stojący tuż nieopodal - nie zależało jej na tym, żeby rozbił się o wystające przy brzegu skałki. Starała się być więc wyjątkowo grzeczna i przesadnie go nie rozpraszać, co jakiś czas odwracając się i zerkając na niego przez ramię, jakby w ramach upewnienia się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
“Nie znam się na tym specjalnie, ale wydaje mi się, że obrałeś bardzo dobry kurs” mruknęła wesoło, co mogło - miało - zostać odebrane dwuznacznie. Bo przecież ich znajomość pięknie się rozwijała, a więź między nimi każdego dnia stawała się coraz głębsza i bardziej znacząca.
Gdy otoczył ją swoimi ramionami, odchyliła lekko głowę do tyłu, dając mu w ten sposób lepsze dojście do swojej szyi, a kiedy ją pocałował zadrżała pod wpływem jego dotyku, a spomiędzy jej ust wyrwało się zadowolone westchnięcie. Uwielbiała te drobne, niepozorne gesty, w których nie brakowało ciepła i czułości. Podobnie jak i uwielbiała jego dłonie, przesuwające się wzdłuż jej talii, zsuwające się coraz niżej i niżej, na okolicę bioder. Wyplątała się z jego objęć i szybkim ruchem przekręciła tak, że stali twarzą w twarz, a jego ręce, które jeszcze przed chwilą znajdowały się w miejscu dość niewinnym, teraz bezwstydnie obłapiały jej tyłek. Nachyliła się nad nim i omiatając go swoim ciepłym oddechem, złożyła na jego wargach kolejny, przeciągły pocałunek.
“Naprawdę?” zapytała wyraźnie rozbawiona, zagryzając lekko jego dolną wargę. “Nie boisz się tych strasznych, niedobrych warzyw?” rzuciła jeszcze, teraz już jawnie się z niego śmiejąc. Niemniej jednak, doceniała jego poświęcenie i to, że na ten jeden, konkretny wieczór zrezygnował z dań mięsnych. “Nie martw się, jeśli w pewnym momencie zrobi Ci się słabo, reanimuję Cię moją…” urwała, z cisnącym się na usta, bezczelnym uśmiechem, zgrabnie nawiązując do tego, co jej powiedział zanim podczas żwawego truchtu po lesie zboczyli z trasy i rzucili się w wir cielesnych uniesień. “Wiesz, wciąż nie mogę wyjść z podziwu dla tego wszystkiego. Jest pięknie, dziękuję” trąciła go nosem, a gdy już skończyli (przynajmniej na ten jeden, konkretny moment) z czułościami, pozwoliła mu się zaprowadzić do stołu i zajęła jedno z wolnych krzeseł, nie mogąc się wprost doczekać, aż w końcu zajrzą pod srebrne pokrywki i dowiedzą się, co też wyczarował dla nich prywatny szef kuchni.
“Mam pomysł. Wybacz, jeśli zepsuję Ci tym koncepcję, ale… jestem cholernie ciekawa jak Twoim kubkom smakowym przypadnie do gustu wegańska kuchnia, a… jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić. Bez uprzedzeń i bez fałszywych zachwytów, tylko po to, żeby mi było miło” zaczęła z tajemniczym uśmiechem, sięgając po leżącą na stole, czarną, aksamitną serwetkę. Nim jednak Brandon zdążył zareagować, złożyła ją kilkukrotnie przeistaczając w wąską, nieprzepuszczającą światła opaskę, a następnie zawiązała brunetowi wokół oczu.
“Powiedz, ile widzisz palców” zażartowała, wymachując przed nim dłonią. A potem nie mówiąc już nic, podniosła paterę numer jeden i resztką silnej woli, powstrzymała się przed radosnym piskiem na widok przygotowanej dla nich przystawki składającej się z kawioru z soczewicy, pieczonych marchewek polanych syropem z granatu oraz szparagów posypanych orzeszkami pini. “Okej, ucztę czas zacząć” rzuciła pogodnie, nabierając na widelec po trochu wszystkiego i karmiąc mężczyznę. “I jak, i jak?” zapytała od razu, uważnie obserwując jego minę.

Brandon Dohemy - 2020-08-26, 01:22

Cały ten czas obserwował ją sobie z boku, a jej roziskrzone spojrzenie mówiło samo za siebie. Naprawdę cieszył się ogromnie, że niespodzianka jaką jej przygotował przypadła jej do gustu bo strasznie zależało mu na tym, aby dzisiejszy wieczór był dla niej wyjątkowy i ab obojgu im zapadł na długo, jeśli nie na zawsze w pamięci. Jej dwuznaczna wypowiedź tylko dodatkowo utwierdziła go w przekonaniu, że czuła dokładnie to samo. Było między nimi coś czego oboje nie potrafili jeszcze zdefiniować, zgodnie jednak chcieli to uczucie pielęgnować bo widzieli w tej relacji ogromny potencjał.
Uśmiechnął się lekko gdy Hania zwinnie wyplątała się z jego objęć na tyle by móc obrócić się do niego przodem, a potem kreśląc palcami bliżej nieokreślony wzór na jej pośladkach odwzajemnił jej pocałunek. Przygryzioną przed chwilą przez kobietę wargę sam lekko zagryzł zwilżając ją językiem, a potem w reakcji na jej słowa lekko, w rozbawieniu przymrużył oczu. A skoro tak stawiała sprawę...
- Wiesz co? Już mi chyba słabo... - zaśmiał się krótko by zaraz potem skraść jej jeszcze jeden, krótki, spragniony pocałunek. O rety, czy mu to kiedyś przejdzie? Ilekroć tylko spojrzał na te jej pełne, miękkie, podkreślone jasnym kolorem wargi - znów miał ochotę zassać je lekko w pełnym pasji i dzikiej namiętności pocałunku. Wciąż i wciąż nie miał ich dość, najchętniej to w ogóle by się od nich nie odrywał. W sumie takie miał plany na dzisiejszą noc i pewnie cały jutrzejszy poranek - czuć na sobie ciepło jej nagiego ciała i wilgoć jej mokrych pocałunków.
- Cieszę się, naprawdę. - odparł gdy znów wyraziła głośno swój zachwyt. - Szczerze? Miałem lekkiego stresa do momentu gdy stanęłaś wreszcie na deskach tego pokładu. Przez cały ten czas nie byłem pewien jak właściwie zareagujesz. - zwłaszcza, że naprawdę nie kłamał mówiąc, że wyszedł z wprawy jeżeli chodzi o randkowanie. Ostatnie czego chciał to zostać przez nią źle zrozumianym.
Gdy byli już przy stole wzniósł delikatnie prawą brew ku górze nie do końca wiedząc widocznie czego się spodziewać. Nie psuła mu koncepcji, akurat w kwestii samej kolacji nie posiadał żadnej, zwłaszcza że odkąd tylko ją zobaczył w tej ślicznej, opinającej jej zgrabne ciało sukience - zdominował go zupełnie inny głód, nie mający nic wspólnego z jedzeniem. Przewiązanie oczu opaską wzmogło jego zaciekawienie przygotowanymi potrawami ale sprawiło też, że poczuł się odrobinę mniej pewnie. Pewnie dlatego, że nie mógł zobaczyć co właściwie wkładano mu do ust.
- Okej... Teraz zaczynam się trochę tych "strasznych i niedobrych warzyw" bać. - zdążył zażartować zanim kobieta zatkała mu usta pierwszym, nabitym na widelec kąskiem. Przemielił go w ustach, wzdrygając się śmiesznie bo zaskoczyła go odrobinę konsystencja nietypowego kawioru. Smak w sumie też go zaskoczył, z całą pewnością nigdy wcześniej tego nie jadł.
- Na pewno czuję marchewkę i coś strączkowego. Całość jest lekko słodkawa i... o, czy to jakieś orzeszki? - zapytał chrupiąc je przez chwilę z wymalowanym na twarzy komicznym zacięciem. Totalnie zapomniał, że z pełnymi ustami mówić nie powinien, a kiedy w czas sobie o tym przypomniał, przełknął to co miał z buzi i uśmiechnął się płytko pod nosem. - Trochę dziwna konsystencja... No i ta słodycz - musiała pochodzić od jakiegoś owocu. Nie jestem do końca pewien czy odpowiada mi to połączenie ale generalnie... Nie jest chyba aż tak źle. - to znaczy, że da się zjeść ale pewnie gdyby mógł to wybrałby coś innego.

Hannah Mayfair - 2020-08-26, 10:39

Chyba zaczynała rozumieć co miał na myśli, gdy zwracał uwagę na to, że ciągle zagryza przy nim dolną wargę. Ten prosty, niepozorny gest w jego wykonaniu był tak cholernie seksowny, że całą swoją silną wolę musiała włożyć w to, aby oderwać spojrzenie od jego ust i przenieść je wyżej, na te piękne, błękitne oczy. Gdy to się jednak stało, promienny uśmiech rozjaśnił jej twarz. Nie pamiętała już, kiedy przy kimś była tak bardzo szczęśliwa. Brandon samą swoją obecnością nie tylko powodował u niej przyjemną ekscytację połączoną ze stadem motyli fruwających w brzuchu, ale też dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Sprawiał, że czuła się przy nim tak swobodnie i radośnie, nie musiała niczego udawać. Śmiała się, żartowała. Nie obawiała tego, że uzna jej słowa za nieodpowiednie czy nieprzyzwoite i w pewnym momencie krzywo na nią spojrzy, pukając się po głowie. Ten luz… bardzo go sobie ceniła.
“Och, tak być nie może. Już ja zadbam o Twoje dobre samopoczucie” zaśmiała się, odwzajemniając pocałunek, który zamiast rozładować wytworzone między nimi napięcie, jeszcze bardziej wzmógł apetyt. Obydwoje jednak chyba myśleli dokładnie o tym samym, bo zamiast już teraz przystąpić do zdzierania z siebie ubrań, trzymali na wodzy swoje żądze w myśl, że tym razem zrobią wszystko jak należy. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę nigdzie się im przecież nie spieszyło. Mieli dla siebie całą noc, nie musieli się więc obawiać, że zabraknie im czasu na cielesne przyjemności.
“Zupełnie niepotrzebnie” mruknęła miękko, gdy przyznał się do tego, że przed ich randką nieco się denerwował. “Skoro jednak zebrało się nam na zwierzenia to i ja się do czegoś przyznam” zaczęła z rozbawionym uśmiechem. “Niezbyt często chodzę w sukienkach, ale że dzisiaj chciałam wyglądać naprawdę ładnie stwierdziłam, że spodnie odpadają. Stanęłam więc przed szafą i… wybór kreacji zajął mi ze cztery godziny. Przebierałam się w tym czasie niezliczoną ilość razy. Kiecki krótkie, długie, obcisłe, rozkloszowane, z falbanami i bez. Mierzyłam wszystkie, jakie tylko miałam” zaśmiała się znowu. Teraz wydawało się jej to całkiem zabawne, ale gdy ślęczała na podłodze w sypialni… dramat, coś strasznego. Nie sądziła, że przygotowanie się do wyjścia aż tyle jej zajmie. “Nie wiedziałam czym się kierować przy wyborze kreacji, więc stwierdziłam, że założę tą, w której szanse na to, że stanie Ci na mój widok są największe” dodała, zerkając na niego spod wachlarza swoich długich, ciemnych rzęs. Żarty żartami, ale naprawdę zależało jej na tym, żeby Dohemy’ego wprawić w zachwyt w najczystszej postaci, czego erekcja byłaby całkiem niezłym dowodem. Ot, pokrętna kobieca logika.
Kiedy znaleźli się pod stołem nie byłaby sobą, gdyby tak po prostu przystąpiła do jedzenia. Stąd też całe zamieszanie i zabawa z opaską. Nie chciała jednak Brandona wprawiać w zakłopotanie, dlatego też zamierzała się z nim podroczyć jedynie przez chwilę czy dwie, nie przez jakiś długi odcinek czasu. To była ich randka, obydwoje więc powinni czuć się lekko i swobodnie, było to dla niej jasne jak słońce.
“Jeśli nie boisz się mnie, a warzyw… wszystko jest w jak najlepszym porządku” skwitowała wesoło, pozwalając mu skosztować kolejny kęs, aby smaki stały się wyraźniejsze i o wiele lepiej odczuwalne na podniebieniu. “Wow, jestem pod wrażeniem. Marchewka, strączki, orzeszki, owoce. Zgadłeś” dodała z niemałym zdziwieniem, bo… naprawdę się tego nie spodziewała. Zwłaszcza, że z całego tego zestawienia jej mięsożerni bracia wskazaliby jedynie na marchewkę. No może pinia nie sprawiłaby im też większego kłopotu, ale szparagi, granat… Mayfair była pod wielkim wrażeniem. “Nie będę się dłużej nad Tobą pastwić, zdałeś egzamin śpiewająco” mruknęła, nachylając się nad nim i korzystając z tego, że na oczach wciąż miał opaskę, skradła mu kolejnego całusa. “Jestem niesamowicie ciekawa jak to wszystko smakuje, bo… wygląda pięknie. Widać, że przygotował to ktoś, kto zna się na rzeczy. Dania wyglądają jak z najlepszej restauracji” stwierdziła, uwalniając mężczyznę, aby przekonał się o tym sam. “Swoją drogą… umiesz gotować? Ostatnio miałam dwa podejścia. Za pierwszym razem spaliłam garnek i włączył się czujnik przeciwpożarowy, za drugim mało brakowało, a odkroiłabym sobie pół palca. Jestem w stanie przygotować jakąś pastę kanapkową i zdrowy koktajl, ale obiad… obiad to już wyższa szkoła jazdy” przyznała, uśmiechając się niezręcznie.

Brandon Dohemy - 2020-08-26, 12:43

Tak, zdecydowanie był pełen podziwu zarówno dla siebie jak i dla Hani, że tak dzielnie opierali się swoim naturalnym żądzom. Normalnie już dawno rzuciliby się na siebie niczym wygłodniałe wilki nie czując nawet potrzeby do zmiany obecnego lokum, a dzisiaj? Dzisiaj grzecznie usiedli do stołu i choć nie potrafili sobie odmówić erotycznych zaczepek i seksualnych podtekstów - zajęli się kolacją i rozmową.
- Poważnie? - zdziwił się kiedy oznajmiła mu, że na ogół bardzo rzadko można zobaczyć ją w kiecce. - Może to błąd? Z takim ciałem z pewnością w każdej wyglądałabyś nieziemsko. Ba podejrzewam, że i zwykły worek na kartofle pewnie dałby radę. - zaśmiał się za to rozbawiony tą częścią, w której argumentowała swój ostateczny wybór. Dobrze, że nie miał jeszcze niczego w ustach bo jeszcze by się biedak zachłysnął.
- Gdyby mi stanął to miałbym pewnie większy problem z utrzymaniem swoich żądz na wodzy. Poza tym naprawdę niefajnie funkcjonuje się z erekcją w spodniach, ta rozmowa przy stole np. byłaby dla mnie pewnie istną katorgą. - bo i tak myślami byłby teraz przy jej nagim ciele i wszystkich tych pozycjach w jakich mogliby to zrobić. To znaczy w tej chwili też o tym myślał ale nie było to tak intensywne i w zasadzie bez większych przeszkód mógł się skupić na zwykłej rozmowie. - Ale wyznam ci coś w tajemnicy... Wydaje mi się, że było całkiem blisko. - posłał jej rozbawione spojrzenie.
Buziaka się nie spodziewał z uwagi na to, że miał zakryte oczy ale sprawiło to za to, że doznania z nim związane były zdecydowanie intensywniejsze. Jak tak dalej pójdzie to serio mu stanie i to jeszcze w trakcie kolacji. Szczęśliwie już po chwili prowizoryczna opaska wylądowała z powrotem na stole, a on znowu mógł się Hani bezkarnie przyglądać.
- Musimy to wypróbować w łóżku. - stwierdził z łobuzerskim błyskiem w oku dopiero potem angażując się w narzucony przez nią temat gotowania. A więc nie umiała gotować? Generalnie skoro i tak była weganką to nawet gdyby była w tej dziedzinie mistrzynią - pewnie na talerzu rzadko lądowałoby mięso. Mięso, z którego Dohemy nie potrafiłby pewnie tak po prostu zrezygnować.
- Coś tam potrafię ale szefem kuchni nazwać mnie nie można. - wyznał wreszcie. Tak naprawdę robił to raczej bardzo rzadko bo łatwiej było zasiąść przy restauracyjnym stole albo zamówić do domu jakieś śmieciowe żarcie niż stać godzinę przy garach ale podstawowe potrawy przygotować jednak mimo wszystko potrafił. - Niektórzy rodzą się z talentem do gotowania, a inni uczą się tej sztuki latami i mimo wszystko nadal zdarza im się przypalić wodę w czajniku. Należysz widocznie do tej drugiej grupy osób. - zaśmiał się krótko. Może lepiej żeby nie zbliżała się do gazówki ani nie tykała się ostrych narzędzi, tak dla swojego (i innych przebywających w jej otoczeniu ludzi) bezpieczeństwa.
- Powiedz mi coś czego jeszcze o tobie nie wiem. - zaproponował sięgając po stojącą na stolę butelkę wina, którą odkorkował zaraz i wypełnił jej zawartością dwie, stojące na blacie stołu lampki.

Hannah Mayfair - 2020-08-26, 17:21

Uśmiechnęła się figlarnie na jego słowa. Gdy była małą dziewczynką uwielbiała szaleć, wspinać się po drzewach i psocić, a plączące się między nogami falbanki jedynie w tym przeszkadzały. Matka próbowała co prawda stroić ją w sukienki i pod groźbą wydziedziczenia zmuszała do wpinania we włosy różowych kokardek, ale cóż. Lata leciały, a Hania jak była chłopczycą, tak na zawsze nią już pozostała. Fakt faktem zaprzyjaźniła się z koronkową bielizną i kolorowymi kosmetykami, ale niezmiennie, spodnie i czarna ramoneska były jej pierwszym wyborem. Po obcisłe, kobiece kreacje sięgała jedynie na specjalne okazje, gdy musiała lub chciała prezentować się szczególnie kusząco i powabnie. Na co dzień wolała miejski luz i sportową elegancję. Jeansy, koszulki z logo ulubionych zespołów, porwane szorty, bluzki z szerokimi rękawami. Wszystko w to, czym czuła się swobodnie.
“Jak najbardziej poważnie” zaśmiała się cicho, odsłaniając równe rzędy swoich śnieżnobiałych zębów. “Może to błąd, a może celowe działanie? Kto wie, może gdybym każdego dnia paradowała w seksi kieckach przyzwyczaiłbyś się do tego, za jakiś czas mną znudził… a tak?” puściła mu oczko, przekrzywiając głowę w bok. Lubiła się z nim droczyć - przy każdej nadarzającej się okazji - i tym razem więc nie mogła sobie odmówić.
“Nie jestem bez serca. Gdyby Ci stanął, nie prowadzilibyśmy tej rozmowy, a… zajmowali się czymś innym” rzuciła pół-żartem, pół serio, w duchu odnotowując, żeby kolejnym razem jeszcze bardziej się postarać, bo… właśnie takim typem kobiety była. Kiedy na czymś jej zależało, nie odpuszczała łatwo.
Łobuzerski uśmiech, który pojawił się na jego twarzy wybił ją z rytmu. Sprawił, że aż sobie westchnęła pod nosem, niespokojnie się wiercąc na krzesełku. Kolacja wyglądała smakowicie, ale żaden nawet najsmaczniejszy przygotowany przez szefa kuchni kąsek nie mógł się równać z czekającym na nią deserem, z czego świetnie zdawała sobie sprawę.
“Jest całe mnóstwo rzeczy, których chciałabym z Tobą spróbować w łóżku. Ta zdecydowanie jest na liście” mruknęła, zagryzając usta. Bynajmniej nie po to, żeby się z nim podroczyć, a po to, żeby po raz kolejny się nad nim nie nachylić i nie wpić w jego usta, bo wtedy z całą pewnością nie dokończyliby posiłku, a aż grzechem byłoby, gdyby te wszystkie pyszności miały się zmarnować. “Poza tym, chętnie bym sobie posłuchała o tym, co Cię kręci” dodała bez większego skrępowania, no bo czym tu się stresować? Znali siebie, swoje ciała, ufali sobie. Nie było żadnych powodów do obaw.
“Chciałabym spróbować tego twojego coś tam” przyznała zadowolona. “I tak, zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Ten kto powiedział, że miejsce kobiety jest w kuchni najwyraźniej nigdy nie miał ze mną do czynienia” zażartowała, szybko jednak spoważniała, wpadając w chwilową zadumę i zastanawiając się nad tym, co by tu mu o sobie powiedzieć. “Okej, niech będzie. Pięć randomowych faktów o mnie” zaczęła, upijając kilka łyków wina. “Mam wielką słabość do starych, czarno-białych filmów. W poprzedniej pracy nie zawsze czułam się bezpieczna, wystąpiłam więc o pozwolenie na broń. Żeby nie zapomnieć jak się jej używa, regularnie chadzam na strzelnicę, co… nie tylko dodaje mi pewności siebie, ale też jara mnie niemiłosiernie. Trzy…. w przeszłości spotykałam się nie tylko z facetami, ale również z kobietami. Zawsze mi się podobały, ale zaczęłam się z nimi umawiać dopiero po rozstaniu z moim pierwszym chłopakiem. Prawdę mówiąc, do tego stopnia zraził mnie do wszystkich mężczyzn, że nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek z jakimś się spotkam” przerwała na moment, pod nosem się śmiejąc, bo teraz wydawało się jej to czystą abstrakcją, a kiedyś uważała, że sprawa jest naprawdę poważna. “W przedszkolu dwukrotnie wygrałam konkurs literowania i… niewykluczone, że jestem niezdiagnozowaną nimfomanką” zakończyła, uważnie mu się przyglądając, tak, aby dostrzec na jego twarzy każdą, pojedynczą reakcję. “Teraz twoja kolej, zaskocz mnie” dodała wyzywającym tonem, zamieniając się w słuch.

Brandon Dohemy - 2020-08-28, 01:05

Jak się tak dłużej nad tym zastanowił to rzeczywiście na każdym jednym ich spotkaniu jej tyłek opinały jakieś spodnie... Ale też znowu spotkań tych nie było na tyle dużo by mógł wyciągnąć z tego jakąś średnią. Zresztą Hannah była najlepszym dowodem na to, że nie potrzeba wcale drogich, seksownych sukienek i butów na kilkunastocentymetrowym obcasie aby skupić na sobie spojrzenie i uwagę mężczyzny.
- Mówiłem ci już - nawet w worku na kartofle wyglądałabyś dobrze. Nie potrzebujesz diamentów by błyszczeć, Hannah. - miał wrażenie, że doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Pewne siebie kobiety, do których niezaprzeczalnie się zaliczała - na ogół dostrzegały, doceniały, a nawet dodatkowo eksponowały swą urodę ciesząc się z każdego komplementu zasłyszanego z męskich ust. On jak widać dzisiaj nie zamierzał jej ich skąpić. - Poza tym... Ja miałbym się tobą znudzić? To nie takie proste, masz zbyt wiele do zaoferowania. I uwierz mi na słowo - twój ubiór ma w tej kwestii akurat drugorzędne znaczenie. - albo nawet trzeciorzędne. Cenił ją nie tylko za jej wygląd ale przede wszystkim za jej charakter, poczucie humoru, przebojowość, spontaniczność i to, że choć z każdym spotkaniem poznawał ją coraz lepiej i pozornie coraz lepiej ją znał - wciąż i wciąż potrafiła go czymś zaskoczyć. Większym rozbawieniem zareagował za to na jej kolejne słowa.
- Z całą pewnością doceniłbym twoją troskę i dobrą wolę ale to by znaczyło, że poległem już na starcie. - zaśmiał się krótko. - Co prawda przegrać w taki sposób to jak wygrać los na loterii i niejeden by mi pewnie takiej "przegranej" pozazdrościł ale... dobrze wiesz co mam na myśli. - flirt między kobietą, a mężczyzną śmiało można nazwać grą, swego rodzaju pojedynkiem. A co to za pojedynek kiedy jedna ze stron dostaje nokaut po zaledwie kilku sekundach od rozpoczęcia pierwszej rundy? Znacznie większą satysfakcję przynosiło powolne budowanie napięcia, niewinne gesty, zwiewne pocałunki... testowanie siebie nawzajem i sprowadzanie na skraj fizycznej i psychicznej wytrzymałości. Nawet jeśli doskonale wiedział, że i tak tę walkę przegra - był kontent z samej rywalizacji.
- Jakoś tak nie jestem w pełni przekonany czy chcę się dzielić z tobą moimi ewentualnymi słabościami, masz tendencję do wykorzystywania tej wiedzy przeciwko mnie. - odparł próbując zachować właściwą do wypowiedzi powagę ale i tak zdradzały go jego roześmiane oczy. Na pewno nie poczuł się skrępowany jej bezpośredniością, a to chyba oznacza, że byli na odpowiednim poziomie relacji by zwierzać się sobie wzajemnie z łóżkowych upodobań. Trzeba przyznać, że całkiem szybko im to szło.
- No dobrze... Zastanówmy się. Kręci mnie w zasadzie bardzo wiele rzeczy, choćby zwykły flirt i przepychanki słowne nadziane rozmaitymi mniej lub bardziej subtelnymi podtekstami. - czyli to do czego sprowadzała się w zasadzie każda jedna ich rozmowa. - Uważam też za cholernie seksowne gdy kobieta krząta się z rana po domu w bieliźnie albo i bez niej z moją tylko koszulą naciągniętą na jej nagie ciało. Mam bardzo wrażliwe na dotyk uszy i kark i - jak pewnie każdy facet - uwielbiam seks oralny. Na ogół porządny ze mnie gość, pozbawiony raczej dziwacznych czy niekiedy obrzydliwych wręcz fetyszów niemniej... lubię eksperymentować. - zastanowił się chwilę, a potem z rozbawieniem dodał: - Wychodzi też na to, że kręci mnie seks miejscach publicznych, a także ten, uprawiany pod golusieńkim niebem. - nie od dziś wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Ktoś o jego nazwisku musiał być w tej kwestii akurat wybitnie ostrożny bo media publiczne, a zwłaszcza okoliczna prasa nie pogardziłyby pewnie takimi pikantnymi nowinkami z życia prywatnego jednego z synów zmarłego nie tak dawno burmistrza.
- Chętnie bym ci coś ugotował ale tak się składa, że nie siedzę za bardzo w kuchni wegańskiej i jedyne co potrafiłbym dla ciebie przygotować to... pewnie surówkę do obiadu. - musiałby się solidnie zastanowić nad tym czy potrafiłby przygotować dla niej coś nieco bardziej wykwintnego. Bo szukanie przepisów w internecie chyba mija się trochę z celem? Pomijając już ten jeden, nieistotny szczegół, że im bardziej trzymał się takiego przepisu tym słabiej mu jakoś szło.
- Lubisz kobiety? - powtórzył wznosząc lekko łuki brwiowe w górę. - Cholera... To oznacza podwójną konkurencję, nie wiem czy podołam. - zażartował, a potem nabrał sobie czegoś dziwnego na talerz i zjadł kilka kęsów. Hej, cokolwiek to było - smakowało całkiem nieźle. - Z kolei samo wyobrażenie nimfomanki z bronią w ręku napawa mnie chyba delikatnym niepokojem. - wytknął ją widelcem przeżuwając w ustach kolejny kęs oczywiście znowu się z niej naigrawając, a potem dumając chwilę nad odpowiedzią sięgnął po swój pucharek i upił niewielki łyk wina. Nie miał żadnych asów w rękawie, a sądząc po rewelacjach jakimi przed chwilą się z nim podzieliła... raczej ciężko będzie mu ją zaskoczyć.
- Hmm... Nie pijam kawy, nawet jej specjalnie nie lubię. Podobnie jest zresztą ze słodyczami bo akceptuję jedynie watę cukrową i pianki. Nie mam w zwyczaju kłamać, mogę świadomie unikać jakiegoś tematu ale wywołany do odpowiedzi z pewnością wyznam prawdę. Byłem kiedyś żonaty, a że wziąłem ślub w bardzo młodym wieku... od dwudziestego czwartego roku życia w Urzędzie Stanu Cywilnego figuruję jako wdowiec. Z tych, którymi chwalić się nie wypada - jako gówniarz kopciłem fajki, a kiedyś udało mi się nawet złamać dwa palce uderzając kogoś z pięści w twarz. - zafalował lekko, prześmiewczo wargami.

Hannah Mayfair - 2020-08-28, 11:35

Większość mężczyzn dostrzegało w niej tylko ładną buzię i zgrabny tyłek. Na palcach jednej ręki Hannah mogłaby policzyć wszystkich tych facetów, którym naprawdę zależało na tym, żeby ją poznać, dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Właśnie dlatego, choć słowa Brandona utrzymane w lekkim, humorystycznym tonie, wiele dla niej znaczyły. Były pokrzepiające. Utwierdzały ją w przekonaniu, że nie jest dla Dohemy’ego pierwszą lepszą, przelotną kochanką, którą odstawi w kąt, kiedy już się nią nacieszy, a że jest między nimi coś głębszego, jakaś emocjonalna więź. Uśmiechnęła się więc leciutko i wyciągnęła w jego stronę rękę, z czułością gładząc wierzch dłoni.
Słysząc pokrętne tłumaczenia o damsko-męskiej rywalizacji zaniosła się śmiechem. No proszę… trafił się jej pan honorowy. Takie podejście się ceni, a przynajmniej Hania bardzo je ceniła, bo miłosne podchody wprost uwielbiała i dużo radości sprawiała jej sama możliwość prowadzenia tych bezwstydnych rozmów, rozsyłania uwodzicielskich spojrzeń i lubieżnych uśmiechów. Odpowiednio prowadzony flirt potrafił do tego stopnia podziałać jej na wyobraźnię, że w momencie wejścia do sypialni gra wstępna nie była jej już potrzebna, jej ciało płonęło.
“Wiem” kąciki jej ust drgnęły w górę, a spojrzenie pociemniało. Im dłużej rozmawiali na tak niegrzeczne tematy, tym ciężej jej było usiedzieć na miejscu, a koronkowa bielizna irytowała ją i drażniła. Sprawiała, że miała cholerną ochotę pozbyć się tych wszystkich warstw materiału i być z nim blisko, tak blisko jak tylko się da. “Zdaje się, że nie pozostaje Ci nic innego jak… zaryzykować” podsunęła, rzucając mu wyzywające spojrzenie, które chyba podziałało, bo brunet zaczął opowiadać jej o swoich największych fantazjach, a ona nie odrywając od niego wzroku ani na moment spijała każde słowo z jego ust. Czy to możliwe, że trafił się jej ideał? Każda jedna rzecz, którą wymienił doskonale wpisywała się w jej gust. Ani jedno wypowiedziane przez niego zdanie nie sprawiło, że w pewnym momencie zmarszczyła brwi w zdziwieniu czy wykrzywiła twarz w niezadowolonym grymasie. Wręcz przeciwnie, widać było po niej, że jest zadowolona, cholernie zadowolona.
“Bardzo chętnie paradowałabym po domu w Twojej koszuli, ale widzisz. Jest jeden szkopuł. Jeszcze nigdy mnie do niego nie zabrałeś” zaśmiała się, bo wychodziło na to, że wszystkie ich spotkania odbywały się w plenerze. “Co do uszu i karku, domyśliłam się na ognisku. Zauważyłam Twoją minę po tym, jak Cię ugryzłam” dodała, puszczając mu oczko. Była bardzo wyczulona na wszystkie jego gesty, spojrzenia i reakcje. “Jak każdy facet” poprawiła go, bo nie sądziła, że jest na tym świecie choć jeden, który byłby w stanie wzgardzić porządnym obciąganiem. “To teraz lepiej mi powiedz, czy działa to w dwie strony. Jest całe mnóstwo mężczyzn, domagających się seksu oralnego, ale nie dających od siebie nic w zamian. Osobiście, uważam, że nie ma bardziej podniecającego widoku niż mój wybranek między moimi udami. Uwielbiam pieszczoty francuskie” przyznała, zwilżając językiem usta, ale to nie było wystarczające. Właśnie dlatego znów sięgnęła po kieliszek wina i upiła kilka kolejnych łyków, dając sobie w ten sposób moment na to, żeby ochłonąć i nie tracąc fasonu, móc kontynuować temat.
“Eksperymentować, podoba mi się to słowo” mruknęła, wysuwając do przodu lewą nogę i dyskretnie ocierając się nią o jego łydkę, co by trochę się z nim podroczyć, a trochę go rozproszyć, bo znalazła się w takim miejscu, że jej samej ciężko było zebrać myśli. “Seks w miejscach publicznych? Pod chmurką? Naprawdę?” powtórzyła po nim ze zdziwieniem, zaraz potem jednak dźwięcznie się zaśmiała. Nigdy jeszcze nie zrobili tego w prawdziwym łóżku - mogła się więc domyślić tego, że Brandon uwielbia miłosne uniesienia w plenerze. Co świetnie zgrywało się z jej potrzebą szukania i dostarczania sobie coraz to mocniejszych wrażeń. “To chyba dobry moment, żebym dodała też coś od siebie” zaczęła rozbawiona, bo właściwie o najważniejszych rzeczach on sam już powiedział. “Kręcą mnie klapsy, czasem lubię, gdy ktoś pociągnie mnie za włosy” uśmiechnęła się figlarnie. “Uwielbiam, kiedy to mężczyzna dominuje i nadaje ton całemu zbliżeniu, ale z natury bardzo szybko się nudzę. No i przede wszystkim mam za dużo energii, żeby tak leżeć jak kłoda i nic nie robić” przyznała, szczerząc się w uśmiechu, bo przecież poznał ją już na tyle dobrze, aby doskonale o tym wiedzieć.
Szczęśliwie, rozmowę o łóżkowych preferencjach jak zaczęli, tak też skończyli w ubraniach. I choć nie było to łatwe, zamiast pędzić prosto do kajuty, narzucili sobie inne tematy przy stole. Było nieco o gotowaniu, o daniach mięsnych i bezmięsnych, kulinarnych umiejętnościach. Szybko jednak całą ich uwagę zajęło dzielenie się przypadkowymi, nieznanymi faktami z życia, co było nie tylko świetną zabawą, ale też znakomitym sposobem na poznanie siebie i dowiedzenie się czegoś więcej. Właśnie dlatego Mayfair nie spuszczała z Brandona wzroku, odnotowując każdy jeden grymas pojawiający się na jego twarzy, jak i gdy przyszła jego kolej, słuchała go z zapartym tchem, zapamiętując treść jego wyznań.
“Nie musisz się obawiać” zapewniła go z błyskiem w oku. “Hej, to, że trzymam broń w sypialni nie oznacza wcale, że korzystam z niej w trakcie seksu” z rozbawieniem pokręciła głową, a następnie wystawiła mu język. “Nie przeszkadza Ci to?” zapytała jeszcze nieco poważniejąc. Kiedy jej koleżankom wystarczył numerek raz czy dwa w tygodniu, ona najchętniej kochałaby się codziennie, a gdyby mogła, robiła to i rano i wieczorem. Niby każdy facet marzył o napalonej nimfomance, dopóki na taką nie trafiał i nie okazywało się, że gdy on ma już dość, ona wciąż chce więcej.
“Naprawdę? O Boże, nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez kawy. Bez słodyczy mogłabym się obejść, ale kawa to dla mnie świętość” przyznała, ze smakiem kończąc przystawkę i zabierając się za danie główne. “To zabawne, robię dokładnie to samo” mruknęła miękko, gdy wspomniał o tym, że nie znosi kłamać, a w sytuacjach kryzysowych, jakkolwiek niewygodne one by nie były, zawsze mówi prawdę. “Bardzo mi przykro” dodała na wzmiankę o żonie, posyłając mu pełny zrozumienia, pokrzepiający uśmiech. “Mam nadzieję, że było warto” rzuciła jeszcze, mając na myśli oczywiście jego złamane dwa palce. “Powiedz mi jeszcze… z czego jesteś najbardziej dumny? Jaka jest najbardziej żenująca wpadka jaką zaliczyłeś? Co sprawia Ci najwięcej radości?” zagaiła, chcąc w ten sposób wyciągnąć z niego kolejne nowinki, bo im więcej się ich dowiadywała, tym była ciekawsza.

Brandon Dohemy - 2020-08-29, 21:54

Zauważył ten gest, spojrzenie błękitnych oczu na krótką chwilę skupiło się na ich dłoniach obserwując czułą wędrówkę jej szczupłych, miękkich palców. Kąciki jego warg zadrżały nawet delikatnie bo chyba dostrzegł, że tym razem nie miało to żadnego, erotycznego podtekstu. Już teraz czuł jak bardzo zbliżyła ich dzisiejsza rozmowa ale... Cóż, nie wolno chwalić dnia przed zachodem słońca, do tego czasu wiele się może jeszcze wydarzyć.
Rozbawione spojrzenie wróciło do jej twarzy w chwili gdy zarzuciła mu wprost, że wciąż jej do siebie nie zaprosił.
- Jest ku temu sensowne wytłumaczenie - od trzech lat mieszkam znowu w domu rodzinnym Dohemych. Tak jak mnie wizja oglądania cię prawie nago kręci niemiłosiernie tak moja matka, córka i młodsza siostra byłyby pewnie tym widokiem już mniej zachwycone. - a po ostatniej grze w "ja nigdy" z Mari i Jeremiaszem nie musiał chyba wspominać, że członkom rodziny Dohemy brakuje trochę kultury i poszanowania zwykłej, ludzkiej prywatności? - Ale spokojnie, planuję przeprowadzkę. - mrugnął do niej porozumiewawczo. Właściwie to już rozglądał się za jakimś sensownym lokum, a celował raczej w jakiś niewielki, jednorodzinny domek. Raczej bez szaleństw.
Skinął lekko głową bo doskonale pamiętał to "niewinne" ukąszenie w płatek ucha choć wydawał się być lekko zaskoczony tym, że w ogóle jego reakcję wychwyciła. Był niemalże pewien, że prawie niczego nie dał po sobie poznać. Uśmiechnął się wymownie, gdy postanowiła wykreślić z jego kolejnej wypowiedzi zbyteczne "jak pewnie". Cóż mógł na to poradzić? Mężczyźni już tak mają. Jest coś bardziej seksownego niż widok klęczącej u twych stóp kobiety, która pieszcząc ustami twojego członka, z pasją, pożądaniem i błąkającym się po twarzy uśmiechem zagląda w twoje oczy z satysfakcją obserwując wszystkie twoje reakcje? Chyba trochę popłynął z wyobraźnią bo w jednej chwili zrobiło mu się strasznie gorąco... Wypuścił ustami nadmiar powietrza, a potem ściągnął z pleców marynarkę i odwiesił ją gdzieś na sąsiednim krześle. Kciukiem i palcem wskazującym pociągnął za materiał koszulki by się trochę ochłodzić, a przy okazji też - ostudzić nieco swój zapał. Cholera... Co też ona z nim robiła..?
- Liczyłaś na to tamtego razu na plaży, mam rację? - uśmiechnął się półgębkiem wchodząc z powrotem w swoją rolę. Widocznie działał wtedy całkowicie świadomie... I tak samo świadomie jej tych pieszczot odmówił. - Może cię to zaskoczy ale lubię to robić... Im większą rozkosz odczuwa moja partnerka tym większą satysfakcję czuję ze stosunku. Mężczyźni rzadko o tym mówią, ale zdecydowana większość z nich stawia sobie za punkt honoru by zadowolić swoją kobietę. - inna sprawa, że wiele kobiet symuluje orgazm, a niedomyślni faceci nie mają pojęcia co właściwie robią nie tak. Tak się właśnie rodzą nieporozumienia. - Po prostu jeśli decyduję się na ten rodzaj intymności to na ogół wobec kobiety, z którą łączy mnie coś więcej niż seks. - miał nadzieję, że nie zrozumie go źle. Chociaż w tej chwili łączyły ich zdecydowanie bardziej zażyłe relacje - wcześniej pewien był tylko tego, że... czuł do niej pociąg seksualny. - Wy kobiety to macie dobrze, podczas jednego stosunku możecie szczytować niezliczenie wiele razy... - kobiecie można zrobić minetę i ona nadal będzie gotowa do stosunku, facet jeśli pozwoli sobie szczytować podczas pieszczot ustami - sprzęt mu flaczeje i potrzeba chwili (czasami całkiem długiej) by znów był gotowy do akcji. - ...ale to w zasadzie daje nam, mężczyznom całkiem spore pole do popisu, prawda? - uśmiechnął się z przekąsem zaś w momencie gdy poczuł jak jej stopa bezwstydnie ociera się o jego łydkę - zmył z twarzy ten wyraz i w zamian rozchylił lekko swe wyjątkowo suche wargi. Cholera jasna, Hannah! Popatrzył na towarzyszkę i z teatralną dezaprobatą pokręcił lekko głową na boki. Jesteś okropną kobietą, Mayfair.
Na szczęście z pomocą przyszedł mu inny temat. W sumie też o seksualnym podłożu ale wymagał zupełnie innego podejścia. Zapytany o jego stosunek do nimfomanii momentalnie wręcz spoważniał.
- Szczerze? Nie wiem. - odparł spokojnie ani na chwilę nie spuszczając z niej wzroku. - Nigdy nie byłem z nimfomanką, Hannah. To znaczy w związku bo wiadomo, że nie robię psychologicznego rozpoznania na każdej ewentualnej partnerce seksualnej. - ale tu znowu trochę się chyba z tym związkiem zapędził i co zabawniejsze - zdał sobie z tego sprawę bo mimo powagi sytuacji parsknął krótko pod nosem ewidentnie tym rozbawiony. Oczywiście zaraz się opanował bo to nie pora na śmiechy i chichy. - Może od początku... Chcę żebyś wiedziała, że traktuję nas poważnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że pierwsza randka nie jest może do końca właściwym momentem na tego typu wyznania ale mam nadzieję, że mimo wszystko jakoś bardzo cię to nie przytłoczy. Na podstawie tego czego do tej pory się o tobie dowiedziałem mogę chyba śmiało przypuścić, że - popraw mnie jeśli się mylę - masz bardzo bogate życie erotyczne. Być może nimfomanka w stałym, monogamicznym związku dla co poniektórych brzmi trochę jak abstrakcja ale... Ty sama wiesz chyba najlepiej czego tak naprawdę od życia oczekujesz. - zastanowił się chwilę, a potem chwycił ją mocniej za dłoń, która jeszcze chwilę temu gładziła jego własną i zajrzał jej głęboko w oczy. - Nie wiem jak wygląda życie z nimfomanką u boku, domyślam się że nie jest wcale tak idealnie jak większość mężczyzn pewnie to sobie wyobraża ale... mimo wszystko jestem gotów spróbować. - takie rzeczy się zresztą leczy. Jeśli nie poradzą sobie z tym problemem sami - zawsze mogli udać się do specjalisty, prawda? Nie proponował jednak tego od razu bo nie miał pojęcia jak poważną jest sytuacja. Hannah sama zresztą przyznała, że nikt jej jeszcze nie postawił w tej kwestii żadnej diagnozy.
Oczywiście zanotował sobie w pamięci wszystkie te ciekawostki, którymi go dziś uraczyła. Jednymi zaskoczony był bardziej, innymi mniej. Wyprostował się na krześle dopiero gdy zadała mu kolejne pytania.
- Z czego jestem najbardziej dumny? Myślę, że mimo wszystko - z moich córek. Czasami potrafią solidnie dać w kość, swoim zachowaniem przysporzyły mi pewnie wielu zmarszczek, a niedługo pewnie całkiem przez nie osiwieję, ale... wiesz jak jest. Dla mnie zawsze będą idealne. Z kolei wpadka... Pomijając tę wieki temu z Jeremiaszem i Williamem? Hmm... Kiedyś jadąc szosą zauważyłem stojące na poboczu auto i chodzącą wokół niego zaaferowaną kobietę. Zatrzymałem się kilka metrów dalej i wyszedłem zapytać czy wszystko w porządku. Po krótkie wymianie zdań odholowałem ją do swojego warsztatu gdzie umówiliśmy się, że zadzwonię kiedy auto będzie gotowe do odbioru. Następnego dnia kiedy grzebałem coś w silniku w warsztacie z nakazem przeszukania zjawiła się policja. Wyprowadzili mnie w kajdankach jak jakiegoś przestępcę, a na komisariacie to spędziłem prawie cały dzień. Okazało się, że auto jest kradzione, a pod numerem kontaktowym, który mi podała odezwał się pracownik jakiejś firmy kurierskiej. Nie mam pojęcia czy ją znaleźli. - w sumie policję miał na karku jeszcze przez dłuższy czas ale ostatecznie sprawa jakoś ucichła. Potem zaczął opowiadać jej o tym co sprawia mu radość. A było tego całkiem sporo. Wśród wymienionych znalazły się na pewno podróże tak te bliskie jak wędrówki po tutejszym lesie i tak te dalsze, w najróżniejsze zakątki świata. Poza tym ogólnie czas spędzany na świeżym powietrzu, koniecznie z najbliższymi i szeroko pojęta aktywność. Lubił też wygłupy, czasami bywał infantylny, zwłaszcza w towarzystwie dzieci, ale i zwykły, wspólny wieczór w łóżku przed ekranem telewizora potrafił pozytywnie wpłynąć na jego nastrój. Był duszą towarzystwa i to obcowanie z ludźmi (zarówno tymi bliskimi jak i tymi zupełnie obcymi) sprawiało że czuł się szczęśliwy. Humor psuł mu się za to wyraźnie kiedy zbyt długo przebywał w odosobnieniu. Książkowy ekstrawertyk. Gdy skończył uśmiechnął się do niej półgębkiem w stylu "teraz twoja kolej".

Hannah Mayfair - 2020-08-30, 16:13

Erotyczne podteksty były świetne, zwłaszcza, że przyciąganie między nimi było tak silne, że po prostu nie sposób było ich uniknąć. Łączyło ich jednak coś więcej niż wzajemna fascynacja. Im więcej czasu ze sobą spędzali, tym lepiej się rozumieli, mocniej do siebie przywiązywali. A te wszystkie czułe gesty, roziskrzone spojrzenia były jedynie tego najlepszym dowodem. Kiedy więc Brandon podążył wzrokiem za ich splecionymi dłońmi, uśmiechnęła się do niego słodko, zupełnie tak, jakby bezgłośnie chciała mu powiedzieć o tym, jak wiele on dla niej znaczy - bo znaczy. Może i nie znali się długo, wciąż było całe mnóstwo rzeczy, których o sobie nie wiedzieli, ale… nigdzie im się przecież nie spieszyło, mieli czas. Mogli powoli, powolutku pogłębiać swoją zażyłość. Tym bardziej, że najwyraźniej obydwoje tego chcieli.
Zaśmiała się na wzmiankę o przeprowadzce, bo chociaż nie sądziła, że planuje zmienić lokum tylko po to, aby móc obserwować jak półnaga kręci się po jego kuchni - wizja ta była niesamowicie przyjemna i poprawiała jej humor. Podobnie zresztą jak dużo radości sprawiało jej oglądanie reakcji mężczyzny, kiedy ten zbyt długo i sugestywnie wpatrując się w jej pociągnięte szminką usta nagle poruszył się niespokojnie, pozbył się marynarki, a następnie rozpiął dwa górne guziki koszuli. Jego mina, ta błogość wymalowana na jego twarzy… świadomość tego, że tak mocno na niego działa była dla niej strasznie podniecająca. Nie mówiąc już o tym, że dodawała jej całe mnóstwo pewności siebie i przyjemnie łechtała ego, pompując je do niebotycznych rozmiarów. Jak to dobrze, że nie tylko ona miała tak bujną wyobraźnię!
“Może” mruknęła, unosząc do góry brew, co by jeszcze trochę się z nim podroczyć. Była jednak niemalże pewna, że Dohemy’emu wystarczy tylko jedno spojrzenie na jej roześmianą twarz i będzie już wiedział swoje, bo… pewnie, że tak. Miał absolutną rację, a ona marzyła o tym na plaży. Ba, pewnie fantazjowała o tym pierwszego dnia, gdy wpadła na niego na siłowni. “Zaskoczy? Po części. Ucieszy? Cholernie” przyznała bez wstydu, posyłając mu kolejny rozbawiony uśmiech, który w momencie, w którym brunet wspomniał o możliwości przeżywania wielokrotnych orgazmów przybrał o wiele bardziej drapieżnego wyrazu. Coś za coś, kobiety mogły szczytować nieskończoną ilość razy, faceci sikać na stojąco. Co może nie było to do końca sprawiedliwie, ale hej, tak już zbudowany jest ten świat!
“Prawda” przyznała wyjątkowo ochoczo, ani na moment nie cofając swojej nogi. Nawet, gdy spojrzał na nią karcąco nie zaprzestała swoich niecnych działań, ciekawa tego, jak wiele czasu zajmie jej doprowadzenie swego wybranka do szaleństwa.
A gdy odezwał się po raz kolejny… to chyba był ten moment, w którym przepadła bez reszty. Oczy się jej zaświeciły, policzki subtelnie zarumieniły, kąciki ust drgnęły ku górze, a oddech nieznacznie przyspieszył. A więc… traktował ich poważnie? Niby o tym wiedziała, niby się domyślała, ale te słowa wypowiedziane na głos? Coś pięknego. Muzyka dla jej uszu. Tak samo jak głośne i wyraźne potwierdzenie tego, że jest gotów zaryzykować i spróbować życia z nią u swojego boku. I choć zawsze wydawało się jej, że jest raczej szorstka i niewrażliwa na te wszystkie romantyczne zapewnienia, wzruszenie chwyciło ją za gardło.
Przejęta, dopiero po dłuższej chwili odpowiedziała, że chce dokładnie tego samego i że owszem, lubi miłosne uniesienia, ale niekoniecznie z przypadkowymi partnerami, a zdrada jest czymś, czym się brzydzi i czego nie toleruje. Dopóki więc Brandon nie będzie zazdrosny o jej wibrator, wszystko między nimi powinno się ułożyć jak w bajce.
“Na pewno jesteś wspaniałym tatą” rzuciła lekko, posyłając mu kolejne, przeciągłe spojrzenie. Sposób w jaki mówi o córkach, to z jak wielką czułością je traktował, była pod niesamowitym wrażeniem. “Chociaż przeprosili Cię za te kajdanki?” skrzywiła się lekko, bo jej zdaniem to była jawna niesprawiedliwość, że człowiek, który pomógł, który chciał dobrze poniósł nieprzyjemności, a sprawcy całego zamieszania prawdopodobnie się upiekło.
“Jeśli chodzi o moją największą dumę… czy zabrzmi to ckliwie, jeśli powiem, że wczoraj byłam na rozprawie w sądzie i… kiedy tylko wprowadzili na salę tamtego faceta miałam ochotę uciec. Średnio co trzy sekundy myślałam o tym, żeby wziąć nogi za pas i naprawdę walczyłam ze sobą, żeby tego nie zrobić. A gdy było już po wszystkim… po ogłoszeniu wyroku poczułam się naprawdę silna i dumna. Dostał trzynaście lat, najwyższy wymiar kary” odparła odrobinę niepewnie, no bo czym było coś takiego w obliczu posiadania wspaniałej rodziny czy własnego, prężnie rozwijającego się biznesu. Niemniej jednak, naprawdę wiele to dla niej znaczyło. “O dużych wpadkach staram się nie pamiętać, spycham je w najodleglejsze zakamarki umysłu, ale… mogę Ci opowiedzieć o ostatniej” zaśmiała się, a jej dobry humor znów wrócił. “Nie jestem pewna czy słyszałeś, ale… byłam dziś tak podekscytowana wizją naszej randki, że w pracy ciężko było mi się skupić. W pewnym momencie na antenie poleciało “walking on sunshine”, a ja zapomniałam wyciszyć mikrofon i wszyscy mogli usłyszeć jak zdzieram sobie gardło” przyznała, zabawnie marszcząc nosek. “A jeśli chodzi o rzecz, które sprawiają mi radość. Zamiast o nich mówić, chciałabym z Tobą je robić” mruknęła, szczerząc się w uśmiechu. I bynajmniej nie miała na myśli seksu (chociaż ten sprawiał jej całe mnóstwo przyjemności!), a chodziło jej o te drobne rzeczy. O górskie wędrówki, spacery po lesie, wakacyjne wyjazdy, nocne rozmowy i słodkie drinki, którymi mogliby się delektować siedząc na dachu domu i podziwiając rozgwieżdżone niebo.

Brandon Dohemy - 2020-09-02, 18:03

Prawdę mówiąc... do samego końca nie był pewien w jaki sposób Hannah postrzegała łączą ich relację dlatego, gdy usłyszał płynące z jej ust zapewnienie, że jej oczekiwania nie różnią się wiele od tego co sam przed chwilą przedstawił jego twarz znów rozjaśnił subtelny półuśmiech. Właśnie to miał nadzieję usłyszeć. Sięgnął wnet po lampkę wina i uniósł ją w niemym toaście lekko stukając nią o szkło swojej towarzyszki. Upił ze dwa łyki i odstawił ją z powrotem na stole.
- To akurat rzadko słyszę, jestem względem nich raczej mało stanowczy, strasznie je rozpuszczam i zdecydowanie za bardzo im pobłażam. - a potem nagle okazuje się, że nie potrafi utemperować stającej na drodze do jego szczęścia młodej gniewnej i w jednej chwili sypie mu się życie. Był świadomy tego, że zawalił trochę sprawę z właściwym wychowaniem starszej z córek i starał się jak mógł by nie powielić tych błędów w wychowaniu Mili. Nie zawsze wychodziło.
- Za kajdanki? Nie, nie przypominam sobie. Zresztą... Znasz mnie już trochę - wcale tego nie oczekiwałem. To ich praca, widocznie tak nakazywały procedury. - albo i nie. W sumie słabo się na tym znał, a nawet jeśliby się znał - nie zmieniłoby to pewnie jego podejścia. Wspomnienie nie należało może do przyjemnych ale też nie rozpamiętywał go co wieczór zaklinając w myślach funkcjonariuszy, którzy dokonali tego aresztowania.
- I mówisz mi o tym dopiero teraz? - w żadnym wypadku nie zabrzmiało ckliwie. - Gdyby nie fakt, że sprawiłoby ci to pewnie nie lada przyjemność - natrzaskałbym ci po tyłku za tę zwłokę. - nawet palcem jej pogroził by nadać swej groźbie jakiejś tam wiarygodności. - Nie, poważnie - to wspaniała wiadomość. Powiem więcej, ja też jestem z ciebie dumny. Dupkowi się należało. - chociaż nigdy tak naprawdę nie wątpił w to, że na sali sądowej poradzi sobie znakomicie. Niepewność w jej głosie była absolutnie niepotrzebna, radość i duma z odniesionego sukcesu, choćby tego najmniejszego zawsze jest jak najbardziej zasadna. Jej sukces z kolei określiłby wnet mianem przełomowego, to naprawdę nie byle co.
- Czyli to nie było zamierzone? - zapytał gdy napomknęła o swej niedawnej, radiowej wpadce. Widocznie nie ominął go ten występ, a skoro już była okazja by jej trochę podokuczać... Jakże mógłby z niej nie skorzystać? Oczy rozbłysły mu wesoło gdy sięgał dłonią do jednego z ustawionych między nimi talerzy by palcem wskazującym strącić z niego i posłać w stronę Hani jedną z zabójczych oliwek.
Jeść już chyba nie zamierzał bo cofnął się odrobinę na krześle i opadłszy plecami na jego oparcie zerknął na wciąż zaczepiającą go pod stołem, podkreśloną seksowną szpilką stopę Mayfair.
- Hmm... Masz ochotę na deser? - zapytał tonem jakby proponował jej właśnie coś bardzo ale to bardzo sprośnego. Nic z tych rzeczy! - Owoce w galaretce, banoffee w wersji wegańskiej? A może klasycznie - postawimy na lody? - uśmiechnął się dwuznacznie.

Hannah Mayfair - 2020-09-02, 22:42

Wymiana porozumiewawczych spojrzeń, niemy toast, brzdęk kieliszków. Ten wieczór był dla nich absolutnie przełomowy, stanowił początek czegoś wielkiego i wspaniałego. Nic więc dziwnego że z twarzy Mayfair ani na sekundę nie schodził przepiękny uśmiech, a w jej oczach świeciły się radosne, pełne podekscytowania iskierki. Czuła się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa. Gdy miała go obok kolory były wyraźniejsze, smaki o wiele ciekawsze, a każdy nawet najmniejszy dotyk odbierany był we wzmożoną siłą. Wystarczyło, że Brandon lekko musnął ją opuszkami palców, a na jej udach czy ramionach pojawiała się przyjemna, gęsia skórka, jej oddech przyspieszał, a serce zaczynało walić jak szalone. I co w tym wszystkim najcudowniejsze - w swoich reakcjach Hannah nie była odosobniona. Dohemy reagował bowiem na nią równie mocno. Poddawał się jej gestom, słowom, drobnym sugestiom. Świadomość tego cholernie na nią działała.
Wzmianka o kajdankach na moment wybiła ją z rytmu. O czym myślała? Znali się już na tyle długo, że mogłaby dać sobie rękę uciąć, że brunet bez problemu się domyśli i rozszyfruje jej łobuzerski uśmiech. Sama jednak słowem się nie zająknęła, bo poruszane tematy mimo wszystko były dość poważne i nie wypadało jej tak jawnie fantazjować o krępowaniu nadgarstków i unieruchamianiu. Nawet jeśli średnio co trzy sekundy wyobrażała sobie, jak mężczyzna zachodzi ją od tyłu, szybkim ruchem łapie ją za dłonie i zapina wokół nich metalowe opaski. Czy wspominałam już, że Hania jest niereformowalna?
“Nie powiem, nie powiem. Bardzo kusząca wizja” mruknęła, unosząc do góry brew i patrząc na niego znacząco, bo… miał całkowitą rację. A to z kolei znaczyło, że ich związek choć krótki stażem - nie był wcale płytki i powierzchowny. W parze z namiętnością szła bowiem ciekawość drugiej osoby. Długie rozmowy o wszystkim i o niczym zbliżały ich do siebie.
“Jesteś cudowny, wiesz?” przeniosła spojrzenie z jego idealnie wykrojonych warg na roześmiane oczy, a kąciki jej ust jeszcze bardziej uniosły się ku górze. Brandon był dla niej oparciem, wspierał ją, dbał o nią. Wiedziała, że może na niego liczyć. I w drugą stronę - on również mógł na niej polegać.
“No nie do końca” dała mu pstryczka w nos, cicho się przy tym śmiejąc, bo zazwyczaj to on wykonywał ten drobny gest w stosunku do niej, gdy chciał się z nią podroczyć albo pożartować, a teraz proszę, ubiegła go. Co oczywiście nie mogło przejść bez echa, bo już moment później wymierzył w jej stronę śmiercionośną oliwkę, która szczęśliwie, zamiast spaść na jej kolana i zrobić plamę na białej sukience, kulturalnie zatrzymała się na brzegu stołu. I kiedy brunetka już była gotowa odpowiedzieć na tą jawną zniewagę luby zaproponował jej deser. Sam ton jego głosu kiedy wypowiadał słowa tak niewinne jak owoce, lody czy banoffee sprawił, że… bez reszty przepadła. Westchnęła przeciągle, a kiedy owe westchnienie w niczym nie pomogło, spomiędzy jej ust wyrwał się zduszony jęk. Ten facet doprowadzał ją do szaleństwa. W każdym tego słowa rozumieniu.
“Myślałam, że nie wiesz co takiego przygotował dla nas szef kuchni” mruknęła, podnosząc się z miejsca i przechodząc wokół okrągłego, drewnianego blatu. Korzystając z tego, że mężczyzna wciąż siedział na krzesełku, a ona górowała nad nim w szpilkach uśmiechnęła się prowokująco, spoglądając na niego spod wachlarza długich, ciemnych rzęs. “Nawet nie wiesz jak wielką mam ochotę na deser. Może spróbujemy czegoś niekonwencjonalnego?” zaproponowała, a potem bez zapowiedzi władowała mu się na kolana i gwałtownie wpiła w jego usta, łącząc je w żarliwym, pełnym pasji i pożądania pocałunku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group